W dziewiarskim świecie dość powszechnie używa się pojęć – syndrom drugiego rękawa i syndrom drugiej skarpetki. Dla wielu to dwie nazwy tego samego zjawiska – że trzeba zrobić coś jako kopię, dokładnie tak samo i nagle okazuje się, że nie można się do tego zabrać za nic na świecie. Swetry zostają awangardowymi dziełami szalonego projektanta i leżą jako kamizelka z jednym rękawem, a człowiek rozmyśla, czy może jednak nie spruć tego pierwszego i nie zamienić tego na prawdziwą kamizelkę (mam w swojej dziewiarskiej historii taką decyzję za sobą, nie była łatwa). Albo skarpetka-sierotka czeka na swoją parę niczym singielka na portalu randkowym, a my za nic nie możemy się zmobilizować do nabrania oczek, a nawet jeśli ten cud się uda, to utykamy na etapie ściągacza lub palców i… i nic, dalej nie rośnie, leży, kurzy się, a my powtarzamy, że przecież jest lipiec, do zimy daleko, zdążymy.

U mnie jest troszkę inaczej. Syndrom drugiej skarpetki dziwnym trafem nie istnieje. Za to istnieje syndrom drugiej rękawiczki! Skarpetki lecę z pasją i entuzjazmem, ledwo obcinam nitki od pierwszej, to zaczynam drugą i błogosławię ten swój „szwung”. Ale rękawiczki… Nie wiem, to chyba chodzi o to, że skarpetka jest projektem relatywnie prostym, a rękawiczka tu ma kciuk, tu coś się zwęża, tu poszerza, a tu na koniec pięć paluszków. No za dużo jak na mnie! Dlatego z rękawiczkami muszę uważać, żeby podstępnie nie spowodowały zastojów i porzuceń chęci.

Za to mam przedziwny syndrom drugiego rękawa. Po pierwsze wiem, że pierwszy rękaw zawsze robię dłużej, bo mierzę, sprawdzam sensowność obwodów na poszczególnych wysokościach, czasem pruję, robię notatki. Przy drugim rękawie to wszystko mam gotowe i po prostu robię, ale… Ale jak bogów dziewiarskich kocham, ja nie wiem czemu, ale zabranie się za ten rękaw traktuję jak najgorsze zło świata, do nabrania oczek podchodzę jak do czegoś, co niczym mnie nie mami. I fakt, że jak już zacznę, to jakoś to idzie, zbieram się w sobie i prę do przodu w tempie lodołamacza, ale i z jego efektywnością i efektownością też.

Tym razem wiem, że będzie nawet gorzej! W bluzie Andrzeja rękaw jest z główką, wrabiany od góry. Używam na tym etapie dwóch zestawów drutów z żyłką, na jednej mam nabrane na brzegu podkroju oczka, żeby ich było dokładnie tyle, ile ma być, perfekcyjnie rozłożone po obwodzie i złapane za tą część łańcuszka, a drugim robię główkę w tę i nazad. Koszmar zbyt wielkiej ilości żelastwa latającego na wszystkie strony przed dość długi fragment robótki i samo to mnie zniechęca.

Jestem zatem na finiszu pierwszego rękawa, wiem, że jeszcze kilka centymetrów i on się skończy i będę stała przed wyzwaniem zaczęcia drugiego i będzie ciężko! Zaczęłam przemyśliwać, czy nie zastosować jakiś metod motywacji i to nie wewnętrznej, bo nie zadziała, tylko zewnętrznej! Jakieś małe auto-przekupstwo. I chyba wiem, co by się sprawdziło – jak sobie obiecam, że jak tylko skończę ten drugi rękaw, a na wszelki wypadek całą bluzę, żeby nie było, że pominę wykończenia, to będę mogła zacząć coś, co mnie strasznie kręci i nęci – wymarzoną chustę. Przyniosłam sobie nawet motki na nią (macie je na zdjęciu), żebym widziała, co mnie czeka i leciała ren rękaw kurcgalopkiem, popatrując tęsknie na inne włóczki. Zadziała? Mam nadzieję, że tak.

16 komentarzy

  1. Viola 14 lipca 2022 at 12:15 pm- Odpowiedz

    Jestem ofiarą syndromu drugiego rękawam! Drugi rękaw pastwi się nade mną jak zboczony, seryjny gwałciciel/morderca, jest do tego stopnia okrutny, że kiedyś dał się nabrać na dekolcie i dopiero po około 10 cm za główką z satysfakcją wytknął mi „pomyłkę”, wspomnę może, że dziergałam na 3 mm!! W szafce/muzeum mam trzech jednorękich bandytów, kwalifikują się teraz tylko do sprucia, bo już „widzimisię” mi się zmieniło!
    Ten syndrom, jako ten seryjny złoczyńca nie zawsze daje o sobie znać, wybiera sobie tylko wiadomym kluczem ofiary, często przechodzę obok niego i nic nie dzieje się aby którymś razem złapać niespodzewanie, podstępnie i niezwykle skutecznie.
    Trzymam za Ciebie kciuki, bo wiem co czujesz.

