Ten wpis jest małym uzupełnieniem sporego wpisu o Słowiańskich Klimatach, czyli książkach które polecamy jako warte Waszej uwagi, a które zawierają odniesienia do panteonu naszych rodzimych bóstw. Po prostu o jednej książce zapomniałam, inna przyszła nam do głowy, że warto o niej wspomnieć, a kolejna to taka ciekawostka, która może nie jest najlepszym przykładem wykorzystania słowiańskiej mitologii i legend, ale zwraca na siebie uwagę.
Oryginalny wpis, czyli „Słowiańskie klimaty – co czytać” znajdziecie pod tym linkiem.
A teraz do rzeczy, czyli do książek. Opowiem Wam tym razem o:
SŁOWIAŃSKIE I DOBRE (ciąg dalszy)
- SWAR – Anna Sokalska
- SZAŁAWIŁA i OCZY UROCZNE – Marta Kisiel (zakończenie serii „Dożywocie”)
- MIĘDZY WRONY – Weronica Roth

SWAR – Anna Sokalska
O tej powieści zapomniałam w poprzednim zestawieniu i uświadomiłam sobie swoje niedopatrzenie dosłownie minuty po tym, kiedy część pierwsza została opublikowana. Uznałam to za znak od Losu, że oto mogę przygotować dla Was część drugą i to zaczynając od czegoś naprawdę dobrego.
Witamy na ziemiach Słowian połabskich pod koniec VIII wieku. Cała Europa nie jest wtedy zbyt bezpiecznym miejscem. Władcy świata są akurat w momencie, kiedy teoretycznie nie potrzebują kolejnych ziem, ale przecież nie odpuszczą sobie możliwych podbojów, a to, ile osób przy tym zginie, to już nieistotne. Opisy walk, bitew i podbojów autorka stworzyła tak doskonale, że czytelnik nie musi sobie już niczego dopowiadać – było niebezpiecznie i kropka.
Ale to, co dla nas ważne, to fakt, że Sokalska czerpała pełnymi garściami z naszych legend i wierzeń i w tej powieści znajdziecie i Smoka Wawelskiego (chociaż jest mniej baśniowy a bardziej gadzi), Wandę, co nie chciała Niemca, ale chciała smoki i Popiela z żoną też. Do tego udało się autorce opisać życie codzienne tak, że mimochodem czytelnik robi się mądrzejszy, dowiaduje się, co się nosiło na grzbiecie i co się jadło, jak wyglądały sale biesiadne i gdzie się spało. Czego natomiast w tej powieści nie ma, to silnego włączenia bóstw w życie codzienne bohaterów. Owszem, oni wierzą, oni oddają cześć, ale żaden bóg po lasach nie biega i nie miesza się w życie śmiertelników.
I cytując klasyka: „A czy to dobre, pytam?”. Dobre, świetne, mnie zachwyciło na 10/10 gwiazdek.

SZAŁAWIŁA i OCZY UROCZNE – Marta Kisiel
O tej powieści dyskutowaliśmy z Andrzejem, czy powinna się znaleźć w tym zestawieniu, ale jedna rzecz przeważyła szalę, ale o niej na koniec.
Marta Kisiel stworzyła genialny, cieplutki, 100% cosy cykl „Dożywocie”, w którym Kondziu dziedziczy dom, zaniedbany nieco, ale to by się załatwiło remontem, jednak w domu nie skrzypiące drzwi są problemem, a cała gama „dożywotników” z aniołem z alergią na pierze na czele… a-psik! I dwa pierwsze tomy: „Dożywocie” i „Siła niższa”, które skupiają się na Konradzie, domu i jego mieszkańcach pod słowiańszczyznę podpadają średnio. Jednak Kisiel napisała później opowiadanie „Szaławiła”, w którym pojawia się postać Ody Kręcisz i tu zaczyna się już nieco inna historia, a zwieńczenie ma w trzecim pełnoprawnym tomie z cyklu, czyli w „Oczach urocznych”, gdzie Oda gra rolę główną. I to są tomy nieco mroczniejsze, ale też zaczyna się w nich pojawiać więcej odniesień do słowiańskich wierzeń, bo nagle jest ta nasza szaławiła i utopce, i płanetnicy. Jeśli ktoś ma ochotę, a jakimś cudem jeszcze pani Kisiel w jej najlepszym wydaniu nie czytał, to niech zacznie od tomu pierwszego, dobra zabawa gwarantowana.
I teraz wracam do tego, dlaczego uznaliśmy, że „Oczy uroczne” powinny mieć w tym zestawieniu swoje miejsce. Kiedy zapytałam o to Andrzeja, od razu z mocą stwierdził, że skąd indziej on by się dowiedział, po co i gdzie należy wbijać gwoździe, a potem, w zasadzie razem, powiedzieliśmy „No i homen!!!”. Bo tylko dzięki Marcie Kisiel wiemy, co to homen i że nic dobrego.

MIĘDZY WRONY – Veronica Roth
A to jest książka-ciekawostka, bo to „słowiańszczyzna na uchodźctwie”. Autorka jest Amerykanką, ale ma polskie korzenie i wpadła na pomysł napisania urban fantasy ze słowiańskimi odniesieniami. Rzecz dzieje się w Chicago, a Dymitr, szukając pomocy dla kogoś dla niego ważnego, wdeptuje, dosłownie i w przenośni, do świata, gdzie kluczowe wydarzenia dzieją się w Noc Kupały, a Baba Jaga to jedna z ważnych postaci. Andrzej, pisząc recenzję, nadał jej tytuł „Zmora ze strzygą wchodzą do baru w Chicago” i jest to bardzo adekwatne „streszczenie” treści.
Ciekawe podejście, ale jest sporo „ale”. Po pierwsze fakt, że autorka odnosi się do polskich wierzeń i kultury, ale coś nie zagrało w wyborze imion, bo nagle mamy tego Dymitra i nie tylko, co wydaje się jednak skrętem bardziej na wschód, a nie trzymaniem się polskich korzeni. Sama powieść jest króciutka i jakby ją wydać standardowo, to by była nowelka, ale przecież można poszerzyć marginesy i odstępy między wierszami. Czyli nie nastawiajcie się na długi pobyt w słowiańskich klimatach Chicago, to będzie raczej wpadniecie na chwilkę.
Jednak wcale nie odradzamy Wam sięgania po „Między wrony”, bo spojrzenie na słowiańskie legendy i wierzenia okiem kogoś, kto nie został tu wychowany i nie przesiąka polską literaturą i baśniami od małego, jest ciekawe. Do tego wychodzi drugi tom, Vesper już go zapowiedział w swoich planach wydawniczych, angielski tytuł to „To Clutch a Rasor”, więc podejrzewam jakieś „Chwytanie się brzytwy”.
Aga
Powyższy tekst nie jest efektem współpracy reklamowej. Jest opinią własną, subiektywną i żaden przelew nie miał na nią wpływu.
Grafiki używane w tym wpisie powstały przy pomocy narzędzi AI. Okładki pochodzą z materiałów wydawców.
