Najpierw Wam coś opowiem, żeby wprowadzić Was w nastrój i od razu uprzedzę, że nie będę rzucała ani nazwami projektów ani tym bardziej nazwiskami projektantów, bo nie chodzi o konkretne przypadki, chodzi o zjawisko.

Kiedy przychodzi do tworzenia chust, to jestem wielką miłośniczką dziergania takich nieco grubszych, z fakturą, kolorem. Chusty jednokolorowe i bardzo ażurowe zachwycają mnie do granic możliwości, ale rzadziej rzucam się do ich robienia. I kiedyś nastąpił cud. Przeglądając wzory na Ravelry, znalazłam coś, co mnie po prostu łupnęło na kolana, bo wzór ażuru wydał mi się absolutnie zjawiskowy, do tego stopnia, że następnego dnia miałam już gotowy początek i leciałam z szerokim uśmiechem na ustach dalej.

Chusta powstała, chyba nawet w dwóch wersjach. Wzór ażuru nadal mnie zachwycał i śpiewałam ody i fraszki z towarzyszeniem chórów anielskich, jaka ta projektantka jest zdolna i trochę się oczywiście dołowałam i biczowałam, że ja bym w życiu czegoś takiego nie zaprojektowała. Takie ażury są poza moim zasięgiem. A potem ody i fraszki zamarły mi na ustach i poczułam się… chyba najlepszym określeniem będzie – rozczarowana. Dlaczego?

Przeglądając książkę ze schematami ażurów, szukając czegoś do projektu własnego swetra, nagle zobaczyłam TEN wzór. Ten, który wydawał mi się tak genialnym pomysłem projektantki chusty… Ona go nie wymyśliła, ona go tylko użyła, bo wymyślił go ktoś inny. I moje ody i fraszki mogłam kierować do jakiegoś nieznanego projektanta, który kiedyś, prawdopodobnie dość dawno temu był naprawdę pierwszym, najpierwszym twórcą tego wzoru. A autorka chusty tylko go inteligentnie wpisała w kształt trójkąta i nieco dodała.

To był dzień, kiedy runęła część mojego wymyślonego, idealnego dziewiarskiego świata, bo ja wierzyłam wtedy, że jak się projektuje chustę, to od zera, wzór, układ, wszystko jest autorskie. Noooo, taka byłam wtedy pozytywnie naiwna.

Potem wielokrotnie okazywało się, że wzór z jakiejś chusty jest w zbiorze schematów ażurów w książce, która mam, że żakard ze skarpetek jest czymś, co znajdę w zbiorze tradycyjnych skandynawskich wzorów, wydanych kilka lat temu, a układ dodawanych i odejmowanych oczek został wzięty z innego skarpetkowego wzoru i tylko lekko zmodyfikowany. Ale już nie ma we mnie tego pierwszego poczucia rozczarowania i bycia oszukaną. A już tym bardziej nie ma we mnie potrzeby rzucania kamieniem, bo jeśli przyjmie się do wiadomości, że wszystko już było, to trudno o prawdziwą oryginalność. Chociaż ona się zdarza! Zarówno w kwestiach rozwiązań technicznych, jak i wzorów i schematów, ale jednak większość projektów i podejść technicznych to jest wykorzystanie czegoś już znanego, lekkie zmodyfikowanie, hybryda dwóch podejść, mały twist, a czasami twist wielki.

Ale jeśli podejdziemy do tego radykalnie, to jedyną oryginalną ideą było wymyślenie oczka prawego i lewego, a potem ktoś zaczął je mieszać i wyszły inne wzory, zaczął prawe i lewe przerabiać razem i można było zwężać i tworzyć kształty, ktoś wymyślił warkocz, nadal z prawych oczek… I tak krok za krokiem, pomysł za pomysłem, stajemy na plecach poprzednich twórców i modyfikujemy, zmieniamy, wykorzystujemy inaczej.

Ze względów etycznych marzy mi się, że ktoś jednak napisze w swoim opisie projektu, że oto wzór jest ze zbioru wzorów i poda tytuł i autora, że cały projekt jest inspirowany innym wzorem i uhonoruje jego autora, jeśli tak rzeczywiście jest. Ale dopuszczam też taką sytuację, że ktoś coś zaprojektuje albo wymyśli i opublikuje, a okaże się, że wyważył otwarte drzwi, bo ktoś inny wcześniej zrobił coś podobnego albo nawet prawie identycznego – ta sama idea zapukała do dwóch różnych drzwi. Nie jesteśmy w stanie śledzić absolutnie wszystkich publikowanych pomysłów, to jak próba nadążenia i katalogowania wszystkich wydawanych na rynku powieści i to we wszystkich możliwych językach na wszelki wypadek. Nierealne. A niepublikowanie swojego wzoru czy schematu, bo może ktoś, gdzieś, kiedyś coś bardzo podobnego zrobił, właśnie robi lub zrobi w przyszłości, to też nie jest dobra droga. Nie ma się co zastanawiać, jeśli to jest nasza praca, to dzielmy się nią i nie przejmujmy się, że może daleko w Kolumbii ktoś właśnie wymyśla to samo i pokaże światu za dwa dni.

