Kiedy ktoś chce pisać lub kręcić film o rodzinie królewskiej, to zazwyczaj ma dwie utarte ścieżki. Może powstać coś w stylu serialu „The Crown”, czyli dostajemy tekst lub obraz bardzo bliski rzeczywistości, momentami nudnawy, momentami kontrowersyjny, gdzie co jakiś czas człowiek się zastanawia, czy to możliwe, że to tak wygląda w rzeczywistości, a jeśli wygląda, to rzeczywiście to nie rodzina, to „firma”. Albo w drugą stronę – mamy romanse dworsko-pałacowe,  raczej słodkie, gdzie najgorszym przestępstwem jest wymknięcie się do nocnego klubu i powrót w stanie wskazującym na spożycie. Ale wszystko lśni szlachetnymi kamienia w tiarach, jest eleganckie wytwornością stroju i pokojówka z uśmiechem puka rano do drzwi skacowanego księcia.

To nie jest powieść, jakiej się spodziewałam, ale w sumie dostałam znacznie więcej, niż zapowiadała tylna okładka.

I przyzwyczajona do takich dwóch podjeść trafiłam na tytuł grudniowej książki w klubie Reese Whiterspoon, czyli „The Heir Apparent”***, a okładka i sugestie Reese podpowiadały, że będziemy mieli lekką opowieść o tym, jak to niczego niespodziewająca się księżniczka, która wiedzie w miarę spokojne życie na drugiej półkuli, nagle dowiaduje się, że już nie jest „na wszelki wypadek”, jest następczynią tronu, bo w dramatycznych okolicznościach ginie i jej ojciec i brat. Wraca do Anglii, wpada z powrotem w tryby pałacowej machiny i próbuje się przystosować. I oczywiście jest wątek romansowy. Lekko, luźno, przyjemnie. A figa! Ani lekko, ani luźno, ani przyjemnie. Raczej duszno, mrocznie i patologicznie. To jest jednak powieść, której bliżej do „The Crown” niż do słodko-tęczowych romansideł.

Alexandrina Villiers nie wróci w ciepłe ramiona babci, wróci na smyczy trzymanej przez pałacowych urzędników, doradców i nadzorców. Wsparcie? A po co! Następczyni tronu ma być silna i wiedzieć, że wybory w jej życiu od tej pory są oczywiste – „pałac” i „firma” wygrywa ze wszystkim, własne potrzeby wsadzamy głęboko do szafy i zapominamy, że istnieją. Jednak Lexie nie tylko wraca do pałacu, ona wraca także do przeszłości. Do historii małżeństwa jej rodziców, okoliczności śmierci jej matki, problemów osobistych jej brata, powodów jego małżeństwa i tego, że oto mamy kolejny nieszczęśliwy związek ku chwale imperium brytyjskiego, w końcu do swojego wuja, który nigdy nie pogodził się z tym, że korona go ominie i sprzeda każdą plotkę, żeby tylko oczernić wszystkich dokoła i może, jakimś cudem wykopać ich z kolejki do tronu. I każdy kolejny rozdział tylko dokłada kolejne elementy, które powodują, że ma się ochotę wrzeszczeć, że cała ta instytucja to jeden wielki teatr, który niestety krzywdzi swoich aktorów i zabiera im nie tylko duszę, ale czasami i życie.

I teraz jedna uczciwa uwaga – ja jestem wielką „fanką” rodziny królewskiej, ale nie taką, która by leciała machać chorągiewką w czasie jakiejkolwiek parady ani tym bardziej mdleć na widok kogokolwiek z tytułem zawierającym słowo „royal”. O nie. U mnie objawia się to wielką radochą z czytania powieści historycznych, które dzieją się na angielskim dworze. I równie chętnie poczytam o Henryku VIII i jego licznych żonach jak i o abdykacji Edwarda, też nomen, omen, ósmego. Z wypiekami na twarzy dopadnę książkę Harry’ego i pamiętniki królewskiej niani. Ale nie ma we mnie miłości do monarchii, jest raczej niezdrowa fascynacja tym, jaką była i jest pokręconą instytucją.

I może dlatego „The Heir Apparent” sprawiło mi tyle przyjemności, bo autorka upchała w treści tyle oczywistych odniesień do obecnie nam panujących, że aż trudno uwierzyć, że była aż tak bezczelna. Znajdziecie w tej książce bohaterów, którzy byli wzorowani, i to mocno, na Karolu, Camilli, ex-księciu Andrzeju i jego córkach, królowej, Dianie… Człowiek siedzi, czyta i czuje się jak dziennikarz śledczy, który oto odkrył następny skandal i dramat w rodzinie królewskiej i musi sam sobie przypominać, że to nie jest realna historia, to fikcja, ale jakoś tak wyjątkowo prawdopodobna.

Czy to jest wybitna książka i świetna historia? Nie. Ale jest tak skonstruowana i w tak oczywisty sposób odnosząca się do rzeczywistych postaci, że dzięki temu zyskuje bardzo dużo. Mam podejrzenia graniczące z pewnością, że osoby choćby lekko zwariowane na punkcie „royalsów” polubią ją bez zastrzeżeń, ale ktoś, kogo rodzina królewska ani ziębi, ani grzeje, ten nie poczuje się wciągnięty ani zaintrygowany.

Zapytacie, jak skończy się historia Alexandriny, czy w ostatniej scenie skończy z ciężką koroną na głowie, czy powie, że ona dziękuje i wraca do Australii, a babcia niech się martwi, kto będzie jej następcą. Doskonale wiecie, że tego Wam nie zdradzę, ale powiedzmy, ale końcówka powieści mnie zaskoczyła i doszłam do wniosku, że Lexie wcale nie jest małą, nieporadną dziewczynką i wie, jak się odgryźć, kiedy któryś z członków rodziny próbuje ją postraszyć.

Aaaa, i jeszcze jedno. W tej powieści bardzo często pojawia się postać Barbary Villiers, kochanki Karola II i osoby, która na dworze zyskała ogromne wpływy w XVII wieku. A o niej jeszcze niczego nie czytałam, czyli mam przed sobą polowanie na biografię Barbary lub jakąś powieść z nią w roli głównej. Jeśli o czymś takim wiecie, to będę wdzięczna za podpowiedzi.


***The heir apparent – to zwrot oznaczający oczywistego spadkobiercę, który jest pierwszy w kolejce do dziedziczenia lub tronu i którego praw do tej sukcesji nie można podważyć.

Aga

Jeśli doceniasz to, co robimy i chcesz pomóc nam tworzyć więcej takich treści, postaw nam wirtualną kawę.

To drobny gest, który daje nam wielką motywację. Dzięki!

Co o tym sądzisz?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Brak komentarzy jak do tej pory :(