PIĄTEK

Kalendarz Przekroju informuje, że dzisiaj jest Dzień Czytania Poezji w Pracy. Popieram. Przekrój wrzucił z tej okazji ten wiersz:

Julian Tuwim – Trawa

Trawo, trawo do kolan!
Podnieś mi się do czoła,
Żeby myślom nie było
Ani mnie, ani pola.

Żebym ja się uzielił,
Przekwiecił do rdzenia kości
I już się nie oddzielił
Słowami od twej świeżości.

Abym tobie i sobie
Jednym imieniem mówił:
Albo obojgu - trawa,
Albo obojgu - tuwim

A ja Wam zostawię mój ukochany wiersz z okresu dzieciństwa.

Konstanty Ildefons Gałczyński – STRASNA ZABA – wiersz dla sepleniących

Pewna pani na Marszałkowskiej
kupowała synkę z groskiem
w towazystwie swego męza, ponurego draba;

wychodzą ze sklepu, pani w sloch,
w ksyk i w lament: — Męzu, och, och!
popats, popats, jaka strasna zaba!

Mąz był wyżsy uzędnik, psetarł mgłę w okulaze
i mowi: — Zecywiście cos skace po trotuaze!

cy to zaba, cy tez nie,
w kazdym razie ja tym zainteresuję się;

zaraz zadzwonię do Cesława,
a Cesław niech zadzwoni do Symona —
nie wypada, zeby Warsawa
była na „takie coś” narażona.

Dzwonili, dzwonili i po tsech latach
wrescie schwytano zabę koło Nowego Świata;
a zeby sprawa zaby nie odesła w mglistość,
uządzono historycną urocystość;

ustawiono trybuny,
spędzono tłumy,
„Stselców” i „Federastów”
— Słowem, całe miasto.

Potem na trybunę wesła Wysoka Figura
i kiedy odgzmiały wsystkie „hurra”,
Wysoka Figura zece tak:

— Wspólnym wysiłkiem ządu i społecenstwa
pozbyliśmy się zabiego bezecenstwa —
panowie, do gory głowy i syje!

A społecenstwo: — Zecywiscie,
dobze, ze tę zabę złapaliście,
wsyscy pseto zawołajmy: „Niech zyje!”

SOBOTA

Uwielbiam taki stan, kiedy otwiera się książkę wieczorem i zapomina o całym świecie. Zamyka ostatnią stronę po północy i ma wrażenie, że wraca się z bardzo dalekiej i bardzo przyjemnej podróży. A rano człowiek sobie uświadamia, że przeczytał prawie 400 stron (krótkie rozdziały i marginesy o zauważalnym rozmiarze, ale jednak!) i nawet nie wie kiedy. Gdyby ktoś pytał, to czytałam „Faworytów”, ale się skończyli…


NIEDZIELA

„Reading Around the World”, czyli wyzwanie, żeby przeczytać książkę dziejącą się lub napisaną przez autora z każdego kraju na świecie. Niektórzy idą po bandzie i czytają tylko te napisane przez autora danej narodowości. Inni łączą te dwie możliwości, co czyni wyzwanie łatwiejszym. Ja łączę. Aaaa, czyli się przyznałam. Od zeszłego roku próbuję czytać „dokoła świata” i mam bardzo ciekawe wyniki. Moja mapka ma mnóstwo kropeczek we Włoszech i w Japonii. Reszta… To już raczej czytelnicze pustkowie. Ale za sukces uznaję, że mam kropeczkę w Omanie. Za „Ciała niebieskie”, które napisała Jokha Alharthi.


PONIEDZIAŁEK

Wiedzieliście, że do tej pory wydawane  i wznawiane w Polsce tłumaczenie cegły napisanej przez Thomasa Manna, czyli „Buddenbrookowie”, pochodzi z 1931 roku i jest dziełem Ewy Librowiczowej? Od tamtej pory nikt nie stawił czoła tej prozie. Aż trzeba było odwagi Jerzego Kocha, żeby powiedzieć sobie i wydawcy, że ok, robimy to. I oto po 94 latach (wow!!!) mamy nowe tłumaczenie. Bardzo bawi mnie stwierdzenie, że to tłumaczenie ma odkryć powieść dla współczesnego czytelnika i „odświeżyć” opowieść o upadku pewnej kupieckiej rodziny. Bawi, bo brzmi jak z reklamy samochodu po liftingu wizualnym karoserii. Ale już tak poważnie, to jedna z tych powieści, które mam na długiej liście klasyki, którą kiedyś chociaż raz chcę przeczytać. „Czarodziejska góra” za mną, czas na kolejne spotkanie z Mannem.


