Może ktoś się zastanawiał, dlaczego nie piszę o wojnie w Ukrainie, nie komentuję bieżących doniesień, nie mam ochoty na publiczne powiedzenie, co myślę, nie wrzucam do instagramowych relacji zdjęć, wiadomości i własnych komentarzy do nich…

Nie robię tego bardzo świadomie, ze względu na siebie, na Andrzeja, na Was.

Po pierwsze wiadomości o tym, co się dzieje, są wszędzie, dosłownie wszędzie. I tym razem media nie starają się ich „łagodzić”, nie starają się za wszelką cenę przykryć zblurowanymi prostokątami tego, co najbrutalniejsze. Wiele stacji i portali wychodzi z założenia, że nie można tego pokazywać wybiórczo, bo nie można przemilczeć ogromu brutalności, zbrodni, śmierci i tortur. I ja się przyznaję, że patrzenie na to wywołuje u mnie straszne stany psychiczne, ale rozumiem postawę mediów i ją popieram. Trzeba pokazać światu, jak wygląda prawda, trzeba te historie opowiedzieć scena po scenie, gwałt po gwałcie, śmierć po śmierci, pocisk po pocisku i łza po łzie. Ale ja mam prawo dowiadywać się o tym, patrzeć na to, kiedy czuję, że mam siłę się z tym zmierzyć i uciekać przed tymi obrazami, kiedy tej siły we mnie nie ma, kiedy rośnie we mnie taki krzyk, że aż się siebie boję. I ja, pacyfistka, osoba, która jak już dostrzeże mrówkę na chodniku, to zrobi większy krok, żeby mrówka, cała i żywa poszła dalej, życzę wtedy strasznej śmierci osobom, które są za to odpowiedzialne… i tu się zatrzymam, bo nie chcę pisać całej reszty, której życzę gwałcicielom, zabójcom, mordercom i dzieciobójcom. Był długi moment, kiedy pojawiły się pierwsze historie z Buczy i pierwsze zdjęcia, kiedy przestałam oglądać programy informacyjne, wyciszyłam na Twitterze profile stacji telewizyjnych i gazet, wyrzuciłam z obserwowanych na Instagramie konta, które przekazywały dalej te obrazy i wiadomości, bo nie byłam w stanie sobie z tym poradzić. Rozpadałam się, walczyłam z atakami paniki, co mi się dawno nie zdarzyło. Dopiero kiedy poczułam, że jest we mnie więcej siły na zmierzenie się z tym, wróciły portale na Twitterze, bo tam mogę coś szybko przewinąć, uciec. Tak, uciec.

I z szacunku dla Waszych emocji zdecydowałam, że nie będę o tym pisała, nie będę komentowała, nie będę zrzucała na Was swojego przerażenia i obrzydzenia wobec tego, co się dzieje. A czasami mojego niezrozumienia wobec decyzji politycznych, które skutkują kolejnymi dniami wojny, ale napiszę szczerze – ja się na geopolityce nie znam i to, co mnie się wydaje… Macie prawo sami decydować, kiedy, co i w jakich ilościach chcecie zobaczyć, na jakich portalach, w jakiej telewizji, na zdjęciach lub jako tekst. Ale nie będę Was zaskakiwała tym, że nagle tutaj lub na moim Instagramie zaatakuje Was zdjęcie, którego po prostu nie chcecie lub nie macie siły widzieć, nie macie siły go „czuć”.

Równie świadoma była decyzja, że tematyka wpisów pozostaje taka, jaka jest – czasem trudna i o emocjach, czasem o kreatywności, czasem o książkach, a czasem – wybaczcie słowo, ale jest najlepsze – o pierdołach. Żebyście mieli odskocznię, żeby było miejsce, gdzie mogę uciec ja i możecie uciec Wy.

