Czy ja lubię szarości? Hmmmm… Od zawsze lubię je za ich bezpieczeństwo i pasowanie do wszystkiego. Chcę dodać krople zieleni do szarego szala? A proszę bardzo, mogę. Chcę róż? Nie ma przeciwskazań. Chcę turkus? Pasuje. Wszystko pasuje. Jednak traktuję szarości trochę jak kolor maskujący współczesnego człowieka. I nie jest to przytyk wobec nikogo, bo sama go używałam w okresie, kiedy chciałam się wtopić w tło, pozostać niewidoczna, żeby nikt niczego przypadkiem ode mnie nie chciał. Szary mnie „znikał”. Ale wiem, że jest mnóstwo osób, które szarości autentycznie kochają, między innymi za to, że one wcale nie są takie nudne i oczywiste.

Teraz staram się zobaczyć ten kolor na nowo. Może dlatego ostatnio tyle u mnie szarych osnów. Ale chcę te szarości bogate, mieniące się, prawie tęczowe. I tu aż się prosi, żeby ktoś puścił w tle kawałek popularnej kiedyś reklamy: „A łyżka na to – niemożliwe!!!”. A jednak! Możliwe.

W pierwszej osnowie do kilku odcieni szarego dodałam kudłate włóczki, w których grafit mieszał się ze starym różem i pastelowym fioletem.

W drugiej poszłam jeszcze dalej, bo do mieszanki z pierwszego projektu dorzuciłam jasny stary róż i dziecięcy różyk (oj, to było ryzykowne, bo ten odcień wydawał się zbyt odważny, ale w gotowym szalu dał po prostu efekt jasnego elementu, tego „czegoś”). Na dodatek te odcienie pojawiły się nie tylko w osnowie, ale też jako nieregularne paski tkane po całej długości szala.

A teraz powstała trzecia osnowa, gdzie obok przeróżnych jasnych i średnich szarości pojawia się jeszcze srebro, a nitka przygotowana na czółenku, ta do tkania, ma w sobie mleczno-różowawą biel, z plamkami fioletu, intensywnego turkusu i fuksji. Wszystko nadal jest szare, ale jak się człowiek przyjrzy… tęcza!

I powstają te szale takiej nieoczywiste. Z daleka od razu powiecie, że szare, ale… Zaczniecie się przyglądać i wyłapywać te kolorowe dodatki, najpierw te najbardziej widoczne, a potem te mniej, te malutkie, te ukryte, te będące zaskoczeniem, które powoduje, że się uśmiechacie z dumy, że je widzicie, bo inni o nich nie wiedzą. (Gdyby ktoś miał ochotę zajrzeć, co tkanego jest gotowe do kupienia, to można zajrzeć do Sklep-IKu.)

Czasami myślę, że moje odczucia są bardzo podobne do osób, które przędą i też magicznie potrafią uczynić z jednego koloru cały ocean odcieni i dodatkowych kropelek innych barw, które łączą w piękną, zaskakującą nitkę, którą potem ogląda się centymetr po centymetrze, z zapartym tchem odkrywając te ukryte „kolorystyczne skarby”.

Ale wracając do szarości, czy Wy je lubicie? Nosicie? Dziergacie? Dostrzegacie ich potencjał, czy chronicie się za nimi, lekko znikając? A może dla Was to kolor, którego nigdy nie pokochacie?

10 komentarzy

  1. Ula 25 kwietnia 2022 at 12:25 pm- Odpowiedz

    Lubię szarość właśnie za to dopasowanie do innych kolorów i za właściwości znikające i kojące :)

    • ik 25 kwietnia 2022 at 12:30 pm- Odpowiedz

      Szary wydaje się właśnie taki bezpieczno-spokojny.

    • Viola 26 kwietnia 2022 at 5:06 pm- Odpowiedz

      Twoje szale, to jest TO, co ostatnio baaardzo lubię, szarość z przyprawami ale nie gardzę też szarym po prostu szarym.
      Pokochałam ten kolor odkąd natura zdecydowała, że czas na szarość na głowie a mam tam, coś w rodzaju Twoich szali hahaha, czyli siwiznę z „pieprzem”. Całą gamę szarości!
      Dlatego często ubieram się też „pod kolor”, jestem wówczas dosłownie od stóp do głów szara, świetnie to wygląda i ja świetnie się czuję. Przy „szurniętym” sposobie bycia (jak na mój sędziwy wiek) i wyluzowanych krojach stanowimy fajną całość. Nie przytłacza mnie szarość, nie chowa, po prostu jest „git”. Nie omijam jednak innych kolorów, zależy to od dnia.

      • ik 27 kwietnia 2022 at 5:33 am- Odpowiedz

        I to jest kluczowe – że się świetnie czujesz w tym kolorze. Ja się zawsze zatrzymuję oglądając zdjęcia ciuchów na tych, gdzie są szare, wygodne dzianiny, o ciekawych krojach, takie lejące, dobrze się układające. Może kiedyś, przy kolejnej wymianie zawartości szafy sprawię sobie więcej takich.

