Miewacie takie momenty, sekundy dosłownie, kiedy świadomość czegoś dopada Was z szybkością charta angielskiego i łapie za gardło, duszę, głowę, serce, żołądek i inne wątpia*** lub dowolną ilość szarych komórek. To ja miewam i to często. Miewam do tego stopnia, że czasami ta świadomość nie tylko mnie dopada, ale dosłownie powoduje wrycie w krzesło, skamienienie, zatrzymanie się z okrzykiem „o żesz…!!!”. Wczoraj mnie tak unieruchomiło z głupawą miną i to kiedy? Przy pisaniu komentarza na Instagramie!

Chciałam pochwalić wydzierganą chustę i nagle moje palce odruchowo wystukały: „Fajnie wyszła!”. Nic złego. Często ktoś pisze tak o moich projektach. Sama używam tego sformułowania wobec cudzych. A wczoraj mnie łupnęło! To nie jest tak, że to niewłaściwe sformułowanie, nie obraża, nie lekceważy, ale… Ale, do jasnej anielki, to za mało!

Po pierwsze sama potrafię się oburzyć na stwierdzenie „fajnie”, szczególnie jeśli uważam, że stworzyłam arcydzieło, że się starałam, że w czymś został kawał mojego serca, mnóstwo czasu, ocean cierpliwości i dwa Bajkały uwagi, a ktoś mi to wszystko kwituje jednym marnym „fajnie”. Cudownie! Genialnie! Perfekcyjnie! Może być nawet ślicznie! Ale nie fajnie. Fajnie to ja układam sztućce w kuchennej szufladzie.

A później to nieszczęsne „wyszła”. Sama wyszła? Przypadkiem? Wbrew staraniom tworzącego, żeby jednak schrzanić cały projekt, a projekt się nie dał i wyszedł? Poza tym czemu ja się skupiam na chuście, która wyszła, a nie na kobiecie, która ją stworzyła. Kto lub co jest tu ważniejsze? Człowiek! Zawsze człowiek.

Wykasowałam to niewystarczające „Fajnie wyszła” i zamiast tego napisałam „Śliczną ją zrobiłaś”. Niby to samo, ale jednak nie to samo! Ty zrobiłaś! Doceniam moc sprawczą.

I co ciekawe w kontaktach na co dzień, z własnym mężem na przykład, przestawienie pochwał z rzeczy lub efektu na sprawcę tegoż wychodzi mi łatwiej. Częściej powiem „świetnie to wymyśliłeś”, niż „świetny pomysł”. Bo to niby to samo, ale chwalenie pomysłu rosnąć mu nie pomoże, nie poprawi pomysłowi humoru, a pochwalenie męża działa cuda. Może jest łatwiej, bo osoba pożądająca pochwał siedzi lub stoi przede mną, patrzy na mnie i dosłownie widać w oczach, że pochwalne pogłaskanie po głowie jest tym, czego potrzebuje. A na Instagramie widzę chustę i na niej się skupiam, zapominam, że ona sama nie wyszła, ona została zrobiona przez utalentowane łapki i to te łapki powinnam chwalić.

To ja się od dzisiaj postaram bezapelacyjnie poprawić.

***Uwielbiam słowo „wątpia”, bo jest takie tajemnicze i można go bezkarnie używać w najbardziej wyczulonym na konwenanse towarzystwie, bo brzmi znacznie lepiej niż „bebechy” a nawet „wnętrzności”.

14 komentarzy

  1. Kola 6 kwietnia 2022 at 11:28 am- Odpowiedz

    No to teraz moje „oooo żesz!” I wrycie w fotel… Bo nigdy się nad tym nie zastanawiałam, nigdy nie pomyślałam, a to takie prawdziwe i w sumie oczywiste. Co gorsza, sama w ten sposób prace i dokonania innych często chwaliłam, i nawet miewałam to nieprzyjemne uczucie w środku, gdy tak chwalono moje, i nigdy żadna głębsza refleksja mnie nie naszła… Dziękuję! Super, że o tym napisałaś, i obiecuję poprawę!

