PIĄTEK
Trochę przypadkiem wyszło, że książką na weekend została „To jeszcze nie koniec” Egan Hughes, czyli jedna z „książek bez potencjału”.*** To teoretycznie typowy thriller psychologiczny o tym, że byłe żony i kochanki pewnego toksycznego mężczyzny stają przed koniecznością poradzenia sobie z emocjami, kiedy ich były partner zostaje zastrzelony. Któraś z nich to zrobiła, co najmniej jedna ma tajemnicę, której za nic nie chce zdradzić, ale sytuacja powoduje, że jej ujawnienie jest bardzo prawdopodobne i bardzo niebezpieczne. Czyli powinno być mrocznie, duszno, niepokojąco, z twistami akcji i mnóstwem tropów prowadzących donikąd. Ale to debiut pani Hughes i troszkę jej się pomyliło tworzenie mrocznej atmosfery z pisaniem o niej. Bo zdanie w stylu „Gdybym tylko w noc jego śmierci trzymała się od niego z daleka.” to mało subtelne sugerowanie, że jedna z kobiet może być winna (żeby pod koniec kolejnego rozdziału zasugerować, że chyba jednak nie jest). Jak na razie najlepszym określeniem tej powieści i to głównie przez sposób jej pisania, to „rozedrgana” i to jeszcze nie jest pochwała, ale może będzie…
*** O książkach bez potencjału pisałam w poprzednim Tygodniu z Książkami, kto jest zaintrygowany określeniem, ten niech zajrzy, tam znajdzie dłuższe wyjaśnienie, co to i dlaczego.
SOBOTA
„Cleopatra” mnie zachwyca – pisałam w zeszłym tygodniu, że słucham angielskiego audiobooka i im dalej, tym milej. Na sto procent ma na to wpływ lektorka – Adjoa Andoh, którą kojarzy się najczęściej z rolą Lady Agathy Danbury w Bridgertonach. I w jaki sposób mówi jako Lady Agatha, w taki sposób czyta „Cleopatrę” i ja w tym widzę wielki urok, w tej specyficznej manierze mówienia. Ale uwielbiam „czytanie immersyjne”, czyli, kiedy udaje mi się zanurzyć w temacie, okresie, postaciach po sam czubek głowy, więc do „Cleopatry” dołożyłam sobie biografię miasta, czyli „Aleksandrię”, którą napisał Islam Issa. A sam Issa był też ekspertem w netflixowym serialu dokumentalnym o Kleopatrze – tym serialu, w którym Kleopatra była grana przez czarnoskórą aktorkę i który wywołał taki szum, kontrowersje i krzyki, że do tej pory niektórym nie przeszło. I chyba dojrzałam do jego obejrzenia, bo jeszcze mi się nie udało. „Aleksandria” będzie miała pełną recenzję, ale jeśli ktoś jest zainteresowany tą książką, to taka opinia na szybko brzmi – ciekawe podejście, nieunikające wzmianek o mnóstwie legend i mitów o powstaniu miasta i rysujące portret Aleksandrii na bardzo szerokim tle historii ówczesnej, czyli jest przekrojowo.
NIEDZIELA
Ja mam raczej „nabożne” podejście do książek. Nie zaginam rogów, nie robię notatek na stronach, używam zakładek, a gdybym położyła rozłożoną książkę grzbietem do góry, to bym chyba od razu udała w kierunku kącika do samobiczowania.***
Nic zatem dziwnego, że czytając o tym, jakie nawyki czytelnicze miał Winston Churchill, skóra mi cierpła. Churchill był „praktyczny” i jeśli trafiała mi się gruba książka, to wolał, żeby była w miękkiej oprawie i… rozdzierał ją na pół lub na mniejsze części i czytał fragmentami. Tłumaczył to tym, że najczęściej czyta w łóżku lub w podróży i grube, ciężkie tomy są nieporęczne, więc czyni je poręcznymi „we własnym zakresie”. Podkreślał też, że książka nie stanowi dla niego nienaruszalnego obiektu, a jest głównie narzędziem zdobywania informacji. I mogę uznawać Churchilla za autorytet w kilku kwestiach, ale w sferze podejścia do książek moim guru nie zostanie.
*** Jest jeden wyjątek od tego mojego „nabożeństwa” – poradniki. Jeśli wiem, że to poradnik, który ze mną zostanie, będę do niego wracać i zależy mi na treści jako na źródle informacji naprawdę użytkowej, to traktuję go jak „zeszyt ćwiczeń”, zaznaczam, podkreślam, zapisuję notatki, uwagi i wyjątkowo soczyste cytaty.
