Zacznę od tego, że książka leżała na półce od kilku miesięcy, odkurzana troskliwie i czekała na właściwy moment (wiele książek tak u mnie czeka, bo wiem, że moja gorsza kondycja psychiczna sprawia, że czasami ciężko mi przez coś emocjonalnie przebrnąć albo chcę mieć spokojną głowę, żeby się na czymś skupić). Kupiona z czystej ciekawości, bo autorka jest mi znana ze swoich felietonów i skoro Natalia de Barbaro napisała właśnie coś większego, to chciałam to przeczytać.

W końcu nadeszła „ta chwila” i zrobiłam coś, czego zbyt często nie robię – zajrzałam najpierw do recenzji „Czułej przewodniczki”… Matko kochana, już nie pamiętam kiedy powiedzenie „rozrzut macie fatalny” pasowało tak znakomicie! Jedni wpadali w zachwyt i to nieumiarkowany. Twierdzili, że to książka, którą każda kobieta przeczytać powinna i że zmienia życie o sto osiemdziesiąt stopni. A inny łapali dwa najbliższe kamienie i walili w autorkę z rozmachem, że bełkot, że pustosłowie, że tego się czytać nie da. Najbardziej ubawił mnie pan, który książkę przeczytał i stwierdził, że się z nią nie identyfikuje… Chyba w sumie nic złego, skoro jest facetem. Ale w fotel mnie wbiła młoda dziewczyna, która stwierdziła, że ona taka nie jest i za nic nie uwierzy, że są takie kobiety, jak opisane w tej książce, ale jeśli są, to im bardzo współczuje. No cóż… To ja napiszę, że jej trochę zazdroszczę, że taka nie jest i nie widzi nikogo w swoim otoczeniu, kto by był, ale też z całego serca jej życzę, żeby nigdy się to nie zmieniło. I wyprzedzę nieco fakty, ale od razu przyznam, że ja taka jestem i pewnie nie ja jedna, a za rzadko występujący okaz jednorożca się nie uważam.

Czyli siadałam do czytania nastawiona na to, że nie mam pojęcia, czego się spodziewać. I dobrze! Od razu przygotowałam sobie „kupkę tematyczną”, żeby mieć materiał porównawczy. Do Natalii de Barbaro („Czuła przewodniczka. Kobieca droga do siebie”) dorzuciłam Ewę Woydyłło-Osiatyńską („Droga do siebie. O poczuciu wartości”) i Sophie Mort („Czułość. Poradnik pozytywnego egoizmu”) – każda mniej więcej w tym samym temacie, każda zupełnie inna.

Na początek napiszę tyle – bardzo się cieszę, bardzo, bardzo, że „Czułą przewodniczkę” przeczytałam. Ona jest rzeczywiście bardzo specyficzna w swoim języku i przekazie, ale kopnęła mnie w pewne czułe miejsca w mojej głowie i duszy. Koncepcja, że ma się w sobie różne wewnętrzne ja, niektóre potulne, stłamszone, niektóre pełne bólu, niektóre złe potężną złością i że to jest normalne, ale wymaga uświadomienia sobie, że tak jest, skąd nam się te nasze różne aspekty bycia i życia wzięły i jak z nimi pracować, nie jest nowa ani szczególnie odkrywcza. Dlaczego zatem de Barbaro napisała coś, co ja „kupiłam”? Bo mnie jej język i sposób przekazu przekonuje – osobisty, emocjonalny, językowo bezkoturnowy, z przykładami z życia i pracy jako terapeutki i odniesieniami do współczesnej popkultury. Miałam wrażenie, że siadłam z autorką i wiem, że ona jest psychologiem, ale gadamy sobie jak kobieta z kobietą, wino się leje, przeklniemy sobie czasem, popłaczemy razem i pośmiejemy się od serca i przepony.

