KALENDARIUM – od najnowszych do najstarszych wpisów

Wpisy są umieszczone chronologicznie. Najnowszy jest na końcu.

  • 24.01.2026 – Część piąta – Ostatni raz (rozdz. od 65 do końca)
  • 20.01.2026 – Część czwarta – Gra (rozdz. 50-64)
  • 17.01.2026 – Część trzecia – Mistrzostwo (rozdz. 27-49)
  • 14.01.2026 – Część druga – Rywalizacja (rozdz. 19-26)
  • 10.01.2026 – Część pierwsza – Nadzieje (rozdz. 1-18)
  • 06.01.2026 – Layne Fargo – autorka „Faworytów”

LAYNE FARGO – AUTORKA „FAWORYTÓW”

(Wszystkie materiały w tej części są „neutralne informacyjnie” i nie zdradzają żadnych szczegółów akcji, o których nie napisałby wydawca w materiałach o tej powieści.)

Zanim zaczniecie czytać poniższy tekst, zatrzymajcie się na chwilę i zastanówcie, czego spodziewacie się po „Faworytach”. Jakich bohaterów? Jakich emocji? Jakiej opowieści? Z opisów wydawcy wiemy, że powieść to historia pary łyżwiarzy, którzy spotykają się jako dzieci, pracują, trenują, startują i żyją razem, kochając się i nienawidząc. A kiedy ich kariera się kończy, co ma związek z jakimś skandalem, to po dziesięciu latach ma ukazać się reportaż, który nie pokazuje wydarzeń tak, jak widziała je i pamięta główna bohaterka. I nagle staje przed ważną decyzją – może teraz zacząć mówić głośno, co się wtedy według niej działo albo pozwolić mówić innym.

Jestem bardzo ciekawa, czy po przeczytaniu tego, co czeka na Was poniżej, Wasze oczekiwania i przewidywania jakoś się zmienią.

Zaczynamy? Zaczynamy!

Zdjęcie pochodzi ze strony autorki: https://www.laynefargo.com/media-kit

Najczęściej cytowana i powtarzana charakterystyka Layne Fargo jako pisarki? To zdanie, jakie znajdziemy na jej stronie internetowej jako swojego rodzaju powitanie osób, które tam zaglądają – „Layne Fargo pisze smakowicie dramatyczną i bezkompromisowo feministyczną literaturę dla tych kobiet, które odmawiają grania według zasad.”

Podoba mi się to zdanie. I już ono jedno nieco zmieniło moje oczekiwania wobec tego, czego się spodziewam po „Faworytach”. Nie na gorsze, nie na lepsze, ale wiem, że perspektywa tej opowieści będzie inna, niż myślałam.

To przyjrzyjmy się autorce nieco bardziej, bo wydaje się dość ciekawą postacią. Jako datę urodzenia podaje się 1984 rok, czyli ma nieco ponad 40 lat. Jej wykształcenie ma związek z gender studies, teatrem i bibliotekarstwem. I to właśnie w czasach studenckich można szukać źródeł tego, co jej obecnie w pisarskiej duszy gra.

Jej praca dyplomowa na studiach dotyczyła neo-burleski i w ramach zbierania materiałów i przygotowań do jej napisania Layne nauczyła się czegoś, co po angielsku nazywa się „twirling tassels”… Wyobraźcie sobie tancerkę burleski, w jej niesamowitym stroju i często elementem tego stroju są ozdobne długie frędzle zdobiące gorset na piersiach. I tymi frędzlami się macha. I okazuje się, że to nie jest wcale takie proste i są specjalne kursy takiego… tańca, bo chyba tak należy na to patrzeć. Fargo tak bardzo chciała wsiąknąć w atmosferę i klimat, że zafundowała sobie taki kurs oraz sesję fotograficzną w stylu pin-up. Dzisiaj twierdzi, że ówczesne zanurzenie się, a może nawet skoczenie na głęboką wodę społeczności kobiet, które wyrażają siebie poprzez ubiór i występy przed publicznością, dały jej solidną inspirację i bazę do tego, żeby pisać tak, jak pisze dzisiaj: śmiało, wyzywająco i czyniąc osią swoich opowieści kobiety, które przejmują kontrolę nad swoim życiem. Pisze więc o bohaterkach silnych, łamiących zasady. O kobietach, które chcą więcej i nie boją się po to więcej sięgać i tworzy swoje powieści z pasją i bez oglądania się na konwenanse społeczne. Jej historie to często zaproszenie dla czytelniczek, żeby coś zmienić w swoim życiu, w sobie, w podejściu do otoczenia.

Fargo była też osobą współtworzącą podcast „Unlikeable Female Characters” (czyli „Niedające się lubić bohaterki”), w którym dyskutowano o śmiałych, skomplikowanych kobietach, bohaterkach powieści, które to bohaterki szły pod prąd społecznych oczekiwań. I to skomplikowanie często oznacza, że nie ma postaci czarno-białych, jest w nich mnóstwo odcieni szarości. I tak jest też w powieściach Fargo i ona sama często wyraża w wywiadach zdziwienie, że czytelnicy tak bardzo przeżywają te „szarości”, niejednoznaczności, a przecież to jest właśnie normalne, a nie bycie idealnie perfekcyjną albo koszmarnie złą.

Bardzo, bardzo podoba mi się odpowiedź Layne na pytanie, jaki ma cel w swojej pisarskiej podróży. I ona wtedy odpowiada, że ma takie marzenie, żeby je powieści były na tyle niezwykłe, na tyle charakterystyczne, że ktoś sięgając po nie, nie będzie ich szufladkował, że to thriller, a to powieść obyczajowa, tylko od razu powie: „że to Layne Fargo”.

