Zacznę filozoficznie – siadając do krosna, mam silne poczucie, że robię coś, co robiono od tysięcy lat. Układam w przemyślne lub mniej przemyślne wzory osnowę i wątek i jestem jedną z milionów osób, które przez wieki siadały lub stawały do krosna i splatały swoje nitki, swoje historie i swoje emocje. I uwielbiam to poczucie ciągłości.

I może dlatego jestem w kwestii tkania tak „analogowa”, żeby nie powiedzieć, że antyczna i klasyczna jak Marnypopis*** Nie mam najmniejszej ochoty na cyfryzację i elektryfikację.

I tu może się pojawić zdziwienie, że w tkaniu w ogóle o takiej nowoczesności może być mowa. A może, może. Jak najbardziej może. (Pięć razy „może” w krótkim akapicie – brawa dla mnie!) Chociaż przyznaję, że wkraczając głębiej w świat współczesnego tkania, sama poczułam się zdziwiona. Ale w sumie trwało to krótko, bo skoro technologia puka do każdych naszych drzwi, to dlaczego akurat ta dziedzina ma się uchować.

Zacznę od tego, co chyba oczywiste – są już programy komputerowe, które wspomagają proces projektowania schematów do tkania. Jestem na takim etapie, że ciągle korzystam raczej z gotowych wzorów i z tego powodu zgromadziłam potężny zasób książek o tkaniu, gdzie wzorów jest tyle, że pewnie wystarczyłoby mi do późnej starości. Eksperymenty owszem prowadzę, ale to raczej „na żywca”, na krośnie, bez planu, bez pomysłu na cały wzór. Raczej działam na zasadzie – aaaaa, zobaczymy, co mi wyjdzie, jeśli coś pozmieniam. Podejrzewam jednak, że kiedy będę już na takim poziomie, że projektowanie wzorów w ogóle przyjdzie mi do głowy, to będę to chciała robić ręcznie i analogowo, żeby rozumieć, co robię, wiedzieć, jakiego cudu dokonać, żeby wyszło mi na krosnach to, co mi się wyśniło.

Gadżetem, który mnie zaskoczył aż do poziomu sroki gapiącej się w kość, było coś, co nawet nie wiem, jak się nazywa po polsku. To jest takie urządzenie elektroniczne, z małymi czujnikami, które montuje się na krośnie i ono pilnuje nas w trakcie tkania, żeby się nie pomylić i nie tkać z błędami. Taki programator-strażnik przy bardziej skomplikowanych wzorach. I pomimo że ja rozumiem intencję, to absolutnie, kategorycznie nie chcę takowego posiadać. Tkanie jest dla mnie „sportem”, przy którym spora uwaga, medytacyjne skupienie i radosne oglądanie każdego kolejnego rzędu ma wielki urok. Zasada jest prosta – jest krosno i ja. Nie ma miejsca na wspomagacze podłączane do prądu. A błąd? Błąd przyjmuje się z filozoficznym spokojem i decyduje, czy „odetkać” te kilka czy kilkanaście rzędów, czy zostawić, jako dowód, że to człowiek tkał, a nie nieomylna maszyna.

I tu dochodzę do tego, co sprowokowało mnie do stworzenia tego wpisu – zostałam przeszczęśliwą posiadaczką nowych czółenek „łódkowych” i one mają zapas włóczki na szpulkach (nie nawija się nitki na samo czółenko, tylko na te szpuleczki). Nawijanie tego ręcznie, szczególnie przy cieniutkiej nitce, można uznać za kopciuszkowanie w wersji hardkorowej i z założenia powinno się mieć nawijarkę. Zamiast niej można spokojnie używać wiertarki, wkrętarki, w chwilach desperacji nawet miksera i sprytnie mocować szpuleczki do tego narzędzia zbrodni i nawijać do woli. Jednak wiertarka ma ten minus, że lepiej napełnia szpule, kiedy jedna osoba pilnuje wiertarki, a druga nitki, czyli impreza robi się dwuosobowa.

Andrzej zasugerował, że może jednak zakupi mi nawijarkę, żebym była samodzielna i czy chcę elektryczną czy z korbką. I ku swemu zdziwieniu usłyszał, że z korbką, bo skoro mam sobie nawijać sama, to chcę klasycznie, analogowo i bez prądu. Będzie wolniej, ale z klasą.

A jakie Wy macie podejście do nowinek, elektryfikacji i komputeryzacji w sferze rękodzieła?

*** Kapłan z „Asterixa i Obelixa”, który przy budowie pałaców nie stawiał na nowoczesne rozwiązania, tylko z założenia na to, co znane, sprawdzone, klasyczne i mało rozwojowe. Gdyby to on budował pałac Kleopatrze i Cezarowi, to w życiu nie byłoby w nim dźwigu bezwysiłkowego.

6 komentarzy

  1. Kola 23 lutego 2022 at 10:38 pm- Odpowiedz

    Cytując klasyka (klasyczkę?) „Ja takoż proszę won!!”
    Wzory żakardów rysuję długopisem/pisakami na kartce w kratkę. Mogłabym się pobawić w programach graficznych, ale jakoś… No nie. Wszystkie przeliczenia oczek/rzędów/rozmiarów takoż, kartka w kratkę, długopis i kalkulator. Cywilizacji w robótkach wszelakich używam tylko dwojako – primo Wasza tabelka do reglanu (to jest genialne, i niby wiem jak takie coś zrobić dla dowolnej rzeczy, ale szybciej i poręczniej mi machnąć na kartce często-gęsto skrótami myślowymi niż udać sę do kompa, odpalić go i klepać formułki w exelu), secundo gotowe schematy na szydełko (wolę robić z tabletu niż marnować drzewa na papier do drukarki). No i jeszcze po trzecie – oglądanie Twoich filmów, bez internetu by się nie dało😂I nie wiem, czy to podejście wynika z tego, że jak zaczynałam robótkowanie jako dzieciak, to pierwsze komputery stacjonarne były w bankach itp, a o telefonach komórkowych (o smartfonach nie wspiminając) nikt nie marzył, czy raczej z tego, że wszelkie tworzenie z nitek jest dla mnie tak cudownie relaksujące, że nie mam ochoty mieszać do tego cywilizacji kojarzącej się z pośpiechem i pracą. Niech sobie pozostanie takie analogowe i slow… Bo skoro tak mi w duszy gra, to kto mi zabroni?🤪

    • ik 24 lutego 2022 at 5:34 am- Odpowiedz

      Ja przy drutach jestem podobnie archaiczna i papier też często wygrywa. Co ciekawe jeśli leży telefon, a ja mam coś przeliczyć, to szybciej sięgnę po kartkę i długopis, a nie po telefon i kalkulator w nim i bardzo rzadko sobie uświadamiam, że mam w tym telefonie możliwość pisania, więc papier mi niby nie potrzebny… To chyba wiek :))))))) Ale dobrze mi z tym – robótki są u mnie najwyższą manifestacją slow life i pewnie mi tak zostanie.

  2. Maria 24 lutego 2022 at 10:29 am- Odpowiedz

    Ba, to ja się przyznam, że choć mam przynajmniej dwa liczniki rzędów, to zwykle stosuję metodę przekreślonych kwadratów na kartce, bo mi tak najwygodniej i mój mózg tak lubi śledzić robótkę 😁

    • ik 24 lutego 2022 at 11:03 am- Odpowiedz

      Ja nawet nie mam licznika… Ja zawsze mam te przekreślane kwadraciki :)

  3. Ula Hahnoma 8 marca 2022 at 8:58 am- Odpowiedz

    Przekreślanie kwadratów nie wymaga ciągłego odblokowywania telefonu :-) Tak, mam licznik rzędów w telefonie, ale skorzystałam z niego ze dwa razy – wygodniej złapać ołówek i postawić kreseczkę. Nie odrzucam całkowicie dobrodziejstw techniki, bo do projektowania żakardów z lubością wykorzystuję papier w oczka, tabelka raglanowa zdecydowanie tak, program do projektowania krajek też zdecydowanie tak – tutaj akurat jest możliwość sprawdzenia, czy to co sobie wymyślam wyjdzie, jak oczekuję, a z tabliczkami jednak jest bardzo wiele zmiennych. Tak więc korzystam bardzo wybiórczo i pomocowo, a nawijarkę też mam ręczną :-)

    • ik 8 marca 2022 at 2:06 pm- Odpowiedz

      Ha, myślałam, że tylko ja tak mam, że mnie trafia jaśnista anielka, że mi ciągle telefon ciemnieje i się blokuje, kiedy próbuję go wykorzystać do zapisywania czegoś czy notowania. Ale widzę, że nie ja jedna.
      Ja mam wrażenie, że u mnie tkanie na krośnie zostanie absolutnie analogowe, a w pozostałych przypadkach to tak, jak u Ciebie, od czasu do czasu skorzystam, ale jeśli mam papier pod ręką, to zazwyczaj wygra. Na przykład krajki wybierane uwielbiam projektować na kartce w kratkę i bawienie się kredkami to wtedy połowa radochy.

Zostaw komentarz