Uprzedzam, że to będzie wpis od Sasa do Lasa i możliwe, że od Rzymu do Krymu, ale pozwólcie się uprowadzić w tę przedziwną podróż.

Zaczniemy od książki, która rekomendowana jest jako doskonała lektura dla miłośników liter, zdań, opowieści, książek i literatury – Irene Vallejo „Nieskończoność w papirusie. Fascynujące dzieje książki od czasów starożytnych”. Będę bezczelna i pozwolę się częściowo nie zgodzić z tym opisem i rekomendacją. Książka jest świetna, ale zachwycą się nią raczej osoby, które uwielbiają czytanie o starożytnej Grecji i Rzymie, a że akurat w tej opowieści autorka prowadzi nas przez historię, patrząc na nią przez pryzmat papirusów, zwojów, rękopisów i bibliotek, to ciekawy punkt widzenia, który czyni tekst ciekawszym i bardziej intrygującym, ale jakoś wielkiej historii książek od czasów starożytnych do współczesności nie napisała, bo… zatrzymała się na tej starożytności.

Gdzieś w trakcie czytania nagle mnie przystopowało, bo wśród nazw tak egzotycznych jak Aleksandria czy Niniwa pojawia się… Słupsk! Okazuje się, że w Bydlinie koło Słupska urodził się niderlandzki filolog pochodzenia niemieckiego, niejaki David Ruhnken, który w XVIII wieku jako pierwszy użył sformułowania, które przyprawia mnie do dziś o gęsią skórkę i lekkie obrzydzenie… „kanon literacki”. Fuj! Kanon, czyli coś narzuconego, w zasadzie zamkniętego, pobłogosławionego przez grupę ekspertów, którzy mają poczucie, że ich autorytet jest mocniejszy niż innych. Kanon czkawką się odbija przez całą szkołę, bo jak coś w kanonie jest, to się to „przerabia” (cytując niektórych polonistów z poczuciem humoru „czasem się przerabia na papier toaletowy”), a jak w kanonie nie ma, to nikt nie dyskutuje o wartościach danej książki, tylko odrzuca z założenia, bo żaden wielki, światły ekspert danego tytułu nie pobłogosławił.

Kanon mówi też gromko: „Powinieneś to przeczytać!”, „Musisz, bo nie wypada nie znać!”.

Nie lubię takich stwierdzeń. Denerwują mnie i czasami mam ochotę od razu wdać się w dyskusję i to zażartą z osobami, które je wygłaszają. I to dotyczy wszystkich takich kulturalno-czytelniczo-geograficznych „powinności”.

Powinieneś przeczytać, bo to książka, której po prostu wstyd nie znać… Słucham!? Musisz obejrzeć ten film, bo każdy kulturalny człowiek powinien… Znowu – słucham!? Musisz tam pojechać, bo to aż głupio się przyznać, że nigdy się nie widziało, nie było… Bez komentarza! A jak jeszcze mówi to ktoś, kto sam czyta… niewiele, ogląda wszystko jak leci, a po świecie jeździ głównie po to, żeby się ilość zdjęć na Instagramie zgadzała, to ja dostaję szału.

Zauważyliście, że osoby, które naprawdę kochają czytać nigdy nie powiedzą, że coś się powinno przeczytać. O, nie! One będą opisywać książkę jak najciekawszą przygodę i po trzech zdaniach sami pytamy, kto to napisał, bo chcemy sobie kupić i przeczytać. To samo z podróżami – jak pasjonat zaczyna opisywać, gdzie był, co widział, co jadł i wąchał, czym się zachwycił, to nie powie: „Też musisz!”, bo… już nie musi, sami chcemy. A jak jeszcze dorzucić do tego zdjęcia, które nie są pozowaniem „na sprężynkę”*** przed kolejnym zaliczonym zabytkiem, tylko oddają ten niesamowity czar miejsca i atmosferę, to jesteśmy „kupieni” na całego.

