Najpierw wyjaśnię Wam, czemu mam nieco dziwne podejście do nowych technik czy materiałów.

Kiedy coś takiego pojawia się w zasięgu moich rąk, a zazwyczaj – bo trzeba oddać mężowi co mężowskie – dzieje się tak za sprawą Andrzeja, który coś wypatrzy i kupuje, to ja wpadam w ekscytację i zachwyt. I patrzę, dotykam, rozmyślam, przeglądam dziesiątki stron z inspiracjami i poradami „z czym to się je”, wydaję z siebie radosne dźwięki, ale rzadko, ekstremalnie rzadko rzucam się do natychmiastowego używania i wykorzystywania. No taka dziwna jestem.

Musi sobie poleżeć, ja muszę koło tego pochodzić, nabiera mocy urzędowej, we mnie zdąży się urodzić dwa tysiące pomysłów na zastosowanie. I czasami mijają tak miesiące. Dobrze, że Andrzej to rozumie i się do tego przyzwyczaił, bo dla osoby postronnej to wygląda trochę tak, jakbym zapomniała, że coś mam. Ale ja nie zapominam. U mnie dochodzi do znanego i opisanego w literaturze fachowej „etapu inkubacji pomysłu”, czyli niby nic się nie dzieje, ale podświadomość pracuje jak szalona… A czasami po prostu wiem, że coś jest tak cudowne, że musi być materiałem do projektu o nieziemskiej niesamowitości i czekam, aż się taka okazja przydarzy. Ostatecznie to są rzeczy, które „jeść nie wołają”, mogą leżeć.

Tak było z taśmami washi. Dostałam ich całe mnóstwo w ramach prezentów urodzinowych rok temu, a do tego naklejki małe i duże w ilościach równie hurtowych. Pobawiłam się nimi, ozdabiając notes z pomysłami robótkowymi i odłożyłam.

I teraz wracamy do „spamowania Was”, czy może bardziej po polsku – ponownego mordowania Was pokazywaniem rzeczy związanych z tym samym tematem, często, gęsto i namiętnie – oto znowu drobiazgi na antresolę. Kiedy sprzątaliśmy mieszkanie po mamie, to znalazła się drewniana skrzyneczka, w której były jej drobiazgi krawieckie. Drobiazgi przełożyłam do swoich pojemniczków, a pudełko zostało puste, czekając na wykorzystanie. I okazało się, że zostanie – fanfary!, bo tego to się nawet ja nie spodziewałam! – skrzynką na przybory do pisania na biurko.

I tu mnie olśnienie puknęło w ramię, że może by tak te taśmy… te naklejki… dużo… na bogato!

Jeden poranek i oto jest!

I powiem Wam, że zakochałam się w taśmach washi absolutnie! One są genialne. Kleją się do papieru, do gładkiego drewna, do szkła. Zrywa się je łatwo i bezproblemowo, więc wszelkie poprawki są kaszką z mleczkiem. Tnie się je perfekcyjnie, skalpelem od linijki, więc sobie machnęłam łączenia pod kątem i jestem zachwycona efektem i sobą, że mi wyszło. Wygładzone czymś, co się nazywa kostką introligatorską, czyli takim narzędziem w kształcie szpatułki, która pozwala usunąć powietrze spod taśmy czy naklejki, idealnie wygładzić i przykleić i jest tak gładka, że nie ma obawy, że uszkodzi taśmę.

Do tego motylki musiały być, bo bez motylków nie ma radości. Róże na bokach są słodkie, więc dodałam też taśmę z różyczkami na krawędziach podziałek w środku – widać ją przez wieczko, co jest urocze i świetnie zdobi samo wnętrze. Ale w środku jest jeszcze mała niespodzianka, taka uśmiech wywołująca. I ja wiem, że kolorystycznie to nie do końca… Ale nie mogłam się powstrzymać. A co! Endorfin i serotoniny nigdy dość. Haseł poprawiających humor też.

Podsumowując – gdyby ktoś się zastanawiał, czy pobawić się taśmami washi i gdzie on ma je sobie przyklejać, bo niekoniecznie ma tysiąc zeszytów i notesów do zdobienia, to donoszę uprzejmie, że to jest bardziej wszechstronne i kreatywnie przyjazne, niżby się mogło wydawać.

