Maile, jakie przychodzą na moją skrzynkę, a mają związek z dzierganiem można podzielić na kilka kategorii, ale dwie z nich – nie będę owijała w bawełnę – rozkładają mnie na łopatki całkowicie.

Zazwyczaj zaczyna się tak: „Pani Agnieszko, jest Pani moim guru, podziwiam to, co Pani robi, tyle się od Pani nauczyłam, jest Pani taka kochana…” – mamy tak zwane zmiękczanie materiału, czyli mnie, bo jak się posłodzi, to przecież nie odmówię, a jak się jeszcze napisze, że ja taka cudowna, to przecież nie zrobię niczego, co by tej cudowności miało zaszkodzić. Ha!!!

I tu pojawia się jedna z dwóch możliwych części dalszych.

Pierwsza – „Robiła Pani taki sweter/czapkę/szal i tego wzoru nie mogę nigdzie znaleźć, jest tylko do kupienia, czy może mi Pani podesłać wzór/schemat…”. Czyli wie istota pisząca, że wzór istnieje, trzeba za jego nabycie zapłacić, ale liczy na to, że cudowność, do której pisze, zmiękczona komplementami, po prostu jej wyśle wzór i jeszcze podziękuje za maila.

Nie wyślę! Za nic! Jeśli wzór ma swoją bezpłatną wersję (a czasami tak bywa, że pdf jest płatny, a wersja na stronie czy blogu, z reklamami i całym wpisem jest po prostu dostępna), to prześlę link i nawet mi powieka nie drgnie. Ale nie wyślę czegoś, co jest chronione prawem autorskim i tylko do kupienia. I nie, nie chodzi o to, że ja za to zapłaciłam, a teraz wylezie ze mnie naturalizowana wielkopolanka pełną gębą i nie podzielę się, bo skąpię. Chodzi o to, że jak ja to wyślę, to autor tego wzoru traci dochód. Kropka! Tylko tyle i aż tyle. Skoro wzór jest taki świetny, to chyba warto za niego zapłacić, żeby podziękować projektantce czy projektantowi, docenić jego czas i kreatywność. Tak po prostu ucieszyć go, że oto następna szalona duszyczka dziewiarska kupiła i będzie robić.

Odpisuję na takie maile, nie zostawiam bez komentarza i zawsze piszę, że skoro nie istnieje bezpłatna wersja tego wzoru, to ja nie mam prawa go rozpowszechniać, pozbawiając autorkę dochodu za pracę i to często świetną pracę. I aż chce mi się czasem dopisać pytanie, czy ta prosząca o „podzielenie się wzorkiem czy schemacikiem”, będąc na miejscu autorki, spokojnie machałaby ręką na to, że ktoś owszem kupił, a potem rozesłał do wszystkich krewnych i znajomych… a w przypadku takich maili, to w sumie do nieznajomych, bo grzecznie prosili.

I druga kategoria maili – też dotyczy wzorów. „Pani Agnieszko, proszę o przetłumaczenie wzoru, bo ja sobie z angielskim średnio radzę, a tak bardzo mi zależy na zrobieniu.”. Oczywiście to okraszone standardowym zmiękczaniem, cudownościami moimi, niezastąpionością moją i co tam jeszcze przyjdzie do głowy osobie piszącej. (Teksty o ostatniej desce ratunku też się zdarzają.) I tu znowu – często mam tłumaczyć wzór, który sama robiłam i który jest płatny… Patrz akapity wcześniej. Czasami piszący nawet się oferuje, że sobie wzór kupi, a ja mam „tylko” przetłumaczyć. Tylko! Czy ktoś się kiedyś zastanowił, ile zajmuje przetłumaczenie jednej strony A4 wzoru, a tych stron jest czasem kilka, są opisy do schematów, jakieś wyjaśnienia symboli? Długo! Bo to trzeba by było najpierw wystukać, opisując, która część, czego dotyczy. Potem trzeba to przeczytać jeszcze raz, bo że się nie zrobiło błędów, to nigdy tak nie ma. Później najlepiej to przeczytać drugi raz… Na wszelki wypadek. I to się robią całe godziny i to godziny kradzione mojej rodzinie i mnie samej z czasu przeznaczonego na sen, odpoczynek czy po prostu robienie tego, co się kocha. O prawie autorskim nie wspomnę, bo jeśli mam zrobić tłumaczenie, to autor lub autorka wzoru powinni się na to zgodzić…

