Moje pomysły twórcze często są efektem…

Nie. Inaczej.

Moje pomysły na różne rzeczy często powstają nad ranem, kiedy najpierw cały dom zostanie postawiony na nogi przez jakiś koci dramat. Bo niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto ma koty i nigdy nie wstawał w środku nocy, żeby coś posprzątać, zmienić pościel, a w mniej dramatycznej wersji po prostu utulić i ugłaskać, bo nagle koci świat bez człowieka nie będzie działał i „ludź” jest niezbędny. I kiedy już koty dochodzą do wniosku, że jest dobrze i można zasnąć na człowieku, wszystko, co ma zostać wyprane z rana, wylądowało w pralce, co miało zostać posprzątane, posprzątano, światła gasną, mąż zasypia w trzy sekundy, to ja zazwyczaj zaczynam kombinować, bo i tak nie mogę spać. I właśnie takiej nocy, z Timofiejem pewnym, że już wszystko dobrze i Teodorem zniesmaczonym chaosem i hałasem, co należało mi opowiedzieć, posapać i zasnąć jak mała przytulanka obok, wymyśliłam ogólny pomysł na zmiany na antresoli.

A później zaczęłam od… no właśnie od drobiazgów, czyli od wyczyszczenia skrzynki na przybory do pisania, która teraz czeka na ozdobienie i od przygotowania całego zestawu łapaczy snów, które wylądują jako ozdoby ścienne, ale nie takie wieszane na ścianie, a postawione na kaloryferze.

Czemu tak? Czemu na początek nie zaczęłam nawet wyrzucać z tego kąta zbędnych gratów, czyli stacjonarnego rowerka, który musi znaleźć sobie nowe miejsce bycia i używania? Czemu nie maluję szafy, co mam w planach? Czemu najpierw drobiazgi? Bo kto dorosłemu zabroni? :)))))

Bo ja naprawdę uważam, że zmiany w przestrzeni, we wnętrzach i nie tylko, zmiany duże i małe wcale nie muszą się zaczynać od wielkich, potężnych i często trudnych i brudnych (dosłownie i w przenośni) zadań, których efekt wcale nie musi być spektakularny (bo przemalowanie białej ściany na bardziej białą ścianę jakoś mnie nie wprawia w euforię). Po pierwsze dlatego, że do tych wielkich, czasochłonnych rzeczy trudniej się zmobilizować, a te małe są łatwiejsze. Więc robisz jeden łapacz, potem drugi, potem już masz poczucie sukcesu, bo coś powstało. Brawa dla nas! Zajmujesz się kolejnym małym elementem. Zbiera się takich gotowych rzeczy kilka, patrzysz na nie, zbierasz w jednym miejscu, zachwycasz się nimi i sobą. Łatwiej znaleźć siłę na kolejne etapy. U mnie tym kolejnym pomysłem do zrealizowania będzie wybór włóczek do utkania koca specjalnie do mojego kąta lub uszycie pokrowców na pudła, które pojawią się jako elementy ozdobno-użytkowe. A później wszystkie inne drobiazgi. Przy okazji styl łapaczy zdefiniuje mi kolejne rzeczy – kolorystycznie i stylistycznie. Czyli u mnie jest od szczegółu do ogółu.

Robię zatem małe rzeczy, a na końcu zajmę się tymi wielkimi. I tu pojawia się drugi powód takiego podejścia – wiem, że dzięki niemu nastąpi mały cud, bo kiedy skończę sprzątać po malowaniu, to wszystko będzie gotowe do postawienia, powieszania, zamocowania i całość od razu będzie czysta, śliczna, do siadania i używania. Nie będzie tego poczucia, że oto się napracowałam, posprzątałam po brudnych etapach pracy i mam… gołe ściany i nadal mnóstwo rzeczy do zrobienia przede mną. Podejrzewam, że wtedy zabrakłoby mi energii do dalszego działania i wizja umoszczenia się na miękkiej poduszce pod kaloryferem zostałaby tylko wizją jeszcze przez dość długi czas.