  2. Kola 25 kwietnia 2022 at 2:20 pm- Odpowiedz

    U mnie szarość zawsze jako dodatek, uspakajający szaloną resztę – np szary lnianej t-shirt do odjechanego kardigana, albo do szalonych spodni;) W robótkach też jako tonujący, albo podkreślający kolorowość reszty – kocham np połączenie tęczowej Estonki z szarościami, mam i „prostaka” robionego reglanem bezszwowo w cienkie paski z Estonki tęczowej i ciemnej szarości, i bardziej szalony sweter swingowany z tego samego zestawu włóczek, i oba kocham:D Ale w szarości czy innych „znikających mnie” kolorach od stop do głów się nie czuję, za bardzo szaloną mam duszę;) W takich szalach jakie utkałaś zachwycam się nieoczywistością, że niby szary, ale jak się przyjrzeć to OOOOCH! I człowiek tropi wzrokiem te odcienie…:D Piękne zrobiłaś, nie mogę się doczekać zdjęć tego kolejnego!

    • ik 25 kwietnia 2022 at 5:02 pm- Odpowiedz

      Dziękuję za komplementy. Właśnie o to chodzi, żeby te szarości były absolutnie nieoczywiste.
      A co do mnie całej w szarych ciuchach, to się zdarza, czasami ze względów praktycznych, ale od razu „czuję” tę szarość na sobie i wcale mi wtedy energetycznie nie najlepiej. Ciemnieję :))))

  3. Urszula 26 kwietnia 2022 at 9:28 pm- Odpowiedz

    Ja mam ostra alergię na szary, ale głownie w elementach architektonicznych i we wnętrzach. Nie rozumiem, jak można czuć się przytulnie i domowo w szarym, betonowym wnętrzu. Albo twierdzić, iż szare pomieszczenie jest ciepłe i przytulne. Nie rozumiem szarej kuchni i szarych łazienek, szarych donic w ogrodach z kamiennymi (szarymi oczywiście) alejkami i placami ogrodzonych grafitowymi panelami/płotami/czymkolwiek innym. Z drugiej jednak strony jest to kolor bardzo wszechstronny, pasujący praktycznie do wszystkiego i dlatego tak dobry do wnętrz hotelowych/na wynajem. Niedawno mieszkałam w hotelu w pokoju szaro-zielonych, wcześniej, w tym samym hotelu – w szaro-pomaranczowym. Zmęczyła mnie ta szarość okrutnie.
    Ostatnio remontowaliśmy mieszkanie po teściowej, Mina panów, kiedy powiedziałam że ścian absolutnie NIE malujemy na szaro była bezcenna. Bo przecież teraz WSZYSCY malują na szaro! No właśnie.
    Ale szary w dzianinach to zupełnie co innego. Właśnie przez tę tęczowość. Kończę właśnie Virusa z takiej włóczki. A tak swoją drogą – bardzo brakuje mi dawnego SPA – nie myślałaś, Agnieszko, o czymś podobnym i w tej odsłonie?
    Pozdrawiam serdecznie. Absolutnie nie chciałam urazić niczyich uczuć estetycznych. Wyrażone opinie są całkowicie subiektywne.

    • ik 27 kwietnia 2022 at 5:30 am- Odpowiedz

      U nas szarość jest w salonie (meble, jedna ściana) i przedpokoju (też ściana, ale kamienna i taka do wypatrywania innych odcieni :))), ale ja jasne szarości lubię, szczególnie z czerwienią. Całego pomieszczenia bym tak nie urządziła, byłoby mi za smutno, ale jako mieszanka z czymś bardzo mi się podoba. Ale to jest to piękno różnych gustów i absolutnej wolności wyboru.
      Co do SPA, to na pewno nie wróci, bo było piękną ideą, ale ze względu na fakt, że każdy wpis wymagał ode mnie, żebym stała się redaktorem, korektorem, większość zdjęć wymagała zmiany wielkości, a wpisów czasami w ciągu miesiąca było ponad sto… Nie dam rady poświęcać temu tyle czasu. Chyba, że znajdzie się dobra dusza, która weźmie na siebie obowiązki redakcyjno-korektorsko-wydawnicze i moderację komentarzy pod wszystkimi wpisami :))))))

  4. Urszula 30 kwietnia 2022 at 9:07 pm- Odpowiedz

    Rozumiem. Jako bierny i łapczywy czytacz ni e zdaję sobie sprawy z tego, ile pracy trzeba włożyć w publikację…..I kto to mówi, przecież sama na co dzień też piszę. Co prawda rzeczy diametralnie różne, ale sposób działania jest taki sam :)
    Pozdrawiam serdecznie, udanej majówki :)

    • ik 1 maja 2022 at 7:52 am- Odpowiedz

      No właśnie, czasami coś się wydaje „bezwysiłkowe”, a w rzeczywistości jest za tym mnóstwo pracy, której nie widać. Kiedyś rzucałam się w nie „na główkę”, bo tak się skupiałam na dawaniu innym, ale ostatnio bardziej trzeźwo oceniam, jakie to ma korzyści dla mnie i dla Was i jeśli bilans się nie zgadza, to potrafię już powiedzieć, że czegoś nie zrobię, bo to mnie przerasta, a dosłownie kradnie mój czas na rzeczy związane z tym, co dla mnie ważne albo po prostu miłe.

Zostaw komentarz