Kiedy decyduję, że jakaś powieść trafia jako nasza „ofiara” Razemczytania, to zazwyczaj okazuje się, że takie książki czytam nieco inaczej. Wolniej, czasami coś tam notując, co chcę Was podrzucić lub przekazać, zwracając uwagę na szczegóły i wyłapując wszystkie „smaczki” z treści. Dokładnie z takim nastawieniem siadałam do czytania „Faworytów” i wytrwałam w tym podejściu trzydzieści stron… A potem resztę przeczytałam jednym tchem, galopem, bo koniecznie chciałam wiedzieć, co dalej i co najwyżej zaznaczałam kolorowymi karteczkami jakieś intrygujące cytaty i ważne momenty w książce, ale i to robiłam szybko i bez wielkiego zastanowienia. Wniosek? „Faworyci” mnie połknęli.

Nieufnie podchodzę do powieści, a szczególnie romansów osadzonych w świecie sportu, bo spodziewam się czegoś prostego i przewidywalnego. Nie tu! Stanowczo nie tu!

Czy powodem jest to, że jako nastolatka byłam wielką, zwariowaną fanką łyżwiarstwa figurowego i to, co opisywała Layne Fargo przywołało bardzo miłe wspomnienia? Raczej nie, bo mam pewność, że gdyby autorka postanowiła swoją powieść osadzić w jakiejkolwiek innej dyscyplinie sportu, to sama fabuła zrobiłaby na mnie podobne wrażenie. Ale to dawne zwariowanie na punkcie łyżwiarstwa figurowego dało jedno – czułam się w świecie tej powieści jak w domu.

Na początek może warto powiedzieć to, co sama autorka często powtarza – inspiracją dla tej powieści były „Wichrowe Wzgórza” i rzeczywiście, jeśli będziecie mieli ochotę na nieco pracy detektywistycznej, to znajdziecie sporo nawiązań i odniesień. Czy trzeba znać „Wichrowe Wzgórza”, żeby cieszyć się „Faworytami”? Nie! Można nie mieć o nich nawet mglistego pojęcia.

Historia zaczyna się jak na Pudelku czy innym Pomponiku – wiadomo, że powstanie film o parze słynnych łyżwiarzy figurowych, a będzie się skupiał na tym, co stało się dziesięć lat wcześniej, kiedy to ich kariera zakończyła się w dramatycznych okolicznościach i nikt nie wie, co się stało naprawdę, a jeśli tak, to przecież każdy ma swoją wersję wydarzeń i nie zawaha się nią dzielić. A jeśli to tylko plotki, pomówienia i bzdury wyssane z brudnego palca? A kogo to obchodzi! Oby było głośno, kontrowersyjnie i tytuły klikały się na stronach internetowych. A jednak Kat, czyli żeńska część tej łyżwiarskiej pary, ma wybór – może milczeć, a może opowiedzieć swoją wersję tej historii.

Kat poznajemy w powieści jako dziecko. Mamy już nie ma. Tata stara się ogarniać rzeczywistość, ale i jego wkrótce zabraknie, a wtedy „głową rodziny” (tak, cudzysłów zamierzony) zostaje brat. Ale to głowa najczęściej pijana, a młodsza siostra ma być cicho i nie sprawiać problemów. W życiu Kat jest tylko jedna stała i pewna rzecz – miłość do tańców na lodzie. Do pary ma kolejne dziecko niczyje – Heatha, który tuła się między rodzinami zastępczymi i Kat jest dla niego tym, co daje nadzieję, że coś może się zmienić. Zrobi dla niej wszystko, nawet zacznie tańczyć. Ale największym marzeniem Kat jest być jak Sheila Lin i kiedy swoją idolkę spotyka, to cała łyżwiarska kariera Kat i Heatha nabiera rozpędu. Pytanie jednak, gdzie ten rozpęd ich doprowadzi? Na szczyt? Czy na brzeg przepaści?

To teraz jeden ciekawy zabieg pisarski, jaki zastosowała Layne Fargo – co jakiś czas widzimy w tekście fragmenty wywiadów, wypowiedzi, reportaży, gdzie inni opowiadają o Kat i Heacie. Taki „plotkarski” wtręt, ale daje świetny efekt, bo pobudza wyobraźnię i podpowiada, jak inni widzieli to z zewnątrz, a później dostajemy opowieść zainteresowanych, jak było naprawdę.

I druga kwestia, która moim zdaniem dodaje powieści pikanterii. Kiedy poznajemy naszych głównych bohaterów, to są czasy, gdy skandal kończył się artykułem w gazecie i ziarnistym zdjęciem na pierwszej stronie, jednym jedynym, a jeśli telewizja podchwyciła temat, to widzowie zobaczyli tą samą fotografię, a afera i tak umierała śmiercią naturalną, bo nie było nic nowego, żeby ją podtrzymać przy medialnym życiu. Wraz z rozwojem fabuły wkraczamy jednak w czasy, kiedy powstają pierwsze portale plotkarskie, każdy nagrywa telefonem wszystko i już nie trzeba wysyłać fotografa, żeby posiedział na drzewie i zrobił dwa niewyraźne zdjęcia. Zamiast tego dostaje się tysiące filmików i zdjęć dostępnych w sieci. Afera nie umiera, afera nabiera tempa.

„Faworyci” dostali ode mnie 10/10 gwiazdek. Za pomysł na opowieść, za sposób pisania, za niezłe oddanie realiów łyżwiarstwa w szczególe i rywalizacji sportowej jako takiej (chociaż momentami widać, że autorka sama nie jeździła zawodowo, ale moje zastrzeżenia w tej kwestii są bardzo osobiste i nie dotyczą kwestii merytorycznych), za bohaterów z krwi, kości i złości i za kilka takich zwrotów akcji, że aż mi się w głowie kręciło. I za to, że w zasadzie całość przeczytałam na raz, wciągnięta po uszy, zakochana w wykreowanym świecie i cała w emocjach wobec bohaterów, bo żaden z nich nie był mdły i nijaki.


Książka „Faworyci” była naszym styczniowym Razemczytaniem i wszystkie materiały do niego znajdziecie tutaj:

Aga

Jeśli doceniasz to, co robimy i chcesz pomóc nam tworzyć więcej takich treści, postaw nam wirtualną kawę.

To drobny gest, który daje nam wielką motywację. Dzięki!

Co o tym sądzisz?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Brak komentarzy jak do tej pory :(