Obecnie mieszka w Chicago, razem z partnerem i zwierzakami. I bardzo ubawiło mnie stwierdzenie, że oprócz nich ważnym elementem ich domu jest stale rosnąca kolekcja książek, które Layne ma nadzieję przeczytać, zanim umrze. Taaaak… Znam ten stan, znam to uczucie i to powtarzanie sobie, że to zapasy na później.

I jeszcze ploteczka – Layne kilka dni temu pochwaliła się na Instagramie, że właśnie kupili nowy dom (lub mieszkanie) i ma ciekawy widok z okien, na… cmentarz, co od razu skomentowała, że powinno to dobrze wpływać na pisanie pełnych grozy, seksownych i dramatycznych powieści.

I tu kończymy, bo nie będziemy na razie omawiać żadnych wywiadów ani innych wypowiedzi autorki na temat samych „Faworytów”. To zrobimy później i tak, żeby nie zdradzać niczego ważnego z fabuły przed naszym razemczytaniem.

To zapytam Was jeszcze raz. Jakie macie teraz oczekiwania wobec „Faworytów”? Nieco bardziej „krwiste”? Ja na pewno porzuciłam wizję spokojnego romansu na lodowej tafli z umiarkowanymi emocjami i jednym skandalem. Czy teraz też spodziewacie się czegoś innego, wiedząc, że autorką jest kobieta, która ma jasne spojrzenie na świat i miejsce oraz rolę kobiet w tym świecie? Która w kobiecości chce widzieć siłę? Jestem bardzo ciekawa głównej bohaterki „Faworytów” i tego, jak mocno będzie się rozpychać łokciami w świecie, gdzie nadreprezentacja kobiet wobec mężczyzn jest niesamowita. O co chodzi z tą nierównością płci? O tym za kilka dni, kiedy pojawi się pierwsza część materiałów do Razemczytania „Faworytów”. Również o tym, że i autorka i czytelnicy widzą w tej opowieści podobieństwa do bardzo znanego, zaliczanego do „kanonu” romansu.

CZĘŚĆ 1 – NADZIEJE

(Wszystkie materiały w tej części są „neutralne informacyjnie” i nie zdradzają żadnych szczegółów akcji, o których nie napisałby wydawca w materiałach o tej powieści.)

Jako dziecko i nastolatka uwielbiałam oglądać łyżwiarstwo figurowe, ale przyznaję, że pary taneczne to była dla mnie najmniej ekscytującą częścią rywalizacji. Bo nie skakali, a ja uwielbiałam skoki, a na dodatek to były czasy, kiedy zaczynały się pojawiać skoki poczwórne. Ale co ciekawe, program, który zapamiętałam najbardziej i do dzisiaj mam ciarki, kiedy go oglądam, to właśnie program pary tanecznej – „Bolero” Ravela pary Torville i Dean, tańczony w Sarajewie 42 lata temu. Znajdźcie nagrania z tego występu na YT. Wiele osób twierdzi, że to najlepszy występ taneczny w historii.

Były to też czasy największych skandali ze słynną rywalizacją między paniami Harding i Kerrigan, zakończoną tragicznie dla… w sumie dla obu. Kerrigan została napadnięta i uderzona w kolano, sprawca zbiegł. Zlecenie tego ataku przypisano mężowi Harding, a ona sama miała być w to zamieszana. Ostatecznie Tonya Harding została wykluczona z możliwości brania udziału w zawodach, a Nancy Kerrigan udało się wrócić do zdrowia i już po ataku zdobyła srebrny medal olimpijski.

Ale również historii Suryi Bonaly, pierwszej czarnoskórej łyżwiarki odnoszącej wielkie sukcesy, ale za tymi sukcesami stali adopcyjni rodzice Francuzki, którzy okazali się źródłem nieznośnej presji. A do tego dochodziły elementy rasizmu ze strony sędziów, którzy zaniżali oceny Suryi, a ta, wiedząc, że tak się dzieje, potrafiła zejść z podium i zdjąć medal albo wykonać w czasie programu salto w tył z lądowaniem na jednej łyżwie (co było zakazane), bo i tak wiedziała, że sprawiedliwych ocen nie będzie.

„Faworyci” to książkowa wersja tego, co słyszało się i czasami widziało za kulisami łyżwiarskich szkółek, zawodów, co docierało jako plotki o zawodnikach i zawodniczkach od lat.

Tym razem chcę Was zachęcić do nieco większego zaangażowania w dyskusję, dlatego poniżej znajdziecie pytania do pierwszej części powieści.

1. Zaczniemy od tego, co podkreśla sama autorka i co jest ciekawym sposobem na czytanie „Faworytów”. Layne Fargo mówi, że to jest łyżwiarska wersja „Wichrowych Wzgórz” Emily Brontë.

Szukajcie zatem podobieństw, a podpowiem Wam, że nie tylko fabuła może być wdzięcznym polem do tych poszukiwań, ale również imiona i nazwiska bohaterów. Jestem bardzo ciekawa, jakie podobieństwa, zapożyczenia i inspiracje tym klasycznym romansem znajdziecie.

2. Początek powieści, pierwsza strona, Katarina mówi, że słyszała o sobie już wszystko: „(…) zołza, diwa, która nie umie przegrywać, manipulantka i kłamczucha. Zimnokrwista oszustka i przestępczyni. Atencjuszka i zdzira. A nawet morderczyni.”

Czy po przeczytaniu pierwszej części powieści widzicie w Kat zadatki na tak czarny charakter tej powieści? Czy przeczytanie takiego opisu powoduje, że od razu podchodzicie do niej nieufnie, a może wręcz przeciwnie?

