Uprzedzam, że ten wpis będzie dość długi. Dlatego, dla tych, którzy nie mają cierpliwości do słowa pisanego, albo tych, którzy chcą zajrzeć tylko do opisu wybranych propozycji, poniżej lista powieści i serii powieściowych w słowiańskich klimatach, które uznajemy za warte uwagi (w cyklach zawsze podany jest tytuł pierwszego tomu, nie nazwa cyklu).
SŁOWIAŃSKIE I DOBRE
- POWIERNIK – cykl 7 tomów – Franciszek M. Piątkowski
- STARA BAŚŃ – Józef Ignacy Kraszewski
- KRAJ KOBIET – Grzegorz Gajek
- CZAS BOGINI – cykl 3 tomów – Ewa Kassala
- SZEPTUCHA – cykl 7 tomów – Katarzyna Berenika Miszczuk
- KUKUŁKA I WRONA – cykl 3 tomów – Magdalena Wolff
- IDŹ I CZEKAJ MROZÓW – cykl 3 tomów – Marta Krajewska
Od kilku lat słowiańszczyzna w powieściach stała się modna. Powstaje tego tyle, że czasami się zastanawiam, czy jest jeszcze sens pisania takich powieści. I w zasadzie jestem pewna, że to się za chwilę skończy i nie, nie tak absolutnie, ale rzeka książek opartych o słowiańskie wierzenia zamieni się w strumyczek. I chyba dobrze, bo mam wrażenie przesytu i pewność, że sporo pojawiających się tytułów jest po prostu słaba, ale jak jest Swarożyc lub południce, to wydajemy, sprzeda się! Ja jednak wolę, kiedy te powieści łapią czytelnika za serce i tłoczą mu w głowę nieco wiedzy o ówczesnym życiu, panteonie bogów i słowiańskich wierzeniach i obrzędach.
To zaczynamy! W kolejności lekko dowolnej, więc nie sugerujcie się, że to, co znajduje się na początku, jest najlepsze.

Nie wiem, czy wiecie, ale cykl Franciszka M. Piątkowskiego uważany jest za jeden z najpopularniejszych projektów powieściowych z nurtu urban fantasy, który jest bardzo, bardzo mocno zakorzeniony w mitologii słowiańskiej, on tą słowiańszczyzną dosłownie oddycha.
Akcja dzieje się współcześnie w Lublinie i okolicach. Świat ludzi istnieje tuż obok rzeczywistości pełnej słowiańskich bóstw, istot nadprzyrodzonych, demonów i niebezpiecznych stworów. Między nimi istnieje „zasłona”, która powoduje, że zwykli śmiertelnicy nie spotykają na chodniku południcy czy wąpierza. Jest jednak instytucja tak zwanego Powiernika, który jest rodzajem łącznika, mediatora między tymi światami i nagle okazuje się, że kolejnym Powiernikiem ma zostać pewien adwokat. I nie, nie będzie bronił przed sądem żadnego biesa, który narozrabiał w barze, będzie raczej rozwiązywał spory między tymi istotami, chronił śmiertelników, ale wpląta się też po uszy w konflikty i rywalizację między bogami.
Wielkim, gigantycznym wręcz plusem tej serii jest fakt, że autor stworzył treść, która jest nie tylko świetną historią i ma wciągającą fabułę, ale jest też kompendium wiedzy o mitologii słowiańskiej. Z żadnej, ale to absolutnie żadnej innej książki nie wynieśliśmy tyle wiedzy o wierzeniach dawnych Słowian, ile z tego cyklu. I nie, nie ma tu żadnych wykładów i długich akapitów o „akademickim” zacięciu. Jest to wszystko perfekcyjnie przekazane „mimochodem” i „przy okazji”. Cudo!
Jedna uwaga – to jest propozycja dla osób dorosłych. Jest sporo przemocy, opisów przestępstw i zbrodni, szczególnie w opowiadaniach, będących integralną częścią serii. Czyli jest mrocznie i graficznie. Jednak spokojnie, komizmu tu też sporo i opowiadanie o meblach z Ikei stało się u nas w domu kultowe.

