Kogo obserwujecie na Instagramie i dlaczego? Szukacie inspiracji? Podświadomie polujecie na kolejne „ofiary” do dopisania do listy „do zrobienia przed emeryturą”? Katujecie się świadomością, że to jeszcze nie Wasz poziom i może nigdy nie będziecie „umiały w tak wyrafinowaną twórczość”?

Tak, wiem, to ostatnie brzmi paradoksalnie, bo wydaje się, że świadomie nikt nie chce dokopywać poczuciu własnej wartości, ale kiedy ma się zły dzień, to zdarza się, że zamiast zachwytu nad jakimś projektem pojawia się silne wrażenie, że oto nawet Instagram mi mówi, że jestem do dupy i mogę zająć się uprawą marchewki, może nie uschnie, bo do rękodzielniczego, łamanego przez artystyczny, poziomu mistrzowskiego to ja nigdy nie dojdę, szkoda czasu i pieniędzy, poza tym przecież przyjaciółka mówiła, że to bez sensu, a ja głupia myślałam… Ten monolog może nie mieć końca. A od czego się zaczyna? Od jednego zdjęcia, na które – pech chciał – że spojrzeliśmy w złą godzinę.

Ja się przyznaję, że sporadycznie jeszcze bardziej niewinne zdjęcie potrafi mnie rozłożyć na łopatki i doprowadzić do poczucia bezwartościowości na poziomie Żuław Wiślanych – ot, zdjęcie półki z książkami – takiej poukładanej, z roślinką zwisającą ponętnie z półki, z bibelotami dobranymi pod kolor i dziwnie przypominającymi ofertę dobrze zaopatrzonego antykwariatu. Bo ja mam na półkach z książkami porządek (i nawet mam je poukładane kolorami, tak, wiem, szaleństwo, ale bardzo mi się podoba), ale półka jest goła jak święty turecki, co najwyżej kurzu troszkę. I dlaczego? Ach, dlaczego?  Bo skoro ktoś może, to i ja bym mogła, ale nie umiem w bibeloty. W roślinki też nie mogę, bo mam koty, które od małego są przyzwyczajone do tego, że jak w domu jest coś, co rośnie i jest zielone, i w doniczce, to jest to sałata lub bazylia albo inne jadalne zielsko. A kotu nie wytłumaczysz, że jedno zielone może jeść, a drugiego niech i niech go bóg broni, bo ogony powyrywam. I wpadam w rozpacz, bo nie dość, że moje życie takie zwykłe, to jeszcze ktoś mi dobitnie pokazuje, że nawet biblioteczki nie umiem urządzić. I jak się racjonalnie temu przyjrzę, to ja wiem, że to najprawdopodobniej kadr, który był „ustawiany” przez godzinę, głaskany, czyszczony, przestawiany, roślinka w lewo, roślinka w prawo, słonika won, bo za duży, kotka za to postawimy na drugiej półce od góry i te dwie książki zamienimy miejscami, bo zaburzają kolory… Ja to racjonalnie wiem. Takie zdjęcia o perfekcji chińskiego zespołu pływania synchronicznego to nie jest rzeczywistość, ale jak mam zły dzień, to mi racjonalizm ucieka do najdalszego i najciemniejszego kąta i nawet nie ma co go szukać, bo nie znajdę.

I dlatego mam wśród obserwowanych kont… cukierników, takich od tortów i ciasteczek, od lukru i masy cukrowej, od domków z piernika i wielkich rzeźb z czekolady.

Bo to jest tak, że jak patrzę na coś, co sama umiem lub robię (konta dziewiarek, tkaczek, osób czytających, haftujących, szyjących… ta lista jest bardzo długa), to zdarzają się takie moje kiepskie dni, kiedy każde kolejne zdjęcie w pierwszej sekundzie mnie zainteresuje, w drugiej zachwyci, a w trzeciej wyszczerzy zębiska wredności i zacznie się moje katowanie i biczowanie, że ja nie jestem taka… tu należy wpisać cokolwiek. I wtedy mam cukierników.