3. Jakie powody tak potężnego zaangażowania się w łyżwiarstwo miał każdy z bohaterów: Kat, Heath, Garrett i Isabella?

4. Związek Kat i Heatha – czy macie wrażenie, że jako dzieciaki próbowali uratować siebie nawzajem? Czy któreś z nich bardziej zyskiwało na tej relacji? Czy Kat go wykorzystywała? Czy może to Heath w jakiś sposób wykorzystywał ją?

5. Wspomniana w poprzednim wpisie kwestia znacznie większej ilości dziewcząt, które chcą lub dobrze rokują według trenerów jako partnerki w parach tanecznych i znacznie mniejszej ilości chłopców, którzy chcą ten rodzaj tańca na lodzie trenować. Jak w tym świetle postrzegacie postawę Ellisa, który doskonale wie, że zawsze znajdą się partnerki i ich rodzice i trenerzy, którzy będą się o niego bić, będą płacić za wszystko i przekupywać prezentami? Czy mieliście świadomość, że tak wygląda taneczna rzeczywistość?

6. Postać Sheili Lin – jakie emocje w Was budzi? Zostanie dla Kat i Heatha kimś w rodzaju baśniowej matki chrzestnej? Może ostrą i niezaangażowaną trenerką? A może zimną manipulantką i tak zawsze skupioną na tym, żeby w ostatecznym rozrachunku wygrały jej dzieci?

7. Jakie były Wasze emocje po przeczytaniu pierwszych 18 rozdziałów? Zaskoczeni? Zaintrygowani? Kibicujecie komuś od początku? Nie lubicie kogoś od pierwszych stron?

8. Gdybyście mieli po przeczytaniu pierwszej części zgadnąć, co się stanie dalej, to jakie macie przewidywania? Pamiętajcie, co o całej tej historii na samym początku powiedziała Kat… Czy ktoś kogoś zamorduje?

Czekam na Wasze wrażenia, odpowiedzi, próby opowiedzenia swoich pierwszych emocji związanych z tą powieścią. Moje odpowiedzi znajdziecie jutro w komentarzach do tego wpisu.

CZĘŚĆ 2 – RYWALIZACJA

(Ta część tekstu może zawierać informacje zdradzające treść powieści.)

Ta część powieści jest krótka, ale fragment historii w niej zawarty wydaje się kluczowy dla całej dalszej fabuły.

Pierwsza myśl, która przyszła Wam do głowy, kiedy zobaczyliście słowo „rywalizacja”? Kto z kim i o co będzie rywalizował?

Ale drugie pytanie jest ważniejsze, W tej części pojawi się wątek tajemnic, przemilczanych faktów. Heath będzie miał potężne pretensje do Kat, że o pewnych rzeczach mu nie powiedziała. Że zataiła coś, co ona odbierała jako zdarzenie mające przynieść im jako parze łyżwiarskiej większe możliwości. A on jako… zdradę? I między innymi to jest punktem zapalnym w ich relacji, który doprowadzi do tego, że Heath zniknie. Jesteście w tej konfrontacji stanowisk „team Kat” czy „team Heath”? A może „team oboje zachowują się jak dzieciaki”?

I ostatnie pytanie, czy zniknięcie Heatha Was zaniepokoiło? Mieliście jakieś pomysły, gdzie się podziewa i czy wróci?

I ciekawostka – mamy okazję śledzić „w realu” to, co zostało opisane w książce. W USA właśnie skończyły się ostatnie zawody łyżwiarstwa figurowego, które miały wyłonić ostateczny skład reprezentacji kraju w tej dyscyplinie, jaki pojedzie na olimpiadę. Możecie prześledzić tą bardzo ostrą, ale i pełną emocji rywalizację i poczuć nieco książkowej atmosfery. Chyba najwięcej znajdziecie na profilu instagramowym amerykańskiego związku łyżwiarstwa @usfigureskating. A uwierzcie, że życie dogania fikcję. Mamy łyżwiarza, który rok temu stracił oboje rodziców-trenerów w katastrofie samolotowej. Mamy łyżwiarkę, pierwszą w historii, która otwarcie przyznaje się do bycia queer. Mamy inną, która wraca po przerwie, dość długiej, bo czuła się wypalona i zdecydowała, że jej zdrowie psychiczne jest ważniejsze. I mamy złote dziecko amerykańskiego łyżwiarstwa (nazwisko oczywiście bardzo nieamerykańskie), który skacze tylko poczwórne skoki, bo tak. Nawet poczwórnego aksla, co oznacza w rzeczywistości 4 i pół obrotu. (W kolejności – Maxim Naumov, Amber Glenn, Alysa Liu i Ilia Malinin.)

A na koniec mała praca domowa – czy macie już swoje ulubione cytaty z tej powieści? W kolejnej części będziemy rozmawiać między innymi o nich.

CZĘŚĆ 3 – MISTRZOSTWO

(Ta część tekstu może zawierać informacje zdradzające treść powieści.)

Trzecia część powieści jest chyba tą, w której zaskakiwało mnie najwięcej rzeczy i która sprawiła, że ogólna ocena „Faworytów” jest u mnie tak wysoka (końcówka się do tego na pewno przyczyniła, ale o tym za kilka dni).

Po pierwsze nagłe pojawienie się Heatha i to tak, że w pierwszej chwili nie potrafiłam ocenić, czy on wrócił, żeby się mścić, czy żeby naprawiać relacje. I w sumie to chyba nie trafiłam do końca w żadną z tych motywacji.