Fakt, że „Stara baśń” Józefa Ignacego Kraszewskiego znalazła się w tym zestawieniu, może Was zdziwić, ale to jest historia na wskroś słowiańska. Akcja powieści dzieje się w IX wieku, w czasach przedchrześcijańskich nad jeziorem Gopło.
Tu nie ma wątków magicznych czy nadnaturalnych. Głównym elementem historii jest konflikt między księciem Popielem, zwanym Chwostkiem i podległym mu ludem. Bo Popiel, podburzany przez żonę, Niemkę Brunhildę, marzy o władzy absolutnej i jego działania prowadzą do bardzo krwawego buntu poddanych. Ale, żebyście nie myśleli, że mamy tu tylko politykę i walki, to od razu donoszę, że jest też wątek miłosny, czyli związek młodego woja i przyszłej kapłanki.
Czyli Kraszewski dał nam fabułę, która jest swoistą lekcją historii o Popielu i Piaście Kołodzieju. Jednak nie to spowodowało, że właśnie tą powieść podrzucam Wam w tym zestawieniu. W treści znajdziecie bardzo szczegółowe opisy słowiańskich obrzędów i obyczajów, takich jak Kupała, postrzyżyny, czy ówczesne pogrzeby.
I tak, język Kraszewskiego nie zostanie przez nikogo uznany za współczesny i prosty w odbiorze. Jest inny, ale nie dajcie sobie wmówić, że za trudny. Dajcie tej powieści szansę, pamiętając, że to dzieło z XIX wieku, i mając moje zapewnienie, że ono się chwilę „rozkręca” i na pewno nie wciągnie Was od pierwszych stron, ale jestem pewna, że może to być bardzo ciekawa przygoda ze słowiańszczyzną w zupełnie innej formie, klasycznej i nie w nurcie fantasy.

A to jest chyba jedna z moich ulubionych powieści, chociaż mam do niej pewne zastrzeżenia, ale „Kraj kobiet” Grzegorza Gajka zrobił na mnie wielkie wrażenie. To, co w tej powieści szczególne, to fakt, że historia, zgodnie z tytułem, skupia się na kobietach i określana jest nawet jako manifest feministyczny i hołd złożony sile kobiet. Czy ja się z tym zgadzam? I tak, i nie.
Historia rzeczywiście skupia się na trzech dziewczynkach – Tetce, Kazi i Luboszy – które dorastają w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Patriarchat ma się świetnie. Kobieta jest tak cenną rzeczą jak krowa czy stado owiec. Ma być, karmić, rodzić, dbać o obejście i nie sprawiać problemów. Nasze trzy bohaterki dorastają w takim świecie i coraz bardziej czują, że one chcą inaczej, że zrobią wszystko, żeby ich los był inny. Czyli w sumie sprawiają problemy.
Ostatecznie tworzą swoisty azyl, nową społeczność, gdzie żyją kobiety i dzieci płci obojga, zero mężczyzn. Marzą, że nie będzie tu przemocy, opresji i niedoceniania. Da się? Nie będzie łatwo i okaże się, że kraj kobiet to nie raj, a mężczyźni nie znikną z ich życia, bo swojego azylu będą musiały bronić.
Co mnie denerwowało w tej opowieści? Zbytnie skupienie się na seksie, ciążach i rodzeniu. I ja wiem, że to jest naturalny element życia, ale jakoś mi tego było za dużo, a miejsce poświęcone na te tematy oznaczało, że nie jest ono poświęcone na inne treści. A jakoś miałam wrażenie, że te Grajkowe kobiety miały się skupiać na innych kwestiach, budując swoją osadę i życie.
Dlaczego „Kraj kobiet” znajduje się na liście książek wartych Waszej uwagi? Bo przepięknie opisuje codzienność czasów słowiańskich, jedzenie, ubrania, uprawy, przędzenie i tkanie, świętowanie i żałobę. Kwestie wierzeń i obrzędów też są, ale to ta codzienność jest tu tak genialnie pokazana. I to nie jest fantasy, jeśli już, to jest w tej powieści troszkę realizmu magicznego.

