Najpierw napiszę jasno, że tematu śmierci królowej Elżbiety bardzo świadomie nie poruszałam w czasie ostatnich dni, bo może moje uczucia były w tej kwestii dość poukładanej i rozpoznane, ale miałam poczucie, że wiele osób nie bardzo wie, co czują, co czuć „powinny” i czy to wypada. I oczywiście okazało się, że „Ada, to nie wypada” w jakiś sposób usłyszał każdy, bo… Bo tak!

To zacznę od tego, że jak zwykle internetowy światek mnie nie rozczarował… Nie, wróć! Inaczej. On mnie nie zaskoczył i jak zwykle mnie rozczarował. Jeśli ktoś wyraził żal, smutek, przyznał się do poczucia jakiejś pustki, której zazwyczaj sam nie rozumiał do końca, to nagle pod jego szczerym wyznaniem pojawiał się werbalny łomot, że „Mamy wojnę w Ukrainie, inflacja, węgla nie ma, ludzie walczą o przetrwanie, bo ich kredyt hipoteczny wpędza w panikę, a ty się królową, nie naszą, obcą, monarchią pachnącą naftaliną przejmujesz. Zajmij się tym, co ważne. Nie histeryzuj. Żałość. Dno.” Wykrzykniki i niecenzuralne wyrazy wstawcie sobie sami. Potem był drugi biegun – cały wachlarz komentarzy, które się nawet do cytowania nie nadają, a które podsumować można, że w końcu ją dopadło i dobrze jej tak. I tego komentować nie będę, bo braku kultury i elementarnych ludzkich uczuć skomentować się nie da.

Za to mam ochotę na odniesienie się do tych, którzy się do emocji i smutku przyznali i do tego, że dostali po głowie. Po pierwsze to smutek i to czasami dojmujący może ogarnąć człowieka z tak – złe słowo, ale lepsze nie przychodzi mi do głowy – niestandardowych powodów, że ktoś się zaleje łzami, a osoba obok popuka się w głowę. Ale żadne uwagi o przewrażliwieniu, o przesadzie, o przeczuleniu nigdy nie będą na miejscu. Bo skąd wiadomo, co się na te łzy i smutek składa? Bo ta rozważana śmierć królowej to mógł być tylko zapalnik, a płacze się po czymś bardzo osobistym. Albo dzieje się właśnie coś takiego, co jest trudne do „ogarnięcia” i nagle ta jedna kropla przepełniła czarę i co z tego, że to nie na naszym podwórku. Ale na pytanie, czemu płaczesz, mówisz, że Elżbieta odeszła, a prawda jest taka, że płaczesz, bo jest ci na świecie parszywie i to do sześcianu, ale nie musisz tego tłumaczyć, nie musisz niczego wywlekać, jest usprawiedliwienie, pół świata przeżywa, ja też, to płaczę. A w końcu, czy żal, smutek, współczucie, pustka nie może się pojawić tak po prostu? Po ludzku? A no właśnie po ludzku może! I naprawdę nie o to chodzi, żeby to ukrywać, bo jak pokażemy te emocje, to ktoś nas od razu oceni, podsumuje i zmierzy własną miarką.

I teraz uwaga, będę się posługiwałam „wyrazami”, przepraszam osoby wrażliwe, ale w sumie to będę cytowała moją własną babcię, więc mogę. Otóż moja babcia nigdy nie powiedziała, że ktoś ma się „odpieprzyć” od kogoś lub czegoś. To jej przez gardło nie przechodziło, ale za to z kamienną twarzą mówiła dobitnie, że ma się „odstosunkować”. I to jest moje podsumowanie tych wszystkich dających sobie prawo do wszelkich ocen cudzych emocji, zachowań i reakcji – proszę się łaskawie odstosunkować. I żadne krzyki o wolności słowa i o prawie do wyrażania swoich „opinii” nie zadziałają! Ooo, nie! One was łupną jak bumerang w potylicę. Bo jeśli wam się wydaje, że macie takie prawa, to ten okazujący słowem, czynem i myślą żałobę po nie swojej królowej też je ma, prawo do żałobnych słów, myśli pokrytych kirem i łzawych czynów.

