Tak, wiem, że w piosence Grechuty była wiosna, ale ja się cieszę na wrzesień i na jesień.

Od kiedy mieszkamy tak, że widać, co się dzieje w przyrodzie i nie otaczają nas tylko bloki z wielkiej płyty i nie słyszymy hałasu tramwajów tuż za oknem, to nauczyliśmy się zauważać, kiedy zaczyna się jesień. Kiedy wstajesz w nocy albo wcześnie rano i za oknem widzisz mgłę. Czasem taką nieśmiałą, czasem taką potężną, co „wchodzi do wsi” i wiesz, że to już. I nawet zieleń na drzewach nas wtedy nie zwiedzie, czuć jesień w powietrzu.

I sama siebie zadziwiam, bo w tym roku ten wrzesień i ta jesień mnie cieszy. Pierwszy raz od wielu, wielu lat. I to jest efekt trzech rzeczy. Po pierwsze to jest jesień, kiedy ja się o nikogo i o nic nie martwię, nie czekam na żadne dobre lub raczej złe wieści. Moja głowa nie krąży wokół scenariuszy złych lub bardzo złych. A to przekłada się na spokój, na poczucie, że to nie będzie okres, kiedy razem z każdą ubywającą godziną dnia, ja będę coraz ciemniejsza, smutniejsza i bardziej zestresowana. Wręcz przeciwnie. Nie mogę się doczekać długich wieczorów i mnóstwa miłych rzeczy, które można wtedy robić. I jest jeszcze po trzecie…

W maju, na urodziny „zrobiłam” sobie prezent – obiecałam sobie, że skończyły się czasy, kiedy ja ciągle czekam, ciągle zajmuję się wszystkim i wszystkimi, tylko nie sobą, odkładam spełnianie marzeń i realizowanie pomysłów na czas, kiedy… Kiedy będzie spokojniej. Kiedy skończy się zły czas. Kiedy będzie więcej pieniędzy. Kiedy schudnę. Kiedy diabli wiedzą, co jeszcze się stanie. Ta lista warunków była u mnie tak długa, że na kartce A4 drobnym druczkiem by się nie zmieściła. I wiecie co? Ona jest wygodna! Bo daje takie świetne wymówki. A jednocześnie czyni człowieka tak strasznie nieszczęśliwym. Od maja powoli uczę się, że to nie tędy droga. Że nie ma sensu wyrzucać pomysłów za okno, kiedy tylko się pojawią. Lepiej je zapisać i pozwolić im rosnąć i sprawdzić, czy mi się podobają po tygodniu lub miesiącu. A jak coś powoduje, że od razu chcę działać, zmieniać, kombinować, to już nie czekam. Siadam, robię sobie plan, czego potrzebuję, w jakiej kolejności… i do przodu. Oczywiście z gromkim „alleluja!”.

Od maja najbardziej podoba mi się to, że moje postrzeganie czasu się zmieniło. Kiedyś trzy pomysły, trzy wielkie plany spowodowałby, że pomyślałabym, że wszystkiego nie dam rady, nie zdążę, nie ma sensu. I na wszelki wypadek może lepiej nie robić nic… A teraz nagle w mojej głowie pojawia się inna myśl – masz 46 lat, przed tobą przy dobrych wiatrach jeszcze pewnie spokojnie jakieś trzydzieści, a w tym czasie to można nie tylko te trzy plany zrealizować, trzydzieści się zmieści, po roku na punkcik z listy. Sama siebie nie poznaję. I to poczucie, że nie muszę wybierać, wyrzucać, rezygnować. Po prostu coś będzie musiało poczekać, ale mam czas. A jak nie mam? Jak mnie szlag trafi za dwa lata? Trudno, ale to będą fajne dwa lata. Właśnie mi się przypomniało, że kiedyś, dawno, w licealnych czasach mój własny obecny mąż, ale wtedy chyba jeszcze tylko kolega z klasy, a może już chłopak, miał zapisany fragment piosenki Michaela Jacksona: „Stop existing and start living” i to jest bardzo adekwatne. Jeśli mam tylko dwa lata, pięć, dziesięć, to ja nie chcę ich przeegzystować, ja chcę je przeżyć.