Na takie maile też odpisuję i grzecznie tłumaczę, że nie znajdę na to czasu, że to jest mnóstwo pracy. A łatwo to sprawdzić – niech osoba prosząca przepisze po prostu polski wzór tej samej długości na komputerze (bez tłumaczenia, po prostu przepisze), a potem sprawdzi go dokładnie, żeby był bezbłędny. I tak będzie to szybsze niż tłumaczenie, ale da pogląd na to, ile to zajmuje i czego w ciągu tych godzin się nie zrobiło.

I tu następuje część kluczowa wymiany takiej korespondencji. Wiele osób na moje „nie, nie prześlę” łamane na „nie przetłumaczę”, nie odpisuje i znika jak kamfora (zapewne jak kamfora znika też moja cudowność i niezastąpioność, ale trudno, będę z tym żyła). Kolejna grupa odpisuje „Rozumiem, dziękuję.” I tych szanuję, bo docierają do nich moje argumenty lub nie, ale nie zachowują się jak ofukane nastolatki. Ale jest też mała grupa, która z trybu „bardzo mi zależy, tak ślicznie proszę, cudowności ty moja” przechodzi do trybu „A jaki to problem! Gadanie, żeby nie pomóc! Taka jesteś…” Tu sobie wpisujemy inwektywy zależnie od poziomu piszącego. I to jest ten moment, kiedy korespondencja się kończy, bo maili z informacją, że kultura osobista istnieć powinna, wysyłać nie będę, bo to oczywiste, a wylewanie własnych frustracji na kogoś, kto ośmielił się odmówić „pomocy” jest słabe, oj, bardzo słabe.

29 komentarzy

  1. Alina 17 maja 2022 at 5:46 pm- Odpowiedz

    Aga, nauczyłaś mnie wiele, bardzo wiele, niestety angielski mi kiepsko „wchodzi”. Kiedyś też prosiłam o pomoc w tłumaczeniu jakiegoś fragmentu kupionego wzoru, którego nijak nie mogłam zrozumieć, ale zazwyczaj było to na forum dziewiarskim, gdzie pomagaliśmy sobie nawzajem. Jednak dzięki Twoim lekcjom „drutowego” angielskiego, teraz tłumaczę na własny użytek ( może to za wiele powiedziane) kupione wzory, które mi się podobają, o ile nie ma ich w znanym mi narzeczu:). Wygląda to tak : najpierw zerkam do słowniczka drutowego, istnieje takowy na jednym forum, a potem zaprzęgam do pomocy tłumacza Google. Matko i córko, jakich cudów można się od niego dowiedzieć, ale tak poważnie, to nawet to łamane tłumaczenie, praktykująca dziewiarka, zrozumie. Jeżeli namota mi tak, że nijak nie wiem o co chodzi, to stosuję tłumaczenie „ręczne” czyli wgapiam się w zdjęcie, biorę druty do ręki i próbuję do skutku. Zazwyczaj za którymś razem wyjdzie. Ile to czasu zajmuje, to tylko ja sama wiem, ale człowiek ma satysfakcję, że sobie poradził. Więc jak widać można. Polecam tą metodę, najszybsza to ona nie jest, ale satysfakcja gwarantowana.
    Dlatego doskonale rozumiem Aga Twoją alergię, na różnych „proszących”, bo o ile wzór można kupić,( a nawet trzeba bo przecież on też wymaga od projektanta mnóstwa pracy), to bezcennego czasu, straconego na tłumaczenie, już nie.