Zostawiam Was zatem z łapaczami, które wprawiają mnie w absolutny zachwyt i sprawiły, że zaczęłam się zastanawiać, czy nie wykorzystać małych szydełkowych elementów przy uchwytach szafy… Nie pytajcie :))) Do przetestowania i przemyślenia. Ja idę przeryć się przez zapasy pasujących kolorystycznie motków, żeby wybrać te, które mogą stać się tkanym kocem.

6 komentarzy

  1. paninadpolami 10 sierpnia 2022 at 11:45 am- Odpowiedz

    Jaki to wspaniały pomysł, by udekorować uchwyty szafy elementami szydełkowymi! Dziękuję!!! Kradnę pomysł :)
    U mnie taka kolejność postępowania prawdopodobnie skończyłaby się łapaczami i obawiam się, że dalsze zmiany bym zarzuciła. Jak to mówią, dla każdego coś miłego:) Chociaż może byłoby inaczej, bo te Twoje są tak piękne, że mogą same być motywacją do dalszej pracy. Śliczne wzory wybrałaś, nie mogę się napatrzeć i jeszcze zachwycam się tym, jak równiutko je wykonałaś, wszystkie dziurki koronki takie same! Ja ogólnie łapaczowa nie jestem, ale serwetkowa tak i właśnie zaświtało mi w głowie, że taka obręcz byłaby świetna do blokowania w idealne koło. Wiem, nie na temat, ale nie mogłam się oprzeć.
    Jeszcze jedną rzeczą mnie zaintrygowałaś: pokrowce na pudła. Pokażesz jak uszyjesz, prawda?
    Wszystkiego pięknego i radości z każdej zmiany!

    • ik 10 sierpnia 2022 at 11:59 am- Odpowiedz

      Kradnij, inspiruj się – ja mam pomysł na to, żeby odkręcić uchwyty, które są bardzo minimalistyczne, metalowe, proste, zrobić fragmenty koronki i przykręcić je pod uchwytami po malowaniu drzwiczek, ale decyzja zapadnie, jak będę wiedziała, jak je pomaluję i czy nie będzie za dużo – chociaż przy tym stylu nie ma pojęcia za dużo :))))))
      Ja siebie znam i wiem, że jak robię najpierw małe rzeczy, to się napędzam i nakręcam do kolejnych i jest mi łatwiej. A na łapacze miałam pomysł. I dziękuję za pochwały.
      Masz rację kółka są doskonałym pomysłem na blokowanie serwet, chociaż ja wolę maty do blokowania, które takie okręgi maja narysowane (lub można je sobie narysować czymś bezpiecznym, niefarbującym), bo takich kółek musiałabyś mieć kilka. Ale idea na bank się sprawdzi.
      Pokrowce pokażę. Szyłam już taki do kosza w łazience, bo „kupny” po praniu dziwnie się zaczął rozłazić w rękach. Tutaj muszę podejść nieco inaczej, bo nie będę szyła do koszyka, tylko będę chciała opakować „ordynarne” kartonowe pudełko :))))

  2. Kasia 10 sierpnia 2022 at 11:49 am- Odpowiedz

    Hy Hy. Chciałam powiedzieć, że ja jestem z tych, co nie wstają w nocy do kotów… ale jednak nie. Jak Starego nie ma, to wtedy wstaję w zastępstwie. ;)

    • ik 10 sierpnia 2022 at 11:53 am- Odpowiedz

      U nas to jest tak, że do standardowych tragedii wstaje Andrzej, ale ja i tak się zawsze budzę, bo jeśli okazuje się, że dzieje się coś nadzwyczajnego i jedna para rąk to do tej dwójki za mało, to chcę, czy nie chcę, muszę „poprawić widzenie”, czyli sięgnąć po okulary i lecieć na ratunek.

  3. Ruda 12 sierpnia 2022 at 2:26 pm- Odpowiedz

    A co się dzieje z poprzednimi łapaczami? Wędrują do szuflady, zmieniaja adres czy wracają do motka?

    • ik 12 sierpnia 2022 at 2:48 pm- Odpowiedz

      Jeden w salonie, jeden w kuchni, jeden w łazience, dwa potężne (metrowe) na antresoli, ale poza moim nowym kątem, kilka rozdanych w prezencie… Więcej popełnionych nie pamiętam :)))))))

Zostaw komentarz