PIĄTEK
Czytam „Antarktykę” Kima Stanleya Robinsona i od mniej więcej drugiego rozdziału mam w głowie jedno pytanie – jakie wykształcenie ma autor? Jego długie akapity napakowane naukowym słownictwem, wywody na temat geologii i wiedzy o lodzie, a w ostatnim rozdziale mamy neutrina. I co się okazuje? Robinson jest z wszelkiego wykształcenia osobą od literatury! Zero studiów technicznych, inżynieryjnych ani żadnych innych „twardych” kwestii naukowych. Czyli facet robi taki research, że klękajcie narody! Przed pisaniem „Antarktyki” był w 1995 roku na Biegunie Południowym w ramach programu The National Science Foundation i tyle. Reszta to odpowiednie lektury i odpowiedni ludzie, którzy chcieli się swoją wiedzą dzielić.
SOBOTA
Ja mam taką sugestię i ona jest w zasadzie propozycją nie do odrzucenia – czy wydawnictwa mogłyby łaskawie numerować tomy wydawane w seriach w widocznym miejscu na okładce? Zdarza się to raz na dziesięć razy i przyznaję, że wtedy jestem zachwycona i kocham wydawnictwo znacznie bardziej. Ale jak muszę sprawdzać w Lubimy Czytać albo w Goodreads, jaka jest kolejność poszczególnych powieści w ramach cyklu, to zgrzytam zębami. A jeszcze bardziej zgrzytam zębami, kiedy próbuję to znaleźć jako listę wydrukowaną gdzieś na początku książki i okazuje się, że owszem jest tam coś, co zatytułowano „inne powieści autorki/autora” i co nie jest żadnym chronologicznym wyliczeniem, a już na pewno nie jest spisem powieści z danej serii.
I dlatego dzisiaj kocham wydawnictwo Nowe Strony, a nie lubię ani Maga, ani Jaguara, ani You&YA (część grupy wydawniczej Muza). Amen.
NIEDZIELA
Zakochałam się w tych okładkach. Chodzi o serię o Emily Wilde, której autorką jest Heather Fawcett (a seria zaczyna się od „Emily Wilde. Encyklopedia Wróżek i Elfów”). The Guardian określił trzeci tom jako „Naprawdę czarującą akademicką baśń.” i chyba dobrze oddaje to klimat całego cyklu. Ale treść na razie jest dla mnie nieznana, więc się nią nie zachwycę, ale te okładki! Autorką grafik, które wykorzystano w każdym z trzech tomów jest Bex Parkin. I teraz coś, co mnie niesamowicie zaskoczyło. Kiedy zajrzałam na jej instagramowy profil, to było kolorowo, słodko, ale nie poczułam się zachwycona. Ot, grafiki i to wcale nierzucające na kolana. Podejrzewam, że na okładkach wielkie znaczenie ma to, że są teksty i dopiero połączenie liter i grafik, kształtów, kolorów, sprawiło, że nie mogę od nich oderwać wzroku. Śliczne!
PONIEDZIAŁEK
Sprawdziłam z czystej ciekawości w notatkach – „Katabazę” po raz pierwszy otworzyłam 20. października zeszłego roku. I przez ponad dwa miesiące przeczytałam jakieś 100 stron. Bez wielkich emocji, bez kochania lub nielubienia żadnej z postaci, z poczuciem, że za nic nie mogę się w ten tekst wbić. I wczoraj bardzo świadomie zafundowałam sobie długą katabazową sesję czytania, ponad dwie godziny i… „zażarło”, w końcu miałam wrażenie, że opowieść wywołuje jakieś emocje, a bohaterowie przestali być mdli i nijacy. Dzisiaj mam w planach powtórkę czytania w ilościach hurtowych i jestem pewna, że skończę dzień z zakładką hen, hen za połową książki. Ale recenzja się szykuje, że ho ho.
