Nie, nie będę Wam pisać, jak robić zdjęcia, jak łapać kadry, jak sprawić, żeby Wasz Instagram był najcudowniejszy na świecie, a jeśli sprzedajecie swoje dzieła, to fotografować je tak, żeby klienci walili drzwiami i oknami, wyłamując framugi i piszcząc z chęci nabycia rękodzieła na podstawie rzeczonych zdjęć właśnie. Dlaczego? Bo jestem pewna, że nie istnieje jeden, uniwersalny zestaw „rad, porad i mądrości”, które zadziałają zawsze. Kolor czy pastelowa spokojność? Oddech i puste ściany dokoła rzeczy czy pełen drobiazgów kadr? Pokazywanie detali czy dalekie ujęcia? Nie wiem. Nikt nie wie. I jeśli ktoś próbuje Wam wmówić, że ma być biała ściana, obok kwiatek (najlepiej monstera, bo to pokaże, że jesteście „trendi”), coś drewnianego i sweterek na wieszaku z kokardką i jeszcze ten ktoś wydał e-booka, za który musicie zapłacić, to… może jednak darujcie sobie wydawanie pieniędzy na takie „rady”. Lepiej poszukajcie kogoś, kto opowie Wam, jak ważne jest dobre światło i jakie cuda może ono zdziałać, a od jego siły często istotniejsze jest to, żeby było równomierne. Kto zdradzi Wam jeden z większych sekretów fotografii, że wielki kontrast między tłem a dziełem może być technicznie bardzo problematyczny i wbrew pozorom łatwiej się fotografuje coś, co nie jest „czarno na białym”, a raczej „czarno na szarym”. Ale kto nie będzie Wam „układał kadrów”, bo tu decydujecie Wy. Eksperymentujcie, sprawdzajcie, co Wam się podoba. I tu podkreślam – Wam się podoba!!! (Trzy wykrzykniki zamierzone.) Jeśli będziecie starali się dostosować do „trendów” internetu, to będziecie wpychać w kadr monstery, pokazywać pomalowane paznokcie u stóp, wszystko fotografować z kotem, parzyć herbatę w miśnieńskiej porcelanie, chociaż wolicie kwas chlebowy, a po miesiącu trend i tak się zmieni. Tylko, czy naprawdę tak sobie wyobrażacie swoje najcudowniejsze zdjęcia? Chcecie w rzepak? Idźcie w rzepak, tylko niech ani jeden liść nie ucierpi! Chcecie kadru na ścianie, na wieszaku z kokardką, ale z rafii? Kokardkujcie rafię całymi metrami! Jeśli jakiś pomysł na kadr Wam się naprawdę podoba i uważacie, że Wasza robótka, dzieło, produkcja jest na zdjęciu piękna, to wszystkie rady, trendy, mody i e-bookowe mądrości możecie wywalić do kosza.

Jak to jest u nas? U nas jest jedna nadrzędna zasada – skoro ja poświęcam nierzadko mnóstwo czasu na zrobienie czegoś, to potem chcę, żeby zdjęcie oddawało urok, piękno, niesamowitość, jakość, kolor i co tam jeszcze uważam, za ważne. Nie wiem, ile razy Andrzej usłyszał zdanie-wytrych: „Nie po to ja się staram, żeby to potem schrzanić słabą fotką.” Dlatego na zdjęcia dajemy sobie sporo czasu, nie robimy ich „na szybko”, bo to nigdy się nie sprawdza. Czy to znaczy, że jedna fotka powstaje przez godzinę? Oj, nie! Szkoda czasu. Raczej staramy się od razu wymyślić taki kadr, żeby było ciekawie i często dyskutujemy o tym w czasie innych zajęć, a potem tylko układamy, poprawiamy, dokładamy i „cyk”, jest! A jak nie ma… To kombinujemy w inną stronę, nie zawsze od razu.