I jeszcze ciekawostka – moja bardzo osobista. Ja nie mogę czytać ani oglądać niczego, gdzie są zwierzątka i te zwierzątka, nie daj boże, cierpią. Co ja poradzę, że tak mam. „Lassie, wróć!” nie obejrzę, bo mnie zadławią emocje. Czytanie w szkole „O psie, który jeździł koleją” było torturą. Zwierzątka mogą być tylko epizodycznie, nie jako główni bohaterowie i za nic nie może im się dziać nic złego, nawet moknąć na deszczu nie powinny. Andrzej o tym wie i już przestał się dziwić, że kiedy proponuje coś do obejrzenia, to musi być przygotowanym na udzielenie odpowiedzi na podstępne żonine pytanie: „A zwierzątka są???”. Jak są, to ja dziękuję, nie oglądam. I wie też, że jak zaczniemy wspólnie czytać książkę i nagle się okaże, że główny bohater torturuje kotka, to w tym momencie kończy się czytanie i tytuł trafia na czarną listę. I teraz wyobraźcie sobie, że ktoś mi „kanonicznie” sugeruje, że jakiś film powinnam obejrzeć, bo każdy kulturalny człowiek musi (bo inaczej się udusi). A ja na to: „A zwierzątka tam są?” I tu Andrzej będzie się już dławił histerycznym chichotem, a ja spokojnie poczekam na odpowiedź i nie, nie będzie mi głupio powiedzieć, że przykro mi, ale ja filmów z cierpiącymi zwierzętami nie potrafię znieść i tego niesłychanie ważnego dla mojej kultury filmu nie obejrzę. Przeżyję, najwyżej nieco uboższa intelektualnie.

A co Wy myślicie o takich „kanonach”, „powinnościach” i „muszeństwach absolutnych”? Czy takie „polecenia” czytelnicze, filmowe czy podróżnicze powodują, że czujecie się zmuszani do czegoś, gorsi od tych cudownie naciskających „polecaczy”? Czy może potraficie podejść z dystansem i nie dać sobie wmówić, że to naprawdę jest sprawa życia i śmierci waszego intelektu, czy coś przeczytacie, czy obejrzycie?

*** Pozowanie na sprężynkę – powiedzenie rodzinne – zdjęcie, na którym po prostu widać, że brzuch wciągnięty, mięśnie spięte, uśmiech na twarzy „szczery” na potrzeby fotki, odpowiedni profil widoczny, a wszystko, by wyglądać jak najkorzystniej, zazwyczaj na tle czegoś, co w sumie można by było sfotografować bez „ludzkiej sprężynki”, ale wtedy nie będzie dowodu, że się zabytek/miejsce/miasto/muzeum (niczego nie skreślać) zaliczyło.

28 komentarzy

  1. martu-basinek 23 lutego 2022 at 12:55 pm- Odpowiedz

    Nie lubię, gdy ktoś próbuje wywierać na mnie taką presję.
    Sporo czytam, ale niewiele oglądam.

    Zwykłam mówić, że nie widziałam większości filmów, które „wszyscy widzieli”, i na ogół rozmówcy mi nie dowierzają. A potem wychodzi na moje. No trudno, życie jest za krótkie, wszystkiego nie zdążę.
    Jak mówi jeden z moich ulubionych memów: „życie jest za krótkie, żeby przeczytać wszystkie książki. a oni ciągle piszą nowe. **uje.” (pardon my french, ale to tak zabawne!).

    PS.
    Czy jeśli podam email, to on się będzie wyświetlał przy komentarzu, czy to jest tylko do wiadomości redakcji?

    • ik 23 lutego 2022 at 1:34 pm- Odpowiedz

      To od końca – podany mail jest tylko do naszej wiadomości, gdyby z jakiegoś powodu przyszła nam ochota na kontakt z komentującym albo ktoś o coś pytał w komentarzu, na co woli dostać odpowiedź prywatnie.
      W kwestii książek pewnie rzadziej mówię, że przykro mi, nie czytałam i nie mam zamiaru (chociaż wraz z ilością wydawanych „arcydzieł” pewnie będzie się to zmieniać), ale za to w sferze filmu mam zaległości od lat i całkiem mi z tym dobrze, żyję, może mam nieco przechlapane w razie pomysłu wzięcia udziału w jakimś teleturnieju, gdzie o to pytają, ale nie planuję :)

