Ja mam tendencję do cytowania własnej babci, która wachlarz powiedzeń miała szeroki i bardzo barwny, i oczywiście nie zawsze cenzuralny. Tym razem powiedzonkiem, które może stać się mottem tego wpisu byłoby to: „Łapy długie jak u złodzieja!”, ale o tym za chwilę.

Andrzej jest najbardziej entuzjastycznym i najbardziej wymagającym „klientem” na moje udziergi. Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, w krainie, w której mój mąż nie odróżniał oczka prawego od lewego i nie miał pojęcia, czym wełna będzie się różniła w noszeniu od bawełny (tak, były takie czasy), to ja mu mogłam powiedzieć, że „tak ma być”, „inaczej się nie da”, „a tego to się w ogóle nie da zrobić”. Ale teraz skończyło się. Żyje z włóczkami na co dzień, sam wyprodukował kilka swetrów na maszynie dziewiarskiej, a patrzenie na moje udziergi przez lata nauczyło go, że technicznie to można prawie wszystko, pytanie jest tylko takie, ile to zajmie i na jakie ilości przekleństw się przełoży.

Z tą bluzą zaczęło się standardowo – Andrzej najpierw zachwycił się włóczką, potem przyniósł mi „kupną” bluzę z bardzo ciekawym, ale maszynowo robionym wzorem z cieniutkiego włókna w delikatne paseczki i powiedział, że chciałby kopię. Może to nie być wierna kopia, ale coś „w podobie”**. No i weź, kobieto, wymyśl. Tu cieniutka nitka w dwóch odcieniach szarości, a ja mam jedną, w kolorowe plamki i to grubą. Wzór maszynowy wygląda przedziwnie i nawet, jak go odtworzę, to z tej grubości włóczki wyjdzie coś, co nie będzie przypominało oryginału. Chyba dwa miesiące chodziłam i kombinowałam, popatrując na te nieszczęsne wymarzone mężowskie motki przy okazji każdego zaglądania do szafy z zapasami (nie leżały na wierzchu, bo mnie denerwowały, wywołując poczucie winy).

W końcu mnie oświeciło. Zgarnęłam motki cieniutkiej szarej bawełny i wymyśliłam sobie hybrydę splotu ryżowego i tkanego***, żeby te dwie włóczki, dwie grubości oraz ciapki i melanż wymieszać maksymalnie. Do tego to jest bluza, więc wzór gwarantował, że nie będę potrzebowała ściągaczy, bo w odzieżowym świecie mojego męża ściągacze w bluzie są nie do zaakceptowania, nie ma mowy, szlaban!

Wydziergałam korpus bez dolnej plisy i na poziomie pachy grzecznie zapytałam, czy ma być jak w oryginale, czyli rękawy z główką, czy może będę miała szczęście i dostanę dyspensę na nieco mniej wymagające rozwiązanie… Nie dostałam. Wrabiałam te rękawy od góry, kształtując główkę i wiedząc, że jak mi nie wyjdzie, to będę pruć i to spory kawał. Na szczęście wyszło! I moje umiejętności techniczne to jedno, ale to, że przy tym wzorze miejsce wrobienia rękawa wygląda perfekcyjnie, to już czyste szczęście, bo bałam się, że będzie nieestetycznie i z dziurami. A tego Andrzej by nie zaakceptował, bo on w całym swetrze zauważy jedno przekręcone oczko, pokaże paluchem i zapyta, czemu to tak i czy da się to poprawić.

I tu wracamy do powiedzenia babci – Andrzej ma długie ręce. Bardzo! Jak się robi dla niego rękawy, to mnie się wydaje, że już mam wersję trzy czwarte, a po przymiarce okazuje się, że jestem ledwo za łokciem. Ten wzór jest dość pracochłonny i nie przyrasta za szybko, bo ma połowę oczek przekładanych bez przerabiania, więc robi się prawie dwa razy tyle okrążeń. Dlatego mniej więcej trzy razy w ciągu roboczogodziny marudziłam: „Jakie ty masz długie łapy!” i mi się przypomniało to babcine powiedzenie. Najśmieszniejsze jest to, że to nie pierwszy sweter czy bluza dla Andrzeja, a ja za każdym razem dziwię się od nowa, że robię i robię, a do nadgarstka daleko.

Później był dekolt – który zazwyczaj w jego swetrach robię tak samo – czyli w sposób, który „betonuje” obwód dekoltu, żeby się nie rozciągał, bo akurat rozchełstanie pod szyją nigdy się mu nie podobało i ma być blisko szyi na początku i po osiemnastu praniach też. Poza tym Andrzej w wykończeniach ceni wygląd „jak ze sklepu”, więc w jego rzeczach staram się znaczenie bardziej niż w swoich. Ale przynajmniej to docenia, więc nie mam poczucia, że to bez sensu i bez znaczenia, bo i tak nie zauważy.

