Kiedy pojawił się pierwszy tom o Ustce i to jeszcze nie ten o Gracjach a o Garstkach z Ustki, to przyznaję, że byłam nieco zdziwiona, że oto moja uwielbiana autorka fantasy idzie w tę stronę. Przecież stworzyła tak genialne magiczne uniwersum, ma dwie główne bohaterki, a tu taki płodozmian – zero fantasy, realne życie i to nieusłane różami, a momentami dość brutalne.

Zdziwienie nie przeszkodziło mi czytać opowieści z Ustki i najpierw polubiłam trzy pokolenia Garstek, a później wpadłam w objęcia Niny, Agaty i Zuzy, kiedy premierę miał pierwszy tom o Gracjach.

Szybka odpowiedź na niezadane pytania.

Czy trzeba znać cykl o Garstkach, żeby czytać o Gracjach? Nie, ale pewne postacie się powtarzają i ma się pełniejszy obraz sytuacji i zależności między bohaterami. Czyli niekonieczne, ale troszkę pomaga.

Czy trzeba czytać o Gracjach w kolejności publikowania, czy można nie po kolei? I tutaj już mocno rekomenduję czytanie po kolei, czyli zaczynając od „Tajemnicy domu Uklejów”, bo to w sumie trzy tomy jednej długiej historii i pominięcie czegoś spowoduje, że poczujemy się zagubieni i ukradnie nam to spory kawałek przyjemności czytania.

To od początku była dla mnie seria powieściowa, w której najważniejsza jest siła kobiecej przyjaźni i kobiecego wsparcia. Jedna za wszystkie, wszystkie za jedną!

Tom pierwszy, czyli wspomniana „Tajemnica domu Uklejów”, zaczynał się od tego, że Nina dostaje od swojej pracodawczyni jej rodzinny dom pod Ustką. Nina wiele lat opiekowała się i dotrzymywała towarzystwa starszej już pani, a niespodziewany zapis w testamencie ma jej pozwolić spełnić marzenia – czyli pisać. Dom wita Ninę z rozmachem, czyli mamy pierwszej nocy włamywacza, którego pokonają stare, rozchwiane schody i to pokonają na wieki wieków amen, bo włamywacz stanie się denatem. I tu wkracza na scenę cała plejada sił pierwszego reagowania, czyli pomocni i przystojni strażacy, policja w sporej ilości, a Nina dodatkowo wzywa na pomoc odsiecz w postaci dwóch przyjaciółek pisarek.

Tom drugi to już historia tego, jak się dziewczyny w Zapadłem urządziły, mieszkają, piszą, wspierają się. Ta część ma tytuł „Sekret prawie byłego męża” i nie zdradzę jakiejś wielkiej tajemnicy, jeśli napiszę, że chodzi o „cudownego” małżonka jednej z Gracji. Małżonek już w tomie pierwszym wydawał się wrzodem na pośladku i w tomie drugim poznajemy całą historię nieco lepiej, niestety nie nabierając do człowieka ani grama sympatii, a raczej zaczynamy się zastanawiać, jak takie jednostki chodzą po ziemi i piorun w takiego nie łupnie.
Oczywiście są trupy i lokalna policja w pełnym składzie, jak zwykle z całych sił starająca się powstrzymać zwariowane kobiety od prowadzenia własnego śledztwa.

Tom trzeci, żeby dzielić uwagę po równo, skupi się na trzeciej z Gracji i ważnym dla niej momencie życia, kiedy to chce zerwać relacje z dotychczasowym wydawnictwem, a w szczególności z jego toksycznym właścicielem, który uważa, że ona powinna mu stopy całować, wszystko mu zawdzięcza, a że on ją traktuje jak wyrobnicę i niewolnicę, to już inna sprawa. Tytuł znowu wiele zdradza – „Zagadka martwego wydawcy”, czyli szanownego toksycznego trafi i to z fajerwerkami. Problem w tym, że podejrzaną stanie się również i jego uciemiężona autorka, która na dodatek wydarła się na wydawcę publicznie, ze słowami i jakby klątwą. A policja marzy już tylko, żeby Gracje przestały dostarczać im pracy i kolejnych trupów, bo ile można!

I teoretycznie to jest trylogia kryminalna – trupy są, policja jest, śledztwa też, podejrzani, szukanie alibi i wszystkie inne niezbędne elementy.

Ale cykl o Gracjach to nie jest po prostu kryminał. To jest po pierwsze historia o sile kobiecej przyjaźni, o potędze babskiego wsparcia i o niezachwianej lojalności wobec siebie. Biorąc pod uwagę, jak często w realnym życiu widzimy przykłady tego, że nikt tak mocno nie dokopie kobiecie jak inna kobieta, jak okrutne potrafimy być wobec siebie, jak łatwo oceniać, poniżać, umniejszać i udowadniać głupotę – to te książki są jak odtrutka na te sytuacje, jak podręcznik tego, jak babska przyjaźń powinna wyglądać i ile potrafi dać.