  2. Magda 23 lutego 2022 at 1:13 pm- Odpowiedz

    Zgadzam się z Tobą całkowicie. Nawet bardziej – nie oglądam filmów, nie czytam książek w których epatuje się cierpieniem, bólem, dręczeniem itp itd. No NIE! I myślę sobie, że każdy, kogo życie trochę przeorało, to tak ma.
    Pozdrawiam serdecznie, przebiśniegi kwitną jak szalone, niechybnie idzie ku wiośnie!☺️

    • ik 23 lutego 2022 at 1:35 pm- Odpowiedz

      Ja czasami takie książki czytuję, ale muszę mieć poczucie, że te opisy są naprawdę po coś, nie jako sposób na przyciągnięcie czytelnika obrzydlistwem. Ale to są tak sporadyczne tytuły, że nawet w tej chwili, na szybko, nie podałabym przykładu.

  3. Ola 23 lutego 2022 at 1:54 pm- Odpowiedz

    Agnieszko, a znasz https://www.doesthedogdie.com/?

    To jest strona, na której można sprawdzić, czy w filmie wystepuje np. opisane przez Ciebie cierpienie zwierzecia :)

    • ik 23 lutego 2022 at 2:00 pm- Odpowiedz

      A nie wiedziałam, ale pewnie bardzo się przyda mojemu mężowi przy planowaniu wspólnych filmów :) Dzięki!

  4. KatarzynaAnna 23 lutego 2022 at 3:40 pm- Odpowiedz

    Kanon literacki… Ech… Cóż, ja skończyłam polonistykę i zawsze powtarzam, że studia nie zabiły we mnie pasji czytania choć było blisko :) Ale dłuuugo musiałam wyrastać z tego przekonania, że coś „koniecznie powinnam znać”. Jako dziecko pochodzące z małej mieściny, z rodziny robotniczej, mające dziadków na wsi, którzy z literatury posiadali jedynie książeczki do nabożeństwa , dziecko z domu, gdzie nie było absolutnie żadnej tradycji czytania – nie miałam lekko… Ten kompleks, że nie znam „dzieł” długo we mnie tkwił, a studia i profesorowie literatury tylko go pogłębiali… Bowiem ich rola nie polegała na pokazaniu studentowi piękna utworów z danej epoki literackiej, ale na udowodnieniu jaki to student głupi jest, nic nie czytał i nie wie… Także długo dochodziłam do stanu obecnego i dobrze pamiętam jakim krokiem milowym było dla mnie odkrycie banalnej prawdy, że przecież ja teraz nie MUSZĘ czegoś przeczytać, MOGĘ czytać to co JA chcę ot tak po prostu, dla własnej przyjemności, bez dbałości o to czy to „kanon” i „dzieło” czy nie… Tak samo musiałam dojrzeć do tego, że mogę nie dokończyć czytania książki jeśli mi się nie podoba. Wcześniej nie potrafiłam nie skończyć książki, bowiem wydawało mi się, że tylko znając całość mogę ją właściwie ocenić… Teraz po prostu wiem, że szkoda na to mojego czasu i zdrowia psychicznego, że nie muszę się bez sensu męczyć. W ogóle sformułowania kanon literacki nie lubię tak samo jak określenia dobra/zła książka.

    • ik 23 lutego 2022 at 3:51 pm- Odpowiedz

      To możemy zakładać klub osób, którym się bardzo długo wydawało, że jeśli się przeczytało pierwszą stronę książki, to żeby miało to oznaczać syzyfowe męki, to trzeba dobrnąć do ostatniej i co najwyżej podziękowania od autora dla jego najbliższych i tych, co się przyczynili, można pominąć. Obiecałam sobie tutaj pełną szczerość, więc się przyznam – dopiero kilka lat temu, po czterdziestce odłożyłam książkę, nie kończąc jej, a i to z poczuciem, że popełniam jakieś świętokradztwo. Teraz poczucie bywa nieco mniejsze, ale i ja chyba uważniej (bardziej egoistycznie, bardziej… nie wiem, jak to nazwać – dla własnej radochy) sięgam po książki.
      O dobrych/złych książkach i recenzjach to ja mogę długo :) Ale to by się zrobił komentarz długości wpisu :)