Miłym zakończeniem była dolna plisa, na którą nie tylko wystarczyło szarej bawełny (co uznaję za cud, bo wydawało mi się, że ledwo starczy na rękawy, a okazało się, że nie doceniłam wydajności tej cienizny), ale jeszcze wyszła bez falbanek bez większego starania się o to. Ten sam splot, tylko w jednokolorowej wersji. Z obu włóczek zostało mi dosłownie po minimoteczku, więc jestem zachwycona, bo nie wyprodukowałam resztek do zagospodarowania (te minimoteczki natychmiast wrobiłam do właśnie powstającego dla mnie swetra boho, więc mam kawałek mężowskiej bluzy w swoim ciuszku, fajnie!).

Na jakiś czas koniec mężowskich zamówień. Przynajmniej nic nie mówi, więc mogę się zająć dwoma projektami dla siebie. Ale ta bluza na bank będzie najbardziej wymagającą robótką w tym roku i wiem, że jest dopiero koniec lipca, ale raczej niczego bardziej skomplikowanego i pracochłonnego nie wymyślę.

** Powiedzenie „w podobie” wydało mi się tutejszym regionalizmem, bo nigdzie indziej go nie słyszałam, ale okazuje się, że to nawiązanie do staropolskiego słowa „podoba”, czyli „podobieństwo” i teraz to już powiedzenie potoczne i niezbyt często używane. Na dodatek wydaje się niepoprawnym dziwactwem, ale jednak nie tak do końca.

*** Powstał kurs z tym splotem więc możecie obejrzeć i zastosować – jest na Sklep-IKowym blogu.

19 komentarzy

  1. Ivy 30 lipca 2022 at 6:43 pm- Odpowiedz

    Bluza jest świetna! Jak ze sklepu ;D wiem,że niektóre Dziewiarki uznają taki komplement za obraźliwy jednak ja pragnę jedynie podkreślić perfekcję wykonania przemyślanego,dopracowanego projektu „w podobie”:) Wzór – mimo prostoty – efektowny i świetnie wpisał się w melanż, sam ryż byłby chyba trochę nudny…I te piękne, pastelowe kolory późnego lata ! No po prostu „gra gitara”:))

    • ik 31 lipca 2022 at 4:29 am- Odpowiedz

      Dziękujemy i to w sumie oboje, bo to wspólne dzieło pomysłodawcy i rzemieślniczki :))))
      A co do komplementu, że „jak ze sklepu”, to akurat ja się nie obrażam ani nie czuję w żaden sposób urażona takim stwierdzeniem, bo po pierwsze często celem jest, żeby szczególnie wykończenia były jak z maszynowego swetra. A po drugie wiem, że dokładnie na takim efekcie zależy Andrzejowi, żeby dostał coś, co na pierwszy rzut oka będzie dzianiną, ale taką „nieoczywistą”. Może dlatego dla niego często powstają swetry czy bluzy, które wyglądają dla niewprawnego oka jak tkane, a dopiero to wprawne się domyśli, że to druty czy szydełko tunezyjskie.

  2. Monika 30 lipca 2022 at 7:34 pm- Odpowiedz

    W anegdotach opowiadanych przez bibliotekarzy była o czytelniku, który poprosił o Mickiewicza albo coś na podób. :D
    Splot super, muszę wypróbować, dziękuję. Ja tkanym robiłam dwa koce – fajnie właśnie dwie włóczki wyglądają.

    • ik 31 lipca 2022 at 4:25 am- Odpowiedz

      Ja jednak uwielbiam język polski, chyba do końca życia będzie mnie bawił i zadziwiał, a czasami „wprawiał w konfuzję”.
      Ja bardzo lubię tkany i wszelkie wariacje, bo dodaje robótce grubości i przestrzenności. Gdyby tylko nie dodawał też roboty i nie wydłużał czasu, to bez wątpienia byłby na mojej liście numerem jeden.

      • Monika 31 lipca 2022 at 6:23 am- Odpowiedz

        Piękny jest i widzę, że na starość czuję potrzebę sięgnięcia do jego najśliczniejszych źródeł – wierszyki Brzechwy tak błyszczą słowami i chyba w końcu przeczytam Pana Tadeusza ;)
        O bluzie się nie wypowiadam, bo na razie mnie zazdrość zżera :))))

        • ik 31 lipca 2022 at 7:00 am- Odpowiedz

          Ja na nowo odkrywam Staffa i Leśmiana, po okresie licealnego zachwytu myślałam, że już bardziej mnie nie zachwycą, ale okazuje się, że i owszem.