I to nie jest tak, że ja żyję w jakiejś bańce, nieświadoma, głucha, ślepa i głupia. Nie da się i wcale bym tego nie chciała. Widzę, czuję, komentuję w czterech ścianach swojego domu, staram się jakoś panować nad tym, co mnie przytłacza… „jakoś” to właściwe słowo, bo czasami słabo mi to wychodzi, ale czuję, że publiczne dzielenie się tymi moimi emocjami mnie nie pomoże, bo tylko stanie się to pożywką, by rosły i przytłaczały coraz bardziej i mnie, i Was. I lepiej się czuję, kiedy zostawiam miły komentarz pod wpisem Ukrainki, która w Polsce, u obcych ludzi stara się zrobić coś pięknego i pokazać to na Instagramie, lepi te przysłowiowe pierogi i ustawiają się po nie kolejki, myślę, że to ważniejsze niż wrzucone przeze mnie zdjęcie kolejnego zbiorowego grobu, kolejnego miasteczka, które przestało istnieć i mojego pełnego złości, wściekłości i bólu komentarza do niego. Świadomie wybieram okruszek dobra, kawałeczek dobrych emocji i życzliwości i właśnie na tych okruszkach, w różnej formie staram się teraz skupiać.

Dbajcie o siebie emocjonalnie. I to tak, jak tego potrzebujecie. I nic, co robicie dla swojego komfortu psychicznego i poczucia bezpieczeństwa, nie jest złe, niewłaściwe czy dziwne. Mamy prawo radzić sobie z tymi ekstremalnymi emocjami „po swojemu” i to jest dobre, i właściwe, i potrzebne.

21 komentarzy

  1. Grażyna 2 maja 2022 at 8:24 pm- Odpowiedz

    Ja tylko rano oglądam program informacyjny z nadzieją że usłyszę że skończyła się wojna,a tak uciekam w moje filmy kryminalne i robótki, szydełkuje i pruje,zaczynam na drutach i też pruję i zawsze coś się dzieje. Nie komentuję i nie dyskutuję tutaj, mam poprostu mój mały świat,i bardzo dobrze cię rozumiem.
    Piękne te wariajcie w różowosciach.

    • ik 3 maja 2022 at 7:58 am- Odpowiedz

      Skoro takie podejście działa, to znaczy, że jest właściwe i te Twój mały świat pozwala na oddech, a o to chodzi.
      Co do różowości, to jest Estońska i jak zwykle wygląda zjawiskowo, na krośnie też. Będzie cudny zimowy szal.

  2. Kola 3 maja 2022 at 6:40 am- Odpowiedz

    Ja przyznaję, że po pierwszym szoku zupełnie się odcięłam… Nie oglądam programów informacyjnych, nie czytam artykułów na temat wojny w necie, nie obserwuję kont, które wojnę „wrzucają” w mediach społecznościowych itd. Spokój znajduję w robótkach, fotografowaniu, planowaniu najbliższej podróży, codziennych pozytywnych drobiazgach. To banał, ale każdy ma własny sposób na radzenie sobie z tak trudnymi emocjami, i każdy jest dobry, jeśli tylko jest skuteczny. Dziękuję za to miejsce, w którym można poczytać i pogadać o wszystkim, o tych duperelach, za enklawę normalności… Chociaż po ponad 2 ostatnich latach chyba już zapomniałam, co to jest „normalność”…

    • ik 3 maja 2022 at 8:01 am- Odpowiedz

      Ja w tym momencie jestem bardzo wybiórcza – a są takie dni, że nawet te kilka twitterowych kont też potrafię wyciszyć, bo potrzebuję ucieczki. Jeśli telewizja, to tylko sport i kanały o urządzaniu domów (bez planów własnych w tym zakresie, ale mnie uspokaja). I masz rację, że słowo normalność po tych trzech latach zmieniło definicję. Ale mam nadzieję, że nie na zawsze.