W pieczenie ciast i ciasteczek się nie bawię, bo nie lubię. Głównie nie lubię tego nieogarniętego bałaganu w kuchni, który zawsze przy tak szalonej twórczości powstaje, tu się mąka sypie, tu się coś klei, na podłodze można już spokojnie hodować stado mrówek, a drzwi od lodówki mają abstrakcję stworzoną przez tłuste od masła dłonie. Cukiernictwo nie dla mnie, ale zachwyca mnie bezgranicznie patrzenie, jak ktoś to robi i to na poziomie mistrzowskim. Nie czuję się gorsza, bo nie spróbuję nigdy konkurować. Dlatego nawet w dni, kiedy nie nadaję się do uprawy marchewki, patrzenie na lukier lejący się litrami na wielki tort może trwać i trwać i wprawia mnie w stan ekstazy (i głodu, niestety). Podobnie działa na mnie patrzenie na ludzi używających tokarek i dłut i robiących rzeczy tak abstrakcyjne jak toczone nogi stołu lub tralki balustrad (też nawet nie będę próbować, bo brak mi zaplecza sprzętowego i pomieszczeń) i na osoby siedzące przy kole garncarskim.

Tak po cichutku powiem Wam, że warto mieć swojego „cukiernika” na Instagramie, który zalukruje Wam na różowo nawet najbardziej szary dzień.

Macie takie konta, tematy, profile, które zawsze poprawiają Wam humor? Nie prowokują Was do żadnego działania, tylko wprawiają w zachwyt?

21 komentarzy

  1. martu-basinek 25 lutego 2022 at 8:57 am- Odpowiedz

    @alicelovesdrawing
    Pani rysuje małe kwiatki. Naprawdę! :D
    Najczęściej tylko czarnym tuszem, czasem kredkami. Ostatnio trochę też pojawiają się inne media, jakieś farby, czy coś.
    Rzadko traktuję jako wskazówkę i próbuję odtworzyć. Ale jednak najczęściej po prostu patrzę, jak Pani pięknie rysuje/maluje kwiatki. I już. Czysta przyjemność estetyczna.

    • ik 25 lutego 2022 at 9:03 am- Odpowiedz

      Coś czuję, że przybędzie Alice obserwatorów. Masz rację, to jest hipnotyzujące i ta świadomość, że to jest takie miniaturowe. Cudo! Dołożyłam do swojej „paczki cukierników”. Dzięki!

  2. Kola 25 lutego 2022 at 9:32 am- Odpowiedz

    Wildlifeperfection 😉 Jak rano przy kawie zobaczę uśmiechniętą fokę, albo żyrafę z kwiatkiem w pyszczku, albo ziewającą małpę, albo zwyczajnie piękne zdjęcie przyrody, to świat jest jakby lepszy 😁

    • ik 25 lutego 2022 at 10:51 am- Odpowiedz

      To podrzucę Andrzejowi, bo on uwielbia zwierzątka, a jak są pandy, to zachwyci się od razu :)

  3. Beata (beciagie) 25 lutego 2022 at 3:13 pm- Odpowiedz

    Oj, ja nie jestem oryginalna – ja oglądam koteły i pieseły. Raz dziennie, jak dawka vit. D3. Kotełów więcej niż mój jeden, ukochany Grubcio mieć nie mogę (przez jego charakter), a pieseła – przez mój charakter. No niestety nic mnie nie wyciągnie z domu, w listopadzie, przed g. 12, a czasami w ogóle przez cały dzień. Poza tym przestrzeń życiowa pozwoliłaby mi co najwyżej na yorka lub inne torebkowe, a ja marzę o goldenach, bernardynach lub…. Dogach! Stąd moi cukiernicy, to zwierzaki.

    • ik 25 lutego 2022 at 3:55 pm- Odpowiedz

      To tacy wdzięczni i kochani „cukiernicy”. Ja może mniej patrzę w sieci, bo ja się ma takich dwóch na żywo (którzy właśnie uznali, że dywanik w przedpokoju jest latającym dywanem i już dawno nie leży w przedpokoju, tylko przeniósł się do salonu…), to się ma tę witaminę D w realu. I psy też uwielbiam wielkie, ale podobnie jak Ty mam problem z wyobrażeniem sobie, że wcześnie rano musiałabym wyleźć z ciepełka.

