Nie, nie przeszła nam ochota na oglądanie koreańskich seriali. Trwamy w zachwycie. Na liście „Obejrzane” pojawił się właśnie tytuł „Jak przetłumaczyć miłość?”. Ale przyznam się Wam, w imieniu nas obojga, że to chyba pierwszy raz, kiedy fabuła często zostawiała nas w stanie totalnego zdziwienia: „Ale czemu oni tak robią i mówią? Przecież to nienaturalne!”.
Serial śledzi losy dwójki głównych bohaterów o skrajnie odmiennych sposobach życia i bycia. Cha Mu-hee jest znaną aktorką, która zyskuje sławę dzięki roli Do Ra-mi w czymś w rodzaju horroru, ale świat naprawdę zaczyna o niej mówić, kiedy po wypadku w czasie ostatniego dnia zdjęciowego zapada w śpiączkę. Budzi się w świecie, który pisze o niej i o ukończonym filmie, mówi o niej non stop i uznaje za gwiazdę. Skutkuje to między innymi zaproszeniem do reality show „Romantic Trip” o randkowaniu w pięknych miejscach na świecie. Jej partnerem ma być japoński aktor, czyli… nie dogadają się, potrzebują tłumacza. Będzie nim Joo Ho-jin, genialny poliglota i wzięty tłumacz, który, będąc mistrzem translacji, jest w życiu codziennym w zasadzie – bardzo spodobało mi się to określenie z jednej z recenzji – „emocjonalnie niepiśmienny”, bo potrafi odczytać siedem subtelnych zmian znaczenia danego słowa w zależności od składni zdania, ale zupełnie nie umie odczytać emocji i sygnałów niewerbalnych.
To serial o tym, jak trudno komunikować emocje i uczucia, kiedy pojawiają się bariery językowe. Ale to też przykład tego, jak trudno zrozumieć serial, kiedy pojawiają się bariery kulturowe.
Serial jest dziełem słynnych sióstr Hong, odpowiedzialnych między innymi za „Alchemy of Souls” i uznawanych za bardzo utalentowane scenarzystki. W ich produkcjach zawsze pojawiają się elementy humoru i wątki lekko nadprzyrodzone. „Jak przetłumaczyć miłość?” nie jest wyjątkiem, humoru tu sporo, a jest też element nadprzyrodzony, ale nie zdradzę Wam, jaki i kogo dotyczy, żeby Wam nie posuć przyjemności ewentualnego oglądania serialu.
I z jednej strony cała opowieść na zauroczyła, ale z drugiej – była chyba najbardziej „koreańska” z tego, co do tej pory oglądaliśmy i to troszkę paradoks, bo akcja dzieje się nie tylko w Korei, ale i w Kanadzie czy Włoszech. Jednak sposób komunikowania się bohaterów i okazywania emocji przez wielu z nich jest na wskroś koreański i bardzo odległy od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Świetne doświadczenie poznawania innej kultury, ale i wyzwanie, żeby nie oceniać, nie intepretować na naszą modłę, a dokopać się znaczenia w ich kulturze. A to wcale nie takie łatwe.

My jesteśmy przyzwyczajeni do bezpośredniej komunikacji werbalnej, a jeśli nawet tej niewerbalnej, to zastąpionej czynami, konkretnymi i mocnymi znaczeniowo. I teraz wyobraźcie sobie scenę, kiedy nasz bohater-tłumacz zgodnie z naszym standardem powinien jakoś zareagować na wyznanie Mu-hee, powiedzieć coś, zrobić. A tu nic, cisza albo zmiana tematu, albo zdanie, które nam dosłownie nie leży w kontekście. I mamy wrażenie, że Joo Ho-Jin jest bierny, niezainteresowany albo – przepraszam za insynuację – durny do bólu. Ale czego nie zauważyliśmy? Ha! Nie zauważyliśmy spojrzenia lub ucieczki wzrokiem. Bo dla nich to wystarczy, a dla nas to za mało. My się wydzieramy do ekranu: „Dlaczego z nią nie porozmawiasz?”, a dla nich rozmowa na tym etapie znajomości i to na drażliwy lub bardzo osobisty temat nie wchodzi w grę. Możemy się wydzierać, rozmowy nie będzie.
Do tego, że relacja głównych bohaterów w serialach rozwija się powoli, wręcz w żółwim tempie, to już się przyzwyczailiśmy dzięki poprzednio obejrzanym serialom. Jednak dla kogoś, kto się jeszcze nie nauczył, że jeśli bohaterowie zakochują się w sobie w odcinku drugim, to całują się w dziesiątym, to może być frustrujące z tym niespiesznym rozwojem historii. Poza tym u nas nie ma takiego silnego oddziaływania kwestii hierarchii społecznej, co przekłada się na sposób zachowania się wobec drugiego człowieka i sposób mówienia do niego. Dopiero znajomość koreańskiego (albo genialny tłumacz dialogów na polski) jest w stanie umożliwić nam zauważenie, jak relacje bohaterów ewoluują wraz z rozwojem historii. Jak głęboka przepaść pozycji i związanego z nią szacunku, która jest na początku, zaczyna bardzo powoli znikać w kolejnych odcinkach. Jednocześnie trzeba zrozumieć jedno – rezygnacja z używania form grzecznościowych i przejście na „ty” to jak absolutne skrócenie dystansu, pogłębienie intymności kontaktu o lata świetlne i w wielu wypadkach wyznanie, że to już przyjaźń lub miłość – tylko zmiana zaimka i formy wypowiedzi!

Siostry Hong, scenarzystki, zastosowały w tym serialu dość eksperymentalny zabieg jak na koreańskie standardy. Już wiadomo, że okazywanie emocji jest średnio akceptowane w społeczeństwie Korei. A one wymyśliły sposób, żeby główna bohaterka swoje odczucia i traumy okazywała, przeżywała i ujawniała innym. I znowu, nie powiem, nie pisnę nawet słówka, jak to zrobiły, ale efekt jest niesamowity. Ale znowu – niesamowity w bardzo koreański sposób i zachodniemu widzowi będzie potrzeba trochę czasu, żeby go zrozumieć i docenić. Bo mamy tu bardzo bolesny dla tamtej kultury moment „utraty twarzy”, czyli zachowania, które nie bazuje na tym, co się powinno i co wypada, ale na tym, co się w środku człowieka kotłuje.
Podsumowując, to było niesamowicie ciekawe doświadczenie, taka ciągła próba tłumaczenia z „koreańskiej powściągliwości” na „europejską emocjonalną ekspresję”. Jednak na pewno nie jest to najlepsza propozycja dla kogoś, kto z koreańskimi serialami dopiero się zapoznaje. Jednak jako kolejny oglądany serial, po przyzwyczajeniu się nieco do koreańskiego sposobu opowiadania historii, jest świetnym „materiałem edukacyjnym”.
I jeszcze jedno – z serialu pozostanie nam chyba na zawsze jeden cytat, że „Każda osoba mówi w swoim własnym języku.” Piękne przypomnienie tego, jak bardzo możemy się różnić, jak fascynujące mogą być te różnice, czasami trudne, czasami intrygujące, ale każdy zasługuje na to, żeby spróbować go zrozumieć, „przetłumaczyć”, z szacunkiem i uważnością.
Aga
Powyższy tekst nie jest efektem współpracy reklamowej. Jest opinią własną, subiektywną i żaden przelew nie miał na nią wpływu.
Grafiki używane w tym wpisie pochodzą z materiałów promocyjnych serialu.