Teraz idziemy dalej – cała wielka grupa, mówiąca „nie moja sprawa, nie moja królowa, nie moja żałoba”. Im się też dostało, bo jak to nie zauważają, nie doceniają doniosłości chwili, niech się przez moment zastanowią, że to wydarzenie dziejowe i jakim cudem oni dzisiaj nie oglądali trzech godzin relacji spod bramy zamku Balmoral i dodatkowych dwóch o ludziach stojących w kolejce do złożenia hołdu zmarłej królowej i na deser nie obejrzeli, jak nowy król wychodził z samolotu i nawet się nie obejrzał, czy królowa małżonka*** zeszła po schodkach. Ano mogą się nie interesować, może to być tak dalekie od ich codziennego życia, że im nawet do głowy nie przyjdzie, żeby poświęcać na to choćby chwilę. Mogą nie mieć czasu. Mogą nie mieć chęci! I mają do tego prawo.

Jak ja bym chciała, żeby w końcu do wielu osób dotarło, że „szczodre” dzielenie się oceanem własnych, „najcudowniejszych” ocen i złotych myśli nie ma racji bytu. Szczególnie w stosunku do cudzych emocji. I to jest podsumowanie pierwszej części tego tekstu – każdy miał prawo do przeżywania lub nieprzeżywania ostatnich dni zgodnie ze swoimi emocjami i potrzebami. Kropka!

A teraz mogę już spokojnie przejść do części drugiej, czyli moich ostatnich dni z CNN i BBC. Kiedy w sieci pojawiły się informacje o tym słynnym, wychodzącym poza standard oświadczeniu lekarzy o zdrowiu królowej, to jakoś nie miałam złudzeń, że za kilka lub kilkanaście godzin pojawi się bardziej nieodwracalne oświadczenie. I tak, zrobiło mi się jakoś smutno i źle, tak po ludzku. A dodatkowo miałam poczucie, że oto dzieje się coś potężnego historycznie, że po raz kolejny w moim życiu jestem świadkiem czegoś tak ważnego, czegoś tak zmieniającego świat, że dosłownie płyty tektoniczne historii drżą w posadach. Kończy się epoka, która trwała ponad siedem dziesięcioleci.

I tu mała dygresja – ja od wielu, wielu lat patrzę na brytyjską monarchię z nieco nadmierna uwagą. Nie, nie jestem fanką władzy królewskiej, nie patrzę na nich jak na wzorce zachowania i rządzenia, nawet nie jak na celebrytów. Dla mnie brytyjska monarchia to jest niesamowity fenomen socjologiczny, psychologiczny i PRowy. Patrzę, czytam, słucham i kręcę głową z niedowierzaniem, z zachwytem, z fascynacją, dyskutujemy sobie z Andrzejem o aferach, których nikt nie komentuje, o słowach, które nigdy nie padają, bo monarsze nie wypada, o zachowaniach, które są tak poprawne, że aż sztuczne. I to jest temat na inny wpis, ale ma swoje znaczenie w tej sytuacji – bo ja bardzo szybko zaczęłam postrzegać to, co się w Szkocji i Londynie działo, jako kolejne fenomeny socjologiczne i psychologiczne i smutek zamienił mi się w absolutną fascynację tym, co widziałam. A zaczęło się od prezenterów BBC, którzy godzinami pokazywali tonącą w deszczu bramę zamku w Balmoral i powtarzali na trzysta sposobów te same trzy informacje i że trzeba poczekać na oficjalne oświadczenie pałacu. I nawet nie wiedzieli, kto którym samolotem leci, bo nikt ich nie informował. I to ich zrobiło mi się żal. I oglądałam przez te dni te same wiadomości w CNN i w BBC i docierało do mnie, jak bardzo poprawne próbuje być BBC i jak momentami niewiarygodnie plotkarskie i szukające sensacji jest CNN. A później patrzyliśmy z Andrzejem na nowego króla, którego wieczne pióro potrafiło atakować, a kałamarz był zawsze tam, gdzie się go nikt nie spodziewał i już wiadomo było, że oto zaczyna się dla monarchii nowa era, era Karola i będzie się działo.

I tak wzruszam się, kiedy widzę kompilację zdjęć królowej, popłakałam się, patrząc na jej psy przed zamkiem w Windsorze. Ścisnęło mnie w gardle, kiedy patrzyłam na dzieci w czasie uroczystości pogrzebowych, bo gdzieś w środku wróciły moje własne emocje sprzed wielu lat. Ale jednocześnie mam poczucie, że oto widzę ceremoniał, miejsca, ludzi i zachowania, które są wielką lekcją historii, oglądanej na żywo.