    • ik 17 maja 2022 at 6:05 pm- Odpowiedz

      Prośba na forum to moim zdaniem nieco inna bajka, bo tam prosisz ogół i jeśli znajdzie się ktoś, kto albo ma chwilę, albo zrobił to dla siebie i odpowie na Twoje pytanie, to jest wybór forumowiczów.
      A Twoje podejście to coś, co ja bardzo szanuję, bo ono oznacza, że wkładasz w to całe mnóstwo czasu i wysiłku, i własnego zaangażowania. I gdy ktoś w takiej sytuacji do mnie pisze, że on ma wzór i angielski mówi tak, a on to rozumie tak, bo sobie próbował tłumaczyć, to ja zawsze odpowiadam, bo wiem, że to jest efekt wielkiej pracy i ktoś szuka tylko potwierdzenia. Poza tym wtedy to zawsze jest pytanie o zdanie, dwa zdania, a nie o cały wzór. Ale jeśli jedynym wysiłkiem jest napisanie maila – dwa zdania „po prośbie”, czyli dwie minuty, żeby całą robotę zrobił ktoś inny, czyli kilka godzin… To mnie nosi.

  2. Kola 17 maja 2022 at 6:34 pm- Odpowiedz

    Ja Cię doskonale rozumiem! I dołożę jeszcze jedno od siebie, bo mnie się to niejeden raz zdarzyło, i też mnie zawsze trzepało. Robię różne rzeczy z głowy, albo freestyle, albo jest to czymś inspirowane, ale bardzo „daleko od szosy”. Czasem pokazuję te udziergi na forach/grupach na portalach społecznościowych, i pomimo że wyraźnie zaznaczam, że nie ze wzoru, tylko z głowy, albo freestyle wręcz, to praktycznie zawsze znajdzie się chociaż jedna osoba, która usilnie domaga się wzoru. Jak odpowiadam, że wzoru nie ma i nie będzie, ogólnie technika jest taka (np swing knitting freestyle od boku, albo reglan od góry), to pojawia się żebranie, żebym ten wzór spisała, najlepiej jeszcze dostosowując go do wymiarów osoby proszącej, i może jeszcze przeliczając na włóczkę której owa jednostka zamierza użyć. Nadal grzecznie odpowiadam, że wzorów nie piszę, nawet własnych notatek nie mam, bo jak freestyle, to poza jedną proporcją (wyliczenie oczek z próbki) potrafię kropki na papierze nie postawić. I że jest zdjęcie i opis techniki, można sobie popatrzeć i się zainspirować, ale wzoru nie ma i nie będzie. I wtedy przeważnie następuje foch stulecia, tak jak opisałaś ubrany w słowa zależne od kultury jednostki. Bo taka jestem nieużyta, zrobiłam fajne i przepisem nie chcę się podzielić, bo mogłabym spisywać, albo na gotowym swetrze liczyć wszystkie oczka i rzędy (i skrzydełka w swetrze swing knitting, które ile od brzegu i na ile oczek szerokie i rzędów wysokie…). I oczywiście za darmo, bo z tych wszystkich żebrzących jednostek żadna nie zaproponowała „to jest świetne, jeśli opracujesz i wrzucisz wzór na Raverly to chętnie kupię”, tylko zawsze „spisz i daj”… No trudno, jestem nieużyta świnia, jakoś z tym żyję;)))

    • Monika 18 maja 2022 at 4:24 am- Odpowiedz

      I najgorsze, że to odmawiający się źle czuje potem. Wrrrrr

      • ik 18 maja 2022 at 4:31 am- Odpowiedz

        A tu tylko potwierdzę, że będąc młodą rękodzielniczką, miałam problem z takim jednoznacznym napisaniem „nie”, czyli był mail, ale taki, że może, ale chyba nie i nawet to powodowało, że mnie skręcało, bo komuś zrobiłam przykrość! Na szczęście się nauczyłam, że jednak trzeba od razu konkretnie i dobitnie, a ewentualne „przemiłe” maile z oceną mojej postawy co najwyżej zachować sobie w katalogu „ja kiedyś napiszę książkę i to wykorzystam” :))))