  5. Anna 24 lutego 2022 at 7:30 am- Odpowiedz

    Od kilku dobrych lat uczę się, że nic nie muszę i nic nie powinnam, ewentualnie mogę chcieć. Te stereotypy są tak mocno wdrukowane w mojej głowie, że pomimo ,,wiedzy” wyłażą w najmniej oczekiwanym momencie.
    Nie oglądam telewizji, a książki czytam, bo chcę. I mówi się, że książki nie poznaje się po okładce, ale w moim przypadku po kilku stronach, tak. I nie ma takiej siły żebym ją przeczytała, jeżeli mi nie podchodzi. Pewnie ktoś ,,kto wie lepiej”powie że to źle, bo wiele być może rzeczy mi ucieknie, ale to jest mój wybór.
    Bardzo się cieszę, że mogę do Ciebie zaglądać i czytać to co piszesz, bo dla mnie są to mądre słowa, pisane od serca.
    DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚ 😃

    • ik 24 lutego 2022 at 8:01 am- Odpowiedz

      Ja tak filozoficznie stwierdzę, że wiele rzeczy i tak nam ucieknie, nie ma siły, żebyśmy przeczytały wszystko, nawet wszystko, co by się nam podobało.
      Obiecałam sobie, że ta strona wróci w swoim charakterze do mojego pierwszego bloga, najstarszego, gdzie pisanie było tak bardzo „po mojemu”, edukacyjna powściągliwość zostawię na wpisy na Sklep-IKowym blogu, a tu nie mam zamiaru się ograniczać.

  6. Grażyna 24 lutego 2022 at 6:14 pm- Odpowiedz

    Nie lubię kiedy ktoś wywiera na mnie presją, lektury szkolne przeczytałam prawie wszystkie ale po skończeniu szkoły.
    Mam to samo,co zwierzątek,z pasją oglądam filmy kryminalne,a nie dam radę obejrzeć filmu w którym ktoś znęca się nad zwierzętami. Dobrze wiesz że mam zwierzaki w domu,i każda ich choroba bardziej mnie przeraża niż moje złe samopoczucie.
    Książka która jest zapowiedzią wpisu należy do moich ulubionych, już nawet nie wiem sama ile razy ją przeczytałam.
    Ściskam was mocno,futrzaki też.

    • ik 24 lutego 2022 at 6:28 pm- Odpowiedz

      Ja lektury czytałam jak nauczyciele kazali, ale przyznaję, że wracam do nich jako dorosła i bawią mnie znacznie bardziej niż wtedy.
      Z chorobami zwierzaków i ich niedyspozycjami mamy chyba tak samo, oby nam zdrowe były!

  7. ulinka 24 lutego 2022 at 6:51 pm- Odpowiedz

    A ja przewrotnie napiszę, że i owszem, są książki, które należałoby przeczytać. A to z tego prostego powodu, że ich nieznajomość powoduje, że nie umiemy odczytać kontekstu. Jeśli ktoś powie o „tych co znają Józefa”, to bez przeczytania „Ani z Zielonego Wzgórza” nie ma odniesienia. A „krewni i znajomi królika” brzmi nijako bez znajomości „Kubusia Puchatka”.
    Pewnie, że wszysto można wygooglować, ale ignorant nawet nie zauważy, że coś mu umyka. Jak dla mnie, to bez znaczenia, czy zestaw podstawowy nazwać kanonem, czy standardem intelektualnym. Inna rzecz, że nie sposób się dogadać, jaki ten jeden uniwersalny kanon/standard ma być, bo dla każdej społeczności może to być coś zupełnie innego. Ha! no i co Ty na to!

    • ik 24 lutego 2022 at 6:57 pm- Odpowiedz

      A ja na to, że masz rację, ale… wiele osób ten kontekst łapie z ekranizacji :))))
      I odbiję przewrotność pisząc, że może nie przekonuje mnie to do czytania tych „kanonicznych” książek, ale Twój argument przemawia do mnie z innego powodu – tworzy się swoisty język rodzinny, z powiedzonkami i zdaniami, które łapie się w lot, a nie wszyscy rozumieją, a rodzina i owszem i ma radochę. A piszę to z osobistych doświadczeń, bo odkąd zaczęliśmy wieczorowo rodzinnie czytać książki, to nagle okazało się, że rodzinne powiedzenia nam przyrastają w drodze pączkowania i my wiemy, skąd jest powiedzenie „Konchę włóż!” (w dobie pandemii jak znalazł do przypominania o maseczce) i dlaczego w czasie wichury mówimy, że mamy w domu Windy Point i wiele, wiele innych. To jest słodkie i miłe, i bardzo nas bawi.

