PIĄTEK

Instytucja Książki na Weekend zaczyna się świetnie miewać. To już kolejny weekend, kiedy mam ochotę odłożyć wszystko, co czytam w ciągu tygodnia i zafundować sobie na piątek, sobotę i czasami niedzielę coś innego. I właśnie. Do tej pory to raczej były książki lżejsze, a nawet bardzo lekkie. A tym razem rozważam „Gołoborze” Siembiedy, czyli emocjonalnie, mrocznie, ciężko i klimatycznie. I tak się zastanawiam, czy to dobry pomysł. Czy może jednak sięgnąć po coś, co będzie bardziej podnoszące na duchu i dające powód do uśmiechu… Mam czas do wieczora na decyzje.

Wieczorna aktualizacja – I właśnie dotarła informacja, że „Gołoborze” dostało nagrodę w plebiscycie Lubimy Czytać, brawa dla autora, ale w weekend będą jednak… „Trzej muszkieterowie”. Klasyka, którą uwielbiałam, dziecięciem będąc. A nie czytałam od dziesięcioleci.


SOBOTA

To nie jest książka, którą planuję czytać (chyba że Andrzej uzna ją za ten szczególny tytuł, który dostanę od niego „z polecenia” w tym roku, a ma jeszcze jeden do zarekomendowania, więc niewykluczone). To jest książka wypatrzona właśnie mężowskim okiem, którą zachwyca się większość, a opis na okładce sugeruje… szaleństwo. Autorem jest Matt Dinniman – „Dungeon Crawler Carl”.

Kiedy wypadasz z domu, żeby ratować zwierzątko, trafiasz dokładnie na moment, kiedy Ziemię dopada Apokalipsa, dokoła gruzy, ofiary, najazd obcych, a chwilę później te zgliszcza zostają przekształcone w brutalny program rozrywkowy ku uciesze owych obcych, a ci, co przeżyli, walczą o przetrwanie w wielopoziomowym lochu, zdobywając poziomy rozwoju, umiejętności, ekwipunek, a wszystko to transmitowane na żywo milionom widzów z całej galaktyki.

Czyli LitRPG w wersji zwariowanej. Co mnie zastanawia, to fakt, że wydała to Czarna Owca, a oni nie sięgają po coś, co nie jest naprawdę dobre.


NIEDZIELA

Przeglądając instagramy, trafiam regularnie na wpisy, że oto ktoś czuje czytelniczy zastój, nie ma ochoty sięgać po cokolwiek, wszystko go nudzi, denerwuje, smuci. Kończy się tak, że nic nie czyta. I o ile wpis kończy się na takiej treści, to jestem pełna zrozumienia i nawet współczucia, bo znam takie stany i ich nie lubię. Mam wtedy wrażenie, że się miotam, tracę czas i wpędzam siebie w poczucie, że moje niezdecydowanie jest głupie, przecież jest tyle dobrych rzeczy do czytania, więc czemu ja nie umiem wybrać.

I gdyby ktoś pytał, co wtedy robię, to podpowiem, że jeśli ten stan czytelniczego zastoju wydaje się potężny i głęboki, to sięgam po coś, co kocham – starą Chmielewską, Kisiel, Jadowską. Pomaga, bo nic tak nie uspokaja mojego rozbieganego i zestresowanego mózgu jak coś, co doskonale znam.

Ale wracamy do wpisów. Napisałam z premedytacją „o ile wpis kończy się na takiej treści”, bo okazuje się, że można zrobić takowy post ze skargą tylko po to, żeby od razu dołożyć mu 10 plansz karuzeli z „poleceniami” książek, które mają ten zastój na bank przepędzić. I nie chcę nikogo odzierać ze złudzeń – to jest wpis, który ma tylko zapewnić klikalność. Te propozycje z prawdziwymi odpędzaczami zastoju nie mają nic wspólnego. Dlaczego? Bo nie ma jednej uniwersalnej książki, która pomoże każdemu. Zbyt się różnimy w naszych gustach czytelniczych. Ale co ważniejsze – zbyt się te gusta i potrzeby zmieniają w ciągu tygodnia, czasami nawet w ciągu tego samego dnia. Przeglądajcie, ale raczej jako źródło ciekawych pomysłów na czytelnicze przygody, kiedy już poczujecie, że czytanie znowu Was ciągnie.


PONIEDZIAŁEK

Przyznałam się już, że czytam „Księgę wieszczb” i jak to ja, zajrzałam najpierw do ocen i opinii na portalach o książkach. A tam rzuciło mi się w oczy zdanie pewnej oceniającej, która stwierdziła, że połączenie tematów cyrku i tarota w jednej powieści jest raczej niezwykłe. To ja bym się nie zgodziła, bo jest choćby „Cyrk nocy” Erin Morgenstern, gdzie cyrku sporo, tarota tak dosłownie może nieco mniej, ale jest sporo o przeznaczeniu i losie. A jeśli chcecie baśniowej oniryczności polskiej autorki z wędrowną trupą i kartami przeznaczenia, to „W krainie kota” Doroty Terakowskiej będzie idealne.