Po drugie – i znowu będzie o relacjach – zacieśniające się stosunki Kat i bliźniaków i jakby dla równowagi coraz bardziej napięte i rozpadające się w gruzy relacje z ich matką. Czy też od początku tej części czuliście, że Kat pożegna się z Sheilą i to nie musi być wcale spokojne pożegnanie?

Po trzecie – sekret Garretta. I tutaj może wyjdę na naiwną, ale akurat tego się nie spodziewałam. Nie tego, nie z tą osobą. Ale jak już przeczytałam o scenie przy falochronie, to doszłam do wniosku, że nie spodziewałam się, ale nie jestem zdziwiona. To wiele wyjaśniało.

Po czwarte – prawdziwa historia Sheili Lin. Czy podejrzewałam, że ona sobie siebie wymyśliła i napisała na nowo? Nie. Czy mnie to zaskoczyło? Tak. I pierwsza myśl była taka, że to się mogło udać tylko i wyłącznie w czasach, kiedy social media nie istniały. W dobie wszechobecnych portali plotkarskich i wciskających wszędzie nosy i kamery w telefonach fanów taki pomysł byłby skazany na porażkę. Jak poczuliście się w chwili, kiedy już wiedzieliście, że patrząca na wszystkich z góry gwiazda, sama nie bardzo różni się od tych, którymi pogardza? Tylko czy pogardza? Może po prostu nie chce ich widzieć, nie chce się z nimi zadawać, żeby nie przypominali jej o jej własnej historii i pochodzeniu? Ale w całej tej sprawie najbardziej zaskoczyło i zdziwiło mnie stwierdzenie Garretta, że on wie, ale jego siostra chyba nie ma o tym pojęcia.

Po piąte (tak, zaskoczeń było tutaj mnóstwo) – Ellis Dean jako założyciel portalu plotkarskiego o łyżwiarstwie. I tutaj zaskoczenie chyba bardziej dotyczyło wyobraźni autorki powieści, bo sam pomysł na taką „ścieżkę kariery” (cudzysłów zamierzony) dla Ellisa wydaje się naturalny i oczywisty. Ale to był ten moment, kiedy tej postaci zaczęłam się przyglądać bardziej, bo Ellis to jeden z tych bohaterów „Faworytów”, który na skali niejednoznaczności zachowań i złożoności charakteru jest u mnie bardzo wysoko.

I na koniec rozstanie Kat i Heatha z Sheilą Lin. Na ile wpływ na to miała pani Volkova, na ile udało jej się zmanipulować Kat? A na ile to było bardzo szerokie i chyba nieco bolesne otwarcie oczu młodej łyżwiarki?

Jak tam Wasza lista zaskoczeń w tej części książki? Podobna do mojej? Coś dodacie, czy może wcale nie poczuliście się zaskoczeni?

I tak mi przyszło do głowy, że ta część wcale nie powinna być zatytułowana „Mistrzostwo”. Po głowie raczej chodzi mi tytuł „Rzeczywistość” albo „Otwarcie oczu”. Wasze pomysły?

I jeszcze to, o co prosiłam Was w poprzedniej części – najlepsze cytaty z powieści. Ja mam kilka, ale dzisiaj ten najważniejszy, bo ma swoje spore znaczenie. Kiedy zastanawiałam się, czy „Faworyci” to będzie dobra książka do Razemczytania, to nie tylko poczytałam sobie opinie na jej temat, ale też na chybił trafił otworzyłam ją w kilku miejscach, żeby mieć pojęcie, jak pisze Layne Fargo. I trafiłam na cytat, który „mnie kupił” od ręki: „ Bo każda kobieta, która ośmiela się okazać publicznie gniew, musi być „wariatką”.”

CZĘŚĆ 4 – GRA

(Ta część tekstu może zawierać informacje zdradzające treść powieści.)

Przed nami ta część książki, w której dzieje się chyba najwięcej, a i tak szybka dotychczas akcja nabiera dodatkowego tempa.

Tym razem chcę Was zachęcić do spojrzenia na te rozdziały tak, jakbyście czytali sekcję plotkarską w portalu internetowym. Bo właśnie to nagle staje się jedną z osi opowieści. Kat podejmuje decyzję, że plotki, afery, hałas czyniony wokół niej samej i wokół nich jako pary ma według niej sens.

Zaczyna się jednak od oświadczyn… Uznaliście je za romantyczne i we właściwym miejscu i czasie? A może mieliście wrażenie, że to było zupełnie nietrafione, „pod publiczkę”? I czy rację miała dziennikarka, która skomentowała to: „Katarina Shaw była o krok od stania się czterokrotną mistrzynią kraju. Ale nagle wszyscy interesowali się tylko tym, czy wyjdzie za mąż”?

Jak odebraliście pojawienie się brata Kat? Zaskoczenie? Raczej nie. Bo tam, gdzie sława i pieniądze zawsze pojawia się „rodzina, krewni i przyjaciele”, którzy od zawsze wspierali, kochali, to ich zasługa… Bez komentarza. Za to rola Ellisa w tym spotkaniu wydaje mi się ciekawsza i bardzo wieloznaczna.

I w końcu wyjaśnienie sprawy zniknięcia Heatha. Tego się spodziewaliście? Bo że trenował do upadłego, żeby stać się w czasie swojego zniknięcia doskonałym łyżwiarzem figurowym, to mnie nie zdziwiło. Ale już to gdzie i z kim trenował, to jak najbardziej. Jednak największe zaskoczenie przychodzi nieco dalej w tej części powieści – bo zostaje jeszcze pytanie, kto wymyślił, żeby go tam wysłać! I tutaj napiszę szczerze – tego się nie spodziewałam!