  8. ulinka 24 lutego 2022 at 8:14 pm- Odpowiedz

    Co racja, to racja… I tu zataczamy coraz szersze kręgi, wychodząc poza literaturę. Czyli: czego tubylec powinien koniecznie intelektualnie posmakować, żeby rozpoznawać cytaty albo żeby wiedzieć, że „folwark zwierzęcy” to coś całkiem innego, niż tylko krowięta i wieprzowinka, choćby nie czytał Orwella (oj, tu też mamy zwierzątka :-)). Czyli co jest właściwie tym standardem wykształciucha?
    PS: „konchęwłóż” – fantastico!!!!

    • ik 25 lutego 2022 at 5:26 am- Odpowiedz

      Mam wrażenie, że żyjemy w tak „obrazkowo-cyfrowym” świecie, że trudno wyizolować tylko literaturę i tylko czytaną oczami.
      Standard wykształciucha chyba przestał istnieć, bo uwierz, że znam osoby, które są dumne z tego, że nie czytają. Czy z tego powodu coś tracą? Nie wiem. Ja wiem, że gdyby mi zabrano książki, to bym była bardzo nieszczęśliwa, ale to chyba przestaje być norma. I mam wrażenie, że tracą, ale czy oni tak myślą… Pewnie nie, bo nie wiedzą, co tracą. Mam przykład własnego męża. W dzieciństwie znielubił książki, bo nie pokazano mu, że książki są super, a czytał trochę pod przymusem, bo jak nie przeczyta, to nie pójdzie się bawić. Trudno się dziwić, że do czytania niczym nie zapałał. Już po latach małżeństwa z książkową wariatką, czyli ze mną (przy czym ja nie przekonywałam, nie dyskutowałam), zaczął szukać sposobu na przetrwanie korków przy dojazdach do pracy. Wtedy podrzuciłam mu audiobooki. Zadziałało. A po kolejnych latach, kiedy zmienialiśmy standardy funkcjonowania ze względu na jego nadciśnienie, szukaliśmy sposobu na absolutne wyhamowanie wieczorem, oderwanie głowy od codziennego kołowrotu. Zaczęliśmy razem wieczorami czytać na głos i teraz spróbuj mu powiedzieć, że wieczorem czytania nie będzie, bo mnie gardło boli :))) Ten wzrok :))) I od człowieka, który nie czytał, bo nie lubił, doszliśmy do wczorajszego, że Rushdie jest suuuuper.

  9. Mięta 24 lutego 2022 at 8:27 pm- Odpowiedz

    Witam :)
    Ja lubię czytać książki , ostatnio nawet wychodzę poza sferę własnego komfortu i czytam takie pozycje, które kiedyś ominęła bym wielkim łukiem, a to za sprawą wyzwania „Trójka e-pik”, to tak przy okazji i na marginesie :) Co do kanonów, zawsze mi od nich było słabo..znaczy od czytania czegoś na siłę. Bez względu na to ile miałam czy mam lat . Nawet będąc w szkole, jak mi jakaś książka „nie podeszła” z jakiegoś tam , wtedy ważnego dla mnie powodu nie przeczytałam i tyle. Najwyżej miałam dwóję. I pamiętam , nie przeczytałam „Starej baśni” Kraszewskiego. To chyba była jedyna taka lektura i wcale nie czuję się z tego powodu uboższa intelektualnie. Zapewne jest dużo więcej takich książek, które „należy „przeczytać, a ja nie przeczytałam. Z bardzo prostej przyczyny nie zawracam sobie głowy sprawdzaniem tego co ktoś umieścił na takich listach :) Czytam, bo ma to być dla mnie przyjemność.
    Co do zwierząt..hym. … Zazwyczaj nie wiem o czym jest książka, którą mam zamiar przeczytać. Czasem bywa , że gdzieś jest jakiś fragment dotyczący zabiedzonego psa czy konia przez jakiegoś ochlapusa , którego bohaterka czy bohater zabiera i poprawia tym jego życie ,zwierzęcia oczywiście. Raczej nie przeczytam książki ,tym bardziej nie obejrzę filmu , jeśli bym wiedziała wcześniej od kogoś, czy skądś że jest np. o zabijaniu fok przez kłusowników lub coś w tym typie. Wyjątek film „Goryle we mgle” obejrzałam.Dramat, ale godny polecenia. Jednak gorzej wpływają na mnie książki , mówiące o krzywdzie wyrządzanej dzieciom. Takich nawet jakby mi zapłacono chyba bym nie dała rady przeczytać.