WTOREK

Jak wiecie, korzystamy z Audible od wielu lat, z jego amerykańskiej wersji, chociaż mamy też konta na brytyjskim i niemieckim (ale nieaktywne). W czasie niedawnych Międzynarodowych Targów Książki w Londynie szefostwo Audible ogłosiło, że wchodzi na 11 nowych rynków, w tym do Polski. To może być potężna zmiana w układzie sił na tym rynku. Główne pytanie, jakie pozostaje, to na ile zaoferują oni dostęp do audiobooków po polsku, a na ile postawią na wersje angielskie. Bo mam wrażenie, że jeżeli ich oferta polskich wersji będzie uboga, to nie będzie to wielka zmiana sił, a wielka klapa. Zobaczymy. Czy mamy zamiar wypróbować polskie Audible? Może, rozważamy.

A druga informacja z tych samych targów i też dotycząca audiobooków dotyczy Spotify. Że jest to platforma streamingowa muzyczna, to jasne. Że od wielu lat jest tam każdy możliwy podcast, jaki pojawia się na rynku, to też wiadomo. Ale Spotify ogłosił w Londynie, że wchodzi też w audiobooki. Na razie to chyba była taka dość konkretna zapowiedź, ale jeszcze bez wielkich szczegółów. Jednak jestem bardzo ciekawa, jak to się skończy, bo dzisiaj Spotify to dla mnie przede wszystkim dostęp do podcastów, muzyki słucham znacznie mniej, ale ciekawi mnie, co zaoferują w tej audiobookowej sferze.


ŚRODA

Uwierzcie, że rzadko się zdarza, żeby Andrzej wypatrzył jakąś powieść i był tak zafascynowany tytułem i obietnicami, co w niej jest, żeby rzucać się do kupowania od razu i następnego dnia książka czeka w paczkomacie.

To mamy na koncie właśnie taki przypadek – Simon Jimenez „Włócznia rozcina wodę”. Cytat z tylnej okładki „(…) to zarówno powieść przygodowa o imponującym rozmachu, jak i głęboko intymna refleksja na temat tożsamości, dziedzictwa i naszego miejsca w świecie.” A jesteśmy w Cesarstwie Księżycowego Tronu, gdzie rządzi cesarz despota i jego nie lepsi synowi o pięknych imionach Pierwszy, Drugi i Trzeci Zgroza. Swoje potworne moce odziedziczyli po matce, więzionej w pałacowych podziemiach bogini. I tak, dobrze się domyślacie, bogini udaje się znaleźć sprzymierzeńców wśród młodych poddanych i uciec wraz z dwoma pomocnikami. I tak zaczyna się pięciodniowa pielgrzymka, która ma przynieść wolność, znaleźć sposób na położenie kresu panowaniu tyrana i każdy z jej uczestników wie, że nie będzie bezpiecznie.

Powieść jest dość specyficznie napisana, bo podzielona na dni, później na pory dnia i w końcu na krótkie rozdziały zatytułowane na przykład: „Dobrze o tym wiesz.” albo „Ktoś zeskoczył przez otwór.”


CZWARTEK

„Haar” Davida Sodergrena jest horrorem. Nawet okładka ma taki napis na bardzo widocznym miejscu, a osoba odpowiedzialna za jej projekt – Piotr Wszędyrówny – umieścił na niej postać prosto z koszmarów. Muriel Margaret McAuley mieszka w szkockiej nadmorskiej wiosce, straciła męża i tęskni za nim, czekając, aż spotkają się ponownie po drugiej stronie. Ale znad morza nadchodzi coś niespodziewanego – Haar. I wczoraj Andrzej czytał jakąś opinię o tej powieści i napisano, że to jest romans w klimacie horroru. I ja się z tym absolutnie nie kłócę, bo nie czytałam, ale tęskniąca starsza kobieta może obdarzyć uczuciem nawet lekko potworną istotę, czemu nie. Ale przypomniało mi się coś, co widziałam tuż po wydaniu tej powieści w Polsce, a co mnie ubawiło prawie do łez – że to jest powieść o tym, jak starsza pani ma nietypowe zwierzątko domowe… Taaaaak… „Haar” jeszcze przede mną, ale na pewno napiszę Wam, czy z tym zwierzątkiem, to ma sens.

Ten tydzień był w książkach:

  • GOŁOBORZE – Maciej Siembieda
  • TRZEJ MUSZKIETEROWIE – Aleksander Dumas
  • DUNGEON CRAWLER CARL – Matt Dinniman
  • CYRK NOCY – Erin Morgenstern
  • W KRAINIE KOTA – Dorota Terakowska
  • WŁÓCZNIA ROZCINA WODĘ – Simon Jimenez
  • HAAR – David Sodergren
Aga

Jeśli doceniasz to, co robimy i chcesz pomóc nam tworzyć więcej takich treści, postaw nam wirtualną kawę.

To drobny gest, który daje nam wielką motywację. Dzięki!

Co o tym sądzisz?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Brak komentarzy jak do tej pory :(