    • ik 18 maja 2022 at 4:27 am- Odpowiedz

      Ja sobie to tłumaczę w kolejności:
      Po pierwsze niewiele osób czyta to, co piszemy pod zdjęciem. A nawet jeśli, to nie przywiązuje do tego wagi.
      Po drugie wiele osób ma pojęcie, ile zajmuje napisanie wzoru, nawet takie „techniczne”. Ja czasami na potrzeby filmów spisuję od razu to, co ma się pojawić na planszach i napisach i już to bywa zajęciem na godzinę. Fakt, przyspiesza cały proces, bo gdybym miałam siąść na końcu i spisać na raz, a nie w trakcie robienia po kolei, to bym spędziła kilka godzin.
      Po trzecie i tu już sarkazm – są osoby, które są pewne, że skoro się czymś chwali i jakoś tam opisuje, to ma się obowiązek podzielenia się. I to na zawołanie. I ja naprawdę wierzę w to, że dzielenie się wiedzą, czy inspiracjami jest ważne i niezbędne, bo zawsze miałam dość pozytywistyczne podejście do uczenia, ale tutaj za każdym razem powtarzam sobie, że to dzielący się decyduje, czy chce, kiedy chce i w jakiej formie. Wymuszanie spowoduje tylko tyle, że dzielący po mniej więcej roku powie, że ma dość i niczego więcej nie pokaże, nie podzieli się, nie opisze.

  3. Monika 18 maja 2022 at 4:21 am- Odpowiedz

    Ja trochę nie w temacie, bo oczywiście bardzo Cię podziwiam i wiele godzin spędziłam z Twoimi filmami i wiele powstało dzięki temu chust, mitenek i innych, za co niezmiennie jestem wdzięczna, ale Twój mąż jest równie cudowny i robił niedawno takie sernikowe muffiny, a ja z pieczeniem serników średnio sobie radzę, w sklepach niby są ale płatne. Czy mógłby upiec i mi podesłać? Adres poniżej.
    Z góry dziękuję. A teraz w temacie.
    Czytałam kiedyś o takim żuczku, który specjalizował się w ograbianiu mrówek z jedzenia. Wystarczyło, że kiedy obładowana mrówka przechodziła obok niego wykonywał wyuczone gesty, które komunikowały – jestem ogromnie głodny, podziel się ze mną, bo nie przetrwam. Każda ulegała. Jak widać takich żuczków mamy dostatek. Ja nie wiem dlaczego tak trudno dostrzec kradzież o ile jest lekko przysłonięta woalką czy dostrzec granicę uprzejmości? Teściowa mojej koleżanki nie odzywasie do niej od kilku miesięcy, bo ta nie chciała się podzielić dietą od dietetyczki (spersonalizowaną zresztą). Najlepiej byłoby takich żuczków zignorować i skupić się na piękniejszej stronie mrowiska, ale to przykre.
    Pozostaję w oczekiwaniu na serniczki i pozdrawiam serdecznie. Jesteście cudowni. :)

    • ik 18 maja 2022 at 4:42 am- Odpowiedz

      Nie, no oczywiście, nie mamy wprawdzie mąki i twarogu, ale to ja już lecę kupować, upieczemy wieczorem, jutro będą na miejscu, tylko od razu powiedz, czy z glutenem czy bez glutenu, bo ja wiem, że niektórym gluten szkodzi, to żeby nie było, że złe zrobimy :)))))))))))))))))
      Żuczków niestety mrowie a mrowie, ale może czas zacząć mówić o pewnych rzeczach głośno, że się nie „musi” dzielić wszystkim, co się zrobiło, wymyśliło, czy kupiło. Można chcieć się po prostu pochwalić i nie każdy wpis na stronie to ukryte pytanie, czy chcecie, żeby to zostało zamienione na tutorial. O kradzieżach i braku kultury nawet nie wspomnę, bo to oczywiste. Ja kilka osób grzecznie poinformowałam, że owszem, moje wzory nie zawierają zastrzeżenia, że są do prywatnego, niekomercjalnego użytku, ale jeśli już ktoś ma zamiar je wykorzystać, to przyzwoitość nakazuje zapytać, czy może i wyraźnie napisać, czyj to wzór. A najlepsze, że kilka z tych osób, to niby znane blogerki i instagramerki, którym się wydawało, że mogą. Ale z drugiej strony jest wiele osób, które zanim coś zrobią, to pytają, co dziwne najczęściej wtedy nie na sprzedaż, a na przykład na aukcje charytatywne.
      A co do diety… Ja koleżankę rozumiem i jej współczuję, bo u nas powodem nie do focha, ale do awantury na kilka miesięcy była odmowa podania nazwy leku na nadciśnienie, chyba nawet bardziej spersonalizowana kwestia :)))))))))