I teraz najszczersze wyznanie – my mamy bardzo… radykalnie, prawdę pisząc, odmienne poczucie estetyki w sferze fotografii. Andrzej jest człowiekiem, który szuka oddechu, przestrzeni – nawet jasnej i pustej – wokół „obiektu”, ma tendencję do łapania szerokich kadrów i wielką słabość do rozmyć, które powodują, że zdjęcie nabiera artystycznego klimatu. Raczej minimalizm niż na bogato. A ja? Zdanie-klucz macie w tytule: „Więcej koloru i ciaśniej!!!”. Bo ja kocham kadry, w których wszędzie coś się dzieje, nawet jeśli „cosiem” jest kolor tła i to wyrazisty. Kadr ma być ciasny, zero oddechu, zero przestrzeni. Nie lubię rozmyć i wolę, kiedy zdjęcie jest ostre do bólu. Jasne tło… czasami, ale rzadko. Bizancjum pełną gębą i nadmiar wszystkiego. Czy to jest coś, co jest wskazane w fotografii bądź, co bądź produktowej? Nie! Często zaprzeczam wszystkim radom i sugestiom i… mam to w głębokim poważaniu.

I tu dochodzimy do uczenia się wzajemnie cierpliwości. Przy tak różnych potrzebach estetycznych okazuje się, że ten sam układ motków, czy tą samą skarpetkę ja widzę zdjęciowo inaczej, Andrzej inaczej. I tu przez lata wypracowaliśmy zasadę, która powoduje, że każdy miewa to, co mu daje wizualną radochę. Mąż robi dla mnie fotki na Insta i na stronę w stylu rokokowego Bizancjum i mrocznego bogactwa, a do sklepu i na potrzeby sklepowego Instagrama zdjęcia są lżejsze, z większym oddechem. Ja szczęśliwa, on zadowolony i małżeństwo nie cierpi.

A teraz wracamy do skarpetek będących ilustracją tego wpisu. Przy takiej pogodzie stwierdziliśmy, że idziemy w plener. Las, ścięte drzewo (chrust zostawili obok, bogacze!), kadr niby idealny, ale okazał się nudny jak flaki z olejem. Przydał się za to do zrobienia fotki do Instagramowej relacji, w wersji szerokiej i pokazującej kolorową plamę na tle zieleni.

Idziemy dalej. Wielki kamień, kadr ciaśniej. Niby ma się wrażenie, że te skarpetki i tak będą wyglądały zjawiskowo… No, owszem, ale… to nie to!

I już nie jesteśmy w lesie, tylko na placu zabaw pod własnym blokiem, dzieci ganiają z wiaderkami i chlapią wodą z fontanny, oczywiście tylko udając, że nie interesuje ich, co dziwnego robi ta dwójka dorosłych z czymś kolorowym. A ja mówię mężowi, że niech łaskawie łupnie te skarpetki na kamyki, pod krzak jakowyś i kadr ciasno, i z góry. Efekt? Bajka!

I o czym to świadczy? O tym, że czasami wystarczy intrygująca kępa trawy i ciasny kadr, żeby nie było widać plastikowych wywrotek, stojących tuż obok pobliskiej piaskownicy, a zdjęcie wychodzi tak, że uszczęśliwia i fotografa, i rękodzielniczkę.

A morał z tej opowieści jest jaki? Nie szkoda czasu na szukanie kadru, który podoba się przede wszystkim Wam i do którego się szeroko uśmiechniecie. A wtedy macie jak w banku, że osoba, która na takie zdjęcie spojrzy, poczuje te dobre emocje i też się zatrzyma i uśmiechnie.

W sesji zdjęciowej udział wzięły dwie pary skarpetek zrobionych z wzoru „Byzantium Socks” od Kroopa Knits.