*** Tu będzie dygresja, ale ociekająca złośliwością. Kiedy okazało się, że oto mamy króla Karola Trzeciego, to nagle usłyszałam i przeczytałam w polskich mediach, że towarzyszy mu „królowa konsorta”. Że co???!!! A raczej, że kto? I ja się zastanawiam do dziś, czy to jest rzeczywiście słowo, które się w języku polskim ma prawo pojawić. Czy może raczej jakiś „pacjent zero” dziennikarstwa przeczytał angielskie „queen consort”, nie oświeciło go, pojawiła się ta nieszczęsna „konsorta”, poszła w świat, inni „światli” zaczęli ją powielać, a powinno jednak być „królowa małżonka”. Ale kim ja jestem, żeby oceniać.

10 komentarzy

  1. Małgorzata 21 września 2022 at 12:38 pm- Odpowiedz

    Po królowej konsorcie pojawił się również Lord Chamberlain, cóż że po polsku to szambelan, cóż że to jego funkcja a nie nazwisko. Ba, dwie minuty zajmuje sprawdzenie, że ów pan nazywa się Andrew Parker.

    • ik 21 września 2022 at 1:00 pm- Odpowiedz

      :)))))) To przegapiłam i może i dobrze, bo u nas rodzinne są próby rzucania czymś w telewizor, a mogłabym nie zdzierżyć.

      • Katarzyna Anna 21 września 2022 at 6:54 pm- Odpowiedz

        Po komunikacie lekarzy o stanie zdrowia Królowej, nie wiem dlaczego ale również miałam pewność, że wkrótce dowiemy się o Jej śmierci. Gdy moje przeczucia się sprawdziły, niespodziewanie dla samej siebie poczułam smutek i żal… Również jak Ty Agnieszko, poczułam, że oto skończyła się pewna epoka i świat nie będzie już taki sam. Te uczucia były dla mnie wielkim zaskoczeniem, bo dotychczas wydawało mi się, że los brytyjskiej monarchii jest mi naprawdę obojętny. Królową Elżbietę podziwiałam, ale bez przesady. A tu nagle taki nastrój… Cóż, mam 42 lata i odkąd pamiętam w Polsce i innych krajach zmieniali się rządzący, a w Wielkiej Brytanii była zawsze Królowa Elżbieta… I wbrew logice wydawało się, że tak będzie zawsze. A tu nagle koniec. Pewnie stąd ten nastrój. Internetowych komentarzy nawet nie czytałam, jakoś nie miałam ochoty na kolejne typowo polskie utarczki, połajanki i licytacje która racja jest „mojsza i najmojsza”( „Dzień Świra” wiecznie żywy). Tak sobie myślę, że trzeba pozwolić ludziom stanąć w prawdzie ze swoimi emocjami, rozpoznać je i przeżyć tylko tyle i aż tyle.
        Ps.: „Królowa konsorta” też rozłożyła mnie na łopatki!

        • ik 21 września 2022 at 7:06 pm- Odpowiedz

          Czyli obie poczułyśmy „po ludzku” i też wiem, że to nielogiczne, ale miałam podobnie, to była kobieta, która wydawała się nie mieć wieku, a może raczej funkcjonować bez oglądania się na akt urodzenia. Z drugiej jej mama udowodniła, że można żyć jeszcze dłużej.
          Ja się nie nastawiałam na to, że będę jakoś szczególnie śledzić utarczki w sieci, ale znana instagramowa „influencerka” (pominę personalia, bo nie o to chodzi), rzuciła bezinteresownie opinią, że jak można być tak naiwnym, że się opłakuje kobietę odpowiedzialną za kolonializm i jeśli ktoś czuje jakieś łzawe emocje, to jest niedokształcony i nic nie wie o świecie, historii i prawdzie. I mnie ruszyło! Bo kolonializm kolonializmem, za długi i zbyt złożony temat na szybkie wymiany zdań, ale zgrzytnęło mi potężnie, że to ma skasować emocje, żal, poczucie pustki, poczucie niechcianej zmiany. I okazało się, że „wiedzący lepiej” mają tysiące powodów, które czyjś smutek zrównują z głupotą. Ale tak, jak napisałam, nie poczułam się zaskoczona.
          Królowa konsorta zostanie ze mną na długo. Próbuję namierzyć pierwszego „dziennikarza”, któremu się to wyrwało, bo naprawdę mnie ciekawi, kto za to odpowiada :))))