      • Kola 3 maja 2022 at 10:18 am- Odpowiedz

        Ja mam coraz większe obawy, że jak już ta normalność wróci, to nie będziemy umieli się w niej odnaleźć… Ostatnio kumpel na wieść o tym, że w czerwcu lecimy do Neapolu spytał „ej, ale nie boicie się? Najpierw covid, teraz Putin, tylko erupcji Wezuwiusza jeszcze brakuje…” I to było na serio, nie w żartach… Wszyscy mamy ten podskórny strach, bo ciągle kolejne plagi egipskie, pytanie brzmi, czy po nich będziemy umieli żyć normalnie…

        • ik 3 maja 2022 at 12:15 pm- Odpowiedz

          To Wasz znajomy ma podobne podejście do Andrzeja, bo on na odmianę stwierdza, że jeszcze tylko asteroidy lub wizyty kosmitów nam brakuje i też mówi to tylko półżartem…

          • Kola 3 maja 2022 at 3:56 pm- Odpowiedz

            Najgorsze, że u mnie jednym z odruchów obronnych jest czarny humor… I np na taki tekst o Wezuwiuszu potrafię palnąć, że „eeee tam Wezuwiusz, jak już, to zamawiam Campi Flegrei, bo wtedy my z loży VIP mamy bilet pierwszej klasy do raju, zanim zdążymy się zorientować co się dzieje, a w Polsce ludzie zobaczą w TV i posrani ze strachu będą czekać, aż ich skutki zmiotą”… No i jak się nie ugryzę w język i taki tekst trafi w niewłaściwą osobę, to jest słabo…

  3. paninadpolami 3 maja 2022 at 9:05 am- Odpowiedz

    Ja zrobiłam to samo, co Kola. Dlatego, że nie potrafię znieść tego ogromu nieszczęścia. Docierają do mnie różne informacje, to oczywiste, ale jeśli sama spojrzę na cokolwiek, to najwyżej na nagłówki, świadomie unikam portali, które pokazują wszystko na zdjęciach, telewizora nie mamy w domu, więc stamtąd nie jestem atakowana. Natomiast pomagam, na ile mam możliwości, na tyle staram się pomagać tym, którzy stali się celem najeźdźcy. Niemniej, to co się dzieje, nie mieści mi się w głowie. Dziękuję, że nie piszesz o wojnie.

    • ik 3 maja 2022 at 12:18 pm- Odpowiedz

      Nie mieści się w głowie chyba nikomu myślącemu i czującemu. I też mam wrażenie, że gdzieś w ostatnich tygodniach to, co się dzieje, przekroczyło mój próg „radzenia sobie”. To skupienie na pomaganiu, na tych małych okruchach dobra jest chyba częsty, bo każdy z nas wie, że wojny nie powstrzyma, wszystkich nie uratuje, ale uśmiech nawet jednej osoby jest cenny, bo to niby tak mało, a tak wiele.

  4. aśka 3 maja 2022 at 1:15 pm- Odpowiedz

    Agnieszka, to Twój blog. Ty decydujesz kiedy i o czym piszesz. Ja jestem tylko gościem. Nawet na myśl mi nie przyszło nad zastanawiać się nad tym czy piszesz i dlaczego nie piszesz. Każdy z nas wie co się dzieje na świecie i jak jest. A jest do dupy przecież.

    • ik 3 maja 2022 at 3:40 pm- Odpowiedz

      To nie było tłumaczenie, czemu nie piszę, to raczej było pokazanie, że to jest taki temat, taka sytuacja, że przerasta wiele osób i decyzja, żeby się odcinać, nie dyskutować, nie pisać, nie rozmawiać też jest ok. A świat może się wydawać straszny w tej chwili, ale tym bardziej docenia się te cudowne, dobre drobiazgi i tego się trzymajmy.

  5. Viola 3 maja 2022 at 5:15 pm- Odpowiedz

    Ja byłam dość blisko, nie wydarzeń ale „relacji z pierwszej ręki”, pracuję z Ukrainką, której mama, siostra i siostrzenica zostały w miejscowości niedaleko Kijowa, siostrzeniec (18 lat) walczy. Wszyscy więc razem z nią przeżywaliśmy bomby, utratę domu i w końcu długą, koszmarną ucieczkę na Węgry,
    potem problemy z wizą do Szkocji.
    Nie dało się wyłączyć, staraliśmy się pomóc…
    Przeczytałam u Bartka Fetysza radę jego terapeutki „nie musisz być na każdym party, na które dostaniesz zaproszenie”, bo ktoś zarzucił mu, że niedostatecznie angażuje się. Chyba właśnie chodzi o to.
    Ja zostałam „oskubana” za zrobienie tuniki pomysłu pewnej Rosjanki, że politycznie niepoprawna jestem i w ogóle obrzydliwa, powinnam tunikę poszarpać na kawałki … chyba tutaj nie chodzi o to.
    Staram się tylko nie zwariować, jakoś nikt nie przestał jeździć „garbusem” ze wzgledu na Hitlera.
    Nie wiem, może mylę się, myślę jednak, że moje zwariowanie nic nie pomoże.