I ostatnie zdania z tej części – „Wreszcie miałam dość, dość wysiłku, bólu i złamanego serca (…) Chciałam zniknąć.”. Czego spodziewacie się w ostatniej części? Jakiej Kat, jakich decyzji? Bo znikać można na różne sposoby. Można próbować unicestwić siebie, a można próbować znaleźć spokój. Którą Kat spotkamy w rozdziale 65? Te dwie części – czwarta i piąta – są chyba moimi ulubionymi w powieści. Tyle się działo. Tyle się wyjaśniało. Tyle zaskoczeń zdołała zmieścić Layne Fargo na tych stronach. Ale o tej ostatniej części porozmawiamy w kolejnym odcinku Razemczytania.

CZĘŚĆ 5 – OSTATNI RAZ

(Ta część tekstu może zawierać informacje zdradzające treść powieści.)

Już przy poprzedniej części napisałam Wam, że tamta i ta część są moimi ulubionymi. Podobał mi się pomysł na zakończenie, jaki miała Layne Fargo. Może nieco szalony, może nieortodoksyjny, ale jako happy end według mnie świetny.

A jak Wasze emocje wobec zakończenia? Podobało Wam się? Było dobrym zamknięciem całej historii, czy może macie jakieś zastrzeżenia i inaczej widzielibyście te rozdziały przed Epilogiem?

Jednak przyznam się Wam, że pomysł autorki, żeby naszych głównych bohaterów wysłać jeszcze raz na łyżwiarski tour… Zaskoczyła mnie, a potem prawie przyprawiła mnie o zawał, kiedy okazało się, co się dzieje z Heathem! Tego się nie spodziewałam, brawa dla niej za taki twist akcji.

Jednak najmocniej poruszyły mną sceny przesłuchania przed komisją antydopingową. I tutaj nie ukrywam, że wpływ na to miał fakt, że o tym, jak takie komisje działają, pooglądałam sobie i poczytałam w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy, kiedy oskarżenia o doping wstrząsały światem tenisa i dotyczyły Igi Świątek i Jannika Sinnera. Może dla osób, które nie do końca zdają sobie sprawę, jak bezduszna jest to machina, jak mało może sportowiec i jak okropnie trudno jest cokolwiek udowadniać, bo w zasadzie ten, kto siada na tych krzesłach od razu jest uznany za winnego, może tylko walczyć o to, jaki procent winy przypisze się jego świadomemu działaniu, a na ile ta jaśnie antydopingowa komisja uzna, że to było nieświadome, a nie kwapi się do tego wcale. Więc może dla osób, które nie są tego świadome, emocje, przekleństwa i absolutny brak szacunku w zachowaniu Kat były szokujące, ale pewnie każdy sportowiec, który ma koszmary, że kiedyś on tam siądzie, marzy o tym, żeby mógł wykrzyczeć takie słowa i wie, że nie będzie mógł.

Ale Wasza odpowiedź na inne pytanie ciekawi mnie bardziej – jak Wam się podobała mowa pogrzebowa Kat na pogrzebie Sheili? Jesteście wstrząśnięci, było to niestosowne, powinna siedzieć cicho, czy może rzeczywiście wygłosiła spory komplement, tylko trzeba było znać panią Lin, żeby go zrozumieć?

Obiecuję Wam pełną recenzję „Faworytów” za kilka dni, ale już dziś mogę Wam napisać, że to było bezsporne 10/10 i już namówiłam Andrzeja do przeczytania powieści i nie mogę się doczekać jego oceny.

PEŁNA RECENZJA

Pełną recenzję książki „Faworyci” Layne Fargo znajdziecie w tym wpisie:

Aga

Jeśli doceniasz to, co robimy i chcesz pomóc nam tworzyć więcej takich treści, postaw nam wirtualną kawę.

To drobny gest, który daje nam wielką motywację. Dzięki!

Co o tym sądzisz?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

1 komentarz
  • Pimposhka
    7 stycznia, 2026

    Już prawie kończę tą książkę. Wcale nie jestem zdziwiona, że autorka ma niewiele wspólnego z łyżwiarstwem figurowym. Według mnie popełniła jednego sporego baboka i to na samym początku. Ale napiszę o tym później, bo na razie żadnych spojlerów. Generalnie to nie mogę się od tej książki oderwać. Właśnie wróciłam z delegacji więc miałam dużo czasu na czytanie (pociągi, samotne noce w hotelu). Czekam na kolejny wpis. Czy masz może na myśli Wichrowe wzgórza? Nigdy nie czytałam, ale jest teraz sporo medialnego szumu wokół tej książki, ze względu na nową filmową adaptację, która chyba niedługo wejdzie do kin.

    • intensywni
      7 stycznia, 2026

      Oooo, a ja jeszcze nie zaczęłam :))))) Ale to przez „Katabazę”, bo w końcu złapałam jakiś rytm czytania pani Kuang i pewnie „Faworyci” od jutra.
      Jednak dobrze czytać, że trudno się od tego oderwać.
      I tak – „Faworyci” są określani przez samą autorkę jako miks „Wichrowych wzgórz” i środowiska łyżwiarzy.
      pozdrawiam Aga

  • Pimposhka
    10 stycznia, 2026

    Kat zdecydowanie nie jest czarnym charakterem i nigdy tak o niej nie pomyślałam, natomiast często mnie frustrowała, bo z jednej strony mocno skupiona na łyżwiarstwie, z drugiej strony zbyt łatwo dawała się ponieść emocjom. Ta dyscyplina sportowa wymaga ogromnej dyscypliny więc trochę trudno mi sobie wyobrazić kogoś tak zmotywowanego, a zarazem tak podatnego na emocje. Przynajmniej nie na tym poziomie jazdy.