    • ik 6 kwietnia 2022 at 12:20 pm- Odpowiedz

      Bo te „oczywiste oczywistości” tak łatwo przeoczyć. Ja sama mam świadomość tej wielkiej różnicy, ale jakoś łatwiej mi pilnować właściwych akcentów „w realu”, a w sieci… Jakoś tak potrafię bez zastanowienia polecieć standardem i dobrze, że do mnie dotarło, że to robię, zapewne właśnie dlatego, że nie mam twórcy przed sobą, mam tylko efekt, więc odruchowo efekt chwalę.
      A co do nieprzyjemnych uczuć w środku, to miewam podobnie – niby ktoś chwali, a mnie robi się gorzej, bo mam wrażenie, że to na odczepnego i wiem, w ponad połowie przypadków jestem przewrażliwiona, ale czasami mam ochotę powiedzieć, że może lepiej sobie darować.

  2. Ula Hahnoma 6 kwietnia 2022 at 11:47 am- Odpowiedz

    Wątpia zdecydowanie, chociaż nie są w stanie przenieść ładunku emocjonalnego stwierdzenia „flaki się przewracają” :-D
    Taki niby drobiazg, a zmienia wszystko – dziękuję za ten tekst i zwrócenie uwagi na coś prozaicznego, ale będącego jak ten przysłowiowy języczek u wagi. Jako odbiorca komentarza (no nie tego konkretnego ;-)) mam spostrzeżenie, że umniejszamy nasz udział, wkład, jak zwał, tak zwał. Bo cóż to za problem zrobić taką chustę? A że takie ładne kolory, to przecież nie moja zasługa tylko producenta. I dla mnie to nie będzie nic niezwykłego, bo mogę zrobić takich wiele, chociaż cieszę się, że nie tylko mi się podoba. I to jest właśnie to – sztuka prawienia komplementów i sztuka ich przyjmowania. Idę o zakład, że kiedyś były z tego zajęcia obowiązkowe :-)

    • ik 6 kwietnia 2022 at 12:25 pm- Odpowiedz

      „Flakami” to ja rzucam w zaciszu domowym, gdzie wiem, że nawet przy obiedzie nikt się nie skrzywi i nie odmówi konsumpcji, ale „w towarzystwie” wątpia mnie już nie raz uratowały :))))
      A zauważyłaś, że to kobiety tak cudownie umniejszają swoje umiejętności i zasługi. Pochwalony facet albo uzna pochwałę za oczywistość, która mu się należy i nawet, jeśli skwituje to krótkim „nooo!”, to ono będzie tak zaakcentowane, że od razu wiesz, że on tą pochwałę uznaje za należną, albo się rozgada, jak to on robił, kombinował, myślał, działał. A kobieta robi dokładnie to, co opisałaś – umniejsza, bagatelizuje, każdy by tak umiał i to nic takiego. I nie mówię tego jako świadek, ja to mówię, jako osoba, która nie umie przyjmować pochwał i też potrafi umniejszać. A raczej potrafiła, bo ostatnio się staram przyjmować pochwały, szczególnie mojej pracy (bo z urodą nadal mam kłopoty :)))), z entuzjazmem godnym faceta. I jak mi ostatnio mąż powiedział, że to, co mam na krośnie jest genialne, to usłyszał, że „no, ba! bo ja zajebista jestem!”. I naprawdę się tak poczułam :))))

      • Monika 6 kwietnia 2022 at 2:10 pm- Odpowiedz

        Jeszcze raz dziękuję, że tak prześlicznie zrobiłam, chociaż wzór był śliczny i nauczycielka cierpliwa, sto razy powtarzała to samo. ;))
        Też nie byłam chwalona i tak sobie myślę, że pochwały raczej nie psują. Cieszą. Są ludzie, którzy pomimo pochwał wątpią w siebie i są tacy, którym pochwały tylko potwierdzają dobre zdanie o sobie.
        To w ogóle ciekawe i straszne trochę, jak wszystkie teorie wychowawcze przynoszą skutki uboczne. Jedynie słuszna zasada to właśnie zauważanie człowieka, że ładnie zrobił, że mądrze wymyślił, że dobrze się zachował. Dziękuję bardzo za ten wpis 🥰