  3. Katarzyna Anna 30 lipca 2022 at 8:02 pm- Odpowiedz

    Ten sweter jest świetny! Coś takiego wymyślić mogła tylko Kreatywna, wymyślić i wykonać, bo to sztuka. Wzór bardzo mi się podoba. Dziękuję za kurs, na pewno skorzystam. A co do podejścia Twojego Męża do robótek, to jakbym moja córkę widziała. Jak już coś zachce to olaboga! Ma takie podejście „pójdę do mamy to mi uszyje” i nie ma że się nie da… Hitem było gdy w przedszkolu zażyczyła sobie być przebrana za księżniczkę z kucyków pony- patrzę na zdjęcie i widzę czarny koń-jednorożec, z grzywą i ogonem z świetlistej mgły, ze skrzydłami i w zbroi! No dobra myślę, coś wykombinuję. Szyłam 3 dni. Wymyśliłam dresik, elementy zbroi były na niego naszyte. Skrzydła uszyłam, w środku miały drut żeby dały się wygiąć dokładnie pod takim kątem jak w bajce. Z tyłu ogon z tiulu na gumie, na głowę uszyłam czapkę hełm, do którego był doszyty róg a z tyłu powiewała grzywa z tiulu. Dumna jak paw ubieram córkę w kostium a ona, po pierwszym zachwycie, marszczy brwi i oznajmia: „Ale jej w tej bajce to ten ogon i grzywa tak cały czas falowały, a te się nie ruszają!” Kurtyna!

    • ik 31 lipca 2022 at 4:22 am- Odpowiedz

      To tak, miewamy dokładnie ten sam typ „klientów” :)))))))))))) Ale wiesz, że ja w sumie to wolę, że Andrzej wie, czego chce i to co do oczka i co do wykończenia. Bo gorzej, gdyby przychodził i mówił, że chce jakiś sweter, sama mam wymyślać, a potem stwierdzał, że nie do końca mu się podoba. Tutaj przynajmniej wiem, że jak będzie miał zgodnie z życzeniem, to będzie zachwyt, a nie rozczarowanie.
      I podziwiam Cię (na jedenaście w dziesięciostopniowej skali :) za pomysłowość, bo ja bym chyba jednak zaczęła przekonywać dziecko, że nie chce być księżniczką, tylko kimś lub czymś… prostszym :))))

  4. Kola 30 lipca 2022 at 8:05 pm- Odpowiedz

    Jeśli ktoś się kiedyś do Was włamie, i ukradnie tę bluzę, to wiecie gdzie szukać;)))
    To jest mistrzostwo świata! Kolorystyczne, ściegowe, wykończeniowe, i w ogóle każde!!
    I bym nosiła i z grzbietu nie zdejmowała, i bym w niej zamieszkała jak krab pustelnik!! I sądząc po Twoim opisie, to rękawy dziergałaś na mnie, bo moje ręce też są dowodem na pochodzenie od małpy… Jak na siebie robię, to też mi się wydaje, że już mam tyyyyyyle, mierzę, i się okazuje, że owszem – tyyyyyle do końca;))) 55cm od pachy to jest minimum;)
    No, ech… wielkie gratulacje dla Ciebie, i równie wielkie zazdro dla Andrzeja:)))

    • ik 31 lipca 2022 at 4:17 am- Odpowiedz

      Ja tylko uprzedzę, że szafa Andrzeja jest przepastna i pełna, więc jak się będziesz włamywać, to wiedz, że trzeba będzie szukać z poświęceniem :)))))
      Dzięki za pochwały. Andrzej też oświadczył, że jak się zrobi chłodniej, to ma zamiar zanosić to na śmierć, co w sumie jest potężnym komplementem.
      Co do rękawów, to długości dodaje fakt, że Andrzej zawsze chce te swoje odzienie dość blisko ciała, co oznacza, że początek rękawa nie zjeżdża ani centymetra niżej, tylko lecę dosłownie od pachy, więc robi się więcej. Może przy setnym swetrze się nie zdziwię :))))

      • Kola 31 lipca 2022 at 8:46 am- Odpowiedz

        Jestem gotowa na każde poświęcenie!!! Więc jeśli kiedyś odkryjecie, że macie wyjedzone pół lodówki, a w rogu szafy śpi jakiś stwór w śpiworze, to znaczy, że nie ustaję w poszukiwaniach!;)))
        A Ty może już myśl, z czego wersja 2.0, bo skoro tę zamierza zanosić na śmierć… No ja na Jego miejscu już bym tuptała o drugą;)))