    No a teraz napiszę o baboku autorki. Otóż podobnie tak jak Ty swego czasu namiętnie oglądałam łyżwiarstwo figurowe. Pamiętam tych samych zawodników, i salta Suriy i Tonyę Harding itd. Ja najbardziej lubiłam solistki, ale potem przestawiłam się na taniec właśnie, moją ulubioną parą byli Anissina- Peizerat, ich znakiem rozpoznawczym było to, że to ona podnosiła partnera. W ogóle wydaje mi się, że lata 90te to właśnie taki złoty czas łyżwiarstwa, dyscyplina była w mainstreamie, mieli globalne zainteresowanie a potem jakby trochę przygasła. Ale być może to są tylko moje odczucia, w każdym razie już jej nie śledzę. Nie wiedziałam, że istnieją rodzice, którzy płacili partnerowi córki. Za to rodzeństwa faktycznie były i są. Na przykład Duchesnay. Interesujące były komentarze w książce, że ograniczało to ich choreografię albo nie zawsze trafiano ze wzrostem.

    Otóż autorka używa w książce faktycznych olimpiad. Sheila Lin wraz ze swoim partnerem w książce dokonała rzeczy niebywałej. Wygrała złoto w Sarajewie w 1984, zaszła tam w ciążę po czym ponownie zdobyła złoto w Calgary. No i tak sobie czytam i myślę, że właśnie w Sarajewie złoto wygrali Torvill i Dean i tak jak piszesz, to był taniec najlepszy ever. I to mi trochę zgrzytnęło. Każdy fan łyżwiarstwa to wie, dlaczego więc autorka użyła tej olimpiady właśnie? Niby to wszystko fikcja ale….
    Powiedzmy, że ktoś napisał bardzo fikcyjną powieść, której akcja dzieje w Polsce okresu transformacji. I jest tam scena skakania przez płot w stoczni w Gdańsku, tylko nie skakał Wałęsa ale Kazik, fikcyjny bohater powieści. Albo, weźmy Kod Da Vinci. W powieści mamy konklawe bliżej nieokreślonego papieża, a gdyby tak to konklawe w książce odbyło się w 1979 roku? Nie byłoby to trochę 'głupie’, że nie ma tam Wojtyły? Po prostu chodzi mi o to, że ta olimpiada w Sarajewie była tak ważna dla tego sportu, że autorka zrobiłaby lepszy ruch, gdyby akcja zaczęła się od Calgary a nie Sarajewa. Rozumiesz o co mi chodzi?
    Zresztą potem doczytałam, że autorka opisując świat łyżwiarstwa bazowała na opowieściach innych. W dodatku to wszystko wyobrażała sobie w domu, podczas lockdownu, więc nawet nie była chyba osobiście na lodowisku i to trochę w powieści czuć. Przynajmniej dla fanów tego sportu.

    Od początku byłam mocno zaintrygowana tą książką i niezmiernie podoba mi się jej forma dokumentu, narracja w telewizyjnym dokumencie to super pomysł i wszystkie postacie, które się wypowiadają niesamowicie dodają smaczku temu, jak historia się rozwija. W zasadzie cała powieść zaczyna się od tego, że minęło 10 lat od najgorszego dnia w życiu Kat, ale potem trochę to się dla mnie rozmyło, nie wiem do końca, który dzień miała na myśli (bo w sumie było ich kilka).
    Co do Wichrowych wzgórz, to jak już pisałam nie czytałam ale faktycznie mamy LINtonów, jest HEATHcliff i EarnSHAW. No i ta ogromna namiętność i pasja. Dwójka zagubionych dzieciaków, które nie do końca kontrolują swoje uczucia. Z drugiej strony para szesnastolatków mocno stąpająca po ziemi, na tyle zorganizowana aby praktycznie bez kasy zorganizować treningi i wyjazd na mistrzostwa.

    • intensywni
      10 stycznia, 2026

      To ja się przyznaję, że w ogóle mam kłopot z czarnymi charakterami w tej powieści, bo mam świadomość, co z psychiką potrafi zrobić rywalizowanie na tym poziomie, presja otoczenia i własna, nieustanna walka o perfekcję. Ale mam jedną kandydatkę na „antybohaterkę”.
      Też uznałam, że to Sarajewo było troszkę nieszczęśliwe, bo ono było tak niezwykłe w tańcach na lodzie, że nikt, kto ma chociaż minimalne pojęcie o historii tego sportu będzie się zastanawiał, czemu wywalić „Bolero” i wpisać tam panią Lin. Ale… I tutaj troszkę usprawiedliwiam autorkę – inne wykorzystanie dat pewnie by jej nieco rozjechało historię, bo to niby tylko cztery lata, ale jednak może jakoś się zafiksowała na konkretnej, wymyślonej linii czasowej i już trudno jej było pomyśleć nieco inaczej. Poza tym pewnie przy Calgary też by się ktoś oburzył, że tam było coś specjalnego.
      I mamy bardzo podobnie – teraz nie jestem w stanie znieść oglądania łyżwiarstwa figurowego, za głośne… starzeję się. Ale ostatnio tyle razy widziałam nazwisko Ilii Malinina i czytałam o tym, co wyrabia na lodowisku, że może czas coś pooglądać.
      Reszta jutro, żeby nie było, że w odpowiedzi Tobie napiszę wszystko, co chciałam jutro we własnym komentarzu.
      Ale jeszcze dopiszę Ci to, że po drugiej części oświadczyłam Andrzejowi, że powieść jest świetna, niech planuje do czytania, będzie zachwycony, bo naprawdę zaczynam rozumieć, dlaczego tak wielu ludzi wpisało ją na listę najlepszych zeszłorocznych powieści.
      pozdrawiam
      Aga