  4. Kasia 18 maja 2022 at 10:16 am- Odpowiedz

    Dzień dobry, dawno temu zakupiłam książkę „Stricklehrbuch” oczywiście w języku wykładowym niemieckim. Niemiecki ogólnokształcący nie obejmował terminologii dziewiarskiej, ale od czego słownik + lupa, tak lupa, bo czego nie dotłumaczyłam to dooglądałam i serwetkę pierwszą w życiu popełniłam (wtedy o internetach nam się nie śniło, no może St.Lemowi). Moim zdaniem chcieć to móc – ale nie wszyscy znają przysłowia. Podejrzewam też, że „darmowy wzór” powędruje do szuflady i nic nigdy z niego nie powstanie. A… jeszcze jedno, skąd wziąć „darmową” cudowną włóczkę na „darmowy” cudowny wzór? Pozdrawiam :))

    • ik 18 maja 2022 at 10:20 am- Odpowiedz

      Podziwiam i biję brawo. Moje największe szaleństwo to sweterek z japońskiego wzoru, języka ani w ząb, ale oni robią świetne schematy, a cyferki widziałam i doszłam do wniosku, że kto nie ryzykuje… Wyszło! Chociaż do dziś się z siebie śmieję.
      A pytania o darmową włóczkę… Ja bym nie prowokowała, bo jeszcze się pojawią :)

  5. Viola 18 maja 2022 at 5:43 pm- Odpowiedz

    Tak, ja też nauczyłam się mówić nie, ewentualnie przesyłam linki do filmów, najczęściej Twoich … gdyby mało było Ci wazeliniarstwa hahaha. Wzory to jedno a drugie, to „zrób mi, ja Ci zapłacę”, jednej wyjątkowo bezczelnej „koleżance, raz do roku, gdy czegoś chce” powiedziałam, że owszem nie ma sprawy, sweter w Twoim rozmiarze zajmie mi około 40 może 45 godzin pracy (!), bo dzierganie na zlecenie jest dla mnie pracą, jaką więc mi proponujesz stawkę godzinową, biorąc pod uwagę, że umiejętności nie spadły na mnie z nieba, musiałam nauczyć się? Usłyszałam, że przecież to moje hobby, to wszystko mi jedno co dziergam. Nooo, nie! Hobby znaczy, że robię jak ja chcę a nie pod dyktando! Pani nie odzywa się od trzech lat i „rozeszło” się, że mi woda sodowa odbiła. No i dobrze, mam spokój.

    • ik 18 maja 2022 at 6:19 pm- Odpowiedz

      A no właśnie, jak hobby, to robię, co chcę, kiedy chcę i nie terminowo. A jak zlecenie, to masz rację, to jest praca, a praca oznacza wynagrodzenie. I naprawdę to nie jest tak, że nam jest wszystko jedno, co dziergamy, to jakby powiedzieć mistrzowi kuchni, że mu wszystko jedno, co gotuje – leniwe czy tort :))))) Owszem, zrobi jedno i drugie, ale na bank nie będzie mu wszystko jedno, chociażby dlatego, że wie, że wymaga to innego czasu.

    • Kola 19 maja 2022 at 1:03 am- Odpowiedz

      Och, jak ja kocham to „zrób mi, ja Ci zapłacę!”! Bo w 99% przypadków osoba myśli, że zapłaci jak za akrylowy sweterek z sieciówki na wyprzedaży, a oczekuje ręcznie robionego swetra z wełny, najlepiej merino, albo z artystycznych farbowań. Samo tłumaczenie kosztów materiałów już powoduje focha w stylu „jak to, to takie drogie?!”, a jak kończę tekstem „…i do tego dolicz jeszcze moją pracę” to jest obraza majestatu. Ileś znajomosci przez to straciłam, jakoś żadnej nie żałuję:)))

      • ik 19 maja 2022 at 5:54 am- Odpowiedz

        Nie, no przesadzasz, pracę to powinnaś dawać za darmo i jeszcze do tych materiałów się troszkę dołożyć :)))
        A poważnie, to jak ktoś oczekuje ceny z sieciówki za coś robionego na zamówienie, to i do tej sieciówki powinien od razu maszerować.

