Kiedy pokazywałam Wam w lutym początek Aveny, to byłam pełna entuzjazmu wobec testowania tego, czy polubimy się z zielenią, ale nie przyznałam się do jeszcze jednego eksperymentu – zaplanowałam ten sweter w wersji „pudełkowej”, czyli niezbyt długi i dość szeroki. I to było jak pierwsze próbowanie tofu, tyle ludzi mówi, że to niejadalne, a ja jednak chcę sprawdzić własną paszczą. To tutaj było podobnie – tyle ludzi twierdzi, że przy mojej sylwetce, to takie fasony powinno się zakazać rozporządzeniem ministra mody i wyglądu społecznego, ale ja chcę mieć pewność, jak się w tym czuję. Nie jak wyglądam oczami innych, tylko jak mnie jest w takiej wersji swetra, a co inni myślą, to mniej mnie obchodzi.

PS. Okazało się, że tofu bardzo lubię.

Oba eksperymenty z Aveną uznaję za maksymalnie udane. Lubię się z zieleniami. I fakt, że przez ostatnie dwa, trzy tygodnie przestałam wyglądać jak ofiara długotrwałej choroby, odespałam, przestałam być szaro-ziemista na twarzy, więc owinięcie się zieleniami w okolicach fizjonomii nie powoduje nagłej metamorfozy w pannę o cerze doświadczonej topielicy. Poza tym bezpiecznie wybrałam zieleń żywą, wiosenną i niewpadającą w żadne szarości, żeby sobie nie zaszkodzić dodatkowo. I tak, lubimy się z zieleniami. Dołożę jeszcze pewnie coś w radosnych odcieniach szczypiorku do swojej szafy.

A teraz druga kwestia – ja i fason pudełkowy. Będzie dygresja. U nas w domu od dawna trwa zażarta dyskusja, czy jak mnie jest więcej i pulchniej, to czy mam się odziewać w rzeczy luźne (moja wizja) czy rzeczy przy ciele (mężowska wizja mnie). Co ciekawe obie wersje ciuchów mam w szafie i noszę się raz bardziej obciśle, raz bardziej luźno i to zazwyczaj zależy od mojej własnej potrzeby i nastroju, i – przepraszam, jeśli kogoś urażę bezpośrednim podkreśleniem, że jestem kobietą, ale cykl miesiączkowy posiadam i ma on wpływ na tysiące kwestii w moim życiu i na to, czy czuję się spuchnięta też – więc kiedy mam wrażenie, że nagle mam dwa rozmiary więcej, to na bardzo obcisłe rzeczy nawet nie spojrzę. Koniec dygresji.

Kiedy planowałam rozmiarówkę dla Aveny, to nawet się nie zająknęłam głośno, że będzie szeroko i luźno, bo od razu by była dyskusja, czy na pewno. Robiłam, przymierzałam bez pokazywania się mężowskiemu oku. Kiedy gromko zaanonsowałam, że skończyłam i oto idzie toto do prania, to nawet usłyszałam, że się nie pokazałam i czemu. A ja stwierdziłam, że niech ja to najpierw wypiorę, niech wygląda idealnie z równymi oczkami i wtedy będę się prezentować w fasonie, który może wywołać wątpliwości.

Co usłyszałam jako pierwsze, kiedy już oficjalnie zaprezentowałam udzierg urbi et orbi, czyli miastu, światu i mężowi? „A on miał być taki szeroki?” Miał!!! I na dodatek mnie w tej szerokości miło i kobieco, i mnie otula. Na szczęście męża mam takiego, który swoje preferencje odzieżowe wobec mnie posiada, ale nie jest autokratycznym władcą mej szafy i najważniejsze dla niego jest to, czy ja się w czymś czuję, a to co on by wolał, to jest bardzo drugorzędne.

I cieszę się, że nie stchórzyłam, nie zrobiłam tej Aveny w fioletach i niebieskościach i lekko dopasowanej. Dumna jestem z siebie, że bardzo nieśmiało, ale jednak wylazłam poza własną strefę komfortu odzieżowo-kolorystycznego.

13 komentarzy

  1. Kola 15 kwietnia 2022 at 9:46 am- Odpowiedz

    Brawo, brawo, brawo Ty!!! Za odwagę, za to wyjście ze strefy komfortu! To bardzo, bardzo trudne, ale jak wiele daje satysfakcji już po! Gratki! Strasznie jestem ciekawa, jak on wygląda na Tobie;) Tzn na bank super! A co do puchnięcia i zmian rozmiaru nagle o 2 numery – nie jesteś sama, też tak mam, i jeansy mam różne, na okoliczności skrajne;) Oraz oprócz cyklu, u mnie nawet bardziej inna rzecz – ja jestem żarłok straszny, spożycie >700g pieczonych drożdżowych pierogów z pieca i popicie ich dużym piwem to taki standard;) Więc np idąc do knajpy tak wybieram ciuchy, żeby mnie nie ograniczały;))) Ostatnie urodziny przyjaciółki zaczęłam ze skórzanym paskiem na sukience, potem raz popuszczałam o dziurkę, drugi raz, a finalnie pasek zwinięty wylądował w torebce;P Teraz jak szyłam spódnicę to Mój zapytał „a co ona taka biodrówka, tak chcesz?” Odpowiedz była prosta: „bo muszę mieć gdzie jeść, i wtedy ona po prostu podjedzie do góry!” Wywołała salwę śmiechu i kiwanie głową ze zrozumieniem;) Bo często pożeram swoje i dojadam jego, jak on już nie może;D

