Przepraszam za angielszczyznę w tytule, ale jakoś mi pasowało. Mogę spolszczyć – drużyna czerni. Drużyna, która dość intensywnie walczy z drużyną bieli, przynajmniej w naszych czterech ścianach.

Andrzej wrzucił dzisiaj na Sklep-IKowego Instagrama pytanie, czy kiedy dziergacie żakard z tęczowej włóczki, to jako tło wolicie czerń czy biel. Dyskusja jest żywa, czerń zwycięża (hip, hip, hurra!), ale to nie jest temat, który pojawił się u nas dzisiaj. On u nas żyje sobie, kwitnie i pączkuje od dawna.

Ja od zawsze uwielbiam do tęczy czerń. Wydaje mi się pogłębiać kolory, dawać im taką ramę, w której nabierają intensywności i stają się bardziej eleganckie. Andrzej na widok tęczy i wiedząc, że będę robiła jakiś żakard albo wykorzystywała inną dwukolorową technikę, od razu wciska mi coś jasnego – biel lub mleczny. Jemu to kolory rozjaśnia, ożywia i jego rama kolorystyczna jest radośniejsza, bardziej frywolna.

Kłócimy się o to? Nie. Dyskutujemy? Czasem. Próbujemy się przekonać? Rzadko, bo wiemy, co lubimy i mamy szacunek dla swoich preferencji. Raczej szukamy kompromisu, jeśli takowy jest potrzebny. Kiedy rzecz dotyczy projektów rękodzielniczych, to ja daję się czasem przekonać do mężowskich pomysłów, bo chcę sprawdzić, jak to będzie wyglądało i wielokrotnie jestem mile zaskoczona, że aż tak dobrze. Ale przyznaję, bez bicia, że zazwyczaj stawiam w tych kwestiach na swoim i potrafię zignorować Andrzejowe sugestie. Czasami tylko usłyszę, że po co pytam, skoro i tak zrobię po swojemu, ale tu odpowiedź jest prosta – bo jego sugestia może być jednak tak genialna lub zaskakująca, że warto zapytać.

W instragramowej dyskusji ktoś napisał, że woli biel, bo czarny to nie kolor i Andrzej zaczął mi tu rechotać w głos, bo dokładnie to mówię o bieli, a dokładniej o białych samochodach. Że to nie kolor, to jest brak lakieru w produkcji!!! I przy samochodach się na chwilę zatrzymajmy.

Od razu napiszę, że wybór samochodu to jest w naszym domu zajęcie męskie, ale mąż mój dokonuje pierwszej selekcji, czyta, sprawdza, porównuje w tabelkach, a z wnioskami jednak przychodzi do mnie, żebym klepnęła wybór. Moje klepnięcie zazwyczaj brzmi mniej więcej tak: „A kim ja jestem, żeby dyskutować z facetem, co zrobił tabelkę w Excelu i przeczytał pół Internetu, a specyfikacje techniczne cytuje w środku nocy i na wyrywki.” No… Są dwa wyjątki… Trzy! Po pierwsze nigdy w życiu nie zgodziłabym się na Skodę i tu przepraszam wielbicieli tej marki, ale mam osobiste, tragiczno-wypadkowe doświadczenia ze Skodami i nie wsiądę, żeby mi się kółko urwało (co się stało pewnej Skodzie, a my ucierpieliśmy). Po drugie zawsze będę kręciła nosem na Mercedesy i jeszcze się taki projektant nie urodził, co by zaprojektował coś, co ma logo Mercedesa, a ja popłaczę się z zachwytu (też przepraszam wielbicieli, ale tak mam i nie będę ukrywać). Podobnie mam z Peugeotami, bo stare modele mi się podobały, a odkąd zmienili projektantów i próbowali zmienić „target”, to ja uważam, że to nie jest Peugeot, to jest „wyrób puegeoto-podobny” i są straszne (ale Andrzejowi się podobają, ja im dam szansę, może pójdą w jakąś ciekawą stronę). I jest jeszcze jeden problem – mam kłopoty ze stylistyką współczesnych samochodów elektrycznych, są zbyt futurystyczne, nie mają przetłoczeń i wyglądają jak bryła, czasem jak nieudany render.

Andrzej to wie, bierze to pod uwagę i wybierając markę, omija to, co o by się musiał wykłócać. I kiedy już wiemy, co chcemy, zaczyna się kwestia koloru… He, he, he!!!