6 komentarzy

  1. Łucja 12 czerwca 2022 at 11:41 am- Odpowiedz

    Mój mąż kupił kiedyś / na Allegro?/ rosyjskojęzyczną książkę. Znalazłam w niej zdjęcie przecudnej malutkiej cerkiewki ,całej w śniegu. Wyobraziłam sobie małą wioseczkę w środku lasu , bezludzie …No bajka.. Tak mi się spodobało to zdjęcie , że je oprawiłam i powiesiłam na ścianie. Przyjechał syn. Korzystając z jakichś aplikacji wrzucił to zdjęcie do wyszukiwarki i co… Okazało się, że ta cerkiewka stoi na wielkim osiedlu w Moskwie, bloki z wielkiej płyty, wszędzie samochody , jakieś śmieci, bałagan.. Tak, to jest ” siła” kadru. Pozdrawiam!
    Łucja

    • ik 12 czerwca 2022 at 2:34 pm- Odpowiedz

      Cudna historia! I może nieco czaru cerkiewki wyparowało, ale za to pojawił się szacunek dla fotografa, że potrafił tę bajkę zobaczyć wśród wielkiej płyty.

  2. Kola 13 czerwca 2022 at 6:52 am- Odpowiedz

    Do fotografii produktowej jakoś mnie nie ciągnie…Do tego ustawiania i kombinowania, wolę wyszukiwać kadry „zastane” – kocham fotografować przyrodę, i miasta szeroko pojęte… I nawet po własnym mieście kocham łazić z aparatem, często żeby było ciekawiej z jednym tylko obiektywem stałoogniskowym, moją ulubioną stałką 35/1,8. Z racji niepełnej klatki w aparacie są to raczej wąskie kadry, detale – kolorowe wiatraczki przy kwiaciarni, stolik na ulicy przy knajpie, itp itd. I największym komplementem dla mnie jest, gdy potem słyszę od rodziny/przyjaciół mieszkających od urodzenia w tym samym mieście „gdzie to było? Nie wiedziałem/am, że nasze miasto jest takie piękne!”. Ano – detal potrafi zrobić robotę… podobnie jak w przyrodzie, jakiś listek/kwiatek/robaczek/kropelki wody, ktorych normalnie w pędzie się nie zauważa… Nigdy się w fotografii nie szkoliłam, nie czytałam poradników itd. Robię jak mi serce dyktuje, mam z tego frajdę, i o to chodzi :)

    • ik 13 czerwca 2022 at 9:38 am- Odpowiedz

      Andrzej jest specjalistą od produktowej ze względu na agencję i teraz to się przydaje, bo ma oko na przykład do takiego tworzenia układów, żeby od razu zaplanować miejsce na napisy, packi i inne dodatki, a nie rzeźbić później fotomontaży.
      Co do czytania poradników, to tych bardzo technicznych nie czytuję, ale za to czasami dla czystej rozrywki zaglądam do instagramowo-pinterestowych poradników „jak zrobić zdjęcie, które sprzeda wszystko”… I jakoś wyjątkowo jestem wyczulona na fotograficzne mody na Instagramie, kiedy nagle pojawia się tysiąc fotek według tej samej „sztancy”.

      • Kola 13 czerwca 2022 at 10:50 am- Odpowiedz

        Poradniki to ja tylko na początku, i to właśnie techniczne – żeby ogarnąć operowanie przysłoną, czasem naświetlania, ISO, korektą ekspozycji itd, żeby wiedzieć co i jak ustawić, żeby aparat mnie „słuchał”, i robił takie foty, jakie ja chcę;) A do kadrowania podchodzę od początku intuicyjnie, ale muszę przyznać, że z czasem „oko” się wyrabia, i zdjęcie „samo się kadruje”, tak żeby potem np w fotoszopie śmietnika nie usuwać;))) a jutro przy pełni będę się bawić księżycem, bo dzięki przejściówce do bezlusterkowca teraz mogę przypiąć m in starą lustrzaną 500mm Mojego :D Co prawda ciemną jak tyłek murzyna, ale statyw i czas naświetlania załatwią ten problem;) Przy niepełnej klatce to 500 już daje ogniskową, że hohoho, i może nawet Twardowskiego ustrzelę;P

        • ik 15 czerwca 2022 at 4:26 am- Odpowiedz

          I jak księżycowe zdjęcia?

Zostaw komentarz