  • intensywni
    11 stycznia, 2026

    KOMENTARZ ZAWIERA SPOILERY
    1. „Wichrowe Wzgórza” czytałam dość dawno temu i przyznaję się, że „Faworyci” mnie tak wciągnęli, że w czasie czytania nawet przez sekundę się nie zastanowiłam, czy widzę jakieś podobieństwa. Dopiero po skończeniu spojrzałam na inspirację imionami i uświadomiłam sobie, że główna oś historii ma wiele punktów zbieżnych. A wniosek jest taki, że chyba trzeba powtórzyć sobie klasykę.
    2. Raczej po przeczytaniu, co mówiono o Kat, moje pierwsze myśli były takie, że dziewczyna musi mieć mocny charakter i własne zdanie, skoro inni tak jej nienawidzą. I pewnie jeszcze czeka ją sporo sukcesów, bo nic tak ludzi nie wkurza, jak pewność siebie, sukces i brak zahamowania w mówieniu prawdy na głos. Czy ją polubiłam? Nie. Ale w sumie nie uwierzyłam w żadne określenie, no może oprócz „zołzy”.
    3. Kat chciała się poczuć jak zwyciężczyni. Ona sama powiedziała, że to nie sukienki i tiule ją ciągnęły na taflę, a to poczucie, że się wygrywa. Heath – tu mam problem, bo u niego cały czas podkreśla się, że to „dla Kat i przez Kat”. Ale co siedzi głębiej? I biorąc pod uwagę jego dzieciństwo i doświadczenia, to chyba bym powiedziała, że bycie z kimś związanym i bycie komuś niezbędnym, żeby nikt nie chciał się go pozbyć, żeby go zauważał, żeby go doceniał. Bliźniaki chyba po prostu były skazane na łyżwiarstwo. Matka mistrzyni urodziła gotową parę łyżwiarską, dzieci od malutkiego były na lodowisku, tylko brać i ugniatać, szlifować, zamieniać w kolejnych mistrzów bez pytania, co by ich uszczęśliwiło.
    4. Związek Kat i Heatha – czy macie wrażenie, że jako dzieciaki próbowali uratować siebie nawzajem? Chyba tak. Byli dla siebie taką „stała”, pewnym elementem w życiu, które dla obojga było mocno niepewne. A potem… A potem to chyba zaczęli w jakiś sposób wykorzystywać siebie nawzajem. Bez Kat Heath musiałby wymyślić swoje życie na nowo, co w sumie zrobił, ale bazując na tym, co zbudowali we dwoje. A ona bez niego nie miała szansy na zaistnienie, a potem potraktowała go jak trampolinę do zmian i sukcesu. Ale i tak oboje chyba najbardziej byli dla siebie motywatorami, w dobrym i złym znaczeniu. Czy się kochali? Tak, ale nie prostą miłością bez turbulencji. U nich były głównie turbulencje, aż do szczęśliwego happy endu, który też nie przypomina „normalnej” rodziny.
    5. Ellis jest cwany i egoistyczny. Tam, gdzie Ellis może zyskać, tam Ellis wsadzi dłoń, stopę, a potem wlezie cały. I jeżeli bycie łyżwiarzem figurowym miało swoje plusy, to Ellis potrafił sporo poświęcić, żeby z tego korzystać, bo korzyści przewyższały koszt wysiłku.
    6. Postać Sheili Lin od pierwszego pojawienia się miałam wrażenie, że to nie dobra matka chrzestna, tylko zimna i wyrachowana kobieta, która będzie troszczyła się o innych, o ile przyniesie to korzyści dla klanu Lin. Ale jej umiejętność manipulowania emocjami była widoczna od początku, emocjami własnych dzieci też. I po pierwszych rozdziałach mam wrażenie, że pani Lin to pierwsza chętna do zajęcia pozycji głównej zołzy i czarnego charakteru tej opowieści.
    7. Jestem tak zaskoczona na plus, że… aż jestem zaskoczona. Wszystko mi się w tej powieści podoba. Forma, z wstawkami z wywiadów i krótkimi rozdziałami, co tak niesamowicie przyspiesza akcję i powoduje, że emocji jest jeszcze więcej. Bohaterami, którzy od pierwszych zdań są krwiści i soczyści. Tym, że Fargo naprawdę zrobiła niezły research, chociaż mam wrażenie, że przysłużyło się to raczej opisaniu klimatu zawodów i atmosfery tego świata niż próbie edukowania czytelnika w zakresie zawiłości łyżwiarstwa figurowego. Więcej takich powieści!!!
    8. Po pierwszych osiemnastu rozdziałach wiem jedno – będzie się działo, ale moje próby przewidzenia, co dokładnie… Przyznam się Wam, że szybko okazało się, że moja wyobraźnia nie sięga poziomów autorki.

  • Pimposhka
    15 stycznia, 2026

    KOMENTARZ ZAWIERA SPOILERY
    Czy jesteśmy tu tylko we dwójkę? Szkoda, bo to naprawdę fajna książka. (Ja już powoli zapominam bo obecnie z napięciem śledzę cykl życiowy Astrofaga 😉 Powiem szczerze, że po pierwszej 'bombie’, jaką chyba była przegrana na ich pierwszych zawodach krajowych już nic mnie w tej książce później nie zaskoczyło. Żadne fochy, żadne dramaty na 30 sekund przed startem, rozstania i powroty. No dobrze, jest jedna rzecz, która mnie zaskoczyła ale to napiszę na samym końcu. Owszem, zachowują się jak dzieciaki ale w końcu są dzieciakami w dodatku totalnie pozostawione same sobie. Oczywiście jak Heath zniknął, to wiedziałam, że się pojawi i wiedziałam, że zostanie super łyżwiarzem a jak się dowiedziałam, gdzie to się stało to też mnie to nie zaskoczyło.