        • ik 31 lipca 2022 at 10:03 am- Odpowiedz

          Pod szafą często leżą kocyki kotów, to będziesz miała miękko :)))
          A druga pewnie nie powstanie, bo na bank wymyśli coś innego, równie wymagającego. Na razie jest lekkie marudzenie, że może z czegoś tkanego i wtedy szyta… Udaję, że jestem głucha :))))))))))))))))))))

          • Kola 31 lipca 2022 at 11:01 am- Odpowiedz

            Nie żebym tu chciała zostać wredotą, ale… Aaaaandrzej! A jakby tak drugie takie, ale jeansowo-morsko-jasnoszaroniebiesko-zgaszonomiętowy melanż i ciemna/grafitowa szarość do tego? ;)))

  5. Viola 31 lipca 2022 at 2:23 pm- Odpowiedz

    Bluzę zrobiłaś absolutnie odlotową, no kurczę … jak sklepowa, nigdy nie przestanę podziwiać Twoich równiutkich oczek. Bomba! Muszę pośpieszć się, żeby mnie Kola nie ubiegła, bo też planuję kradzież stulecia hahaha.
    Moja babcia też miała powiedzonka, które ciągle pamiętam i używam z upodobaniem. Zawsze przy robieniu dekoltu przypomina mi się jej „a co byś znów nie wychechrała do dydków” albo „to wygląda kluzdrowato”, czyli jak ?

    • ik 31 lipca 2022 at 2:37 pm- Odpowiedz

      Dziękuję :))))) Kola chyba będzie dziergać swoją, więc masz wolną drogę do naszej szafy :)))
      A Twoja babcia to nieźle leciała regionalizmami. Dydki to są chyba tutaj nasze poznańskie, a kluzdrowaty to niechlujny, przy czym to pierwsze wiedziałam, ale to drugie to sobie wygooglałam i to wcale nie było łatwe.

      • Viola 31 lipca 2022 at 2:59 pm- Odpowiedz

        Babcia była z poznańskiego, z Kozłowa, to chyba niedaleko Swarzędza … Twarda sztuka z niej była hahaha, a „wejścia” miała bezcenne.
        Może ja też „zwalę” od Ciebie tą bluzę, tylko musiałabym przeflancować ją na wielki wór, elegancko nazywany „oversized”, w takim fasonie ostatnio czuję się komfortowo.
        Myślę, że dam radę, toż jestem ze „stajni Intensywnie Kreatywnej”, co z dumą często podkreślam.

        • ik 31 lipca 2022 at 5:58 pm- Odpowiedz

          Ten wzór się doskonale nadaje na taki oversize, bo się nie zwija, a z dwóch cienkich włóczek będziesz miała idealną dzianinę, nie za grubą, nie za delikatną.
          „Stajnia Intensywnie Kreatywnej” mi się podoba :)

  6. Ula Hahnoma 4 sierpnia 2022 at 1:53 pm- Odpowiedz

    U nas w domu, na Mazowszu, to jest powiedzonko, że „masz ręce/nogi jak Podolski złodziej”, więc tak bardziej doprecyzowane :-)))))))) Jest jeszcze takie określenie „lejba” – teraz to się nazywa oversize ;-)
    Wzór tkany też mi wpadł ostatnio w oko i łapki, ale chyba mam za cienką nitkę – lub za grube druty – i jakoś ta próbka mało fakturzasta wychodzi. Mężowski sweterek zrobiłaś genialny – jestem na etapie wymyślania, co też temu mojemu za sweter zrobić. Na razie skłaniam się do Cozy Hubby, ale w jakim kolorze?!? Już nawet dojrzałam do tego, że specjalnie ufarbuję nitkę – niech ma, tylko nie mogę się decydować, jaki to miałby być kolor. A gdyby dodać taką fakturkę, to mogłoby być kilka kolorów – przecież nie musi być gładki, jak we wzorze… :-]]]

    • ik 4 sierpnia 2022 at 3:01 pm- Odpowiedz

      Obstawiam za grube druty, bo u mnie ta bawełna była cieniutka i jednak trzymało formę nawet po praniu, nie gubiąc ryżowych piegów.
      Skoro nie ma pomysłu na jeden kolor, to pomieszanie kilku wydaje się dobrym pomysłem, będziesz mogła poszaleć. A fason Cosy Hubby na pewno do tego wzoru będzie ok, bo ta Andrzejowa bluza bardzo od niego nie odbiega w założeniach.

Zostaw komentarz