Ewa Woydyłło też nie próbuje „wejść na katedrę” i głosić psychologiczne mądrości. Mówiła do mnie jasno i prosto, ale czułam lekki dystans, bo jednak to było jak udzielanie porad, od serca i z empatią, ale jak obca osoba obcej osobie, czyli w takich książkach standardowo i tak, jak się pisze najczęściej (a może raczej jak lubiąca mnie pani profesor z liceum, która przeżyła więcej, wie więcej i próbuje mi pokazać, gdzie właśnie w życiu jestem, z szacunkiem i sympatią, może nawet przy herbacie, ale nadal mówię do niej per „pani”). Przy czym „Drogę do siebie” przeczytałam, kiwając głową, że ja się zgadzam i to w wielu kwestiach, bo ona pięknie pokazuje, co nam szkodzi w sferze własnej wartości, a co nam pomaga i że mamy w siebie wbudowane takie schematy myślenia, które blokują nas, kobiety, lepiej niż zaciągnięty hamulec ręczny.

I na koniec Sophie Mort, która w tym kobiecym towarzystwie stworzyła coś, co jest najbardziej ustrukturalizowane (i najgrubsze, bo jej książka ma największą objętość), co próbuje pomóc w diagnozie, co się z nami dzieje, jak dzieciństwo czy media społecznościowe potrafią nam skutecznie zniszczyć poczucie własnej wartości i jak budować nowe mechanizmy radzenia sobie, inne sposoby myślenia, a nawet stosować tak popularne techniki oddechowe czy relaksacyjne. Tutaj też mamy wiele przykładów „z życia”, ale widać, że to książka najbardziej poradnikowo-podręcznikowa, chociaż nie próbuje nas „zabić” zbyt skomplikowanym językiem.

Wracając do recenzji i do postrzegania takich książek, trzy przykłady, trzy sposoby pisania, trzy autorki tworzące odmienny dystans do swoich czytelników – każda z nich znajdzie swoje zwolenniczki i każda z nich może usłyszeć, że napisała coś, czego się czytać nie da, bo za długie, za krótkie, za osobiste, za suche, za emocjonalne, zbyt napakowane psychologiczną teorią, za dużo przykładów, za mało przykładów… I pomyślałam sobie, że to jest dokładnie ten problem, jaki niektórzy miewają z  moimi kursami – dla jednych moje gadulstwo, dygresje i mnóstwo wiedzy przekazywanej „przy okazji” są czymś miłym i lubią spędzać w ten sposób czas. Dla niektórych mój sposób przekazu jest co najmniej drażniący, bo nie lubią, jak się mówi „łapki”, a nie „dłonie” (rzeczywisty zarzut „bardzo merytoryczny”, ale wierzę, że jak ktoś czuje się bardzo dorosły i oczekuje takiego mega poważnego i dorosłego języka w kursach dla osób po 18. roku życia, to może się źle poczuć). I są osoby, zasugerowanie którym obejrzenia czegokolwiek mojego wywoła odruch sprzeciwu absolutnego, bo oni chcą krótko, merytorycznie, ze słownictwem branżowym i bez dygresji, a to nie ja. I właśnie o to chodzi – autorka to też człowiek, ma swoje sposoby przekazywania treści, wiedzy, emocji i skoro pani Natalia de Barbaro nie jest przyzwyczajona do akademickiego podejścia krok po kroku i bez emocji, to nie napisze takiej książki, bo to nie ona. Pani Ewa Woydyłło, która często wypowiada się w telewizji i po prostu emanuje kulturą, wiedzą, ale jednocześnie widać, że nie kryje swoich emocji i wyraża swoje zdanie, nawet na bardzo kontrowersyjne tematy, jasno i otwarcie i dokładnie taka jest jej książka, bo to jest ona!

Dlatego, szczególnie wobec książek z szeroko pojętej dziedziny psychologii czy samorozwoju, sugeruję proste stwierdzenie: „To nie dla mnie” i szukanie autorów, którzy „mówią do nas” i my to rozumiemy, to w nas zostaje, skłania do myślenia i dobrze by było, gdyby też do działania. A tych książek „nie dla nas” nie skreślajmy tak na amen***, bo na bank znajdzie się ktoś, do kogo taki sposób przekazu przemówi, trafi go w czułą część duszy i pozwoli zrobić coś dobrego dla siebie, a przecież o to głównie chodzi.