    • ik 3 maja 2022 at 5:46 pm- Odpowiedz

      Co do pomagania, to mam zasadę nie oceniania nikogo i niczyjego zaangażowania, bo są tacy, którzy pomagają i głośno o tym mówią i pokazują w social mediach, a są tacy, którzy robią jeszcze więcej, ale w zupełnej ciszy, nie chwalą się, nie rozmawiają o tym, robią, co mogą i co są w stanie udźwignąć, ale nie mają potrzeby opowiadania, z różnych powodów. Poza tym akurat z tego każdy powinien się rozliczyć we własnym sumieniu, a nie publicznie i „do ludzi”, bo możliwości i finansowe i psychiczne są bardzo różne.
      A co do zwariowania, że się zrobiło coś z rosyjskiego wzoru czy czytało rosyjskich pisarzy… Ja nie przestanę kochać Tołstoja i Bułhakowa i nie przestanę ich czytać. Mogę nie kupować rosyjskich i białoruskich produktów, ale to niewielkie poświęcenie z mojej strony, bo i wcześniej jakoś ich nie kupowałam. Owszem wywaliłam kilka obserwowanych kont i zbanowałam kilka obserwujących mnie Rosjanek, ale dopiero wtedy, kiedy wyraźnie widziałam po czyjej stronie się opowiadają i jak są „patriotyczne”. Ja w ogóle nie lubię ekstremizmów, więc i tu zwariowania też nie popieram.

  6. MonikaS 3 maja 2022 at 7:12 pm- Odpowiedz

    I właśnie dlatego Agnieszko, na niektórych blogach jest cicho 😔 bo ludziom brak słów, brak określeń (tych grzecznych), i brak sił by stawić czoła temu, co dzieje się w Ukrainie 😟 każdy wpis wydaje się nie na miejscu 😟 Tylko pomoc ma sens…
    Dziękuję.

    • ik 4 maja 2022 at 5:19 am- Odpowiedz

      Mnie się grzeczne słowa skończyły mniej więcej 15 minut po pierwszym szoku, że wojna wybuchła i nie znalazłam ich do dzisiaj, a raczej coraz bardziej mi ich brakuje i coraz więcej osób i instytucji obdarzam „czułym” warkotem na ich bierność, głupotę, ślepotę.

  7. Ula Hahnoma 5 maja 2022 at 7:38 am- Odpowiedz

    Za to Cie kochamy. Tutaj nie jest serwis informacyjny i nie tego szukam zaglądając. Dałaś się poznać na tyle, że nie muszę się zastanawiać, co myślisz o tym i dlaczego nie piszesz. Unikam jak mogę wszelkich informacji, bo jedynie złe informacje są chodliwe, a o dobrych rzeczach mało się mówi, albo wcale, jakby na świecie działo się tylko zło. A ja wolę się skupiać na tych dobrych, że coś się udało, odkryło, poszerzyło wiedzę. Ściskam ciepło :-)

    • ik 5 maja 2022 at 9:59 am- Odpowiedz

      Stara zasada dziennikarstwa – nic tak nie sprzeda nakładu i nie podniesie oglądalności jak złe wiadomości o katastrofach, wojnach i wypadkach. Ale może dlatego dodałam sobie do obserwowanych profili Good News Movement – tylko pozytywne wiadomości, chociaż przez nie też czasem płaczę, ale ze wzruszenia.