    • intensywni
      15 stycznia, 2026

      Nie, jest nas ponad 20 aktywnie czytających osób, ale to widać głównie na Instagramie. Tylko chyba po 'szkolnej tresurze” niewiele osób lubi albo ma odwagę pisać, co myśli. Poza tym po ankiecie na Insta widać było, że wiele osób jeszcze jest na początku albo ma książkę ciągle w planach.
      I chyba w jednym się różnimy, bo mnie sporo rzeczy dziwiło i zaskakiwało pod koniec książki i chyba nic związanego ze sportem, a bardziej związanego z życiowymi kwestiami. Chociaż nie! Jedna rzecz była sportowa.
      dobrego dnia Aga

      • Pimposhka
        15 stycznia, 2026

        KOMENTARZ ZAWIERA SPOILERY
        No dobra, to to co mnie zdziwiło, to jak blisko Heath i Kat byli z bliźniakami. Niby rywalizacja itd. niby takie wybuchowe charaktery głównych bohaterów ale stworzyli niezły team, niezłą rodzinę bardzo nowoczesną i myślę, że faktycznie wszyscy się kochali i dbali o siebie. I zdziwiło mnie, że bliźniacy w sumie wyrośli na fajnych ludzi pomimo 'strasznej’ matki, która w sumie pod koniec też okazała się nie być aż taka straszna.

  • Pimposhka
    20 stycznia, 2026

    Przegapiłam poprzednia wpis. Tak jak napisałam nic mnie nie zaskoczyło i domyślałam się gdzie trenował i nawet kto go tam wysłał. Nie wiem czy wiesz, ale próbują książkę zamienić w serial i uważam, że to super pomysł. Każdy rozdział to mógłby być odcinek, a każda część książki to niemal osobny sezon. I te zwroty akcji, bardzo serialowe. Mam trochę do napisania o zakończeniu książki ale poczekam na ostatnią część razemczytania. Cytatów nie mam.

    • intensywni
      20 stycznia, 2026

      To ja miałam znacznie więcej momentów pod hasłem „no jak!!!”. Może to wynikało z tego, że w zasadzie całą książkę czytałam na raz, więc nie bardzo był czas na zastanawianie : ))))
      Trzymam kciuki za scenarzystów, a może bardziej za autorkę, żeby była w stanie dopilnować zachowania tego, co w książce, bez zmian „marketingowych” i też uważam, że to jest świetny materiał na ekranizację o dowolnej długości.
      pozdrawiam
      Aga

  • Pimposhka
    25 stycznia, 2026

    Zgadzam się z Tobą, dwie ostatnie części książki też są moimi ulubionymi. Podoba mi się to ich dojrzewanie, mniej emocji. Tak jak już napisałam, nic mnie nie zaskoczyło. Ani ciąża, ani otrucie. Wiesz, jak Heath brał te tabletki i nic mu nie pomagały, raz, drugi to już wiadomo było, że coś z nimi nie tak. To było tak jak w filmie, gdy reżyser najeżdża na jakiś element kamerą, aby pokazać nam, że to coś ma znaczenie. Może tylko nie podejrzewałam akurat Frannie o takie metody. Happy end bardzo nowoczesny i bardzo fajny, zdecydowanie na plus. Przemowa Kat na pogrzebie też na plus, powiedziała prawdę bo wtedy Kat już wiele zrozumiała, na swój temat ale też zrozumiała Sheilę i myślę, że ta przemowa to właśnie takie zrozumienie. I w sumie zgrabnie jej to wyszło. Powieść bardzo mi się podobała, jej konstrukcja i tempo i cała historia. Jedyny minus to, że trochę było czuć, że łyżwiarstwo figurowe to nie jest świat autorki. Ale ja akurat jestem mocno wyczulona na tego typu niuanse. Żaden fan łyżwiarstwa nie wykreśliłby 'Bolera’. Ale to mały minus. Dziękuję za polecenie. I mam nadzieję, że faktycznie zrobią z tej książki serial bo będzie znakomity.

    • intensywni
      25 stycznia, 2026

      Proszę bardzo. Sama jest wdzięczna za to, że ten tytuł nagle zaczął mi wyskakiwać z każdego kąta Instagrama i portali o książkach i to zawsze z takim ogromnym zachwytem nad treścią i formą. A ja lubię sprawdzać, czy się z takimi gremialnymi zachwytami zgadzam. Zgadzam się i jak widać nie ja jedna.
      A u mnie „Faworyci” spowodowali jeszcze jedno – chęć sięgnięcia po „Carrie Soto powraca”, czyli pani od „Atmosfery”, pisząca o świecie tenisa. Historia troszkę jak ostatnie rozdziały „Faworytów”, czyli powrót po latach na kort, żeby udowodnić, że jest się mistrzynią. Podobno bazujące na życiu sióstr Williams, głównie Sereny. Po przeczytaniu „Atmosfery” wiem, że lubię autorkę, tenisa kocham, więc może… Organizujemy sobie prywatne razemczytanie za jakiś czas?

      • Pimposhka
        25 stycznia, 2026

        Na tenisie w ogóle się nie znam, więc jest duże prawdopodobieństwo, że żadne techniczne szczegóły nie będą mnie wkurzać.