To teraz coś, co nas bardzo pozytywnie zaskoczyło – Ewa Kassala i jej cykl „Słowiański szlak”, który zaczyna się tomem „Czas Bogini” (całość to trzy tomy).
Mamy tutaj perfekcyjną mieszankę historii, słowiańskich wierzeń i czystej magii. Jesteśmy w czasach, kiedy ziemie słowiańskie zaczynają być poddawane przymusowej chrystianizacji. Jest brutalnie, jest niebezpiecznie i niespokojnie, ale politycznie ciekawie, bo to ten moment, kiedy Mieszko I nieco miotał się między pogaństwem a nową wiarą i z jednej strony serce ciągnęło do świętego gaju, a głowa do klękania przed cesarzem, bo to dawało korzyści.
I teraz to, co najciekawsze w tym cyklu – Kassala pokazuje ten czas i te wydarzenia z perspektywy kobiet, czyli kogoś, kogo oficjalna historia pomijała. Wrzuci nas w sam środek świata strażniczek Bogini, kobiet młodych i starych, wiedźm i widzących i pokaże, jak ważną rolę odgrywały w ówczesnym życiu.
Plusy? Po pierwsze to świetnie opowiedziana mitologia słowiańska, nie „akademicko”, też „mimochodem”. Podobnie z opisami ówczesnych obrzędów czy świąt, ale też życia w chramach, osadach. Sporo tu mowy o urokach, czarach, ziołolecznictwie.
Po drugie to wciągająca opowieść z wątkami miłosnymi i politycznymi. Tutaj ciągle coś się dzieje i losy bohaterów śledzi się z zapartym tchem.

Troszkę się zastanawiałam, czy cykl powieściowy Katarzyny Bereniki Miszczuk powinien się tu znaleźć, bo może nie jest to najbardziej „edukacyjna” propozycja, ale jedna z pierwszych na współczesnym polskim rynku wydawniczym, lubiana przez czytelniczki i czytelników i może najlżejsza z dotychczas zaproponowanych, ale to nie minus, o nie!
Cykl „Kwiat paproci” łączy opowieści oparte o słowiańską mitologię ze sporą dawką humoru, jeszcze większą ilością romansu i całkiem wciągającą fabułą. Fabułą, która w tej chwili ma siedem części.
To typowe fantasy dziejące się we współczesnej, ale alternatywnej Polsce. O ile we wcześniej wspomnianym cyklu Ewy Kassali Mieszko I przyjął chrzest, to u Miszczuk punktem wyjścia jest to, że tego chrztu nie przyjął. Polska jest krajem na wskroś pogańskim, nadal rządzi dynastia Piastów, a bogowie to realne byty. My jednak poznamy szczególnie dobrze służbę zdrowia, w której szeptuchy są oficjalnym i bardzo cenionym elementem.
Główna bohaterka to ateistka, wierząca w medycynę a nie gusła, panna z miasta, która nie przepada za tym, czego nie widzi, nie może zmierzyć i ocenić. Ale wymaga się od przyszłej pani doktor odbycia rocznego stażu u szeptuchy i tak Gosia trafia do Bielin, do domu lokalnej legendy, czyli Baby Jagi. I może Gosia nie wierzy w bogów, ale bogowie wierzą w nią i mają wobec niej własne plany.
Jeśli szukacie czegoś lekkiego, romansowego, co jednak daje sporo wiedzy o słowiańskim panteonie w klimatach współczesnego fantasy, to cały cykl będzie, jak znalazł.

