Dla Eriki Swyler „Księga wieszczb” była debiutem i to dość ambitnym, to muszę przyznać.

Pomysł główny był taki – dwie linie czasowe. W tej starszej śledzimy życie obwoźnego cyrku, w którym rolę dyrektora i mentora pełni pan Peabody. Człowiek o nieograniczonej wyobraźni, który nawet z niemowy zrobi przepowiadacza przyszłości, a w niemowlęciu już widzi możliwości zarabiania. Pan Peabody prowadzi coś w rodzaju „dziennika okrętowego”, czyli księgi, w której zapisuje wszystko – co, kto, za ile, kto przyjechał, gdzie byli, czy stało się coś niesamowitego. Do tego szkicuje pomysły na scenografię, występy, czasami jakieś scenki z życia cyrku. W nowszej linii czasowej Simon, młody bibliotekarz bez świetlanej wizji na przyszłość, dostaje od nieznajomego człowieka przesyłkę, a w niej starą, lekko zniszczoną księgę o życiu cyrku. Tą samą? Tą samą!

Życie Simona nie jest łatwe. Matka popełniła samobójstwo, kiedy był młody, ojciec w zasadzie zasmucił się na śmierć po jej odejściu i Simon został sam z siostrą i rozpadającym się domem. Dom podmywały fale oceanu, a do tego od lat nikt nawet palcem w nim nie kiwnął. Słowo „ruina” w życiu Simona niejedno ma znaczenie.

Czasami doskonały pomysł usycha, bo brakuje umiejętności autora lub autorki. A jedyny morał, z jakim czytelnik zostaje po zakończeniu powieści, brzmi: „Nie odkładaj remontu, bo się zawali.”, a nie jest to podręcznik „napraw to sam w weekend”.

Czy Simon dziwi się, że księga o cyrkowym życiu trafiła w jego ręce? I tak, i nie. Dziwi go to, że nieznajomy wysłał ją właśnie jemu, ale podobno odszukał związki między jednym z nazwisk, a Simonem, bo w księdze wspomina się o jego babce. Ale Simon wie, że kobiety z jego rodziny od lat miały związek z cyrkiem i występowały jako syreny, które potrafiły przez całe minuty wstrzymać oddech (on też to umie, bo nauczyła go mama). Tym bardziej zadziwiające jest to, że w zasadzie każda z nich umiera, topiąc się, w różnym wieku, ale zawsze wybierają na odejście 24. lipca. A Simon ma siostrę i zbliża się ta data. Czy uda się zdjąć klątwę wiszącą nad kobietami z tej rodziny?

Dobry pomysł na powieść? Dobry! Jest specyficzna atmosfera cyrkowych wozów i dawnych czasów, jest mnóstwo o kartach Tarota i przepowiadaniu przyszłości. Współcześnie są bohaterowie, którzy walczą z przeznaczeniem, z problemami, z rodzinną historią. Jest mrocznie, duszno, nieco niepokojąco. Są rodzinne tajemnice. Są dziwne powiązania bohaterów sięgające dziesiątek lat wstecz.

To co? 8/10? 9/10 gwiazdek? Niestety, bo wracamy do tego, co napisałam na początku – to był bardzo ambitny pomysł na debiutancką powieść i nie wszystko wyszło tak, jak powinno. 6/10.

I przyznam się Wam, że długo zastanawiałam się, co mnie w tej powieści tak męczy. Dość szybko doszłam do wniosku, że po pierwsze nie wszystko jest tam logiczne. Czasami autorka tworzyła kolejny etap historii, a czytelnika zostawiała w stanie: „ale dlaczego?”. Ale dlaczego księga trafia do Simona, musiało być w niej dziesiątki nazwisk, a nadawca stwierdził, że imię babki Simona jest najciekawsze? I wiadomo, że nie, ale nawet nie ma sugestii, że chodzi o coś głębszego. Bo co innego, kiedy czytelnik nie wie, ale ma poczucie, że autor świadomie zostawia go takiego zawieszonego i pełnego podejrzeń, wyjaśni mu później. A tutaj – nie wie i nawet nie ma poczucia, że się dowie. Raczej ma wrażenie, że tak jest, bo tak wymyśliła pisarka, ale dlaczego…  Simon rozmawia z sąsiadem i ten jest pełen troski o stan domu, a sekundę później pluje złością, prawie krzyczy na młodego człowieka i nie wiadomo, co się stało, że humor zmienił mu się tak szybko (podobna scena z tak natychmiastowo zmieniającą się atmosferą i nastawieniem jednej z kobiet wobec trupy cyrkowej jest w tej starszej linii czasowej) i można się domyślić, o co chodzi, ale jak na tak gwałtowne zmiany nastrojów, to troszkę za mało zostawić czytelnika z „gołym” dialogiem i domysłami i nie obudować go jakimiś opisami, wyjaśnieniami, nawet tymi spekulacjami, nawiązując do tytułu.

Ale warsztatu zabrakło autorce jeszcze w innej kwestii i to chyba nawet bardziej znaczącej. Otóż jej bohaterowie są nijacy, niby tyle w nich emocji, ale napisanie emocjonalnej, poruszającej sceny to sztuka, a tej umiejętności autorce zabrakło i okazuje się, że potencjał był, ale postacie niczego nie wzbudzają w czytelniku. W starszej linii czasowej Swyler stworzyła taką plejadę bohaterów, że aż miło. Każdy z nich to osobowość, potencjalnie… Chociaż przy opisywaniu tych ówczesnych bohaterów i tak jest lepiej. Ale już z tymi współczesnymi jest źle. Są jak bardzo letnia woda w kranie. Bo jeśli o Simonie jedyne, co można powiedzieć to to, że jest marudny, bierny i jakiś taki niezdecydowany, a przecież według opowieści prowadzi badania nad księgą, konferuje z jej nadawcą, robi wszystko, żeby uratować siostrę i zrozumieć rodziców, to znaczy, że jednak coś poszło nie tak. A jeśli nie można wykrzesać z siebie sympatii lub antypatii wobec ludzi, to i cała historia zaczyna być płaska, a momentami wręcz nudna.

Czy „Księga wieszczb” to coś, co warte jest Waszego czasu? Nie wiem. Na pewno nie zasugeruję, że macie rzucać wszystko i szukać swojego egzemplarza. Jednak podejrzewam, że osoby, które lubią ten specyficzny klimat podróżujących trup cyrkowych, opisy życia w kolorowych wozach oraz ci, którzy  mają słabość do kart Tarota jako znaczącego rekwizytu w opowieści, to te osoby mogą się jednak zainteresować tym tytułem. Na pewno co najmniej spore partie książki (i to pewnie te ze starszej linii czasowej) będą ich zostawiały z miłym poczuciem, że zanurzyli się w świat, który lubią. Ciekawostka – po angielsku tytuł tej powieści to „The Book of Speculation”, czyli Księga spekulacji. I rzadko, bardzo rzadko uznaję, że decyzja wydawnictwa i zapewne tłumaczki, Magdaleny Nowak, żeby zmieniać oryginalny tytuł na nieco inną jego wersję, jest trafiony. Tutaj powiedzmy, że mam głębokie przekonanie, że nie był to pomysł zły, ale też niewiele z niego wynikło, bo w rzeczonej księdze w sumie ani wieszczb ani spekulacji nie było.

Aga

Jeśli doceniasz to, co robimy i chcesz pomóc nam tworzyć więcej takich treści, postaw nam wirtualną kawę.

To drobny gest, który daje nam wielką motywację. Dzięki!

Co o tym sądzisz?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Brak komentarzy jak do tej pory :(