Przy okazji dodam, że jeśli naszą inspiracją jest wzór bezpłatny i nasz projekt też udostępniamy bezpłatnie i honorujemy autora, który nas tak bardzo zafascynował, że chcieliśmy w oparciu o jego wzór pójść dalej, zmienić, dodać, pokombinować, to kwestia praw autorskich jest jasna i czysta. Gorzej, jeśli wzór inspirujący lub zainspirowany jest płatny… Tutaj kwestie praw autorskich są skomplikowane, często zależne od kraju i trzeba uważać, co się robi. Można dostać niemiły mail od prawnika, który będzie dowodził, że oto kradniemy i mamy ponieść konsekwencje i to finansowe. A w ramach ciekawostki historia, która kilka lat temu rozgrzała amerykański światek dziewiarski. Autorka dostała takowego maila, że ukradła wzór chusty innej autorce. Problem w tym, że ona nie miała pojęcia, że ten niby oryginalny wzór istnieje, o autorce nie słyszała, zdziwiła się bardzo, ale zachowała zimną krew i wysłała panu prawnikowi informację, że jej wzór, który wykorzystała co do oczka pochodzi z publikacji z przełomu XIX i XX, który jest już w domenie publicznej i nie jest chroniony prawem autorskim. Wpasowała go w formę chusty i oto jest jej projekt. Mało tego, o wzorze oryginalnym, z czasopisma pisała na swoim blogu, na początku projektowania. I jakim prawem ktoś, kto zapewne „wziął sobie” ten sam wzór, teraz próbuje zastraszać i zarabiać na pozwach, bo mianował się jego „autorką”. Prawnik się więcej nie odezwał. Sprawa zrobiła się głośna. „Autorka” zniknęła z kręgów dziewiarskich w niesławie (wróciła kilka lat później, pod inną „marką”).

I tu się zatrzymamy, bo dochodzimy do kwestii bezczelnych plagiatów, ale o nich nie chcę dzisiaj pisać. Zakończmy na tym, że jeżeli ktoś doskonale wie, że kradnie czyjś pomysł, ale liczy na to, że go nikt nie złapie, bo oryginalny wzór był po norwesku i opublikowano go dziesięć lat temu, to niech się nie łudzi. Ktoś kiedyś to wyłapie i narobi mu wstydu. Amen. Kilka razy w swoim życiu widziałam takie akcje, przyznaję, że obserwując je z dziką satysfakcją.

Ale podsumowanie będzie takie – w robieniu na drutach, szydełku czy szyciu wiele rzeczy świat już widział, można zaryzykować stwierdzenie, że wszystko już było. Ale to nie znaczy, że nie mamy pokazywać światu, wymyślać rzeczy, a nawet zarabiać na projektach, które nam się w głowie urodziły, bo nawet jeśli to już było, to nasza idea ma ten szczególny „stempel” naszej wyobraźni, wrażliwości, kreatywności.

A na zdjęciu ilustracyjnym opaski, które powstały zainspirowane wzorem z DROPSa Ring of Roses, przy czym jedna, ta z kwiatkami jest z małym twistem, bo zmieniałam tylko obrzeża, a druga wykorzystuje tylko malutki kawałek tego wzoru, czyli kwadraciki z krawędzi. A pod spodem książki, które okazują się bardzo częstym źródłem inspiracji nie tylko w tworzeniu projektów na własny użytek, ale też tych, które później trafiają do nas jako bezpłatne lub płatne opisy.