        • ik 6 kwietnia 2022 at 2:42 pm- Odpowiedz

          Zrobiłaś, wybrałaś kolory, miałaś cierpliwość do wzoru (i nauczycielki :))))))
          Wielu ludzi, którzy wątpią w siebie, potrzebuje takiej pochwały „z grubej rury”, od kogoś, od kogo by się nigdy nie spodziewali (i nie dlatego, że nie chwali, tylko nigdy by nie przypuszczali, że obserwuje ich poczynania) albo tak spontanicznej, że aż się zaczyna człowiek uśmiechać, bo widzi, że się chwalącemu wyrywa to z serca i bez kalkulacji. Bo paradoksalnie dopiero w to uwierzą.
          I jeszcze raz dziękuję za ten chuściany powód, żebym się wczoraj zatrzymała w „standardowych” pochwałach i zreflektowała, że można lepiej.

  3. Maria 6 kwietnia 2022 at 11:49 am- Odpowiedz

    Kocham używać wątpi w wypowiedziach! I co do komentarzy, to też tak mam, że choć zachwyca dzieło, to wyrazy zachwytu staram się kierować do twórcy owego dzieła. Toż to rękodzielniczy demiurg, ni mniej ni więcej :) Chwalę tak, jak sama chciałabym być chwalona. I nie chodzi o to, że potrzebuję tych pochwał mnóstwo albo bezustannie. Zależy mi na zasłużonych, czyli wyrażanych wtedy, gdy się komuś coś u mnie/we mnie spodobało. Nie lubię podejścia „nie powiem jej, że ładnie wygląda, żeby jej się w głowie nie przewróciło”. Nie spotkałam się jeszcze w życiu z tym, żeby komuś szczere pochwały spowodowały uderzenie sodówki. A mogą rozjaśnić taki sobie dzień i są ciekawą informacją zwrotną, co z naszych wyborów estetycznych znajduje pozytywny oddźwięk u innych. Jednocześnie jako odbiorca opinii staram się pamiętać, że część świata nie jest zainteresowana rozkminą stylu chwalenia, toteż nie obrażam się na „fajne!” lub gify z serduszkami, one są miłe, ale spływają po ego jak po kaczce i nie zostawiają tego słodkiego posmaku, którego dostarczają komentarze głębsze i bardziej osobiste.
    Tu mnie naszła refleksja, że metafora z serduszkami spływającymi po kaczce chyba mi się wzięła z rozmyślania o nurogęsiach – niedługo będą szły z młodymi z Łazienek nad Wisłę i to jest dla mnie jedno z bardziej urokliwych wiosennych zdarzeń co roku w Warszawie, gdy służby miejskie wstrzymują intensywny ruch na Czerniakowskiej, żeby mama kaczka z maluchami przeszła bezpiecznie :))))

    • ik 6 kwietnia 2022 at 12:31 pm- Odpowiedz

      Też nie znam nikogo, komu by się od pochwał tego, co robią poprzewracało w głowie, wręcz przeciwnie, zazwyczaj te osoby rozkwitają i to tak pięknie, że aż miło popatrzeć. I masz rację, że część świata ma w głębokim poważaniu formę wyrażania pochwał i dla nich trzy serduszka mają podobną wartość jak „fajne” i jak trzy zdania o pełniejszej treści – bo nie mają czasu, bo im się nie chce pisać. U mnie to działa tak – serduszka, lajki i komentarze standardowe zauważam i są jak znak życia – „zauważyłam, że co wrzuciłaś i to jest na tyle interesujące, że chce mi się machnąć kciukiem” i to jest miłe, żeby nie napisać „fajne” :)))))) Ale jak się zdarzy taki komentarz od serca albo jak mi mąż zaczyna mówić pełnymi zdaniami i jest w nich mnóstwo potwierdzania tego, że moja wyśniona wizja zmieniła się w rzeczywistość i ktoś to widzi dokładnie tak, jak ja to chciałam stworzyć, to dosłownie zaczynam puchnąć jak balonik chęcią dalszego tworzenia, nie wodą sodową, ale poczuciem, że mogę jeszcze więcej.