***Ja tu zakładam, że mówimy o książkach, których autorami są osoby „z branży”, psycholodzy, terapeuci, psychiatrzy, osoby, które od lat pracują z osobami w kryzysie, prowadzą warsztaty, mają wiedzę i doświadczenie. W przypadku książek pisanych przez osoby, które same doświadczyły problemów psychologicznych i chcą się tym podzielić, to mam wobec nich wielki szacunek i cenię ich odważne wyznania do momentu, kiedy jest to opowieść o subiektywnych przeżyciach, próba pokazania „co się ze mną działo”, ale kiedy zaczynam czytać o radach, sposobach, które na pewno zadziałają i co „trzeba” w takiej sytuacji, to się jeżę, bo co zadziałało u jednego, może być szkodliwe dla drugiego! A jeśli to poradniki celebrytów, którzy wiedzą wszystko o wszystkim… nie czytam, szkoda mojego czasu i nerwów, bo to jeden z tych przypadków, kiedy mam ochotę walić miedzianym rondlem w czasami puste głowy piszących.

10 komentarzy

  1. Halina 12 kwietnia 2022 at 6:42 pm- Odpowiedz

    Tak jak zauważasz – autorzy są różni, jednym czytelnikom/słuchaczom/widzom pasują i mówią do duszy, innym nie. Dziękuję, że dzielisz się – wiedzą, wrażeniem. Dobrą książką i dobrym udziergiem. Pozdrawiam.

    • ik 13 kwietnia 2022 at 5:11 am- Odpowiedz

      Moja babcia mówiła, że „każda potwora znajdzie swego amatora” i może kontekst jej uwag był nieco bardziej romantyczny :)))), to tutaj też pasuje jak ulał.

  2. Anonim 14 kwietnia 2022 at 6:08 am- Odpowiedz

    O ksiazce slyszalam, ale nie czytalam i chyba raczej sie do niej nie zabiore. Jakos mnie nudza tego typu ksiazki. Zazwyczaj zaczne czytac i po paru stronach odkladam i tak po pare razy.
    Niemniej jednak dzieki piekne za Twoje recenzje. Ja czesto siegam po ksiazki przez Ciebie polecane.
    Jesli chodzi o Twoje filmiki o dzierganiu, to je uwielbiam. Musze Ci powiedziec, ze sa w moim domu dosc popularne. Swego czasu ogladalam je bez sluchawek i moje chlopaki robili „duze oczy” przy haslach- a teraz obracamy robotke na druga strone. Mimo ze juz od lat slucham bez dzwieku(sluchawki uzywam) to nadal sie dopytuja, czy juz przelozylam robotke na druga strone.

    • ik 14 kwietnia 2022 at 7:04 am- Odpowiedz

      Bardzo się cieszę, że te recenzje się przydają, od razu bardziej chce się je pisać.
      A w zapamiętanie fragmentu filmu wierzę, bo mam w domu to samo. Oglądałam film o szydełkowaniu, też głośno i Andrzej non stop słyszał „double trouble”, czyli podwójny kłopot :))) Oczywiście było „double treble” czyli podwójny słupek, ale Andrzej nie kojarzył słupka, a kojarzył problem i jak usłyszał, tak zapamiętał i teraz jak coś szydełkuję, to od razu pyta, czy robię „double trouble” :))))))))))))

  3. Maria 14 kwietnia 2022 at 7:32 am- Odpowiedz

    O, Twoje filmy to klasyka! Oczywiście wszystko zależy od tego, czego się szuka w danej chwili, ale jeśli osoba dziergająca potrzebuje konkretnej piguły wiedzy w miłej formie, to zawsze polecam Twoje instruktaże. Tak, na małe pytania dziewiarskie można znaleźć filmy krótsze (zawsze przy kitchenerze szukam najkrótszego, bo notorycznie zapominam, jak zacząć, a dalej to już samo leci), ale jeśli chce się poznać solidnie jakąś technikę lub jakieś zagadnienie, to filmy spod znaku IK są najlepsze. Masz niezrównane „didaskalia” rzucane mimochodem przy głównym wątku :) Brioszkuję z dużymi przerwami i jeśli przy kolejnym podejściu do tej techniki potrzebuję odświeżenia wiedzy, to zawsze wracam do Ciebie. Poza tym ładna polszczyzna, dobre oświetlenie, staranny montaż – bardzo lubię taką kombinację :)))
    Książkami zainteresowałaś, sięgnę przy okazji.