        • Kola 19 maja 2022 at 7:09 am- Odpowiedz

          No więc takich oburzonych „częstuję” prostym tekstem: jak chcesz ceny z sieciówki, to pogódź się z jakością z sieciówki i z tym, że wyglądasz jak połowa ulicy, a sweter po jednym praniu wygląda jak szmata. Kiedyś z jedną koleżanką byłam w sklepie typu „TEDI”, „Action” czy coś takiego. Mają tam dział z artykułami do rękodzieła, m in tanie włóczki z koszmarnego najpodlejszego akrylu. Koleżanka zachwycona „patrz, wmawiałaś mi, że te wełny takie drogie, a tu zobacz jakie tanie, ja to kupię i zrobisz mi sweter!”… Usiłowałam tłumaczyć zależność cena-jakość, i że tego badziewia nie tknę nawet jednym drutem (bo gotowy wyrób byłby jeszcze gorszy jakościowo niz sieciówka, o męce przy dzierganiu nie wspominając). Nie trafiło. Dołożyłam, że po doliczeniu mojej pracy już nie będzie tak tanio, to się koleżanka oburzyła. Bo myślała, że z taniego to ja tanio zrobię. Ehhhh….

      • MonikaS 19 maja 2022 at 12:03 pm- Odpowiedz

        Nie będę czytała komentarzy, by nie zamydliły mi oczu ;0) ale podpisuję się wszystkimi czterema łapami pod Twoim tekstem! Mam dokładnie takie samo zdanie jak Ty, niestety „cfaniaczków” jest na pęczki, co jest bardzo przykre. Pomijam koszt finansowy, ale brak szacunku do człowieka i jego pracy jest porażający. Wychodzenie z założenia, że „mnie się należy” jest obrzydliwe. Bleee. Nikt z tych pseudoartystów nawet nie wpadnie na to, że szukając, tłumacząc, analizując tekst, a nawet popełniając błędy, człowiek się uczy?
        Ech…
        Szkoda słów ;0)
        Ale Szacun dla Ciebie, dla Was, za konsekwentne, kulturalne odpowiedzi :0)
        Ja takimi mailami spam bym dokarmiała ;0)))
        Pozdrawiam cieplutko i bezinteresownie choć dodajecie koloru mojemu dziewiarstwu :0)

        • ik 19 maja 2022 at 12:54 pm- Odpowiedz

          Zapewne jest mnóstwo osób, które podchodzą do tego jako do nauki, co widać nawet tutaj w komentarzach, że nie mają problemów w poświęceniu czasu i wysiłku. Ale jest też niestety mnóstwo, które chce, ale „bezwysiłkowo”. A to już nie jest fajne, bo oznacza, że szukają kogoś innego, kto za nich ten wysiłek poniesie i poświęci czas.
          A co do odpowiadania, to ja mam zasadę, że odpowiadam, nawet, jeśli to odmowa, żeby nie było, że zlekceważyłam, wolę dać jasno do zrozumienia, że mail dotarł, ale w taki spośób nie pomogę.

  6. Urszula 18 maja 2022 at 9:32 pm- Odpowiedz

    Przeczytałam wszystko i teraz już wszystko wiem (jak śpiewa klasyk). W związku z tym poproszę: darmową włóczkę w duuużych ilościach, bo przecież tam w sklepIKu masz do wypęku, jeden kłębek mniej, jeden więcej, nie mów, że zauważysz różnicę! Oczywiście przesyłka gratis, bo przecież przy dużych zamówieniach tak powinno być!
    A tak serio, to już nauczyłam się być asertywna. Bardzo przydaje się w życiu codziennym. Oczywiście nie znaczy to niegrzeczna, chyba że inaczej nie dociera. Ale potrafię być grzecznie bardzo niemiła. Ostatnio przećwiczyłam na pani z ministerstwa, która usiłowała zrzucić na mnie odpowiedzialność za jej własne nieróbstwo….
    Aga, ja wiem, że to nie w Twoim stylu, ale czasem warto po prostu olać, że się tak niezbyt kulturalnie wyrażę. Szkoda energii na tłumaczenie niektórym jednostkom rzeczy oczywistych dla ludzi przyzwoitych. Wraz z wiekiem zaczynam umieć cenić siebie tak samo jak innych ludzi. Bardzo polecam.