Trzytomowy cykl „Moc korzeni”, zaczynający się od powieści „Kukułka i wrona” recenzowałam Wam całkiem niedawno i uważam, że to bardzo dobra, zaskakująco wręcz dobra propozycja dla miłośników słowiańskich klimatów.
To typowe połączenie fantasy z powieścią „historyczną”. Cudzysłów zamierzony, bo nie będziecie tutaj czytać o konkretnych postaciach z historii pierwszych Słowian, o przymusowej chrystianizacji, ale będziecie poznawać tamten klimat, działania kapłanów pewnego jedynego boga, sposoby wykorzeniania starych wierzeń i walk o zyskanie władzy nad terenami innych plemion.
Warcisława z Jastrzębców traci dosłownie wszystko w ciągu kilku godzin, kiedy na skutek zdrad i napaści jej rodzinne gniazdo przestaje być jej domem, prawie cała jej rodzina ginie, a ona ma tylko dwie opcje – zostać i też zginąć lub uciekać do lasu, ale ten las od zawsze uważany jest za niebezpieczny, zamieszkały przez istoty, które mogą nie mieć litości, nawet dla uciekinierki. Powiedzmy od razu, że las jej pomoże, a efektem tej pomocy będzie zapukanie do chatki Baby Jagi. To dzięki niej, i nie tylko niej, Warcisława zyska szansę na zemstę.
Magdalena Wolff napisała powieść pełną magii, sięgającą często i głęboko do świata legend i baśni naszych ziem (i sąsiednich troszkę też), jednak przede wszystkim pięknie i interesująco opowiada o słowiańskich bóstwach i bogach i w jej historii te wierzenia i magia z nimi związana jest integralną częścią świata.
Największy zachwyt budzi jednak to, co autorka zrobiła w sferze przedstawiania świata i codzienności. Jej wiedza, sięganie po ustalenia archeologów i etnologów nadaje temu światu niesamowitego klimatu.
W tej serii powieściowej jest absolutnie wszystko – słowiańszczyzna, zdrady, walki, magia, bogowie, miłość, szukanie zemsty i trudne wybory.
Gdyby ktoś mnie zmusił do wskazania jednej jedynej propozycji z tej listy, którą chcę Wam koniecznie podrzucić, to bardzo prawdopodobne, że wtedy powiedziałabym, że w takim razie wybieram Magdalenę Wolff i jej trylogię.

I ostatnia propozycja, ostania, ale nie najmniej polecana – „Idź i czekaj mrozów”, czyli pierwsza powieść Marty Krajewskiej, otwierająca cykl fantasy „Wilcza Dolina”.
To naprawdę takie fantasy, gdzie wszystko opiera się o słowiańską mitologię i pradawną magię. Osią całej historii jest życie młodej zielarki, mieszkającej w Wilczej Dolinie. Nie tylko otacza opieką zdrowie mieszkańców osady. Jest też Opiekunką, co oznacza, że musi ich bronić przed nadprzyrodzonymi istotami i złymi siłami, które żyją po sąsiedzku, w otaczającej osadę puszczy. Utrzymanie bezpieczeństwa ludzi nie jest łatwe, bo mała społeczność wcale nie współpracuje ze sobą. Każdy ma jakieś tajemnice, relacje międzyludzkie są skomplikowane, a do tego nawet w takiej małej społeczności mają znaczenie intrygi polityczne i walka o władzę. Jednak to walka o przetrwanie w surowym, niebezpiecznym świecie jest kluczowe, bo zima i mróz jest zagrożeniem, które dotyczy każdego.
Do tego autorka pisze barwnie, żywo i nie unika ani dramatyzmu ani elementów komicznych, a swoich bohaterów maluje tak, że od razu albo się ich lubi, albo nie można ich strawić.
To, co wyróżnia ten cykl, to uwaga, jaką poświęciła Krajewska, żeby opisać życie codzienne wczesnych plemion słowiańskich oraz dać nam maksimum wiedzy o ich wierzeniach. Tej wiedzy jest tu mnóstwo i to przekazanej tak, żeby uatrakcyjnić fabułę.
Aga
Powyższy tekst nie jest efektem współpracy reklamowej. Jest opinią własną, subiektywną i żaden przelew nie miał na nią wpływu.
Grafiki używane w tym wpisie powstały przy pomocy narzędzi AI. Okładki pochodzą z materiałów wydawców.