    • ik 14 kwietnia 2022 at 8:16 am- Odpowiedz

      Mam nadzieję, że te najnowsze filmy, gdzie robimy spisy treści są dobrze oceniane właśnie ze względu na to, że jak się chce dotrzeć do jakiejś konkretnej treści, to można to zrobić szybko i wygodnie.
      Co najśmieszniejsze i może nawet nie powinnam się przyznawać, ale ja potrafię zajrzeć do własnego filmu, kiedy czegoś nie pamiętam :)))) Tak ostatnio było przy i-cordowym brzegu, bo za nic nie mogłam sobie przypomnieć sekwencji oczek i poszła Intensywna do Intensywnej po wiedzę.

      • Maria 14 kwietnia 2022 at 8:39 am- Odpowiedz

        O, to trochę tak jak z Ravelry. Z jednej strony robimy notatki przy projektach, żeby pomagały innym chętnym na wykonanie danego wzoru, ale nam się te zapiski też niejednokrotnie przydają. Parę razy, wracając do porzuconej na jakiś czas robótki, dziękowałam samej sobie za zanotowanie rozmiaru drutów, wybranego rozmiaru swetra i paru innych istotnych szczegółów…
        Ja i bez spisu treści chętnie wracam do Waszych filmów. A ze spisem to już w ogóle :*

        • ik 14 kwietnia 2022 at 9:43 am- Odpowiedz

          Ravelry też wiele razy uratowało mi może nie życie, ale czas na pewno, bo wracałam do tego samego projektu i już obywało się bez próbkowania, pomijając, ze wiele razy pomaga w określeniu ilości włóczki.

  4. Viola 21 kwietnia 2022 at 7:30 am- Odpowiedz

    Dzięki Aga za „Czułą przewodniczkę”, zabrałam się za nią nie natychmiast, „czytałam” (audiobook) inną i miałam ciśnienie żeby skończyć, bo nie mogłabym spać już zupełnie … wiesz, jak to jest z kryminałami hahaha. Dziekuję, mam teraz o czym myśleć, co czy kogo analizować, na pewno wrócę do tej książki, i to nie raz. Często wracam do przeczytanych książek, odbiór za drugim razem jest inny, wychodzą na wierzch szczegóły, które umknęły mi za pierwszym razem.
    Podoba mi się wszystko w tej książce, podobnie do Ciebie, czułam się jak „na pogaduchach”, nie można jednak czytać jej „z doskoku” podczas np. zmywania, ja nie mogę, wymaga koncentracji i zaangażowania.
    Dwie pozostałe też przeczytam, potrzebuję ich, znalazłam je, mam je na swojej półce, dziękuję.
    A Twoje filmy uwielbiam, wracam do nich, polecam każdemu jako encyklopedię wiedzy dziewiarskiej, skarbnicę porad, których trzeba słuchać. Tak, trzeba! Doświadczyłam tego na własnym udziergu, nie posłuchałam Agi, że trzeba mysleć i „komponować” na bieżąco a nie tylko polegać na matematyce. Zrobiłam milion wyliczeń, ba! nawet zrobiłam porównanie proporcjami z wyliczeniami autorki (użyłam cieńszej włóczki) i gnałam bezmyślnie, bo przecież wyliczyłam a matematyka nie kłamie, nie słuchałam wewnętrznej dziewiarki „słuchaj stara, coś jakoś nie tak”. No i mam, noszalne, nie powiem ale…
    Zwalam to jednak na „klątwę Putina”, udzierg jest bowiem politycznie niepoprawny, pomysłu rosyjskiej, wspaniałej autorki.

    • ik 21 kwietnia 2022 at 8:04 am- Odpowiedz

      Proszę bardzo! Ja też mam wrażenie, że wrócę do „Przewodniczki” i podejrzewam, że mój egzemplarz zamieni się w zapisany notatnik z doklejonymi karteczkami, bo zazwyczaj tak kończą u mnie książki, które coś w sobie mają, stają się powodem do zmian.
      Za pochwały dla filmów dziękuję! Ale jak sama zauważałaś, czasami intuicja najważniejsza i jak zaczyna krzyczeć, że coś jest nie tak, to nie warto jej ignorować, bo zazwyczaj ma rację.

Zostaw komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi