Skończyłam skarpetki, które były gwiazdami jednego z poprzednich wpisów (zaglądamy i podziwiamy tutaj). Przy okazji doniosę na siebie, że z dwóch przygotowanych motków wyszły dwie pary, ale o szczegółach i rozmyślaniach w trakcie robienia powstanie pewnie osobny tekst, więc „o tem potem”, ale dzisiaj o resztkach.

Trochę samo to wyszło, nie usiadałam i nie zaczęłam się kilka miesięcy temu zastanawiać, jakież to motto wykombinować sobie na dziewiarski rok pański 2022, ale okazało się, że mam potężne parcie na pozbywanie się resztek i – co może ważniejsze – nietworzenie nowych. Co to oznacza w praktyce?

Przede wszystkim to, że większość projektów powstaje z zapasów i to czasami z takich w wersji mini, czyli mam dziesięć moteczków wielkości mandarynki i za punkt honoru uznaję wymyślenie takiej robótki, żeby tę drobnicę wykorzystać. Najlepiej sprawdzają się do tego mozaikowe chusty, żakardowe czapki, kolorowe skarpetki i wariackie opaski na głowę – ten ostatni pomysł genialnie działa nawet przy motkach w wersji mikro, co zostanie udowodnione.

Druga kwestia, to świadome rzucanie się na resztki „na świeżo”, kiedy zostaną po jakimś, właśnie skończonym, większym projekcie. Nie odkładam ich „na potem”, bo zazwyczaj owo „potem” oddala się o lata świetlne i mogę do takich pozostałości wrócić po dekadzie (tak, moja włóczkowa historia zna takie przypadki!) i nawet zdążyć zapomnieć, po czym mi te motki zostały.

W tym roku działa to zatem tak, że jeśli mam resztki, to próbuję je od razu kreatywne wykorzystać i zmienić ich „stan skupienia” z zajmujących miejsce zapasów na dzieła użytkowe, przy okazji często dokładając dodatkowo jakieś motki, które już mam w szafie i one leżą, czekają i oto nadchodzi ten wielki moment, kiedy je wyciągam, mieszam, łączę i raduje się moja dziewiarska dusza.

Wracamy do skarpetek. Zostały mi po nich resztki w wersji mikro – troszkę tęczowego melanżu, już tylko w kolorach zachodzącego słońca, czyli starego różu i pastelowych pudrowych fioletów oraz jeszcze mniej granatowego, dosłownie kilkanaście metrów każdego. Mogłam odłożyć do pudła? Mogłam. Ale nie! Od razu podreptałam do szafy z włóczkami, wygrzebałam neutralne ecru z zapasów o podobnej grubości i doszłam do wniosku, że nie ma porzucania na świętego nigdy, lepiej to od ręki wykorzystać.

Powstaje żakardowa opaska, dwuwarstwowa (a może się nawet okazać, że dwie, bo coś czuję, że te resztki będą doskonałym przykładem na działanie Prawa Niekończących Się Motków, niby jest tego tylko troszkę, ale jak już dziergasz, to motek nie maleje zbyt szybko i robisz, i robisz).

Co ciekawe, wybrałam do tej opaski bardzo ozdobny żakardowy wzór, kwiatowo-geometryczny… A co widzicie na zdjęciu? Prosty żakard, bo jakoś tak spodobały mi się pierwsze dwa okrążenia z tego wzoru, że doszłam do wniosku, że kwiatki won! Będzie nieoczywista krateczka w zygzak. Że za proste? A kto mi zabroni iść w prostotę? Nikt! Poza tym ten melanż na tle ecru jest tak słodki, że nawet paski by się obroniły, gdyby ktoś chciał. Granatowy pojawi się na drugiej stronie opaski i pewnie już w jakimś nieco bardziej ekstraordynaryjnym wzorze… a może wcale nie, jeszcze nie wiem, lecę na żywioł.

A jak Wasze podejście do resztek? Odkładacie i nie bardzo macie na nie pomysły? Zbieracie na duże, szalone projekty? Czy może stawiacie sobie za punkt honoru wykorzystanie ich od ręki i nietworzenie chaotycznych zapasów?

12 komentarzy

  1. Kola 8 czerwca 2022 at 1:44 pm- Odpowiedz

    Kocham leftover knitting miłością wielką, i resztki u mnie długo nie poleżą, bo jak tylko mam ich tyle, żeby coś wymyślić, to wymyślam i z wielką radochą tworzę:D Wysoko na liście moich marzeń włoczkowych jest coś, czego kupić w żadnym sklepie się nie da – wielki wór resztek przeróżnych, byle „szlachetnych”, czyli bez czystych akryli (zwłaszcza tych trzeszczących „z minionej epoki”). I niech by sobie były we wszystkich kolorach, grubościach i fakturach, i niech ja się w nich mogę tarzać, szczęśliwa jak prosię w letni deszcz, i kombinować i kreatywnie wymyślać…. Kocham takie wyzwania, i z nich mam największą dziewiarską frajdę!

    • ik 8 czerwca 2022 at 4:30 pm- Odpowiedz

      Wprawdzie testament mam spisany, ale powinnam widzę dodać „kodycyl” dotyczący rozporządzenia moimi motkami na Twoją korzyść :)))))))
      Dostałabyś wtedy taki misz-masz, że dnia by Ci nie starczyło do obejrzenia i podzielenia po swojemu.

      • Kola 8 czerwca 2022 at 5:21 pm- Odpowiedz

        :))))) takie miszmasze do rycia w nich jak dzik w żołędziach są najlepsze :D
        Swoich nie zapisuj w testamencie, tylko przerabiaj z radością na dowolnie cudne inspirujące stworzydła :) A testament oby nie był potrzebny przez najbliższe co najmniej 50 lat;)!

        • ik 8 czerwca 2022 at 6:34 pm- Odpowiedz

          Ja się obawiam, że nawet jeśli będę przerabiała je entuzjastycznie i z zapałem, to i tak one się będą mnożyć bez trybu, więc na bank kiedyś trzeba będzie znaleźć dla nich nowy dom i oby jak najpóźniej, ale my wychodzimy z założenia, że gdyby któreś na nas pożegnało się z tym radosnym światem, to druga połówka ma wiedzieć, co i jak, a nie się miotać. Dlatego jakoś bez ceremonii rozmawiamy o takich rzeczach i na przykład Andrzej wie, co bym chciała, żeby się stało z moimi rzeczami (i organami :))))))

          • Kola 8 czerwca 2022 at 7:43 pm- Odpowiedz

            Doskonale rozumiem, bo też te kwestie mamy przegadane, łącznie ze zdeklarowaną niechęcią do bycia warzywem (czyli nie reanimować i nie ratować bezsensownie i na siłę). Więc jeśli możesz, to wciągnij mnie na listę za te 50 lat;) Gwarantuję, że ciężko by było znaleźć jednostkę, która by się z takiego daru bardziej ucieszyła :D Zwłaszcza, że za 50 lat mam plan wyglądać jak Iris Apfel w wersji dziewiarskiej:D

            • ik 9 czerwca 2022 at 5:28 am- Odpowiedz

              Ja to kiedyś popełnię wpis pod tytułem „jak ja umrę, to wy się martwicie”… Czyli historia rodzinna w kilku aktach i zawsze dramatycznych, może dlatego ja nie praktykuję takiego podejścia, bo widziałam i doświadczałam, jak to się kończy.
              I obym dożyła oglądania Twoich zdjęć w wersji na Iris :))))

  2. Monika 8 czerwca 2022 at 5:08 pm- Odpowiedz

    A ja się boję resztek. Rok temu robiłam koc z kilku resztkowych motków merino. Koc mam, ale motków merino wielkie pudło też. Musiałam dokupić, żeby kwiatki nie były za mało kolorowe. Tak więc wyrabianie resztek u mnie drogo wypada. Wiem, bo robię drugi koc. Tym razem z alpaki. Hyhy.
    Jeśli ktoś u Ciebie zamawia miliony motków w różnych kolorach – to jestem ja i wyrabiam resztki. :D

    • ik 8 czerwca 2022 at 6:38 pm- Odpowiedz

      Bo resztki bywają zdradliwe, wymagają samodyscypliny, ale czasem się nie da bez dokupienia czegoś :)))))
      A takie zamówienia milionów motków w różnych kolorach były kiedyś dla nas zastanawiające przy pakowaniu. Jeśli to są różne kolory, ale ten sam rodzaj włóczki, to ja się nie zastanawiałam, żakard, szydełko, kolory, wszystko jasne. Ale nie pojmowałam kupowania po motku różności. I kiedyś jakaś klientka się wygadała telefonicznie, że ona robi lalki, inna, że opaski na głowę, jeszcze inna sweterki dla lalek i teraz to już mnie żaden skład zamówienia nie dziwi.

      • Kola 8 czerwca 2022 at 8:44 pm- Odpowiedz

        Jeszcze bywają takie klientki, które kochają kombinowanie z resztek, i wobec wiecznego braku resztek najchętniej by zamówiły takie „od sasa do lasa”, żeby mieć chociaż symulację tychże resztek;))) A jednostkom, które mają wagon niepasujących do niczego resztek podłych akryli polecam grube koce/narzuty, takie robione w kilka nitek na kijach od szczotki;) Zimą w ten sposób jednym udziergiem upłynniłam w tydzień 4,4kg koszmarnych akryli otrzymanych po czyjejś babci;) Ja miałam zabawę, wór szajsu zniknął, a Mama ma fajną nową narzutę na wersalkę na działce:D

        • ik 9 czerwca 2022 at 5:28 am- Odpowiedz

          Ja popieram – dzierganie kilkunitkowe przy takich niepasujących resztkach daje najlepsze efekty, zaskakujące czasami, ale przynajmniej się człowiek nie martwi, że mu grubości nie pasują.

  3. Alva 9 czerwca 2022 at 7:45 am- Odpowiedz

    Też mi jakoś wyszło, że w tym roku likwiduję resztkowe motki. Dwie chusty mozaikowe poszły ( i to dosłownie, bo poszły na aukcje), poszedł był koc z akryli, kupionych jeszcze jak się interesowałam krajkami, kombinuje się letni top z bawełnianych resztek… Trochę mnie irytuje to kombinowanie, bo jednocześnie bym chciała, żeby to było symetryczne i miało „ręce i nogi”, ale też koszmarnie mi się nie chce tego wszystkiego ważyć, przeliczać i układać w sensowny wzór. W chustach poszłam na żywioł, z topem zgrzytam zębami, ale może jednak obejdzie się bez dokupywania. Teraz rozważam kolejny koc z akrylu (poprzedni zaanektowała mama), ale tu znów by trzeba pomyśleć, jak ten zygzak ma wyjść sensownie. Do tego dochodzi mój własny osobisty bzik, że nie łączę czerwieni z niebieskościami, a jak na złość tych kolorów mam najwięcej :D

    • ik 9 czerwca 2022 at 9:29 am- Odpowiedz

      To fakt, że niektóre resztkowe robótki proszą się o symetrię i jakiś układ, w miarę sensowny i u mnie wtedy albo się staram, albo wychodzę z założenia, że nie tylko się nie postaram, ale nawet wprowadzę chaos absolutny, żeby to nawet blisko symetrii nie leżało. Zazwyczaj efekty nie są złe, a bywają bardzo fajne.
      Co do bzika, że czerwień plus niebieski to nie, to ja tak z kolorami nie mam, ale za to mam… z pomidorem i ogórkiem :))))) Położenie mi ich razem na talerzu uważam za zniewagę, a próbę podania w jednej sałatce za usiłowanie morderstwa :))))))

Zostaw komentarz