    • ik 15 kwietnia 2022 at 12:38 pm- Odpowiedz

      Dzięki!
      A dżinsy do noszenia codziennego to ja się już dawno nauczyłam kupować elastyczne, a co się będę martwić, że mi będzie niewygodnie :)

      • Kola 15 kwietnia 2022 at 12:54 pm- Odpowiedz

        Oczywiście że tak, wygoda to podstawa:) Ale z doświadczeń własnych wiem, że nawet najbardziej elastyczne jeansy nie ogarniają mojej amplitudy „głodna-nażarta”, bo nagle mi się robi zaawansowany 4 miesiąc ciąży spożywczej;) Wtedy to tylko legginsy, luźna kiecka albo coś, co się może przemieścić wyżej;))))) ewentualnie jeansy z luzem i popuszczanie paska;P

  2. ZUZA 16 kwietnia 2022 at 7:28 am- Odpowiedz

    Kiedyś nosiłam tylko luźne, długie tuniki/sukienki. Niedawno (może z rok/dwa temu) przełamałam się i zaczęłam nosić bardziej obcisłe i krótsze rzeczy. Może wpływ na to miało kolejne „powiększenie” mej sylwetki :) . Doszłam do wniosku, że szczupło już i tak w niczym nie będę wyglądać… A tyle ulubionych bluzeczek leży w szafie bezczynnie… :) Ostatnio kusi mnie sweterek krótki z przodu a dłuuugi z tyłu. Nie wiem jeszcze jak go zrobić, ale myślę intensywnie :)

    • ik 17 kwietnia 2022 at 6:32 am- Odpowiedz

      Najważniejsze, żebyś się czuła komfortowo, dobrze, kobieco. A poza tym skoro to ulubione bluzki, to niech nie leżą, nie kurzą się!

  3. aśka 18 kwietnia 2022 at 7:31 am- Odpowiedz

    Cudny, przecudny. No, po prostu, odlotowy.

    • ik 18 kwietnia 2022 at 10:19 am- Odpowiedz

      :)))) Bardzo dziękuję!

  4. Maria 19 kwietnia 2022 at 7:37 am- Odpowiedz

    Twoja Avena jest świetna!
    Warto próbować nietypowych dla siebie fasonów. Potrzeby w ciągu lat się zmieniają, podejście do siebie także. I nagle można odkryć, że jest więcej fasonów, w których się dobrze czujemy. Ja tak przez lata dziergałam swetry tylko dłuższe, żeby mi w nerki zimno nie było. Aż po entym swetrze doszłam do wniosku, że docieplaczy mam już pod dostatkiem, chcę teraz spróbować czegoś krótszego, pudełkowego. I okazało się, że czuję się w czymś takim doskonale, na pory przejściowe bardzo się to sprawdza, a kolejny nie za długi sweter zagrał także z zimniejszymi porami roku.
    Po coś dziergamy te armie swetrów, a choćby po to, żeby mieć wybór na każde warunki grzewcze i każdy humor :D

    • ik 19 kwietnia 2022 at 10:21 am- Odpowiedz

      Zauważyłam, że często popadam w „wygodne, bezpieczne, znane”, bo ryzyko oceniam jako gorsze niż kolejne „ctrl+c/ctrl+v”. A jak się już wypełznie poza swoją strefę komfortu, to nagle zdarzają się takie miłe niespodzianki.

  5. Halina 20 kwietnia 2022 at 11:43 am- Odpowiedz

    Sweter wygląda ciekawie, wiosennie i – jest odpowiedni dla włóczek, które w dzianinie się 'wykręcowywują’ – ten wzór poprowadzony do dołu zniwelowałby niesmak ukośnego układania się dzianiny. Warto coś takiego mieć w swoim repertuarze!

    • ik 20 kwietnia 2022 at 12:48 pm- Odpowiedz

      O takim zastosowaniu nie pomyślałam, że masz całkowitą rację, że to idealny wzór do urywania tych nieujarzmionych motków.

  6. Basia 2 maja 2022 at 9:34 am- Odpowiedz

    Bardzo ładny karczek i dobór kolorów. Przypadł mi do gustu. Co u Waszych kociaków? Pozdrawiam

    • ik 2 maja 2022 at 9:41 am- Odpowiedz

      Dziękuję.
      A u kotów… zdrowe, rozrabiają, nie pozwalają spać : )))))) Czyli wszystko w normie.

Zostaw komentarz