    • ik 25 lutego 2022 at 5:33 am- Odpowiedz

      A z ciekawości, próbowałaś do tej „Starej baśni” wrócić teraz? Bo to bywa ciekawe doświadczenie, wiem, bo tak wracałam do niektórych książek, których kiedyś bym użyła do podkładania pod nóżki chybotliwego stołu.
      O tym byciu uboższą, to chyba należy zapomnieć, bo nie czytając czegoś „kanonicznego”, masz więcej czasu na inne książki, a jak są ciekawe, to czytasz szybciej, a jak szybciej, to więcej… Czyli wychodzi na plus!
      Skoro wspomniałaś o zabijaniu fok, to ja dodam jeszcze wszelkie inne krwawe polowania i zabijanie wielorybów – sceny, które dosłownie przyprawiają mnie o mdłości.

  10. Urszula 28 lutego 2022 at 10:35 pm- Odpowiedz

    A ja nie przeczytałam Trylogii Sienkiewicza. Nijak mi nie idzie, film też. Nie ten przekaz, nie ten klimat, nie te czasy, nie ta kultura. Żeromskiego przeczytałam ile musiałam i cieszę się, że nie musiałam więcej. Nałogowo czytam. Rożne rzeczy, najchętniej o dawnej medycynie, rozwoju nauki, biografie. Ostatnio Richarda Shepherda, lekarza medycyny sądowej. Porażająca lektura nie tylko z powodu opisu życia zawodowego patologa ale również głębokie świadectwo człowieczeństwa. Nienawidzę książek w których jest przemoc, gwałt, cierpienie. Do dziś żałuje, że przeczytałam Opowieść podręcznej, na długo zanim stała się musthewem. Ale żeby nie było – przegryzam to wszystko z wielkim apetytem takimi pozycjami, do których chyba nie wypada się głośno przyznawać ( zwłaszcza będąc Bardzo Mądrym Profesorem) – serię o Diablicy i inne książki Miszczuk połknęłam oblizując się ze smakiem. Bardzo podoba mi się sposób, w jaki miesza mitologie, religie (a zwłaszcza mitologię słowiańską). No i chyba wszędzie jest KOT. A koty kocham, no ba….

    • ik 1 marca 2022 at 6:52 am- Odpowiedz

      Ja Trylogię przeczytałam, ale za to z Żeromskim się nie polubiłam, z Reymontem też, ale może należy sprawdzić, jak mi z nimi teraz, po wielu latach.
      A przyznawać się głośno wypada i należy do czytania wszystkiego. Miszczuk też uwielbiamy (i ja, i Andrzej), ale ja się bez wielkiego wstydu przyznaję do czytywania także znacznie mniej ambitnych powieści, bo kiedy potrzebuję absolutnego oddechu, to będę czytała romanse i łykając je w jeden, dwa wieczory i zapominając o całym świecie.

  11. Urszula 6 marca 2022 at 9:25 pm- Odpowiedz

    A ja przez Ciebie zaczęłam oglądać Hotel paradise!!! Jeszcze dawno, dawno temu. I teraz tez oglądam dziwiąc się jakim cudem gatunek ludzki przetrwał.