PONIEDZIAŁEK
Ciągle Wam ostatnio podrzucam, co czytam jako książki „bez potencjału” (i żeby nie było, jedna taka już „potencjał” zyskała i powoli powstaje wielki artykuł bazujący na… biografii miasta, a odnoszący się do tego, jak przełożyć doświadczenia z jego powstawania i trwania na organizację/firmę – ja wiedziałam, że tak będzie!). Ale może dzisiaj o tym, co leży na kupce „z potencjałem” i co pewnie pojawi się jako lektura majowo/czerwcowa, to wspominany już gdzieś wcześniej William Wharton i jego „Spóźnieni kochankowie”. Dlaczego akurat to? Bo to taka historia, która może stać się cudownym przewodnikiem po postrzeganiu świata głębiej, mocniej, w bardziej nieoczywisty sposób i zachwycania się drobiazgami. Ale może też być pomocą dla osób, które czują wypalenie zawodowe i potrzebują opowieści o tym, jak ktoś inny podjął decyzję, że rzuca pracę w korporacji i szuka swojego pomysłu na życie w Paryżu, życie spokojniejsze, życie pełne sztuki i to nie tylko tej oglądanej, ale i tej tworzonej. Już czuję, że powstaną dwa bardzo ciekawe warsztaty bazujące na tej jednej powieści. Ekscytujące!
WTOREK
Przygotujcie się, że do czwartku będę Wam podrzucała najświeższe zamówione książki, bo prezent imieninowy pojawił się nieco wcześniej i mam same skarby.
Dzisiaj zostaniemy w egipskim klimacie, bo wśród najnowszych nabytków jest tytuł wydany przez Rebis, czyli „Kleopatry” Lloyda Llewellyn-Jonesa. I mam wrażenie, że w tym Egipcie i tych Kleopatrach utonęłam po sam czubek głowy. Audiobook – Kleopatra, książka – Aleksandria (chociaż już jestem w części poptolemejskiej), serial – Kleopatra, kolejny audiobook – biografia najsłynniejszej Kleopatry i wychodzi na to, że kolejna książka to będzie historia wszystkich siedmiu królowych o tym imieniu… I czemu wcale mnie nie dziwi, że dzisiaj w nocy przyśnił mi się pożar biblioteki i wprawdzie nie tej aleksandryjskiej, ale jednak. A podobno rękopisy nie płoną.
A przy okazji wprawiłam w zdumienie własnego męża, bo był przekonany, że Kleopatra była jedna, ta z twarzą Elizabeth Taylor, a moje oświadczenie, że było ich siedem, potraktował jako żart. No to już wie i w razie czego w Milionerach na takie pytanie już by odpowiedział poprawnie.
ŚRODA
Chimamanda Ngozi Adichie to pisarka, którą lubię czytać i lubię jej słuchać, bo kiedy ona opowiada o snuciu opowieści, to ja się od razu czuję oczarowana. Jej wystąpienie na TEDeX w 2009 roku stało się kultowe, jest chyba najczęściej odtwarzanym wystąpieniem wszechczasów i do dzisiaj służy jako lekcja empatii, krytycznego myślenia i nieulegania stereotypom. Jeśli macie ochotę, to poszukajcie tytułu „The Danger of a Single Story”, W 2012 powtórzyła swój sukces i jej wystąpienie „We Should All Be Feminists” obejrzały miliony, a fragmenty zostały wykorzystane przez Beyoncé w utworze „Flawless”. Właśnie wyszła w Polsce jej najnowsza powieść „Bilans snów” w tłumaczeniu niezrównanej Kai Gucio. To emocjonalna opowieść o czterech kobietach, których historie splatają się w czasie covidowej pandemii i nagle zanurzamy się w opowieść o tym, czym jest miłość, jak definiujemy szczęście, czy jesteśmy uczciwe wobec samych siebie. To nie będzie łatwa lektura, bo ta autorka lekko nie pisuje, ale podejrzewam, że to będzie jedna z tych powieści, które zostają z czytelnikiem/czytelniczką na lata.
CZWARTEK
Wiecie, że mam lekkiego świra na punkcie tego, co pisuje Taylor Jenkins Reid i w ramach imieninowych prezentów grzecznie poprosiłam o „Może w innym życiu”. To historia o tym, że jedna decyzja może zmienić nasze życie i nagle mamy rzeczywistość „podecyzyjną”, ale nie wiemy, co by było, gdyby decyzja była jednak inna. Tak jest w życiu, ale w powieści wszystko jest możliwe i Reid snuje opowieść o tym, jak wyglądałoby życie po decyzji A i po decyzji B, równolegle. Ciekawa koncepcja na napisanie powieści obyczajowej. A przy okazji zastanawia się nad przeznaczeniem, nad skutkami naszych decyzji, nad przypadkiem lub brakiem przypadku. Jak do tej pory każda książka tej pisarki okazywała się strzałem w dziesiątkę, więc i tym razem liczę na coś specjalnego.

Ten tydzień był w książkach:
- TO JESZCZE NIE KONIEC – Egan Hughes
- ALEKSANDRIA – Islam Issa
- SPÓŹNIENI KOCHANKOWIE – William Wharton
- KLEOPATRY – Lloyd Llewellyn-Jones
- BILANS SNÓW – Cimamanda Ngozi Adichie
- MOŻE W INNYM ŻYCIU – Taylor Jenkins Reid
Aga
Powyższy tekst nie jest efektem współpracy reklamowej. Jest opinią własną, subiektywną i żaden przelew nie miał na nią wpływu.
Grafiki użyte w tym wpisie powstały przy pomocy narzędzi AI.