A mnie nadal zostało wybieranie włóczek na koc (no, tak się złożyło, że jeszcze nie dotarłam do pudeł z zapasami) oraz szycie pokrowców na kartony, ale to mam już przynajmniej przemyślane technicznie – bo uparłam się, że nie chcę zostać mistrzynią pistoletu do kleju na gorąco ani pędzla i kleju do wszystkiego, chcę to po prostu idealnie uszyte, no bo przecież łatwe rozwiązania są nudne…

6 komentarzy

  1. Urszula 12 sierpnia 2022 at 9:36 pm- Odpowiedz

    O, etap inkubacji pomysłu to jest to! I tak właśnie działa, niezależnie od uprawianego właśnie hobby :D U mnie teraz inkubuje się cudowny kwietnik, tak na oko 80. letni, prezent od znajomej (jak ja się wypłacę?), która odkopała go na strychu domu po babci i podarowała mi bezinteresownie. I teraz zastanawiam się, jak go zrobić z szacunkiem dla wykonawcy, posiadaczki, darczyńczyni (?) i moim własnym gustem (lub jego brakiem). W pracy natomiast, w zamrażarce niskotemperaturowej, inkubują się mysie przewody pokarmowe. Pozyskane jako odrzut z innego doświadczenia, ja jestem zdecydowaną przeciwniczką doświadczeń na zwierzętach, choć wiem, że konieczne itp. itd… Jednak nie. Na całe szczęście mogę sobie na to pozwolić. Ale to zupełnie inny temat. A dziś, jako efekt inkubacji, objawiła mi się torba dla córki. Szydełkowa. Znaczy body było zrobione, inkubowało się 2 lata, dziś nadszedł czas wyklucia. Spektakularny (ocena mocno subiektywna). Sama jestem z siebie dumna do pęknięcia jak paw. Tylko, czy paw pęka?????

    • ik 13 sierpnia 2022 at 5:36 pm- Odpowiedz

      Nie wiem, czy paw pęka, ale ten „dumny paw” pewnie tak :))))) A przynajmniej powinien eksplodować radością i pochwałami wobec siebie.
      Ja sobie mogę dzisiaj poeksplodować dumą z efektów dnia, bo udało się skończyć korpus bluzki, zrobić jakieś sto markerów, przetłumaczyć kawał wzoru i nie tylko.

  2. Ivy 13 sierpnia 2022 at 6:25 am- Odpowiedz

    Uśmiecham się, patrząc rankiem na te piękne motyle, róże i ważki, uśmiecham się w ten szary i pochmurny dzień, który nieubłaganie wieszczy rychły koniec lata…Uśmiecham się życząc Wam „Oh happy day”. Pudełeczko jest urocze:)

    • ik 13 sierpnia 2022 at 5:33 pm- Odpowiedz

      To u nas podobnie pochmurny poranek za nami, ale mnie ucieszył, mogłam leniwie podziergać :))))

  3. Anioszek 13 sierpnia 2022 at 5:11 pm- Odpowiedz

    Kocham taśmy washi miłością wielką. Używam do wszystkiego. Do ozdabiania dziennika, ramek na zdjęcia (w zależności od pory roku itd.) albumów ze zdjęciami a nawet mebli. Genialny wynalazek. Mam ich zdecydowanie dużo za dużo… Myślę że w tak kreatywnych rękach jak Twoje znajdą te cudeńka masę zastosowań o których nawet mi się nie śniło. A skrzyneczka wyszła przepiękna.

    • ik 13 sierpnia 2022 at 5:44 pm- Odpowiedz

      Dla mnie to pierwsze eksperymenty, ale jestem zakochana, bo wydawało mi się, że to tylko zagra z papierem, w notesie itp. A obejrzałam takie ilości szalonych pomysłów, że aż się w głowie kręci. Zachwyciłam się tym, co robią projektanci mody z tymi taśmami jako materiałem przy projektowaniu sukien, zamiast malować, używają taśm.

Zostaw komentarz