  8. Alva 7 maja 2022 at 8:42 am- Odpowiedz

    Po pierwszych tygodniach totalnego zaangażowania w doomscrolling i w pomaganie (na coś się w końcu przydała znajomość rosyjskiego i rozumienie ukraińskiego!), rozpoczynania każdego dnia od sprawdzania, czy Kijów się trzyma i czy Zełeński żyje, dyskusji w internecie i w realu – poczułam, że siadam psychicznie do tego stopnia, że zaczęłam się przyglądać najbliższemu drzewu w poszukiwaniu konara, który wytrzyma mój ciężar. A myśli samobójcze nie wracały do mnie już od ładnych pięciu lat. Więc się odcięłam. Całkowicie. Usunęłam konto na fejsbuku i instagramie, wywaliłam Twittera, zablokowałam strony informacyjne… I przez miesiąc dochodziłam do siebie. Zrobiłam konto instagramowe tylko na czytane książki, gdzie obserwowałam wyłącznie strony wydawnictw książkowych. Dziergałam. Sadziłam kwiatki. Chodziłam z psem na spacery i tarmosiłam kota. Gotowałam dziwne i nowe dania. Pomagałam nadal, ale już tylko w zakresie, na jaki mnie było stac (czyli bez bezpośrednich kontaktów z uchodźcami). Przekonywałam sama siebie, że czytanie książek po rosyjsku nie jest żadną zdradą (żal mi tylko, że autorka ulubionego cyklu bardzo jasno zdefiniowała swoje stanowisko. Cóż, będę jej książki piracić z czystym sumieniem.). I mogę powiedzieć, że gdyby znienacka na obserwowanym profilu pojawiły mi się zdjęcia z Buczy, to to byłby – dosłownie! – gwóźdź do trumny. Więc ja jak najbardziej doceniam i jestem wdzięczna za to, że nie musiałam się bać, że na Twoim profilu się na takie rzeczy natknę.

    • ik 7 maja 2022 at 2:15 pm- Odpowiedz

      Podziwiam, że byłaś na tyle świadoma, żeby zauważyć, co się dzieje i na tyle odważna, żeby podjąć dość radykalne, ale jedyne słuszne kroki. Powinnaś być dumna. I cieszę się, że to zrobiłaś. U nas nagle zaczął królować sport i dzięki bogom, że akurat było na co popatrzeć na kortach i torach samochodowych. A do tego mnóstwo książek i tkania, a Andrzej nagle wrócił do gier komputerowych, wszystko, żeby znaleźć zajęcie, które nie tylko będzie odskocznią, ale jeszcze zajmie głowę do tego stopnia, żeby się wyłączyć. I czytanie rosyjskich książek nie jest zdradą, bo społeczeństwo tam teraz „wątpliwe moralnie”, a władza z piekła rodem, ale piękna języka i dorobku pokoleń to nie unicestwi. I owszem nie kupię żadnej książki, szczególnie żyjącego autora, ominę szerokim łukiem wszystko, co tworzą i próbują sprzedać osoby jednoznacznie określający swoje poglądy, a i resztę na wszelki wypadek też, ale Bułhakowa do ogniska nie wrzucę (w końcu rękopisy nie płoną…), Tołstoja do kosza na śmieci nie miotnę.
      A przy okazji, która to autorka się tak konkretnie zadeklarowała? Bo wiem, że czytujemy co nieco z tych samych „półek”.

      • Alva 10 maja 2022 at 7:56 am- Odpowiedz

        Wiera Kamsza, autorka cyklu „Odblaski Eterny”. Obserwowałam ją na Facebooku i niby wiedziałam, jakie ma poglądy – ale otwarta tęsknota za „wielkim i niezwyciężonym Związkiem Radzieckim” to jednak coś zupełnie innego niż popieranie wojny, usuwanie komentarzy i banowanie Ukraińców oraz twierdzenie, że faszyści dostali, na co zasłużyli.
        Na szczęście jest sporo współczesnych rosyjskich autorów i autorek z tzw. rigczem. Ciekawe, że wszyscy oni mieszkają poza Rosją…

        • ik 10 maja 2022 at 10:17 am- Odpowiedz

          A to ta pani na mnie nie zarabiała. Ale coś w tym jest, że się ślepota poznawcza i głupota rzuca na mózg głównie tym, którzy mieszkają „w granicach”, a ci, którzy poszerzyli horyzonty jakoś trudniej przychodzi akceptowanie tego, co się dzieje.

Zostaw komentarz