Kiedy Andrzej zaproponował, żebyśmy sprawdzili, „z czym się je” „Porady Różowej Brygady”*, to byłam nastawiona na łatwą, prostą rozrywkę, która pozwoli nam odetchnąć, oderwać się od rzeczywistości i będziemy mieli coś do oglądania wieczorami, co niczego nie będzie wymagało. Błąd! Pomyłka! I zupełne zaskoczenie!

Obejrzeliśmy wszystkie sezony w zasadzie ciurkiem, na wdechu, czasami cali we łzach, czasami śmiejąc się głośno. I napiszę tyle – to było tak wzruszające, podnoszące na duchu i uczące szacunku dla drugiego człowieka doświadczenie, że mam wrażenie, że do końca życia coś dobrego z tego we mnie zostanie.

To najpierw szybkie wytłumaczenie, o co chodzi. To taki program, który teoretycznie podpada pod etykietkę „totalna metamorfoza”, czyli znajomi, rodziny, współpracownicy zgłaszają „ofiarę” do programu, żeby ekipa „ekspertów” się nią zajęła, podpowiedziała, jak się odżywiać, ubierać, troszczyć się o siebie czy dbać o relacje. Nie jestem wielką miłośniczką takich programów. Tak, dobrze czytacie, nie przepadam za nimi, bo uważam, że to coś, co pomaga tak powierzchownie, jak się tylko da. Człowieka się „przebierze”**, rzuci mu kilka uniwersalnych „mądrości”, wytknie sporo błędów i wypaczeń, może zasugeruje, że jednak mniej fast foodów, a więcej sałaty i ruchu na świeżym powietrzu i świat stanie się cudowny.

To dlaczego „Queer Eye” tak mnie zachwyciło? Bo było ludzkie. Bo było pełne emocji, pełne szacunku, pełne przytulania. I pełne śmiechu. Bo próbowano zrozumieć, co się z człowiekiem dzieje, co go boli, co go uwiera. Bo nie próbowano go zmuszać do zmian, które są dla niego niekomfortowe lub na które nie ma czasu lub pieniędzy. Najlepszy przykład – bohaterem był farmer, który wszystkie swoje zakupy, odzieżowe też, robi w sklepie z produktami dla rolników… nie zabrano go do super-hiper-szykownego butiku i próbowano przekonać, że jego szczęście życiowe zależy od tego, czy od dzisiaj będzie wydawał majątek w miejscu, gdzie czuje się tak niekomfortowo jak nastolatka na potańcówce w sanatorium w Ciechocinku. Zabrano go do tego sklepu, który zna i pokazano, że może wybierać nieco inne koszule i spodnie i będzie lepiej. Dbanie o komfort uczestników tego programu było dla mnie niesamowicie wzruszające i to ciągłe dawanie im pełnego prawa do odczuwania emocji.

Czy ma znaczenie, że program jest prowadzony przez 5 gejów***? I tak, i nie. Ich otwartość, ich nieskrępowane wyrażanie emocji, ich szacunek dla inności na pewno miał wielki wpływ na odbiór całości programu. Ale czy ktoś inny byłby w stanie być tak autentyczny? Pewnie tak, więc w moim osobistym mniemaniu, to było bardzo ważne, ale nie najważniejsze. Za to nie ukrywam, że nie daje się prowadzących nie kochać. I tu chwila szczerości – przez pierwsze odcinki czułam się lekko skrępowana, bo kiedy dorosły facet biega, skacze, krzyczy i zachowuje się jak trzylatek, to… no właśnie, to mnie i tu podkreślam – mnie! – wprawiało w stan zakłopotania, że to nie wypada. I szybko do mnie dotarło, że skoro to ja mam problem z zaakceptowaniem czyjegoś zachowania, które nie jest obraźliwe, nie szkodzi nikomu, po prostu jest inne, to znaczy, że ze mną jest coś nie tak. I skąd mi się wzięło to „nie wypada?”. I ja wiem skąd – z mojego własnego wychowania. Z powtarzanych „powinnaś być grzeczna, spokojna, cicha, nie zachowuj się jak dziecko!”. I z zakłopotania przeszłam jednym krokiem do zachwytu, że ktoś te „powinnaś i nie zachowuj się!” wywalił ze swojego życia jednym celnym rzutem za trzy. Lepiej być szczęśliwą, głośną dorosła kobietą niż cichutką i bezwonną postacią, której największym zmartwieniem jest taki dobór kolorów ciuchów, żeby się przypadkiem nie wyróżniać na tle szarej ściany.