  4. Viola 6 kwietnia 2022 at 12:21 pm- Odpowiedz

    Tak, masz całkowitą rację. Jakiś czas temu zganiłam siebie samą za takie właśnie suche komunikaty, staram się być bardziej „wylewna”.
    Jednak „fajnie wyszła” i tak jest lepsze od samotnego kciuka, który tak naprawdę nie wiadomo, jak odebrać.
    Cieszę się, że wróciłaś i w takiej formie, szczerze… tęskniłam do starego bloga, był bardziej „domowy”. Odkryłam Nową Ciebie niedawno, czytałam tylko, bo covid trzymał mnie za gardło i brakowało mi energii na wiecej.
    Pierwszy raz widzę słowo „wątpia”…

    • ik 6 kwietnia 2022 at 12:38 pm- Odpowiedz

      Zdrowia przede wszystkim! Zbieraj siły i wracaj do formy.
      Skoro czytałaś, to wiesz, że mi się bardzo zmieniło podejście do wielu rzeczy, zmieniało się boleśnie, ale kiedy patrzę na to, gdzie dzisiaj jestem i gdzie bym chciała być za jakiś czas, to mi dobrze z tą wizją. Poza tym świat nagle stał się tak dziwnym i strasznym miejscem, że moja potrzeba siedzenia cicho zamienia się w potrzebę mówienia głośno o tym, co dla mnie ważne.
      Nie wiem, czy masz takie same skojarzenia, ale przynajmniej moje pokolenie było wychowywane w jakimś takim przeświadczeniu, że wylewne chwalenie tylko „zepsuje” dziecko. Ja nie byłam chwalona, u mnie w domu było „normalne”, że jestem jaka jestem. Wszelkie osiągnięcia były oczywiste. W innych domach było jeszcze większe rozdwojenie jaźni – dziecka się nie chwaliło bezpośrednio, ale za to pojawiały się pochwały w opowieściach do obcych i rodziny i mały człowiek głupiał, bo mamusia do niego nie mówiła nic, a cioci opowiadała, że on taki cudny, piękny, zdolny, wpisz, co chcesz. I mam wrażenie, że mamy problemy z wylewnością, bo nas jej nie tylko nie nauczono, ale wręcz uważano za niewłaściwą.
      A że łamiemy wszelkie zasady, to zacznijmy też być szczerze wylewne! A co!
      Buziaki!

  5. Ula 11 kwietnia 2022 at 8:52 am- Odpowiedz

    Napisałaś to w punkt :)

    • ik 11 kwietnia 2022 at 10:23 am- Odpowiedz

      I staram się stosować, przynajmniej bardziej się pilnuję.

  6. Anonim 14 kwietnia 2022 at 9:05 am- Odpowiedz

    „Fajna bluzka!” – no nie, bo powinnam powiedzieć „Świetnie w niej wyglądasz!” – i dlatego od kilku lat wykluczyłam ze swojego języka zwroty: „a nie mówiłam”, „bo ty zawsze”, „bo ty nigdy”, „bo powinnaś”, „no to musisz”, „ogarnij się” i wtedy okazało się, jak często używamy bezmyślnych zwrotów – bo zaczęłam je SŁYSZEĆ…

    • ik 14 kwietnia 2022 at 9:46 am- Odpowiedz

      I pewnie nadal będzie nam się zdarzało powiedzieć, że fajne, że powinnaś, ale przynajmniej znacznie rzadziej, bo wiemy, że to – jak to dobrze określiłaś – bezmyślne. Ale Ty masz za sobą wielki krok, że sobie to uświadomiłaś, a wiele osób uważa, że to ok, nie ma co się wysilać, przecież krzywdy nie robią, a prawda jest inna – robią i to czasami wielką.

Zostaw komentarz