    • ik 19 maja 2022 at 6:00 am- Odpowiedz

      To też nie tłumaczę zasad kultury, mogę tłumaczyć, dlaczego łamanie prawa autorskiego jest złe. Ale generalnie to już jestem na takim etapie, że nie przeżywam takich maili całymi dniami, odpisuję, wyrzucam ze skrzynki, zapominam.
      A bycie niemiło i na zimno grzecznym ma opanowane Andrzej – czasami mnie przeraża, kiedy słyszę, jak kulturalnie i na spokojnie potrafi komuś powiedzieć, co myśli, ale u niego zostało to po prowadzeniu agencji reklamowej, kontakty z klientami bywają tam trudne, a powiedzenie, co myśli, czasami jest niezbędne.
      Brawa za panią z ministerstwa, bardzo nie lubię osób, które próbują swoją winę zwalić na kogoś i to jeszcze „na bezczelnego”.

  7. Halina 19 maja 2022 at 4:20 am- Odpowiedz

    Rozumiem frustrację. Nie rozumiem takich ludzi. Tylko się zastanawiam, czy jakbym zrobiła coś takiego wg twojego przepisu (najpierw głupia prośba, potem stek wyzwisk na nie) to czy poczułabym satysfakcję typu 'wkurzyłam człowieka, ale mi z tym dobrze’. Bo raczej nie czuję się z tym dobrze, że wkurzyłam człowieka. Czy mogłabym być trollem, gdyby mi ktoś za to zapłacił?
    A żeby te wyzwiska nie poszły na marne, może faktycznie szkołę trolli otworzyć?

    • ik 19 maja 2022 at 5:53 am- Odpowiedz

      Uwierz, że są ludzie, którzy czują się dobrze, bo ktoś czuje się po kontakcie z nimi źle, poniżony, rozdrażniony, rozbity. I nie podejrzewam Cię o jakiekolwiek zadatki na bycie trollem, nawet za pieniądze, bo by Cię własne emocje zjadły. Mnie zresztą też, wolę sprawić, żeby ktoś się uśmiechnął, niż popłakał.

  8. Alva 19 maja 2022 at 11:00 am- Odpowiedz

    A tak powiem, że jeszcze zanim zaczęłam dziergać z Tobą, to bym bez mrugnięcia okiem przesłała kupiony wzór, bo ktoś poprosił. Dopiero jak natknęłam się u ciebie na wpis o prawach autorskich, to zaskoczyło w umyśle, że to tak samo jak książka – książki kupuję albo wypożyczam, piracę w baaardzo rzadkich przypadkach (jak np. potrzebuję cytatu na już, a legalny egzemplarz już zwróciłam do biblioteki), a przeciez spisanie wzoru na chustę to taka sama praca umyslowa, jak napisanie książki… Cóż, czasem potrzeba kopa, żeby spojrzeć we właściwym kierunku :) No to teraz uprzejmie odpisuję, że skoro osoba autorska postanowiła, ze wzór będzie płatny, to nalezy go kupić. A sporo miałam takich próśb o podzielenie się wzorem Dreambirds, jak wrzucałam efekty na grupę dziewiarską. I też były fochy.
    Z tłumaczeniem zaś… O panie, ja sama jestem tłumaczką, to jest moja praca zarobkowa, doskonale wiem, ile czasu zajmuje przetłumaczenie tekstu specjalistycznego, a co by nie mówić – wzór na wyrób dziewiarski to JEST tekst specjalistyczny! Mogę sobie machnąć tłumaczenie ot tak, bo lubię pracę z językiem, ale to będzie na moich warunkach i przede wszystkim warunkach osoby autorskiej, która może przecież nie wyrazić zgody na tłumaczenie.
    (Zresztą, już abstrahując od wzorów dziewiarskich, właśnie w przypadku tłumaczeń nader często musiałam odpierać ataki „co to dla ciebie, znasz język, a to tylko pięć stron, zrobisz i nie zauważysz… Co?! Ale dlaczego chcesz za to pieniądze?!” Nie no, spoko, przełożę te pięć stron prawa budowlanego za darmo, bo przecież po znajomości :/ Ludzie są dziwni.)