Druga kwestia, która ten program czyni wyjątkowym, to dobór bohaterów. Przez 6 sezonów „Queer Eye” przekrój problemów i osób, z którymi ekipa programu się spotykała to przekrój współczesnego społeczeństwa – zapracowani, zestresowani, niepewni swojej wartości, zaangażowani w dawanie tak, że nie mają ani sekundy dla siebie, samotne matki, samotni ojcowie, mówiący otwarcie o swojej orientacji seksualnej i ukrywający ją, tacy, którzy nie zauważyli, że lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku były… w ubiegłym wieku, samotni, leniwi, niezorganizowani, kłamiący jak z nut, niepełnosprawni, aktywiści, bałaganiarze i… I można tak wymieniać bez końca. Był też sezon „covidowy”, który powodował, że razem z Andrzejem zużywaliśmy spore ilości chusteczek, ale jednocześnie mieliśmy poczucie, że nadzieja nie umiera tak łatwo.

W ramach ciekawostek, dla szukających patriotycznych akcentów, jest Antoni, jeden z prowadzących, Kanadyjczyk polskiego pochodzenia, który w programie odpowiada za porady dotyczące kulinariów. I na dodatek Antoni nosi takie sweterki, że Andrzej zdążył zrobić całą listę tego, co fajne, a najbardziej mnie ubawił, kiedy wykrzyknął na widok jednej ze scen z Antonim: „A to, to on ma brioszkowe!”. No duma mnie rozpiera, że mam męża, który nie tylko wie, co to brioszka, ale i rozpoznaje ją „w przyrodzie”.

Czy ktoś z Was oglądał? Jakie wrażenia? Przemyślenia?

* To jest jedna z tych sytuacji, kiedy mam ochotę na „nawrzucanie” tłumaczowi, bo brzmi to jak tytuł serialu animowanego o zwierzątkach w wielkim mieście i tak bardzo nie oddaje treści tego cyklu, jak tylko można. Owszem, rozumiem, że trudno wymyślić tytuł, który będzie sensowny i przetłumaczy angielskie „Queer Eye” na coś polskiego i niosącego właściwą treść, ale nie zawsze praca tłumacza ma być łatwa i bezwysiłkowa. Trochę wyobraźni!

** Patrząc czasem na programy o metamorfozach odzieżowych dosłownie mnie wyrywa z krzesła i mam ochotę telewizyjnemu ekspertowi przyłożyć, bo niewiele jest sugestii zmian, które rzeczywiście mają jakiś sens i „ofiara” tej pomocy później wygląda doskonale, raczej się człowieka przebiera, im dziwniej, tym lepiej, oby się ciuchy od sponsora pokazały w pełnej krasie, a to, czy ktoś nagle stracił proporcje, rozrósł się w barach i poświecił biustem, którym świecić nie chciał, to już nikogo nie obchodzi. A prawdę pisząc, w proponowanych „stylówkach” wstyd się ludziom pokazać.

*** A dokładnie to 4, bo Jonathan Vann Ness uznaje się za osobę niebinarną.

8 komentarzy

  1. Nene 6 marca 2022 at 6:12 pm- Odpowiedz

    Jak ja dobrze rozumiem Twoją niechęć do programów typu makeover!! Za każdym razem zastanawiam się czy prowadzący w ogóle wiedzą jak wygląda normalne życie? A może całą dobę pomykają w butach z obcasami długości szczudeł, pełnym makijażu i dekoltem do pępka? To logiczne, że jak założą kobiecie szpilki to wygląda na wyższą. To również logiczne, że ona może być nieprzyzwyczajona do obcasów, pracować w miejscu gdzie trzeba mieć płaskie buty, czuć się w tym źle! Jak widzę taką metamorfozę przy lustrze, te pięć minut „ładnie teraz wyglądasz, prawda? Szkoda, że się tak cały czas nie ubierasz, popatrz jaka TERAZ jesteś ładna, co z tego że nie znosisz takich strojów” to dostaję wysypki… Jeśli porady są inne, to chyba muszę obejrzeć ten program na odstresowanie. Ściskam.

    • ik 6 marca 2022 at 6:47 pm- Odpowiedz

      Normalne życie w większości takich programów nie ma znaczenia. Ma być „efekt” na teraz i od razu wiadomo, że na co dzień człowiek go nie odtworzy. Jeszcze pół biedy, kiedy ta metamorfoza jest robiona „z okazji” i ma być na raz, na wyjście, na imprezę, na uroczystość, ale jeśli to jest próba bardziej ogólnej zmiany, to ja nie widzę żadnego sensu takich działań. Chyba tylko, żeby udowodnić człowiekowi, że może dobrze wyglądać, ale później sam tego nie odtworzy, czyli na końcu zostajemy z poczuciem, że nie umiemy, nie dajemy rady, nie wychodzi nam kolejna rzecz. Może dlatego Porady tak bardzo mi pasowały, bo tam nie ma próby stworzenia efektu „na teraz”.