I dzisiaj wstałam, pożartowałam z Andrzejem, że jest pierwszy września i czy nasze koty powinny iść do szkoły czy do przedszkola. Wyszło nam, że z ich małymi rozumkami to do żłobka, więc pierwszy września ich nie dotyczy. Zachwyciłam się pastelowymi chmurami nad dachami bloku naprzeciwko i tym, że drzewa nadal takie zielone. I że zaczyna się wrzesień, a ja czekam na niego tak niecierpliwie, bo mam w głowie pomysły i plany na same świetne rzeczy.

Czeka mnie kilka tłumaczeń wzorów, które będziemy Wam podrzucać. Zdecydowaliśmy już wcześniej, że Sklep-IK nieco zmienia „specjalizację” i będzie bardziej skupiony na chustach, szalach, skarpetkach i rękawiczkach, a to oznacza, że powstanie „intensywnie kreatywny odłam” projektowy i nowe, nasze, własne, niesamowite wzory zaczną się powoli pojawiać. A do tego mam pomysł na ich pisanie, wygląd, sposób przekazywania wiedzy, który jest inny niż to, co dostępne na „rynku” i testujemy, dyskutujemy, projektujemy kwestie graficzne, Andrzej jest zasypywany przeze mnie pytaniami o możliwości składu, układu, grafik… I uwaga! Wcale nie szeptem, a z fanfarami ogłoszę, że… Jest pomysł na książkę! A w sumie to nie pomysł, bo jestem hen, hen daleko poza fazą pomysłu – jest plan na książkę! I czuję się z tym jak najszczęśliwsza osoba na świecie i nie tylko mi dobrze z myślą, że ona ma szanse powstać, sam proces jej powstawania postrzegam jak coś najcudowniejszego na świecie i czuję się podekscytowana jak Sid na widok mleczyka. I jak się tu nie cieszyć z jesieni! A do tego planujemy zmiany mieszkaniowe, mini-remontowe, bardzo wnętrzarskie i nagle czytam o tapetach, tkaninach, trawach na taras i Andrzej zapisał, że chce zewnętrzny piec do pizzy i saunę… I to są wariackie pomysły, ale chyba pierwszy raz w życiu ich nie skreślam, tylko mówię sobie, że czemu nie! I cieszy mnie, że będziemy jesienią i zimą planować, kombinować, decydować, wybierać i śmiać się jak wariaci, że kominek w sypialni w wersji „glam” to coś, co zafundujemy sobie na starość. I nawet tak „małe” kwestie, jak projekt dywanika do mojego kąta na antresoli to powód do ekscytacji, bo będzie testem nowej techniki tkackiej, która mnie ciągnie od lat, a nie było okazji, no to sobie okazję stworzyłam.

I napiszę tyle: „Chwilo, trwaj!”, bo dobrze mi z tobą wyjątkowo, z tą radosną ekscytacją, że dzieje się nieco za dużo, ale wszystko jest takie… jak powinno być.

