Poznawanie bohaterów „Dziewczyny z Neapolu” zaczniemy od fragmentu listu, pamiętnika, zapisków tworzonych przez gwiazdę sceny operowej o międzynarodowej sławie, które pisze dla swojego syna, żeby – kiedy już dorośnie – zrozumiał dość zawiłą historię swojej rodziny, ale przede wszystkim historię trudnej miłości swoich rodziców. Te fragmenty będą się regularnie pojawiały w treści całej powieści i dla mnie były jak wielki transparent napisany drukowanymi literami – „W tej rodzinie każdy ma swoje tajemnice i najchętniej by ich nie ujawniał, a jeśli już, to jako list przekazany przez prawnika po śmierci, bo wtedy nie trzeba się będzie wstydzić i tłumaczyć.” Jak destrukcyjny wpływ na życie ma takie podejście, pewnie się domyślacie. Te tajemnice wyłażą w najmniej odpowiednich momentach. Niszczą życie zainteresowanym i ich dzieciom. Powodują, że członkowie rodziny i przyjaciele unikają się jak ognia, bo chcą zapobiec niezręcznym sytuacjom, ale przecież i tak prawda wyjdzie na jaw.
Lucinda Riley pisze powieści obyczajowe, zawsze z wątkami romansowymi, ale lukru, tęczy i cudowności u niej nie znajdziecie, będzie życiowo, często pod górkę. Ale co ważniejsze, te powieści to dobry punkt wyjścia do zastanowienia się, czy przypadkiem w naszym życiu też coś nie zgrzyta.
Rosanna Menici dorasta w jednej z dzielnic Neapolu jako najmłodsze z trójki rodzeństwa – siostra jest ładna i uwielbiana przez rodziców, brat jest odpowiedzialny, troskliwy i wykorzystywany jako tania siła robocza w rodzinnej restauracji, a Rosanna… Rosanna po prostu jest, często niezauważana, cicha, spokojna, chociaż głos ma jak anioł. I to właśnie ten głos powoduje, że zostaje usłyszana przez kogoś zupełnie niespodziewanego – Roberta Rossiniego, wschodzącą gwiazdę operową o lokalnych, neapolitańskich korzeniach. On sugeruje rodzinie, że dziewczynka powinna brać lekcje śpiewu i wróży jej wielką karierę. A Rosanna zakochuje się w tym dorosłym, światowym mężczyźnie i nie tylko marzy o karierze śpiewaczki, ale też o występach na jednej scenie z Robertem, a w pamiętniku zapisuje, że on zostanie jej mężem. Niestety, marzenia się spełniają…

To opowieść o zaborczej, niszczącej miłości, o poświęceniach, o wyborach dokonywanych ze złych pobudek, o zdradzie i tych już wspomnianych tajemnicach, które nie dają się pogrzebać pod zwałami kłamstw i przemilczeń. Razem z Rosanną zawędrujemy na największe i najbardziej znane sceny operowe świata i razem z nią będziemy walczyć o sukces, słuchać oszałamiających braw i kompletnej ciszy, kiedy kariera się załamuje.
Lucinda Riley pisze specyficznie, bo potrafi zaprosić nas do świata wielkiej opery, ale tak naprawdę, to nadal opowiada nam historię życia kogoś, z kim bardzo łatwo się utożsamić. Pewnie tysiące czytelników i czytelniczek powiedziało sobie w duchu, że to ich historia albo że to opowieść, wypisz wymaluj, jak o ich znajomych, albo że to jak słuchanie plotek o sąsiadach z domu obok. Bo bohaterowie Riley mogą mieć prestiżowe stanowiska lub zdobyć międzynarodową sławę, ale ich charakter, decyzje i postępowanie są do bólu zwyczajne i tak po prostu ludzkie. I od razu uczulę Was na to, że historia Rosanny to tylko jeden z wątków, który Was porwie. Bo wiele osób na pewno z zapartym tchem będzie śledziło to, co dotyczy jej brata Luki i jego życiowych i miłosnych wyborów. A także Carlotty, czyli starszej siostry, której życie tylko na początku będzie wyglądało jak cudowny sen lokalnej piękności, później zmieni się w pasmo „płacenia za błędy” i Carlotta będzie kolejną osobą, która swoje tajemnice będzie chciała zabrać do grobu, ale los zdecyduje inaczej – i tu wracamy do mojego „transparentu” o tajemnicach z początku tego tekstu.
Mnie się bardzo w tej powieści podobało to, co roboczo nazwałam sobie „drogą do La Scali”, czyli historia tego, jak pochodząc z rodziny bez koneksji i bez wielkich pieniędzy, można pracą, determinacją i często dzięki zauważaniu i konsekwentnemu wykorzystywaniu wszystkich szczęśliwych zbiegów okoliczności, odnieść wielki sukces i spełnić marzenia. A później, jak łatwo ten sukces zaprzepaścić i popełnić wszystkie książkowe błędy, kiedy stawia się na pierwszym miejscu ludzi, którzy na to nie zasługują, którzy manipulują, szantażują emocjonalnie, a często po prostu oszukują i kłamią. Rosanna Menici i jej historia to gotowy podręcznik psychologii sukcesu i porażki.

Od razu uspokajam, że książka ma ponad 500 stron, ale to przykład powieści, która wciąga tak, że czyta się ją bardzo szybko.
Czy trzeba wiedzieć cokolwiek o operze i świecie operowych gwiazd, żeby cieszyć się tą powieścią w pełni? Nie. Wręcz przeciwnie. Można nie wiedzieć nic, a Riley pokaże nam, jak sceny operowe funkcjonują, jak wygląda to, co za kulisami, jak żyją największe gwiazdy i dziewczyny z chóru, a wszystko to bez nadmiernego epatowania trudnym słownictwem, czy pisania całych akapitów o historii opery.
Jednak małe ostrzeżenie należy się tym, którzy autorkę kochają pasjami i mają za sobą jej inne, nowsze powieści, w szczególności cykl „Siedem sióstr”. Czytając „Dziewczynę z Neapolu”, będziecie mieć wrażenie, że jest nieco bardziej szorstka, mniej dopracowana, momentami bazująca na niekończących się dialogach. Widać, że warsztat pisarski Riley przez lata rozwijał się i to w bardzo dobrym kierunku i te wcześniejsze powieści, między innymi „Dziewczyna z Neapolu” mają u podstaw świetną historię, wciągają i to bardzo, ale momentami brakuje im tego błysku, który pojawił się w późniejszych książkach.
Gdyby ktoś chciał czytać lub słuchać tej powieści po angielsku, to szukamy tytułu „The Italian Girl”.
Aga
Powyższy tekst nie jest efektem współpracy reklamowej. Jest opinią własną, subiektywną i żaden przelew nie miał na nią wpływu.
Grafiki używane w tym wpisie powstały przy pomocy narzędzi AI.