Zacznę od tego, że dawno, dawno temu mieliśmy białego Forda. Mieliśmy, bo go wspomniana Skoda skasowała, kiedy jej się kółko urwało i wjechało to w nas prawie na czołówkę, rozorując bok samochodu. Ale to były czasy, kiedy wybór samochodu zaczynał się i kończył na cenie, a cała reszta była mniej ważna. Teraz zaczyna się i opiera w dużej mierze na bezpieczeństwie i uwierzcie mi, że opowiadając o potencjalnym nowym samochodzie Andrzej jeszcze nigdy nie pominął informacji o ilości poduszek powietrznych, kurtyn i wszystkich zaawansowanych systemów bezpieczeństwa.

Ale to taka dygresja, wracamy do wyboru koloru i do mojego rechotania. Andrzej wie, że jeśli każe mi wybrać kolor, to zawsze i wszędzie wybiorę czarny. No co ja poradzę, że jak mam ten sam model w kolorach i w czerni, to ta czerń mi się wydaje bardziej elegancka. Przy czym uśmiecham się i zauważam na ulicy samochody w ciekawych odcieniach, na przykład dzisiaj widzieliśmy jakiś model Kia, który miał kolor, który jednogłośnie oceniliśmy jako DROPS Lima 701 i ładne to było, pomijając nasze rozbawienie, że takie włóczkowe mamy skojarzenia. Zatem zauważam, podobają mi się czasem, ale posiadać nie chcę. Wolę czarny. Ale jeśli czerń jest niedostępna, to mogę mieć coś szarego, srebrnego, niebieskawego, ale nie białe. Andrzej czasami z premedytacją sugeruje, że oto model, który możemy zakupić i oto jego biała wersja, śliczna taka… i mam wrażenie, że robi to tylko po to, żeby zobaczyć, jak mu się żona zapluwa z oburzenia. A ja od razu wchodzę w tryb udowadniania chłopu, że większej herezji i głupszego pomysłu, to ja w życiu nie słyszałam. Od razu pojawia się ten tekst, że to jest białe tylko dlatego, że w lakierni lakieru zabrakło. Że proszę bardzo, niech kupi biały, to ja mu go oddam do oklejenia i będzie miał biały w różowe serduszka i obciach, jak stąd do Ameryki. Coś tam jest o przedstawicielach handlowych… Czasem o tym, że sam sobie będzie jeździł, bo ja nie wsiądę. A ta paskuda siedzi i się śmieje, bo doskonale wiedział, co usłyszy.

Czy mi się kiedyś zmieni? Nie wiem. Jeśli ktoś kiedyś zaprojektuje samochód, który w bieli mnie walnie na kolana, to tak, zmieni mi się. Albo jak zobaczę taką biel, która będzie jakąś tak ekstraordynaryjną bielą, że aż wpadnę w zachwyt.

A wracając do żakardu z tęczą. Cała dyskusja, która rozpętała się dzisiaj wynika z mojego pomysłu na kolejny projekt. I miał być z czarnym, ale już obiecałam mężowi, że tym razem zrobię z mlecznym, żeby było „po jego”. Bo okazuje się, że jest w mniejszości kolorystycznej i trzeba zadbać o jego dobre samopoczucie.

A na zdjęciu tęcza z czernią, w wersji tkanej, jeden z dowodów, że z czernią jest ślicznie.

9 komentarzy

  1. Asia 30 sierpnia 2022 at 6:51 pm- Odpowiedz

    To ja jestem od tego białego he he he… Co do białych samochodów podzielam Twoje zdanie. Najlepszy kolor dla auta to czerwony, bo czerwone auta są najszybsze 😁 Jest to zdanie synka moich znajomych. Jak ostatnio kupowaliśmy auto, stało w salonie jedno w kolorze modrakowym. Myślałam, że to jest kolor podstawowy, bo taki był podany przy tym konkretnym modelu. Odcień tego koloru był taki, że widziało się rysy na lakierze od samego patrzenia. Moje zdziwienie było wielkie jak się okazało, że ten odcień to jest specjalny, za który trzeba dopłacić kilka tysięcy. Współczuję wszystkim, którzy go wybrali… Mnie aż zęby bolały jak na niego patrzyłam

    • ik 31 sierpnia 2022 at 4:27 am- Odpowiedz

      :)))))))))
      U mnie z czerwieniami jest różnie, bo takie nieoczywiste mi się podobają, takie czyste, płaskie odcienie absolutnie nie, ale – jak to u mnie – własnego czerwonego bym nie chciała. Ale synek znajomych ma rację z szybkością :)))))
      Odcienie specjalne bywają zaskakujące i też się czasem zastanawiam, czy jest ktoś, kto dopłaci za to, żeby jeździć czymś, co klasy autu nie dodaje. Ale w sumie różne są gusta, więc może się nie znamy :))))