  2. Pimposhka 21 września 2022 at 6:05 pm- Odpowiedz

    Super to napisałaś! Wpis wielowątkowy i w sumie nie wiem do czego odnieść się najpierw. Też uważam, że strażników moralności, którzy czują potrzebę aby mówić innym, co i jak mają czuć i jak to okazywać bądź nie, mamy ostatnio wysyp. Co do dnia, w którym ogłoszono śmierć Królowej oraz kilka dni po opisałam tutaj i bezczelnie wklejam link (jeśli nie można to proszę nie publikuj tego komentarza) https://pimposhka.pl/?p=2154 Tak jak Ty również nie zauważyłam Lorda Chamberlaina (brawo Małgorzata, która oczywiście ma rację). Jeśli chodzi o to jak różne media przedstawiają tą samą sytuację to jest to niemal schizofreniczne i dlatego ja trzymam się BBC. Do monarchii mam podobny stosunek jak Ty. A jak oglądałam relację z pogrzebu to głównie myślałam o tych wszystkich mundurach, ile to wełny, złotej nici i ile godzin ręcznej pracy! 'Kolejka’ to też osobny temat, był moment, w którym miała nawet swoją własną prognozę pogody. W dalszym ciągu zachwycam się jak to wszystko było zorganizowane i przebiegało punktualnie co do minuty.
    Dygresja: Moja mama akurat była u nas w odwiedzinach, jak Wielka Brytania obchodziła platynowy jubileusz Królowej. Oglądaliśmy razem koncert przed pałacem Buckingham. Bardzo barwna postać Adama Lamberta, który śpiewa z Queen, Brian May wyjeżdżający spod ziemi z gitarą. Wykonawcy od nieco nadgryzionego zębem czasu Roda Stewarta do rapujących artystów, tak młodych, że ja nie znam ich imion, chór składający się z reprezentantów wielu etnicznych mniejszości (hołd do Commonwealth), skecz z Królową Elżbieta (pierwszą), w roli monarchini Helen Mirren plus wielu znanych tutaj kabareciarzy. Moja mama oglądała z wielką przyjemnością a potem wypaliła 'U nas to by wyszło Mazowsze….’ Kurtyna!

    • ik 21 września 2022 at 6:36 pm- Odpowiedz

      Link zostaje, tym bardziej, że Twój wpis czytałam wcześniej i pod wieloma emocjami i spostrzeżeniami mogę się podpisać, chociaż Polska to nie Wielka Brytania i nasze „punkty siedzenia” są inne, ale postrzeganie podobne. (I ma https, więc nie mam zastrzeżeń :))))))
      Ta „kolejka” zostanie jakimś niesamowitym wydarzeniem wspominamy przez lata i nie tylko przez te emocje w niej i o niej, znaczenie, ale też to, że to szybko stało się fascynującą „instytucją”. Z tą wspomnianą przez Ciebie prognozą pogody, organizacją, kolejką do kolejki i niespotykanym ludzkim zrozumieniem, że to czas i miejsce na bycie tam, ale podporządkowując się bardzo określony i czasami żelaznym regułom. Mam przeczucie, że pewnie kilka prac naukowych o tym za jakiś czas powstanie, bo to było coś fascynujacego z socjologicznego i psychologicznego punktu widzenia.
      Dygresja o Twojej mamie bardzo słuszna, bo u nas to Mazowsze, chór i poważna pompa albo w drugą stronę – Zenek Martyniuk i przaśna impreza, ale czy tak, czy siak, to zupełnie bez dystansu do siebie. Żarty? No jak?! Obraza! I mam wrażenie, że królowej wraz z mijającymi latami coraz łatwiej przychodziło – złe słowo, ale… – wyluzowanie. Jakiś komentator w BBC powiedział, że w Elżbiecie zawsze została ta mała Lilibeth i mam wrażenie, że w tym późniejszym okresie ona często była dopuszczana do głosu. Ciekawe jak się w tym odnajdzie Karol, bo wiem, że jestem małostkowa, ale po „występie” z wiecznymi piórami, to mam wrażenie, że ludzie tworzący memy zaczną zacierać ręce.
      A co do wełny, pracy, nici, precyzji i piękna wykonania, to miałyśmy podobnie – zachwyt graniczący z utratą tchu, bo to jeden z niewielu momentów, kiedy taka masa tej rzemieślniczej magii pokazana jest w jednym miejscu i czasu.