  4. Grażyna 25 lutego 2022 at 6:42 pm- Odpowiedz

    Ja mam bzika na punkcie szkła ustawionego pod linijkę,a reszta to nie.
    Jedna roślinka była w domu, bo okazało się że kotka się do niej dobrała i trzeba było tygodni aby wszystko się unormowało, bibelotów też nie mam,z tego samego względu co ty. Cukierników ulubionych na kontach nie mam, ale mam tu cukiernie ulubione co robią cornetti palce lizać.
    Lubię oglądać na Instagramie prace innych i czasami mam nutkę zazdrości ale i też podziwu do prac robionych na szydełku, raczej nigdy nie dojdę do takiej doskonałości.

    • ik 25 lutego 2022 at 7:13 pm- Odpowiedz

      Ja Cię bardzo proszę, bo ja we Włoszech to mogę żywić się u cukierników i lodziarzy… I jeść i ustami, i oczami.
      U nas koty po prostu od malusieńkiego sami nauczyliśmy podjadać z doniczek sałatę, bezpieczne zioła, bazylię, więc naprawdę nie mam serca ich odganiać od ewentualnych kwiatków, bo im tylko w głowie namieszam. Po prostu nie będzie kwiatków. Przeżyję.

  5. Edyta 26 lutego 2022 at 9:02 pm- Odpowiedz

    Czyli nie tylko mi zdarza się „lekka” zazdrość, kiedy oglądam czyjeś serwety, swetry, pięknie uszyte płaszcze, gobeliny…. Ostatnio poczułam smutek, taki rzeczywisty, kiedy uświadomiłam sobie, jak wielu rzeczy nie zrobię, nie nauczę się – chociaż podziwiam i zachwycam się. I tu rzeczywiście na ratunek przychodzą filmiki z kotami i psami.

    • ik 27 lutego 2022 at 6:50 am- Odpowiedz

      Mnie się też przydarza, a poczucie, że nie ma mowy, nie zdążę spróbować wszystkiego, nauczyć się wielu rzeczy też mam, tylko jak byłam młodsza, to „bolało” to bardziej, bo usiłowałam próbować. Teraz już nie, spokojnie przyznaję, że nie zdążę i nie dam rady, ale bardzo wiele rzeczy już zdążyłam i na kilka mam jeszcze sporo czasu :)

  6. Agnieszka 27 lutego 2022 at 9:04 pm- Odpowiedz

    Prace na tokarce – uwielbiam oglądać. I jeszcze czasem renowacja mebli.

    • ik 28 lutego 2022 at 6:31 am- Odpowiedz

      Tokarka jest absolutnie hipnotyzująca.

  7. Melisska 1 marca 2022 at 8:03 am- Odpowiedz

    Polecam konto @honerocheir to niewielka szwedzka manufaktura, która produkuje włóczkę-niedoprzęd „nutidenyarn”. Wełnę farbują tradycyjnie, w kociołkach. Mogę godzinami patrzeć na maszynę, która miesza, rozczesuje wełnę i produkuje niedoprzęd oraz pięknie zaaranżowane zdjęcia z piękną ceramiką. Tak, japońska ceramika też mnie zachwyca, ach :D
    Mało oryginalna chyba jestem bo uwielbiam patrzeć jak inni robią to co ja sama w sumie potrafię, czyli na przykład jak ktoś robi na drutach, przędzie, (zwłaszcza na wrzecionie podpieranym), tka, wyczesuje wełnę i miesza kolory. Każdy ma swoją własną technikę czy to przekładania oczek z drutu na drut czy mieszania kolorów i mnie to fascynuje.
    Czasem czuję ukłucie zazdrości kiedy widzę perfekcyjnie równiutkie oczka w dzianinie (moje zazwyczaj nie są), albo misternie wykonane dzianinki na cieniutkich drutach (chyba bym kilka lat dziergała o ile nie rzuciła w kąt po kilku dniach).
    Na szczęście akceptuję fakt, że nie osiągnę w wielu kwestiach mistrzostwa bo mi po prostu braknie życia.

    • ik 1 marca 2022 at 8:17 am- Odpowiedz

      To polecane konto jest takie spokojnie sielskie, człowiek do razu chce chatę w Bieszczadach i więcej ciszy.
      A propos mieszania kolorów, to kilka dni temu chyba po raz pierwszy obejrzałam cały, długi film z mieszania czesanki (nie zabij, jeśli piszę głupoty, ale sfera przędzenia to nie moja strefa komfortu) i dosłownie się zachłysnęłam tym, co tam się dzieje – magia. Niby wiedziałam, jak to wygląda, ale tak mniej więcej, a tu nagle takie zaskoczenie, że to jest niesamowite :)

      • Melisska 1 marca 2022 at 9:26 am- Odpowiedz

        Oczywiście, że nie piszesz głupot! :)))
        Zachwyt nad mieszaniem czesanek, surowej wełny czy włókien wszelakich odczuwam nieustannie, więc się absolutnie nie dziwię, że Tobie również przypadło do gustu :))) To chyba najbardziej kreatywny etap powstawania nitek i to w nim widzę pewien artyzm, bo samo przędzenie to już typowe rzemiosło (które niemniej kocham).