26 komentarzy

  1. ZAKMA 1 września 2022 at 11:28 am- Odpowiedz

    Strasznie się wzruszyłam Twoim tekstem, nawet uroniłam łzę. Okropnie płaczliwa się ostatnio zrobiłam, to chyba menopauza czy inne licho. Podoba mi się Twoje obecne podejście do życia i cieszę się, że znowu mogę chociaż troszeczkę w nim uczestniczyć. Tak jak kiedyś już pisałam, że chociaż nie znamy się osobiście to jesteście mi bardzo bliscy i wiele się od Was nauczyłam. Nawet mój mąż traktuje Was jak moich znajomych. Poruszając się w tematyce dziewiarskiej po internecie często znajduję teksty w stylu „zrobiłam z filmem Intensywnie Kreatywnej”, „wzór od Intensywnie Kreatywnej”, a nawet „ta dziewczyna jest guru dziewiarstwa” i myślę „Znam ją. Ale super”
    Też staram się żyć „na bieżąco” nie wybiegać zbyt daleko myślami, bo to dobrze nie robi na głowę. Najlepiej oczywiście czuję się z drutami w rękach. Sprofilowanie na chusty bardzo mi się podoba. Mam ich sporo, ale każda następna cieszy, szczególnie sam proces jej tworzenia. A książka też będzie o chustach?

    • ik 1 września 2022 at 11:50 am- Odpowiedz

      U mnie na szczęście okres menopauzy (bo też akurat urządzam sobie przez niego spacer) nie powoduje zawirowań emocjonalnych, ale może jeszcze przede mną. Jakoś nie będę przeklinać akurat takiego objawu, odczuwanie emocji jest dobre, popłakanie też, nawilża oczy :))))))
      I też wiele osób znanych wirtualnie traktuję jak dobrych znajomych, a przez ostatnie lata kilka z nich stało się bardzo dobrymi znajomymi, łamane na przyjaciółmi.
      Co do książki, to na razie nie pisnę ani pół słowa, bo mam nadzieję, że to będzie zaskoczenie i to miłe, ale tyle mogę napisać, że raczej nie same chusty…

  2. Graszka 1 września 2022 at 1:17 pm- Odpowiedz

    Ty się cieszysz a ja razem z Tobą,realizuj wszystkie pomysły.
    Andrzej ma bardzo dobry pomysł na ten piec do pizzy, tylko koniecznie na drzewo,pizza ma zupełnie inny smak. Pozdrawiam serdecznie ❤️

    • ik 1 września 2022 at 1:37 pm- Odpowiedz

      Dziękuję!!! Jesteś niesamowicie kochana!
      O piecach do pizzy to mój szanowny mąż przeczytał chyba wszystko i też twierdzi, że tylko na drewno i nie ma innej opcji, więc zgadza się z Tobą w stu procentach.

  3. aśka 1 września 2022 at 7:41 pm- Odpowiedz

  4. aśka 1 września 2022 at 7:42 pm- Odpowiedz

    Czekam na wszystko, co wymyślicie i zrealizujecie. Naprawdę.

    • ik 2 września 2022 at 4:31 am- Odpowiedz

      Dziękuję!!!

      • aśka 3 września 2022 at 1:48 pm- Odpowiedz

        Wzruszasz mnieza każdym razem Agnieszko. Swoim ciepłem, uważnością, dobrocią i szczerością. I uczciwością. Pierwsza kupię książkę i wzór (ale tylko po polsku:( ).

        • ik 3 września 2022 at 3:31 pm- Odpowiedz

          Oooooj… To miłe i teraz to ja się będę wzruszać.
          A decyzja od samego początku, kiedy zdecydowaliśmy, że będą pojawiały się wzory, jest taka, że każdy z nich będzie po polsku. Może mieć potem swoją angielską wersję, ale nie ma opcji, żeby był tylko po angielsku. A książka to w ogóle nawet mi do głowy nie przyszło, żeby tworzyć tłumaczenie, tym bardziej, że mam wrażenie, że Amerykanin czy ktokolwiek spoza Polski akurat tego pomysłu nie doceni. Może po angielsku pojawi się część wzorów, ale nie całość, bo to by chyba nie miało sensu.

  5. Anonim 2 września 2022 at 5:43 am- Odpowiedz

    Nic dodac nic ujac. Po prostu super. Czekam z niecierpliwoscia.

    • ik 2 września 2022 at 7:57 am- Odpowiedz

      Cierpliwość się jednak przyda, bo akurat takie plany to na kilkanaście miesięcy, więc trzeba będzie poczekać.