    • ik 7 marca 2022 at 6:39 am- Odpowiedz

      :))))) A my po jednym sezonie odpuściliśmy. Troska o gatunek ludzki uzasadniona :))))))))))))))

  12. Joanna 8 marca 2022 at 12:55 pm- Odpowiedz

    Nie lubię jak mnie ktoś zmusza do czegokolwiek, nie mówiąc już o książkach. Ale potwierdzam, że jak ktoś ciekawie coś przedstawi to zachęca. Przykład: nie lubię książek z fantastyki, o wampirach itp.. Ale tak opisywałaś książki Jadowskiej, która trochę się ociera o tematykę, że mimo niezbyt zachęcających opisów na okładkach – sięgnęłam. I przepadłam! Pierwszą czytałam prawie do rana, co nigdy mi się nie zdarzyło :) Pochłonęłam wszystkie, które znalazłam. Dzięki za poszerzenie moich horyzontów :D

    • ik 8 marca 2022 at 2:03 pm- Odpowiedz

      Jestem zachwycona, że poszerzyłam horyzonty i okazało się, że tak dobrze trafiłam, że warte to było zarwanej nocy. A na opisy okładkowe i ich nieadekwatność kiedyś chyba zrobimy jakiś konkurs, bo ja mam kilka takich przykładów, gdzie się ten „opis” naprawdę nijak ma do zawartości.

      • Joanna 10 marca 2022 at 7:47 am- Odpowiedz

        P.S. No przecież skleroza nie boli, prawda? Właśnie sobie przypomniałam, że po panią Kisiel sięgnęłam też przez Ciebie! I Bazyla!! :D Ba! Miniseria dla dzieci przypadła do gustu mojej córce :) (wtedy- lat 8) Także baardzo dziękujemy :)

        • ik 10 marca 2022 at 8:08 am- Odpowiedz

          Polecam się bardzo!

  13. Ula Hahnoma 9 marca 2022 at 3:31 pm- Odpowiedz

    W szkole podstawowej od najmłodszych klas – jak tylko nauczyłam się czytać – najpierw „zaliczałam” wszystkie lektury obowiązkowe, a potem hulaj dusza, piekła nie ma :-) W liceum się to trochę zmieniło, bo inny był tryb nauki, ale wtedy to już zapanowała „wolna amerykanka” – lektura mogła być nie przeczytana, ale Błękitny zamek (Siła Strachu, Wszystko czerwone, Tożsamość Bourne’a – wstaw dowolny ulubiony tytuł) trzeba było doczytać choćby do 3 nad ranem. Lalki nie przeczytałam wtedy, ale ostatnio – przy okazji, jak córka miała jako lekturę – wysłuchałam. I stwierdzam, że faktycznie ma to coś, no i mogłam podyskutować z dzieckiem na bieżąco. Co do kanonów filmowych to złapałam się na tym, że jestem innym pokoleniem :-/ Jak to ktoś nie oglądał Gwiezdnych wojen?! Profanacja! Ano, bo jak ja miałam te naście lat, to w TV była lipa i chodziło się do kina, i nie sposób było przegapić – w dobie stanu wojennego Lucas zafundował nam świat na miarę Avatara. I właśnie chyba tak powstawały niektóre kanony. Raz czy dwa po przeczytaniu książki stwierdziłam, że na okładce są wypisane jakieś bzdury, sugerujące, że ich autor albo nie przeczytał nawet fragmentu, albo w ogóle nie zrozumiał tego, co przeczytał… I powtórzę jeszcze raz w tym miejscu, że bardzo sobie ceniłam te nasze wymiany książkowe i dzięki Wam poznałam wielu fantastycznych autorów, i bezwstydnie liczę na więcej :-D

    • ik 9 marca 2022 at 7:23 pm- Odpowiedz

      Obiecuję, że o książkach będzie na bieżąco sporo, bo to tak ważny aspekt naszego bycia, że nie mam zamiaru go nie tylko pomijać, ale nawet się za bardzo ograniczać.
      Ja do „Lalki” wracam regularnie co jakiś czas, bo nadal wywołuje we mnie emocje i nadal mam ochotę panience łupnąć w czółko. Jak przy którymś czytaniu przestanę tak przeżywać, to znaczy, że mogę więcej nie czytać, wyrosłam :)))))
      O okładkowych bzdurach już pisałam – to powinna być stała kategoria konkursowa, kto w wydawnictwie bardziej dał ciała i napisał podsumowanie, które ma się nijak do treści książki.

Zostaw komentarz