A przy okazji tego tematu jest jeszcze jedna kwestia – że teoretycznie rodzina to jest DNA i społecznie i kulturowo zdefiniowane obowiązki, ale w rzeczywistości, niestety, to nie zawsze jest nasza opoka i ostoja. Prawdziwa pomoc często pochodzi z zupełnie innej strony i coraz częściej to wybrana, stworzona przez nas „rodzina niebiologiczna” staje się tym, czym być powinna – niezachwianym wsparciem.

Po drugie to jest obraz tego, jak są traktowane kobiety – w małżeństwach, w relacjach zawodowych. I może i mamy XXI wiek, ale co z tego? Nadal mamy przemocowych mężów, którzy czasem nawet palcem nie tkną żony, ale to, co robią jej psychice i poczuciu własnej wartości, to jest zbrodnia. Nadal mamy toksyczne relacje z panami na stanowiskach, dla których kobieta to jakiś gorszy rodzaj pracownika, ma siedzieć cicho, odzywać się tylko pytana, chyba że chce wygłosić peany pochwalne na temat szefa, zarabiać grosze, robić za czterech i wiedzieć, że na jej miejsce jest siedem innych, więc niech bogu i szefowi dziękuje, że jeszcze jej nie wywalił. A jeśli przy okazji szef ma ochotę na seksistowski żart, poklepanie po pośladku albo niezawoalowane sugestie seksualne, to przecież nic się nie dzieje, to żarcik, na żartach też się nie zna?

Jadowska nie owija w bawełnę, nie próbuje opowiadać tych historii delikatnie. Ona w tej kwestii wali kijem po metalowym ogrodzeniu i jestem pewna, że uzyskuje dwie reakcje.

Po pierwsze reakcje kobiet, które powiedzą, że one też tak miały (i z całego serca mam nadzieję, że to minęło, że już jest ok). Albo że tak mają, niestety. One widzą siebie w tych opowieściach albo swoje matki, albo koleżanki i może poczują się silniejsze, poczują, że nie są same w swoich emocjach, odczuciach i doświadczeniach i bohaterki z Garstek i Gracji pokażą im, że to nie są sytuacje proste do przerwania, ale da się. Często z pomocą innych, ale to jest możliwe! Można odzyskać wolność i poczucie, że jest się pełnowartościowym człowiekiem. Do tego dochodzą panowie o bardziej… feministycznej? A diabła tam! O bardziej ludzkiej duszy! Którzy czytając oba cykle powieściowe Jadowskiej, mają ochotę przytulić bohaterki i spuścić potężny łomot toksycznym przedstawicielom własnej płci.

Jednak jestem też pewna, że istnieje „po drugie”, czyli grupa panów, która odbierze to jako zgeneralizowany atak na ich płeć, niesłuszny i przesadzony oczywiście. Przecież opisywane sytuacje są wyolbrzymione, kobiety rozhisteryzowane i „szkolone” przez innych, żeby miały pretensje i roszczenia. A nie ma podstaw! A ja napiszę tylko „uderz w stół, a nożyce się odezwą” i radziłabym takim panom dokonać głębokiego i bardzo szczerego rachunku sumienia, potem powziąć gorące postanowienie poprawy i zadośćuczynić za grzechy. Może nie jest za późno.

Przy okazji napiszę Wam to, co od jakiegoś czasu za nic nie chce mi wyjść z głowy, siedzi tam i drażni. Ile takich kobiet trafia na terapię, nie dlatego, że z nimi jest coś nie tak. Dlatego, że to z ich partnerami czy szefami jest wszystko nie tak (trzymając się historii z Ustki). To ci panowie powinni być na terapii, żeby ich ofiary nie musiały tego robić. Żeby tych ofiar nie było. Bo do gabinetów psychiatrów i psychologów trafiają ci, którzy mieli nieszczęście mieć do czynienia z tymi, którzy o terapii i szukaniu pomocy nigdy nie pomyśleli. Nie widzą takiej potrzeby.

Czytajcie Gracje (i Garstki też!), uczcie się, jak się przyjaźnić, jak dawać sobie nawzajem siłę i wsparcie. Jak znajdować w sobie te pokłady niesamowitej determinacji, żeby przerywać toksyczne relacje. Ale nie zapomnijcie też, że można tak po prostu cieszyć się dobrze napisanym kryminałem, bo Jadowska naprawdę umie w zbrodnie. Ale znowu okazuje się, że oto dzieje się to, co od jakiegoś czasu udowadniam Wam w zasadzie na każdym kroku – czytać można na wielu poziomach i wyciągać z tych opowieści to, co nam akurat potrzebne, czasami relaks, czasami uśmiech, a czasami siłę, wsparcie i poczucie, że możemy uczyć się od bohaterów i bohaterek.

Aga

Jeśli doceniasz to, co robimy i chcesz pomóc nam tworzyć więcej takich treści, postaw nam wirtualną kawę.

To drobny gest, który daje nam wielką motywację. Dzięki!

Co o tym sądzisz?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Brak komentarzy jak do tej pory :(