  6. Kola 2 września 2022 at 8:27 am- Odpowiedz

    Przeczytałam raz wczoraj wieczorem… Wzruszyłam się. Przeczytałam drugi raz dzisiaj… i znowu. I nastąpił ten jeden z nielicznych razów w życiu, gdy mam problem z przelaniem uczuć na tekst. Napiszę tylko – jak dobrze, że jest tak dobrze!! Tak po ludzku, zwyczajnie bardzo się cieszę całym serduchem, że po wielu burzach wyszło dla Ciebie i dla Was słońce. Niech Wam się plany realizują, ZEN trwa, a słońce świeci w duszy cały czas! Chwilo, trwaj!

    • ik 2 września 2022 at 1:12 pm- Odpowiedz

      Takich chwil, kiedy było dobrze, to już było sporo i nawet, kiedy mama chorowała, to też się zdarzały takie przebłyski, ale to raczej były miłe chwile. Nigdy to nie było moje poczucie, że oto mam naładowane baterie, mam energię, chęci i świat nie wydaje się strasznym miejscem i niekoniecznie za pięć minut dowiem się o czymś, co mnie znowu walnie na kolana. A teraz pierwszy raz od wielu, wielu miesięcy jest dokładnie tak, jak powinno być i jak się okazuje, jak ja uwielbiam – dużo się dzieje, ludzie dokoła życzliwi, pomysły same rosną jak te jesienne grzyby i na dodatek wydają się realne, a nie lądują w koszu podpisanym „mrzonki”. I dzisiaj się sama z siebie śmiałam, bo siedziałam chwilę w poczekalni u dentysty (mały poślizg poprzedniej pacjentki) i tak normalnie, to bym posiedziała, pooddychała, może przejrzała coś w internecie, a dzisiaj wyjęłam ten telefon, ale żeby sobie na nim narysować projekt chusty… I może to dla kogoś postronnego nic nie znaczy, ale dla mnie jest taki wyznacznikiem, że jestem dokładnie „na takich obrotach” jakie pozwalają mi funkcjonować optymalnie, bo wydatkuję energię, ale to co robię, napędza mnie dalej. Perpetuum mobile się ze mnie zrobiło :)))))

    • aśka 3 września 2022 at 1:49 pm- Odpowiedz

      Kola, tak pięknie napisałaś co czuję. Dziękuję.

  7. Urszula 2 września 2022 at 8:57 am- Odpowiedz

    Po raz kolejny złapałam się na refleksji – O, to tak jak ja!!! Albo, o ja tak jak Aga!
    Po tych wszystkich smutnych/złych/tragicznych chwilach w życiu osobistych, frustrujących mnie do głębi (prawda, jaka jestem słownie elegancka?) zdarzeniach politycznych, na które nie mam większego wpływu (niestety, ale robię co mogę) tez mam DOKŁADNIE tak. Ciesze się chwilą, cieszę się wykonywaną pracą zawodową, która mnie miejscami wk…frustruje, ale ją kocham, tworzę na potęgę i do tego w różnych dziedzinach i dyscyplinach. Ostatnio spędziłam 10 godzin w pociągach tworząc torbę szydełkową, bo mnie teraz, aktualnie naszło na torby właśnie. I co z tego, że lato się kończy??? Radość tworzenia bezcenna. A jutro dokończę odnawianie starych drzwi i może wreszcie zostaną zainstalowane w miejscu docelowym. A jak skończę ocenianie pierdyliarda projektów naukowych, to odnowię drzwiczki do kredensu. Ba, nie tylko odnowię, pomaluję w sposób szokujący dla mojej rodzinki. A co, zawsze można zeszlifować i pomalować raz jeszcze :)
    A tak nawiasem – kocham wrzesień. To mój ulubiony miesiąc, a jesień to ulubiona pora roku. Ze względu na temperaturę, kolorystykę i zapach.
    Pozdrawiam Was bardzo mocno i cieszę się, że jesteście.