8 komentarzy

  1. Viola 28 czerwca 2022 at 6:03 am- Odpowiedz

    Zawsze „zachwyca” mnie, gdy widzę płatny i obwarowany prawami autorskimi „wzór” jakiegoś zwyklaka, wychodzi na to, że nic ale to dokładnie nic nie możemy dziergać bez płacenia komuś. Zastanawia mnie też samopoczucie takiego „autora”, jak można kazać sobie płacić za coś, co nasze prababki dziergały „z głowy” i jeszcze mianować się „projektantem”…

    • ik 28 czerwca 2022 at 7:26 am- Odpowiedz

      Zazwyczaj to początkujące projektantki, którym się wydaje… I owszem, żeby rozpisać rozmiarówkę, to trzeba umieć, ale oczywiście okazuje się, że są książki, które są zbiorem takich rozmiarówek na różne fasony i różne grubości włóczek, sama takową posiadam i czasami dostaję napadu chichotu, kiedy widzę, że jakiś płatny projekt to „kopiuj wklej” z tej książki, a oczka prawe :))))))

    • Graszka 3 lipca 2022 at 10:42 pm- Odpowiedz

      Jestem tego samego zdania, że wzory istnieją od bardzo dawna,a my je trochę poprawiamy,udoskonalamy. To tak jak z modą, co pewien czas powraca, ale trochę innej wersji.
      Tak samo jest z technikami robienia na drutach,od kilkudziesięciu lat pod szyją robiłam pliskę na drutach z żyłką,a dopiero teraz dowiedziałam się że takie dzierganie z wyciągniętą żyłką nazywa się magic loop.
      Nie lubię matematyki, więc idę na skróty i przy robieniu karczków korzystam poprostu ze wzorów dropsa (a szczególnie przy okrągłym karczku).

      • ik 4 lipca 2022 at 5:07 am- Odpowiedz

        W robieniu na drutach to chyba prawie wszystko już było i teraz tylko miksujemy elementy :))))))
        Ja przy prostych skarpetkach też korzystam z jednego opisu i tylko zmieniam wzór, ale wtedy mam gwarancję, że wyjdą idealne na moją stopę.

  2. Alva 29 czerwca 2022 at 10:12 am- Odpowiedz

    To trochę jak z przepisami na jedzenie. Wszystko już było, a że pokolenia eksperymentowały na wszystkie strony, to trudno oczekiwać, że się znajdzie autora tego naj-najpierwszego oryginału. Ale można wydać książkę ze zmodyfikowanymi przez osobę autorską przepisami, bo dlaczego nie – to ona wpadła na to, żeby do hummusu dodać kiszone ogórki zamiast kiszonych cytryn.
    Swoją drogą, bardzo denerwuje mnie podejście, że nad Wisłą nie powinno się robić np. dhalu albo baba ghanoush, bo to jedzenie z innej kultury i wszelka próba gotowanie tego gdzie indziej to zawłaszczenie :/ Ciekawe, czy odnośnie wzorów japońskich albo norweskich też się takie dyskusje toczą :D

    • ik 29 czerwca 2022 at 10:27 am- Odpowiedz

      W kwestiach „drucianych” nie słyszałam o próbach „ochrony dziedzictwa” i udowadniania, że w Polsce jak ktoś zrobi norweski wzór to profanacja. Ale już w tkaniu takie dyskusje się toczą. Dotyczą takich bardzo lokalnych, charakterystycznych sposób tkania i barwienia osnowy i trend był taki, że eksperymentować to sobie mogą wszyscy, ale zarabiać czy uczyć, to już tylko na miejscu, od tamtejszych nauczycieli. Ale takie bardzo zamknięte podejście oznacza, że coś jak było niszowe, tak będzie noszowe i w sumie to się nie przyczynia do rozszerzania wiedzy i umiejętności. Ale był taki moment, że można się było obawiać, że zrobisz coś, pokażesz i dostaniesz maila, że nie masz prawa, bo jesteś z Europy, a nie na przykład z jakiegoś małego kawałeczka kraju Ameryki Południowej.

  3. Katarzyna 30 czerwca 2022 at 11:31 am- Odpowiedz

    Marzę w przyszłości o stworzeniu własnego projektu ażurowej chusty!
    Na razie jestem odtwórczynią – to i tak nieźle. Zrobiłam z ceniusieńkiej wełny szal z wrabianymi koralikami- nie powiem ile mi to czasu zajęło!
    Poza tym teraz zabrałam się za Tibetan Clouds. Jednocześnie robię kardigan Myositis – moja ogromna wdzięczność za tak drobiazgowe wskazówki.
    Chcę teraz serdecznie podziękować,
    Katarzyna
    P.s.
    mam jeszcze piękną wełnę i kiedyś chciałabym zrobić z niej Ascalona. Próbowałam jakiś czas temu i natrafiłam na trudności.

    Pozdrawiam

    • ik 30 czerwca 2022 at 12:41 pm- Odpowiedz

      Ja zawsze twierdzę, że bycie dobrym rzemieślnikiem, ale jeszcze nie artystą w rękodziele jest bardzo ok i można nim być bardzo długo, z radością i poczuciem, że się uwielbia to, co się robi.
      A Ascalon może po jakimś czasie i po większym doświadczeniu dzięki innym projektom okaże się bezproblemowy.

Zostaw komentarz