    • ik 14 lipca 2022 at 4:20 pm- Odpowiedz

      Jak to dobrze, że u mnie tylko ten jeden rozgrzebaniec i nic poza nim nie czeka na dorobienie rękawów :)))))) I mam nadzieję, że w weekend zacznę i może przynajmniej ta druga wrabiana główka powstanie.

  2. magda 14 lipca 2022 at 5:37 pm- Odpowiedz

    Ja cierpię na syndrom pierwszego rękawa – odrzuca mnie ciągłe mierzenie, sprawdzanie itp itd… ALE… Jak już zacznę, to pierwszy rękaw na finiszu jest 'obwieszony’ markerami, których znaczenie określają ich kolory.. zanim zacznę drugi rękaw układam sobie odpowiednią ilość odpowiednich markerów i później lecę, aż mi się skończą… Nie jest to błyskotliwa metoda, ale drugi rękaw pozwala wyłączyć myślenie, trzeba tylko kolorów pilnować…ale wszystkie wykończeniowe figle są straszną udręką…nagrodą w tym przypadku jest wyprawa po jakieś dobre ciastko w ulubionej cukierni….do kawy…

    • ik 15 lipca 2022 at 5:58 am- Odpowiedz

      To ja mam nieco podobnie w drugim rękawie, tylko nie markery szykuję, a kolorowe długopisy, bo mażę przy drugim rękawie po notatkach z pierwszego, ale na kolorowo.
      A w ramach nagród to jest częściej natychmiastowe wyjęcie robótki, do której tęsknię lub zaczęcie tej wymarzonej :))))

  3. Weronika.R. 14 lipca 2022 at 7:23 pm- Odpowiedz

    Nie mam problemów z „drugim rękawem”,ponieważ wszystkie parzyste-jednakowe lub symetryczne-elementy robótek wykonuję jednoczesnie korzystając z drutów na dłuższej żylce i dwóch motków włóczki.Czasem posługuję się obydwoma końcami włóczki z jednego motka.Przy wzorach w paski lub wielokolorowych przerabiam po kilka rzędów kolejno na każdej części,żeby uniknąć plątaniny nitek.Przyznam,że nie robię tak ambitnych rzeczy jak rękawiczki czy skarpetki,a moim głównym sposobem na swetry jest robienie od dołu do góry.

    • ik 15 lipca 2022 at 5:59 am- Odpowiedz

      Ja dwa rękawy na raz robię tylko, kiedy mam jednokolorowe te rękawy, żeby nie mieć więcej niż dwie nitki. Przy kolorowych, żakardowych nieco mnie przeraża zbyt wielka ilość i ciągłe rozplątywanie. Ale to nic! Nie będą nas rękawy terroryzować, damy radę! :))))

  4. Anonim 15 lipca 2022 at 6:34 am- Odpowiedz

    Nie znosze wykanczac (szczegolnie wokol dekoltu), dlatego najlepiej u mnie sprawdzaja sie udziergi robione w calosci. Wtedy tez jakos latwiej leci z tym drugim rekawem. Ale metode przekupstwa stosuje wciaz i nieustannie. Kolezanka podsunela mi ten pomysl, gdy sie okazalo , ze musze zaszczepic sie na 7 roznych chorob (w ciagu dwoch miesiecy, jestem w grupie tzw.duzego ryzyka ). Nie bardzo podobal mi sie ten pomysl, a ona mi podsunela, ze po kazdej szczepionce moge sobie zrobic jakas przyjemnosc. No i stosuje to nagminnie, czasem nawet nie dochodzi do nagrody, ale zawsze sobie obiecuje i powiem szczerze, ze to mi niesamowicie pomaga. Polecam.

    • ik 15 lipca 2022 at 3:00 pm- Odpowiedz

      Takie motywowanie się czymś, kiedy mam do zrobienia coś niefajnego, to ja też często, bo wtedy zawsze wiem, że jak już przebrnę przez to, co muszę, to czeka na mnie coś miłego i czekam bardziej na to miłe, niż się zamartwiam lun stresuję tym niefajnym.