    • ik 2 września 2022 at 1:05 pm- Odpowiedz

      Ale to miłe, że Ty masz jak ja albo ja jak Ty, bo to znaczy, że nas więcej czujących, wkurzonych, szukających sposobu na życie, walczących o każdą miłą chwilę.
      Zaciekawiłaś mnie kolorem szokującym rodzinkę? Na różowo???
      A co do ulubionego miesiąca w roku, to ja chyba się nie dorobiłam tego najulubieńszego. Pora roku, która mnie nastraja zawsze najoptymistyczniej, to wiosna. Ale w tym roku mam wrażenie, że ta jesień jest chyba najbardziej naładowana energią i to teraz budzę się rano i zaczynam dzień o myśli: „Co ja mam dzisiaj ciekawego do zrobienia?”.

      • Urszula 2 września 2022 at 8:41 pm- Odpowiedz

        Nie, różowy w białe różyczki jest środek. Bo docelowo zostanie zasłonięty drzwiczkami właśnie :D. Kredens jest biały z elementami w kolorze orzecha, więc te drzwiczki ramiak będą miały drewniany a środek biały z jakąś niebieską czy granatową mandalą albo innym malunkiem lub odwrotnie – ramiak biały, a ten kobaltowy na drewnie, tylko nie wiem, czy będzie widoczny, bo ciemne na ciemnym…To może jednak na tym drewnie biały motyw, a elementy kobaltowe domaluję już poza schematem. Bo jestem szczęśliwą właścicielką kilku zestawów schematów, kocham Action, tam dla uczących się, początkujących twórców jest bardzo dużo rzeczy, w bardzo przystępnych cenach. I nawet kupiłam sobie superszpachelkę, 8 w jednym, że o takich drobiazgach jak farby, kleje, wałki , papierki ścierne itp. nie wspomnę. Dla profesjonalistów to się pewnie nie nadaje, ale dla początkujących i sprawdzających czy się przyjmie – owszem. Mnie się nie przyjął decupage i haft, ze szczególnym uwzględnieniem krzyżykowego. Muszę jeszcze przetestować frywolitki. Coś wiemy o takim „muszę”, prawda?

        • ik 3 września 2022 at 4:34 am- Odpowiedz

          Wywal „muszę”, napisz „chcę bardzo” i będzie ok :)))) Ale podejrzewam, że jeśli Ci nie pasuje haft, to precyzyjne i powolne frywolitki też mogą się okazać takie niekoniecznie. Ale nie wiem, czy próbowałaś makramy, bo to według mnie frywolitka dla pożądających szybszych efektów i większych form. A do tego makrama ma tyle genialnych zastosowań meblarskich, że ja wpadam w zachwyty. Ostatnio widziałam krzesło, które zamiast oparcia miało cały tył makramowy i to dość zmienny i skomplikowany i powiem szczerze, że patrzyłam na to przez dobry kwadrans.

          • Urszula 3 września 2022 at 7:12 pm- Odpowiedz

            Ty to jednak zła kobieta jesteś. Musiałaś mi o makramie przypomnieć ?! Oczywiście, że próbowałam, ale w zamierzchłych czasach, kiedy robiło się tylko wiszące kwietniki i sowy z konopnego sznurka… Super było, tylko ten sznurek był tak okropny w dotyku, że zrezygnowałam. No i ile można mieć sów??? Teraźniejsze makramy są piękne…. Zwłaszcza śmietankowo białe (subiektywne). Widziałam gdzieś na zdjęciu całą ściankę działową z makramy, rewelacyjna. I tak sobie myślę, że może dla przypomnienia machnę makamową zasłonkę do okna w łazience? Okno jest tuz przy kibelku (brawa dla architekta), więc wskazane, żeby było zasłonięte raczej szczelnie :D Tylko muszę poćwiczyć . Sorry, chcę bardzo :D