WTOREK

Kilka miesięcy temu zapytałam na Instagramie o książki o najdziwniejszych tytułach i pojawiło się sporo zabawnych propozycji, ale chyba wtedy zapomniałam pochwalić się własnym „zabawno-tytułowym” odkryciem, które mam w domu (może dlatego mi umknęło, bo przecież najciemniej pod latarnią). Jacek Galiński i jego (tu fanfary!!!) „Czwarte sikanie Bożenki Kowalskiej”. Dom spokojnej starości, seniorzy o różnym poziomie zaradności i zgryźliwości i nasza Bożenka, która zawsze głośno sika nad ranem, aż pewnego poranka nikt dźwięków z toalety nie słyszy, bo Bożenka się nie obudziła. Nie czytałam, więc nie powiem Wam, na ile toto zabawne, ale tytuł jest tak charakterystyczny, że wlazł nam z butami do rodzinnego słownika i to również w formie wariacji wszelakich, na przykład „czwarte karmienie Bożenki”, kiedy nasz kot żebrze o czwartą michę żarcia, chociaż trzecią skończył kwadrans wcześniej, ale chyba o tym nie pamięta.


ŚRODA

Właśnie przeczytałam, że Jean-Pierre Jeunet w zasadzie kończy prace nad adaptacją kinową jednej z moich ukochanych powieści, czyli „Życia Violette” Valerie Perrin. Premiera planowana jest jeszcze w tym roku. I??? I nic! Bo to jeden z tych przypadków, kiedy ja doskonale wiem, że na pewno nie chcę oglądać filmu. Tak uwielbiam powieść i mam w głowie tak mocno „narysowane” postacie, miejsca, zdarzenia, że mogę nie znieść tego, że reżyser na bank pokaże to inaczej. Poza tym już wielokrotnie było tak, że scenariusz adaptacji naprawdę dobrej powieści był tak „pokrzywiony” w kierunku komercji i napisany tak pod publiczkę, że aż bolało. Bo powieść była za mało komercyjna, więc scenarzyści stawali na głowie, żeby film był co najmniej kontrowersyjny. Pierwszy przykład jaki przychodzi mi do głowy? Powieść Elin Hilderbrand „Para idealna”, przeczytałam i naprawdę mi się podobało, miało klimat, miało tajemnicę, miało nieźle napisanych bohaterów. Zaczęłam oglądać serial i wyłączyłam po kwadransie, dosłownie! Na to się nie dało patrzeć. I owszem, reżyserem „Życia Violette” jest Francuz, więc może nie będzie amerykańskiej komercji, ale… nie będę ryzykować.


CZWARTEK

Kiedy się człowiek nastawia, że zostało mu jakieś 120 stron książki, więc wieczorem będzie kończył. Książka jest świetna i wciągająca, czyli „szybkoczytalna”. Nie przewiduje się porażki. A tutaj zonk! I to jest scenariusz mojego wczorajszego wieczornego czytania. Dobrze jeszcze, że nie byłam tak pewna swego, żebym od razu awansem nie zapisała sobie po południu tej książki na listę przeczytanych, bo przecież na bank skończę. Nie skończyłam. Zmęczona ostatnimi niedospanymi nocami i mega intensywnym dniem padłam po półgodzinie, czyli nadal ma jakieś 60 stron przed sobą na dziś. A książka dobra, oj, dobra! Kończę drugi tom w słowiańskich klimatach, czyli „Szatę z piór” i przede mną jeszcze tom trzeci, najgrubszy.

Ten tydzień był w książkach:

  • FAWORYCI – Layne Fargo
  • CIAŁA NIEBIESKIE – Jokha Alharthi
  • BUDDENBROOKOWIE – Thomas Mann
  • CZARODZIEJSKA GÓRA – Thomas Mann
  • CZWARTE SIKANIE BOŻENKI KOWALSKIEJ – Jacek Galiński
  • ŻYCIE VIOLETTE – Valerie Perrin
  • PARA IDEALNA – Elin Hilderbrand
  • SZATA Z PIÓR – Magdalena Wolff (2. tom z cyklu „Moc korzeni”)
Aga

Jeśli doceniasz to, co robimy i chcesz pomóc nam tworzyć więcej takich treści, postaw nam wirtualną kawę.

To drobny gest, który daje nam wielką motywację. Dzięki!

Co o tym sądzisz?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Brak komentarzy jak do tej pory :(