WTOREK
Wydawnictwo Flow zapowiedziało, że będzie wydawać po polsku kolejny romans Felicii Kinglsey (zapowiedziany na koniec stycznia), czyli „To nie jest kraj dla singli”. Małe włoskie miasteczko w Toskanii, cierpiące na niedostateczną podaż kawalerów zdatnych do ożenku. I nagle pojawia się „jednorożec”, nowy właściciel lokalnej posiadłości, uroczy Anglik i w dodatku bez żony. A z nim w pakiecie kolega, również niezaobrączkowany. Szaleństwo panien i ich matek sięga zenitu i nikt nawet nie ukrywa, że czerpie się tu całymi garściami z Jane Austen. Wyjęłam sobie włoski oryginał „Non è un paese per single” i chyba pojawi się wysoko na liście „do czytania już teraz”. Ciekawe, jakich ciekawych słówek nauczę się tym razem? Po czytaniu „Matrimonio di convenienza” dowiedziałam się, jak jest po włosku „kaftan bezpieczeństwa”…
ŚRODA
Maciej Siembieda, o którym coraz częściej mówi się, że jest mistrzem polskiego thrillera historycznego, to postać, która mnie zachwyca i nie ukrywam, że inspiruje. Owszem studiował polonistykę. Owszem zdobył uznanie jako dziennikarz i reportażysta. Ale zadebiutował jako pisarz w wieku 56 lat! I to jest inspirujące, w jakiś dziwny sposób dające nadzieję, że można robić szalone rzeczy i spełniać marzenia w dowolnym wieku. I nie zastanawiać się, czy na coś jest za późno. A Siembieda pojawił mi się „w domu”, bo poprosiłam Andrzeja o kupienie „Gołoborza”. Entuzjastyczne recenzje to jedno, ale jeśli w materiałach wydawcy powtarza się do znudzenia, że ta powieść przypomina trochę „Mistrza i Małgorzatę”, to ja wiem, że będę czytać i szukać tego „trochę”… I w sumie to nie wiem, czy mam nadzieję, że znajdę, czy mam nadzieję, że jednak nie.
CZWARTEK
Najlepszym testem tego, czy powieść była dobra, jest u mnie powrót do listy książek czytanych kilka lat temu i sprawdzenie, czy w ogóle pamiętam, o czym to było. Mam takie porządnie prowadzone listy od 2016 roku i z ciekawości zajrzałam właśnie do tej sprzed 10 lat, do stycznia i książek wtedy czytanych. I w sumie zaskoczenia nie ma.
Osiem przeczytanych książek w styczniu 2016. Doskonale pamiętam cztery z nich: fantasy „Warbreaker” naszego uwielbianego Sandersona (po polsku wydane pod tytułem „Rozjemca”), dwa tomy o Dorze Wilk: „Egzorcyzmy Dory Wilk” i „Na wojnie nie ma niewinnych” oczywiście Jadowskiej oraz świetną powieść Jonathana Franzena „Corrections” (po polsku „Korekty”, czyli opowieść o amerykańskiej rodzinie, gdzie relacje są trudne, choroba ojca nie ułatwia niczego, rodzeństwo średnio utrzymuje kontakty, a mamusia postanawia, że wspólne święta, może ostatnie, to coś, czego potrzebują, aha, jasne!).
Do tego został mi w głowie klimat i emocje, ale nie treść japońskiej powieści „Deep River” Shusaku Endo. Podobnie z jednym z tomów Daniela Silvy o Gabrielu Allonie „The Defector” (w Polsce tytuł to „Uciekinier”), ale tam było tyle tomów, że ich fabuły mieszają mi się między sobą.
A zupełnie nie pamiętałam, o czym był „Kamerdyner” Willa Haygooda i „Kokainowe noce” J.G. Ballarda. Pustka absolutna, czytelnicza próżnia.

Ten tydzień był w książkach:
- ANTARKTYKA – Kim Stanley Robinson
- cykl „EMILY WILDE” – Heather Fawcett (3 tomy)
- KATABAZA – R. F. Kuang
- TO NIE JEST KRAJ DLA SINGLI – Felicia Kingsley (polska premiera pod koniec stycznia)
- GOŁOBORZE – Maciej Siembieda
- ROZJEMCA – Brandon Sanderson
- EGZORCYZMY DORY WILK i NA WOJNIE NIE MA NIEWINNYCH – Aneta Jadowska (pierwsze tomy cyklu o Dorze Wilk)
- KOREKTY – Jonathan Franzen
- DEEP RIVER – Shusaku Endo
- UCIEKINIER – Daniel Silva (z cyklu o Gabrielu Allonie)
- KAMERDYNER – Will Haygood
- KOKAINOWE NOCE – J.G. Ballard
Aga
Powyższy tekst nie jest efektem współpracy reklamowej. Jest opinią własną, subiektywną i żaden przelew nie miał na nią wpływu.
Zdjęcia użyte w tym wpisie są naszego autorstwa, a grafiki powstały przy pomocy narzędzi AI.

Pimposhka
9 stycznia, 2026Dobra, dobra. Dawaj 'Faworytów’ bo ja skończyłam i nie mogę się doczekać Twoich wrażeń.
intensywni
9 stycznia, 2026: )))) Co za entuzjazm. „Katabaza” skończona wczoraj „Faworyci” do zaczęcia dzisiaj, czyli pierwszy wpis jutro, zgodnie z planem.
Aga