  5. Ivy 15 lipca 2022 at 4:15 pm- Odpowiedz

    Ja zaś nie lubię robić pierwszego rękawa, pierwszy rękaw zawsze kończy się pruciem na jakimś-zazwyczaj początkowym – etapie. Bardzo często nie wynika to z błędu tylko z nieestetycznego wyglądu nabranych lub przerobionych oczek, czasem wiąże się ze zmianą tzw „koncepcji”… Drugi rękaw robię od razu, to już tylko (zazwyczaj) bezstresowe dzierganie na podstawie notatek, no chyba że kończy się włóczka..;) Problem drugiej skarpetki rozwiązałam inwestując w dwie pary takich samych drutów – robię ściągacz pierwszej, odkładam i robię ściągacz drugiej, piętę w pierwszej i zaraz w drugiej. Nigdy nie odkładam dokończenia skarpetek „na potem” i proces ich dziergania zazwyczaj zajmuje mi 3-4 dni, oczywiście mowa tutaj o skarpetkach z mniej lub bardziej wymagającym wzorkiem, nie o żakardzie;) Pozdrawiam serdecznie i czekam na wpis o chuście:)

    • ik 15 lipca 2022 at 4:27 pm- Odpowiedz

      Czyli okazuje się, że syndrom pierwszego rękawa jest równie częsty jak syndrom drugiego rękawa i oba chyba raczej nie występują wspólnie… Jakieś badania by trzeba było zrobić „w temacie” :))))))
      Rękawy rosną, zaległa chusta prawie skończona, chusta „z przekupstwa” nabiera kształtów w mojej głowie i mam nadzieję, że najpóźniej pod koniec lipca zacznie też nabierać kształu na drutach :)))

  6. Ivy 15 lipca 2022 at 8:03 pm- Odpowiedz

    Obawiam się, że rozterki dziewiarskie spychane są w naszym społeczeństwie na boczny tor zaś męki twórczoodtwórcze nie spotykają się zazwyczaj ze zrozumieniem ;) W mojej głowie od jakiegoś czasu siedzi „Ukraine Snood” Svetlany Gordon, wierci się, uwiera i domaga realizacji :)

    • ik 16 lipca 2022 at 4:35 am- Odpowiedz

      Rozterki dziewiarskie są niszowe, więc niezrozumiałe poza „kręgiem” :)))))
      A Ukraine Snood jest ciekawym projekt, nie tylko wizualnie, ale i z przesłaniem.

  7. Urszula 15 lipca 2022 at 9:04 pm- Odpowiedz

    O,syndrom drugiego rękawa mam i ja. I jeszcze syndrom ostatniego wkręta, ostatecznego lakierowania itp. Mam dużo rozgrzebanych projektów wszelakich (dziewiarskich, ogrodniczych, publikacyjnych) i wkurza mnie to niemożebnie. A największym syndromem jest syndrom nitek do pochowania. Nienawidzę tego. I chyba ne robię prawidłowo, choć się staram. Wszywanie nitką krawiecką mnie zabija.
    Mam natomiast mocne postanowienie doprowadzenia wielu projektów do końca podczas urlopu. Przez najbliższy miesiąc będę w domu, znaczy nie wyjeżdżam nigdzie, i mam zamiar doprowadzić do stanu zadowalającego taras, ogródek, przedogródek, działkę, dom i napisać dwie prace…..
    Patrząc realnie czarno to widzę :((((

    • ik 16 lipca 2022 at 4:38 am- Odpowiedz

      Z takim planem to będzie bardzo męczący miesiąc, ale potencjalnie bardzo satysfakcjonujący :)))) Warunkiem jest, że ucieszysz się z każdego skończonego projektu, a nie będziesz się zamartwiać każdym, z którym nie zdążysz.
      Z nitkami to ja od dawana na bieżąco, zawsze, wszędzie i żeby nie wiem, jak mi się nie chciało (a nie chce zawsze!).
      Powodzenia w realizacji planów!

  8. Graszka 17 lipca 2022 at 1:05 pm- Odpowiedz

    Ja to mam syndrom dwóch rękawów, cały sweter potrafię zrobić dość szybko, to za zabranie się za rękawy…… Czasami jest tak że szybciej spruję (bo zmieniłam koncepcje),niż zrobię rękawy. Kiedyś rok przeleżał sweter aby dokończyć 2 rękaw.
    Ogólnie mam problem ze zrobieniem drugiej pary.

    • ik 17 lipca 2022 at 4:59 pm- Odpowiedz

      Czyli powinnaś robić kamizelki :))))) Może dlatego też wolę chusty niż swetry, chociaż, jak się już uprę, że muszę te rękawy skończyć, to zazwyczaj zabieram się za nie z determinacją i jakoś to idzie.

Zostaw komentarz