Zacznę od tego, że ja rzadko wpadam w taki zachwyt nad jakimś farbowaniem. Ostatnio było tak lata temu przy Whales Road Malabrigo – dosłownie miałam wrażenie, że ktoś przygotował motki specjalnie dla mnie, mieszając moje ukochane odcienie, w ciemnych wersjach, tworząc coś, do czego mi się wszystko śmiało, ze śledzioną włącznie. A teraz zaskoczyłam sama siebie, bo kilka miesięcy temu Andrzej robił fotki do nowej dostawy Malabrigo i powiedział, że jest taki fajny kolor, taki w różach, Rozamunda, Rozalinda… Okazało się, że to się nazywa Rosalinda i ja nigdy nie ukrywałam, że różowy lubię i mam w nosie, że jestem po czterdziestce i w sumie to bliżej mi już do piątki z przodu – miłość do różu była, jest i będzie (co napisałam, siedząc w różowo-fuksjowej sukience :)))))). Ale Rosalinda mnie urzekła, chociaż jest bardzo spokojna, bo w niej jest wszystko – róż, różany, pastelowy żółty, fiolety, niebieskości, również lekko zahaczające o błękity… Dzierga się i co centymetr jest zaskoczenie, bo nagle widzi się tą jedną kropelkę zaskakującego odcienia i człowiek się zastanawia, czy to było zamierzone, czy im z wiadra chlapnęło. Ale jeśli chlapnęło, to jak szczęśliwie.

I teraz Rosalinda przyszła w wersji skarpetkowej i do tego bezpłatnym wzorem sugerowanym do tej włóczki było coś, co spowodowało, że poczułam wielką potrzebę dziergania – Normandy Anne Jones to był drugi zachwyt. Warkocze, faktury, moja ukochana wzmacniana pięta, żadnych udziwnień. Napiszę jeszcze raz – nie potrzebowałam skarpetek. Ale co z tego! Potrzebowałam radości z dziergania. To sobie tą radość zafundowałam. Mam swoją Rozalindę w Normandii.

I będąc gdzieś w połowie pierwszej skarpetki przyszło mi do głowy, że w dziewiarskim świecie brakuje mi czasem czegoś, co nazwałbym bardzo osobistą i nie bezemocjonalną recenzją wzoru. Taki opis, w którym nie tylko ocenia się jasność opisu, prostotę lub nadmierne skomplikowanie wzoru, podejście techniczne, ale też własne emocje, zaskoczenia, że ktoś na coś wpadł, że wykorzystuje jakieś niezwykłe rozwiązania techniczne i co się o nich myśli, czy to  wzór do pokochania czy do zapomnienia, że istnieje.

I taka recenzja powstała i obiecałam sobie, że będę się z Wami dzielić swoimi opiniami z dziergania w formie takich wpisów częściej, może nie co tydzień, ale powiedzmy, że jak już sięgnę po jakiś gotowy wzór, to później napiszę, co myślę i jak mi z nim było. Możecie zajrzeć do Sklep-IKu na bloga, bo całość o Normandy znalazła się właśnie tam.

I tu powinnam skończyć, ale coś Wam jeszcze opowiem, bo mnie ubawiło, a później zastanowiło, bo to jednak taki sztandarowy przykład, że Polak musi wyrazić opinię nawet w temacie, o którym nic nie wie albo go nie dotyczy.

Kiedy mi przyszło do głowy, że może by tak zrecenzować co jakiś czas wzór, to wrzuciłam na Instagramie ankietę, czy pisać, czy dać sobie spokój, bo kto by to czytał. I spodziewałam się, że czytać takowych recenzji nie zechcą dziewiarki, które nie dziergają z wzorów, lecą „freestylem”, dla nich to nic interesującego. I było kilka takich osób, gdzie widać po ich profilach, że po prostu ani jednego projektu „kopiuj, wklej”, własne pomysły i to czasami szalone. Ale kilka odpowiedzi i profili mnie zastanowiło. Bo to raczej nie była ankieta dla osób, które mają konta o macierzyństwie, o podróżach, kuchni, a śladu po trzymaniu kiedykolwiek drutów w dłoni nie ma. Włóczka w ich życiu nie istnieje, ale… okazuje się, że można odpowiedzieć na pytanie, czy mają się pojawić recenzje o wzorach. I ja tego nie rozumiem. Jak ktoś wrzuca ankietę, czy ma być więcej przepisów na pożywne śniadania czy na szybkie obiady, a ja z przepisów nie gotuję i wiem, że nie będę z nich korzystać w żadnej najbliższej przyszłości… Nie odpowiadam, nie moja bajka. A tutaj okazuje się, że można mieć opinię o czymś, czym się człowiek nie zajmuje, nie interesuje. Dlaczego? Bo żyjemy w świecie, gdzie istnieje przekonanie, że opinię mieć po prostu trzeba. I to jest jedno wyjaśnienie, bo jest jeszcze drugie… Są osoby, które po prostu są „na nie” i odruchowo klikają tam, gdzie jest „nie, nie warto, daj sobie spokój”, są mistrzami demotywowania.

2 komentarze

  1. Maria 30 sierpnia 2022 at 11:19 am- Odpowiedz

    To jest ostatnio plaga. Tzn. to wypowiadanie się na każdy temat, a nie skarpetki. W sumie nie miałabym nic przeciwko byciu zaspamowaną pięknymi zdjęciami ręcznie dzierganych skarpet :-P Gdyby tak zostawić pytanie otwarte, gdzie mający zdanie musi ubrać tę opinię w słowa, to pewnie bardzo by ograniczyło liczbę wypowiadających się…
    A Twoje zdanie o wzorach zawsze chętnie przeczytam. Ilekroć mam mieszane uczucia co do zakupu jakiegoś wzoru, to sięgam na ravelry do wrażeń osób, które go dziergały. Nie wszystko widać na zdjęciach i czasem istotna wada lub zaleta umyka przy pobieżnym spojrzeniu.

    • ik 30 sierpnia 2022 at 1:34 pm- Odpowiedz

      Tu masz rację, że może to to łatwe kliknięcie w ankietę też powoduje, że ktoś się wypowie na każdy temat. Ale i tak czuję się zdziwiona, że akurat w tak niekontrowersyjnym temacie ktoś poczuł, że to nie jego bajka, ale i tak coś powie. Bo gdyby to było o polityce lub chorobach albo o piłce nożnej (tenisie, siatkówce…), to ja rozumie, tu każdy jest lekarzem, trenerem i znawcą systemów politycznych :))))
      A tak poważnie, to ja akurat nie miewam problemu z powiedzeniem, że nie wiem, nie mam zdania, a największą sensację wywołuje stwierdzenie, że mnie to nie interesuje, nie chcę czymś zajmować mocy przerobowych mózgu :)))))))
      A w kwestii wzorów, to mnie też brakuje czasem takiej opinii nieco treściwszej niż pięć gwiazdek oceniających wszystko. I tu wcale nie chodzi tylko o to, czy wzór jest przejrzysty i bezbłędny, ale na przykład o to, czy jest „podatny” na modyfikacje i zmiany własne. I też często czytuję opinie na Rav, bo tam jest kopalnia wiedzy o tych „miękkich” ocenach.

Zostaw komentarz