  3. Viola 21 września 2022 at 6:28 pm- Odpowiedz

    Ja nie mogę nazwać się „royalistką” ani jej przeciwniczką, oni po prostu są tutaj i raczej pozostaną, jak Giewont w Polsce, może w prawdzie rozsypać się ale to mało prawdopodobne. Śmierć królowej poruszyła mnie jako koniec czegoś, co zawsze było, wyzwalało szacunek ,zaciekawienie i jakiś rodzaj … chyba litości, bo w sumie, to życie „na świeczniku” musi być padkudne.
    Różne były tutaj reakcje, czesto bardzo skrajne ale powalają mnie całkowicie komentarze wielbicieli (mam nawet takiego bardzo blisko) „tfurczości” David’a Icke …
    Mnie zastanawia, czy to choroba psychiczna, czy głupota? Jak, w czasie tak rozwiniętej nauki ludzie mogą dawać wiarę w takie bzdury i jeszcze o tym mowić?
    Co dalej … no cóż, chyba nie bez powodu ta nieszczęsna kobieta nie przekazała władzy wcześniej hahaha.
    I nie wstydzę się przyznać, że moja córka dostała imię Elżbieta ze względu na dwie silne królowe.

    • ik 21 września 2022 at 6:44 pm- Odpowiedz

      Wiesz, Violu, że chyba wiele osób tak to postrzega, że monarchia to taki element „krajobrazu”, który jest stały i niezmienny i może się trochę posypać, może się wzmocnić, ale nie zniknie. Ale ja mam jakieś takie silne wrażenie, że brak królowej spowoduje jakieś zmiany w postrzeganiu tej instytucji. Ona była jak skała. Wiele rzeczy trzymała żelazną ręką. Podejrzewam, że Karol okaże się znacznie mniej „królewski”, ale może się mylę, może buty po mamie królowej nie okażą się dla niego stanowczo za duże. I jak to po ludzku zabrzmiało, że królowa mogła budzić litość czy współczucie, ale masz rację – pewnie niezliczona ilość razy podejmowała decyzje jako królowa, poświęcając to, co prywatne, rodzinne. Też nie zazdroszczę.
      I raczej nie ma się czego wstydzić, że masz Elżbietę z imieniem po dwóch niesamowitych Elżbietach na tronie. Raczej powód do dumy.

  4. Pimposhka 22 września 2022 at 7:04 am- Odpowiedz

    Wracając do Karola. Nie ma wątpliwości, że to stetryczały ekscentryk. Niemniej byłam naprawdę pod wrażeniem jego pierwszego królewskiego orędzia do narodu. PRowska machina działa. Ś.p.Lech Kaczyński był nijakim, kurduplowatym prezydentem, który miał niezbyt ładną żonę. Po tragicznej śmierci w Smoleńsku stał się nagle mężem stanu godnym pochówku na Wawelu a jego żona miała cudowne i legendarne poczucie humoru. Z Karola też zrobią niezłego króla.

    • ik 22 września 2022 at 7:25 am- Odpowiedz

      Obawiam się, że ekipa od PRu będzie miała teraz sporo pracy i stresu, bo jak wychodziła Elżbieta, to było wiadomo, co powie, jak powie i nikt się nie spodziewał niespodzianek, a tu może być panika, leki na uspokojenie i załamywanie rąk „co on znowu mówi/robi”. Ale poczekajmy, zobaczymy.
      A dodawanie pomnikowej pozłoty to chyba zdarza się w każdym kraju wobec niektórych, ale fakt, że u nas to czasami przybiera niespotykane poziomy. A w drugą stronę – osoby, które naprawdę należałoby pamiętać, przypominać, cytować i stawiać za wzór świadomie spycha się w niebyt i umniejsza, bo są niewygodni i niezgodni z linią partii rządzącej. Jakoś mi się od razu profesor Bartoszewski przypomina. Jakoś wątpię, żeby szybko o nim w szkołach uczyli.

Zostaw komentarz