    • ik 19 maja 2022 at 12:02 pm- Odpowiedz

      Nie, no oczywiście, że pięć stron tekstu z prawa budowlanego, to każdy tłumacz chętnie, bo od razu widzi w tym możliwość dokształcenia się i dlatego nawet za darmo, bo w sumie to edukacyjne… A no właśnie, tylko, że to wcale tak nie jest, że to się robi jakoś magicznie „przy okazji” i w mgnieniu oka, a o zapłacie się nawet nie wspomina, bo to drobiażdżek i czysta przyjemność. A najgorsze jest to, że nawet głupio to tłumaczyć, bo wydaje się, że ludzie powinni mieć tego świadomość, ale albo nie mają, albo nie chcą mieć.
      Prawo autorskie takich rzeczy, jak wzory dziewiarskie i wiele innych rzeczy kreatywno-twórczych (my jeszcze mamy zawsze gdzieś na uwadze grafiki i zdjęcia, które wykorzystujemy, kupujemy, używamy), to jest temat trudny, pokrętny i jak się jeszcze zaczyna robić międzynarodowy, to już w ogóle staje się czasami polem minowym nawet dla prawnika, ale nieobytego w temacie. Dlatego ja zawsze wyznaję prostą zasadę – płatne, chronione, nie powielam. Tak jest najbezpieczniej.

  9. aśka 19 maja 2022 at 12:11 pm- Odpowiedz

    Czuję się wywołana do tablicy…. Kupiłam wzór w języku angielskim, próbowałam różnymi sposobami przetłumaczyć. Na serio. I nie dało rady. Jestem językowym wyjątkowym matołem. Napisłam do Ciebie, Agnieszko, maila z prośbą o odpłatne przetłumaczenie. Odmówiłaś i ja to oczyiście rozumiem. Ale po tych wszystkich waszych komentarzach czuję się jak szuja, jak wyzyskiwacz. A nic złego przecież nie zrobiłam.

    • ik 19 maja 2022 at 1:00 pm- Odpowiedz

      Czyli jednak jestem konsekwentna do bólu w tym odmawianiu.
      Nie czuj się jak szuja, bo z tego, co pamiętam, to nie dostałam później od Ciebie maila z „przemiłymi” opiniami na temat mojej odmowy.
      Prośba o tłumaczenie to jest prośba o wykonanie wielkiej pracy i Ty przynajmniej proponowałaś za to zapłatę. To, że to się nie mieści w ramach ochrony praw autorskich spowodowało, że ja odmówiłam, ale to nie była prośba „na wampira”, miałaś świadomość, że chcesz wykorzystać moje umiejętności, wiedzę i czas i byłaś gotowa za to zapłacić.
      Ale uwierz, że takie podejście jak Twoje nie jest częste, bo większość postrzega to jako prośbę o taki „drobiazg”, że nawet nie proponuje żadnego odwdzięczenia się za to.
      I trzymam kciuki, żeby jednak Twój dziewiarski angielski rósł w siłę i z czasem te wzory stały się bardziej czytelne. Ja wiem, że to wymaga wysiłku i czasu, ale warto.

  10. Iwona 20 maja 2022 at 10:04 am- Odpowiedz

    Ja dla odmiany poprosiłam Agnieszkę o to , żeby kupiła w moim imieniu na Ravelry wzór chusty. Byłam przerażona kupowaniem na Ravelry, nie miałam pojęcia jak to zrobić. Po grzecznej odmowie i wyjaśnieniu Agnieszki dlaczego nie może tego zrobić spięłam się w sobie i ogarnęłam Ravelry. Teraz dopiero wiem jakiego rodzaju to była prośba. Zresztą potem podziękowałam Agnieszce za motywację do działania. Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam

    • ik 20 maja 2022 at 12:52 pm- Odpowiedz

      Bo czasami się ucieka przed tym, czego się człowiek boi, a potem się okazuje, że to nie takie straszne :)

  11. aśka 5 czerwca 2022 at 2:19 pm- Odpowiedz

    Aga, dziękuję!

  12. aśka 5 czerwca 2022 at 2:20 pm- Odpowiedz

    Ravelry też jeszcze nie ogarniam:(. Ale może za jakiś czas:).

Zostaw komentarz