  2. Maria 7 marca 2022 at 1:04 pm- Odpowiedz

    Jeszcze ostatniego sezonu nie obejrzałam, ale poprzednie i owszem. Do wymienionych przez Was zalet dodałabym spory walor edukacyjny. Seria nakręcona w Japonii była naprawdę ciekawa kulturowo (bo z jednej strony taka inna kultura dalekowschodnia, a wiele problemów mamy podobnych…), a innym razem opowiedzenie o życiu osoby trans mogło bardzo zmienić perspektywę (kto ten odcinek widział, na pewno nigdy nie powie, że ludzie zmieniają fizyczną płeć dla kaprysu). Bardzo mądre jest włączenie w proces zmiany także ducha – wzmocnienie słabszych obszarów bohatera odcinka i pokazanie mu/jej lekceważonych zalet bywa najważniejszym elementem zmiany. Czasem Karamo pomaga ludziom uporządkować sprawy rodzinne i to okazuje się najważniejsze. Wszystkie zmiany są tam na miarę osoby, której dotyczą. Co ciekawe, po każdym odcinku miałam przypływ zapału do sprzątania. Nie takiego w stylu Marie Kondo czy innych totalnych odgruzowywaczek, a raczej ogarniania rzeczywistości na miarę upodobań, możliwości i ogarnianego metrażu :)

    • ik 7 marca 2022 at 3:39 pm- Odpowiedz

      Masz rację, że zalety edukacyjne są wielkie, ważne i dotyczą różnych sfer, do wymienionych przez Ciebie kulturowych i dotyczących orientacji seksualnej ja bym jeszcze dodała kwestie rasowe.
      Sfera ducha, zalet, problemów z relacjami, przeszłością, poczuciem własnej wartości w wielu odcinkach wydawały się znacznie ważniejsze niż kwestia ubioru czy wnętrz.
      U nas nie było zapału do porządkowania i układania przestrzeni, ale to chyba tylko dlatego, że ten obszar bycia został „ogarnięty” kilka lat temu, ale wiele razy powtarzaliśmy, że oni mają rację – przestrzeń i jej uporządkowanie jest bardzo ważne. Bo porządek dokoła u nas zamienia się na poczucie porządku w głowie, a w sumie to od drugiej strony – chaos dokoła zawsze wywołuje złe samopoczucie i chaos w głowie.
      Ja się za to wiele razy zatrzymałam mentalnie na tym, co dotyczyło ubioru, a raczej minimalizowania ilości, a stawiania na „mieszalność”. To coś, co przede mną. Bo i tak udało mi się bardzo zredukować stan posiadania w ostatnich latach, ale teraz powinnam pomyśleć na mądrzejszym skomponowaniu zawartości szafy.

  3. Ula Hahnoma 7 marca 2022 at 3:38 pm- Odpowiedz

    Obejrzałam z ciekawości na razie dwa odcinki i muszę przyznać, że widać tu kompleksowe podejście do człowieka, nie tylko jego wyglądu. W sumie to w obu przypadkach problem w dużej mierze leżał w komunikacji, potrzebny był mediator, który pokazał sytuację z nieco innej perspektywy. Chętnie popatrzę na inne odcinki – Maria mnie tą Japonią zaciekawiła :-)

    • ik 7 marca 2022 at 3:41 pm- Odpowiedz

      Japonia była dla nas zaskakująca i myśleliśmy, że będzie nam to tak obce kulturowo, że mniej wciągające, a okazało się, że wręcz przeciwnie, było niesamowicie ciekawe przez tę inność.
      To kompleksowe podejście „rośnie” w kolejnych sezonach, bo pod koniec pomoc zaczyna polegać na tak wielkich działaniach, że aż trudno uwierzyć w to, co się ogląda.

  4. Asia 14 marca 2022 at 7:06 am- Odpowiedz

    Dzięki za „polecajke”. Jeśli u nas można to obejrzeć to z pewnością będę oglądać.

    • ik 14 marca 2022 at 7:43 am- Odpowiedz

      To coś, co podbiło cały świat, więc podejrzewam, że znajdziesz.

Zostaw komentarz