        • ik 1 marca 2022 at 11:42 am- Odpowiedz

          Chyba każdy rodzaj rękodzieła ma swoje etapy magiczne i rzemieślnicze. I nie wiem, czy masz takie wrażenie, że tkanie (nie mówię o osnuwaniu, bo jest czyste i czasami bardzo żmudne działanie), tkanie jest takim dziwnym miksem magii i rzemiosła, bo niby machasz tylko czółenkiem, a dzieje się magia, chociaż bywają takie momenty (tak gdzieś koło trzeciego metra i dalej :))))), że ma się wrażenie, że jest więcej rzemiosła niż magii.

          • Melisska 1 marca 2022 at 4:46 pm- Odpowiedz

            Tkanie to świetna sprawa i tak, jest w tym i magia i rzemiosło.

  8. Maria 2 marca 2022 at 9:43 am- Odpowiedz

    Dla mnie wszystkie konta prządkowe są magiczne. Jak Melisska napisała, każdy robi to trochę inaczej i to jest fascynujące. Jest taka pani ze Szwecji, która robi niesamowite rzeczy, także szerzy wiedzę prządkową, a do tego morsuje w Sztokholmie i przez cały rok jeździ rowerem (czym budzi we mnie dodatkowy szacunek i motywuje do nieulegania „niechciejowi” rowerowemu zimą). Jej przędzenie jest mało kolorowe, nie kojarzę tam farbowanych czesanek, ale za to niesamowicie spójne w klimatach, bardzo kojące, bez napinki. Niedawno zrobiła piękne stories o czesaniu wełny na gręplach ręcznych i przędzeniu tak stworzonych rolagów. Parę razy miałam w trakcie takie „acha, to można i tak!”, no i w ogóle oglądałam z ogromną przyjemnością. Innym razem pokazała taki dynks, co po angielsku nazywa się speedweave i służy zasadniczo do cerowania, ale to cerowanie to jest takie mikrotkanie (wiem, wpędzam w tej chwili sporo osób w kolejną „rabbit hole” ;) ). Konto tej pani to @josefinwaltin (a wspomniane filmiki o czesaniu i przędzeniu widzę przypięte nad postami). Bardzo pozytywne konto instagramowe.

    • ik 2 marca 2022 at 11:09 am- Odpowiedz

      Zajrzałam i masz rację – tam jest taki cudny, spokojny klimat i jakoś tak bardzo optymistyczny. To małe urządzonko jest świetne, już je widziałam wcześniej i widziałam, jakie cuda można na tym maleństwie robić – całe ponczo łączone z fragmentów na tym zrobionych – podejrzewam, że pracy było mnóstwo, ale efekt genialny, bo wyglądało jak z krajek, ale na pewno miększe i delikatniejsze niż krajki.

      • Maria 2 marca 2022 at 11:24 am- Odpowiedz

        Ponczo, mówisz? ;) Bo poszłam na całej linii w ślady pani Waltin i nabyłam urządzonko do cerowania w przystępnej cenie (jak się człowiek uprze, poustawia śledzenie wyszukiwań i ma w głowie „nie kupię drogo, bo to nie jest najważniejsze dla mnie narzędzie”, to po jakimś czasie szukania kupi za 20 zł). A teraz kombinuję, jak to ładnie do czegoś wykorzystać. Nie poganiam natchnienia, staram się je tylko podsycać, a wizja poncza jest mocno poszerzająca horyzonty :)

        • ik 2 marca 2022 at 1:35 pm- Odpowiedz

          Powiadam i niestety nie znajdę, gdzie to widziałam, bo to było na Pintereście, czyli jak nie zapisane, to przepadło, ale w głowie mi utkwiło, bo mnie potężnie zadziwiło, że takie maleństwo pomogło w produkcji takiej płachty.

Zostaw komentarz