            • ik 4 września 2022 at 6:51 am- Odpowiedz

              : )))) Oczywiście, że zła kobieta jestem, w kwestii podsuwania ludziom pomysłów na zajęcia rękodzielnicze i artystyczne albo udowadniania, że mogą miewać pasje przeróżne, to tak, jestem najgorsza na świecie. Nie przepraszam : )))))
              A sznurki do makramy to teraz tak cudowne, że się wprawdzie sama nie plecie, ale faktura i kolory jak z raju.
              Bardzo chcij, życzę zakochania w efektach.

          • Kola 4 września 2022 at 12:04 am- Odpowiedz

            Tak się wtrącę ;) krzesła makramowe ostatnio mnie dopadły, w kontekście fotela na balkono-taras… kupiłam na wyprzedaży fotel typu „acapulco”, domniemywując, że ten oplot będzie mniej trwały niż metalowy stelaż. I kupując już miałam w głowie plan, że jak ten oplot się spieprzy, to sobie zrobię nowy makramowy ;))))

            • ik 4 września 2022 at 6:52 am- Odpowiedz

              I słusznie! Ja się napatrzyłam strasznie, ale nie mam gdzie użyć, więc odpuściłam krzesła, za to obok napatrzyłam się też na delikatne makramowe plecy w kurtkach… I tu coś czuję, że przyjdzie taki moment, że sobie takowe odzienie wyprodukuję… kiedyś.

  8. Hanna 5 września 2022 at 12:24 pm- Odpowiedz

    Agnieszko, a mini makramę biżuteryjną widziałaś?, a łapacze snów z makramą, zamiast z szydełkowymi środkami. Bo ja zobaczyłam, zatkało mnie na dłuższą chwilę i wpadłam po same uszy. To jest coś fantastycznego, szybko widać efekty i radocha nie z tej ziemi. Polecam też łapacze plecione po obrębie koła. Bajka i relaks do potęgi.

    • ik 5 września 2022 at 1:25 pm- Odpowiedz

      Widziałam. I o łapaczach nawet przez chwilę myślałam na antresolę, ale musiałbym kupić sznurek, a do szydełkowych środków miałam w domu, w zapasach, więc i ekonomicznej i nie czekałam. Ale już sobie obiecałam, że sobie wyprodukuję takowe na taras, bo tam nawet jak spłowieje od słońca, to naturalne kolory nadal będą dobrze wyglądać.

  9. Ula+Hahnoma 9 września 2022 at 10:54 am- Odpowiedz

    Ja nie umiem tak ładnie ubierać w słowa, ale bardzo ucieszył mnie Twój tekst, tak po ludzku, po przyjacielsku. I wysyłam słownego tulaska :-) Wrzesień jest cudowny, szczególnie w tym roku, kiedy przyniósł mi upragnioną ochłodę po tropikalnym sierpniu. Nawet dzisiaj, gdy za oknem siwo i wilgotno, a widok mam na PKiN, to oczyma duszy widzę las spowity mgiełką mżawki i pierwsze kolorowe liście nieśmiało pokazujące się na drzewach. Nieśmiało, bo w końcu nadal jeszcze trwa lato, a przyroda już by chciała kolorową sukienkę ;-)

    • ik 9 września 2022 at 11:09 am- Odpowiedz

      Dzięki za przytulasy :))) Wysyłam w drugą stronę.
      A obrazy jesieni mimo, że za oknem beton i ulica rozumiem. Właśnie wracaliśmy na piechotkę do domu i przechodziliśmy koło takiego miejskiego skwerku, obok ruchliwej osiedlowej drogi, na skwerku kilka iglaków, które po nocnym deszczu złapały ciepło dnia i pachną jak środek iglastego, gęstego lasu :)))) Aż się uśmiechnęłam.

Zostaw komentarz