  2. Urszula 2 września 2022 at 9:08 am- Odpowiedz

    A ja uwielbiam białe samochody! I białe kwiatki. Pół ogródka mam w bieli (ale drugie pół we wszystkich możliwych kolorach natury). Dla równowagi – białym ścianom mówię stanowcze NIE. Ale takim śnieżnym, śmietankowym czy ecru – stanowcze welcome :)
    Co do samochodów – stanowcze nie dla czarnych i grafitowych, bo takie ponure i groźne, czerwonych też nie, bo czerwień to trochę nie moja bajka, ale tak naprawdę, to sprawa drugorzędna. Ma być bezpieczny, ekonomiczny, wygodny i pakowny. I mieć miejsce na torebkę w schowku.

    • ik 2 września 2022 at 1:00 pm- Odpowiedz

      Bo to jest tak śmiesznie z kolorami, że wiele osób ma swoich faworytów i swoich „ulubieńców”, których oglądać nie chce za nic i nigdzie. Zabawne jest to, z jakim żarem potrafimy udowadniać, że „za nic białego samochodu!” (u mnie) i „na pohybel białym ścianom!” (u Ciebie). A co najlepsze czasami to się zmienia i trzeba odszczekiwać te swoje stanowcze stwierdzenie i marudzić coś o krowach, co to tylko one nie zmieniają… i tak dalej :))))

      • Urszula 2 września 2022 at 8:47 pm- Odpowiedz

        I jeszcze twierdzić, że jak to , przecież gusta tez ewoluują, a tak w ogóle to przesadzasz…Tak właśnie twierdziłam, gdy osłupiały mąż zobaczył różowe wnętrze mojego kredensu :DD Że niby ja kiedyś twierdziłam że nie cierpię różu? No co ty, e, wydawało Ci się, zobacz jak ładnie!
        A sama czułam, jak nos mi się wydłuża. Ale rację facetowi przyznać? no w życiu. Zwłaszcza w tak błahej sprawie.
        Bo w poważnych owszem, umiem zmienić zdanie i przyznać, że się myliłam. Na szczęście mój mąż też:)

        • ik 3 września 2022 at 4:30 am- Odpowiedz

          : ))))))))))) U nas w kwestii kolorów, to chyba częściej Andrzej „odszczekuje” mniej więcej tymi słowy: „Wiesz, bo jak mówiłaś, że bordo z pomarańczem, to ja się nie odzywałem, ale tego w ogóle nie widziałem. A popatrz, jak to razem doskonale wygląda.” Mnie się ostatnio zdarzyło odszczekiwać – nomen omen – przy samochodzie, który wyjątkowo nie jest czarny tylko srebrny nieoczywisty i przyznawałam głośno, że wygląda całkiem dobrze. Ale podejrzewam, że przy okazji zmian wnętrzarskich będziemy mieli oboje sporo okazji do zadziwień, zmian zdania, „przyznawańże”, itd. : ))))))))))

  3. Jadzia 5 września 2022 at 11:50 am- Odpowiedz

    Po przejrzeniu wieeeelu ogłoszeń sprzedaży aut używanych też nie jestem fanką białych aut. Szukałam czegoś nie najdroższego i niestukniętego, i okazało się, że takie są w miażdżącej większości właśnie białe auta. Jak tak teraz o tym myślę, to może właśnie dzięki lakierowi białemu były takie wytrzymałe… ;) Szczęśliwie, udało się w tym białym gąszczu znaleźć coś odmiennego. Bo jednak biały wydaje mi się mało użytkowy – łatwo chyba widać każde zabrudzenie.

    • ik 5 września 2022 at 1:23 pm- Odpowiedz

      Może biel czyni je wytrzymalszymi : ))))) A co do zabrudzeń, to na czarnym widać. Jak drzewa pylą, to Andrzej szału dostaje i zaczyna marzyć o abonamencie w myjni. Na białym widać. A teraz mamy srebrny i mieliśmy nadzieję… Też widać :)))))

      • Jadzia 5 września 2022 at 4:27 pm- Odpowiedz

        W sumie racja. Ja przymykam na brud oko i udaję, że nie widzę. Za to jak umyję auto, to chwalę się na prawo i lewo, żeby każdy zapamiętał, że auto czyściutkie jest. ;D

Zostaw komentarz